
Dzisiaj portal „Strefa Edukacji” zamieścił tekst Katarzyny Mazur, informujący o odroczeniu do 1 września 2027 roku obowiązkowego wprowadzenia do programów nauczania tygodnia projektowego. Oto obszerne fragmenty tej publikacji i link do jej pełnej wersji:
Kontrowersyjny element reformy odroczony. „Wiemy, że to jest skomplikowane”
Jedna z najbardziej praktycznych zmian zapowiadanych w reformie Kompas Jutra nie zostanie od razu narzucona szkołom jako obowiązek. MEN przyznaje, że jej wdrożenie może być organizacyjnie wymagające, dlatego pierwszy rok ma być czasem próby.
Tydzień projektowy to jeden z najbardziej widocznych elementów reformy Kompas Jutra i szeroko dyskutowany. Nie wejdzie jednak od razu jako obowiązek. Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada, że od 1 września 2026 roku szkoły będą mogły wprowadzać go fakultatywnie. Obowiązkowy ma stać się dopiero rok później, od 1 września 2027 roku. Ma to być efekt rozmów Ministerstwa Edukacji z nauczycielami podczas trasy informującej o reformie Kompas Jutra.
Tydzień projektowy nie jest zwyczajną zmianą w planie lekcji. W założeniu ma być czasem pracy nad większym zadaniem, problemem lub tematem, który wymaga od uczniów łączenia wiedzy z różnych przedmiotów, współpracy, samodzielnego planowania i praktycznego działania.
[…]
Czym w praktyce ma być tydzień projektowy?
Najprościej: odejściem od zwykłego rytmu pojedynczych lekcji na rzecz pracy nad projektem. Uczniowie mogą badać wybrany problem, przygotowywać rozwiązanie, wykonywać doświadczenia, tworzyć prezentacje, modele, raporty, działania społeczne lub praktyczne zadania związane z otoczeniem szkoły. Istotne ma być nie tylko to, czego się dowiedzą, ale także jak będą pracować: jak podzielą się zadaniami, zaplanują pracę, wykorzystają informacje, wyciągną wnioski i przedstawią efekt.
W założeniach reformy tydzień projektowy ma więc rozwijać to, czego często brakuje w tradycyjnym systemie: samodzielność, sprawczość, współpracę, komunikację czy umiejętność wykorzystywania wiedzy poza klasówką. MEN łączy to z diagnozą, że szkoła musi lepiej przygotowywać uczniów do dorosłego życia i pokazywać praktyczne zastosowanie nauki.
Praktycy sceptycznie podchodzili jednak do narzucania konkretnej formy tego dydaktycznego rozwiązania. – Nie mam nic przeciwko metodzie projektowej. To nauczyciel powinien decydować, w jaki sposób realizuje cele dydaktyczne. Natomiast wpisanie obowiązkowego tygodnia projektowego — a nie na przykład dwóch tygodni czy miesiąca pracy projektowej — stanowi ingerencję w uprawnienia organizacyjne dyrektora szkoły. Minister nie może w rozporządzeniu regulować wszystkiego – podkreślał przewodniczący WZZ „Forum-Oświata” Sławomir Wittkowicz w rozmowie ze Strefą Edukacji. Inni podkreślali, że mają już swoje wypracowane praktyki w szkołach, które realizują cel, ale w innym rytmie, innym wymiarze czasu.
To właśnie ta praktyczna strona może okazać się najtrudniejsza. Szkoły będą musiały ustalić, kto koordynuje projekty, jak włączyć nauczycieli różnych przedmiotów, jak zorganizować plan lekcji, jak oceniać pracę uczniów. W mniejszych szkołach problemem może okazać się kadra i warunki lokalowe, w większych — skala przedsięwzięcia i koordynacja wielu klas. – Cieszę się z tego odroczenia – mówi nauczycielka języka polskiego. – Prawdę mówiąc trudno mi było sobie wyobrazić jak to zorganizujemy, jak zapewnimy wartościowy czas wszystkim klasom, wszystkim dzieciom przez cały tydzień. Przetestujemy w nadchodzącym roku parę rozwiązań.
Decyzja o fakultatywnym pierwszym roku pozwoli szkołom przetestować rozwiązanie, zanim stanie się ono obowiązkowe. Można ten czas wykorzystać na pilotaż: jeden projekt, wybrane klasy, prostszy temat, sprawdzenie, co działa, a co wymaga zmiany.
MEN przedstawia to jako element kroczącego wdrażania reformy. Dla szkół będzie to jednak przede wszystkim sprawdzian, czy nowa idea da się przełożyć na codzienną organizację pracy.
Cały tekst „Kontrowersyjny element reformy odroczony. ‘Wiemy, że to jest skomplikowane’” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Wczoraj prof. Bogusław Śliwerski zamieścił na swoim blogu „Pedagog” bardzo ważny tekst, w którym podzielił się z informacją, jaka napłynęła do niego od Janusza Moosa – twórcy i długoletniego dyrektora Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Oto ten tekst bez skrótów. Pogrubienia i podkreślenia fragmentów – WK. Poniższe zdjęcie zamieściłem z materiału „Janusz Moos: 80 lat życia, w tym: 53 – w zawodzie, 46 – w doskonaleniu nauczycieli”, którego jestem autorem , a zamieszczony został z okazji 80. urodzin Janusza Moosa 10 lipca 2019 roku:
Foto: screen z obrazu wideo
Mgr inż. Janusz Moos w swoim gabinecie
Polityka wymazywania historii placówki oświatowej
Będący już na emeryturze były dyrektor Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w Łodzi pan mgr. inż. Janusz Moos przekazał mi informacje o aktualnej sytuacji tej placówki w odniesieniu do wcześniejszej jego działalności. Przeczytajmy najpierw, na co zwraca uwagę jeden z najwybitniejszych przedstawicieli kadr kierowniczych w polskiej oświacie, kiedy obserwuje już z daleka, by zastanowić się nad procesami marnotrawstwa kapitału oświatowego w edukacji.
Zapewne opinia b. dyrektora została napisana na podstawie informacji udostępnionych w portalu ŁCDNiKP i w wyniku spotkań czy rozmów z także byłymi lub być może jeszcze zatrudnionymi jej pracownikami. Spójrzmy na to w kategorii case study:
W ciągu ostatnich dwóch i pół roku z Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego odeszło 45 pracowników. Obecnie odczuwalny jest brak konsultantów, doradców metodycznych, specjalistów oraz nauczycieli kształcenia praktycznego dla wielu obszarów edukacyjnych i przedmiotów występujących w planach kształcenia.
Zlikwidowano doroczne Podsumowania Ruchu Innowacyjnego w Edukacji, Nauczycielski Zespół Postępu Pedagogicznego, zespoły nauczycieli innowatorów oraz inne zespoły nauczycielskie, które pod kierunkiem konsultantów i doradców metodycznych pracowały nad rozwiązywaniem problemów związanych z wytwarzaniem wiedzy przez uczących się oraz wdrażaniem do praktyki szkolnej innowacji organizacyjnych i metodycznych.
Zlikwidowano również Studium Aktywności Dzieci i Nauczycieli oraz znacząco ograniczono działalność ukierunkowaną na prezentowanie nowych modeli edukacyjnych poprzez lekcje modelowe. Lekcje te odgrywały bardzo ważną rolę w praktyce edukacyjnej, ponieważ były ukierunkowane na aktywność uczniów oraz wytwarzanie wiedzy przez uczących się pod kierunkiem nauczycieli – architektów procesu edukacyjnego.
Zlikwidowano Akademię Młodych Twórców, której absolwenci zajmują obecnie odpowiedzialne stanowiska w firmach informatycznych, na uczelniach wyższych oraz w innych instytucjach życia społecznego i gospodarczego.
Zlikwidowano również Akademię Twórczego Dyrektora Szkoły oraz Akademię Wicedyrektora Szkoły.
Usunięto setki materiałów dydaktycznych wytworzonych przez pracowników Centrum, w tym książki publikowane w ramach serii „Przemiany w edukacji zawodowej w kontekście relacji szkoła–rynek pracy”, materiały kształcenia modułowego dla zawodów występujących w szkolnictwie zawodowym i policealnym, zeszyty metodyczne, katalogi innowacji pedagogicznych oraz liczne opracowania dotyczące wdrażania do praktyki szkolnej rozwiązań stymulujących aktywność uczniów, rozwój umiejętności poznawczych i praktycznych oraz samodzielne konstruowanie wiedzy.
Zlikwidowano również kilkaset plakatów i materiałów dokumentujących osiągnięcia Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, w tym certyfikaty potwierdzające zdobycie pierwszych miejsc w kategorii średnich przedsiębiorstw w ogólnopolskich konkursach „Lider Zarządzania Zasobami Ludzkimi’.
Zlikwidowano plakaty informujące o udziale Centrum w ważnych przedsięwzięciach edukacyjnych o zasięgu krajowym. Zlikwidowano także plakaty eksponowane wewnątrz i na zewnątrz budynku, informujące o wieloletniej współpracy z przedsiębiorstwami i instytucjami wdrażającymi nowe technologie do praktyki edukacyjnej.
Zlikwidowano system zarządzania jakością ISO, który przez wiele lat był wysoko oceniany podczas audytów. Zlikwidowano Radę Programową instytucji.
Zlikwidowano procesy służące prezentowaniu dorobku edukacyjnego konsultantów i doradców metodycznych poprzez regularne sesje plenarne, podczas których wszystkie ośrodki i pracownie przedstawiały efekty swojej działalności.
Zlikwidowano wiele pracowni edukacyjnych i różnych ośrodków funkcjonujących w strukturze Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego, między innymi Obserwatorium Rynku Pracy dla Edukacji oraz inne jednostki odnoszące sukcesy we wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań edukacyjnych.
Ograniczono działalność związaną z kształtowaniem umiejętności planowania kariery edukacyjnej i zawodowej uczniów. Zlikwidowano udział studia telewizyjnego Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego w organizowaniu procesu doradztwa zawodowego, mimo że wcześniej stanowiło ono ważne i skuteczne narzędzie wspierania młodzieży w wyborze dalszych kierunków kształcenia i rozwoju zawodowego.
Zlikwidowano liczne konkursy umiejętnościowe oraz przykłady rozwiązań konkursowych wykorzystywane w procesie kształcenia. Ograniczono również współpracę z przedsiębiorstwami, która przez wiele lat służyła wdrażaniu nowych technologii do praktyki szkolnej.
Systematycznie eliminowane są wartości organizacyjne i rozwiązania, które przez lata stanowiły o dorobku Łódzkiego Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego. W wielu obszarach edukacyjnych likwidowany jest dotychczasowy model pracy wypracowany przez pokolenia pracowników tej instytucji. KONIEC.
Zajrzałem na web-stronę tego Centrum * i … doświadczyłem poznawczego dysonansu. Nie mnie jest oceniać, weryfikować to, o czym pisze J. Moos, który jest dla mnie wiarygodnym nauczycielem-nauczycieli, menedżerem oświaty publicznej. To z nim współpracowały największe firmy globalne na świecie, m.in. Siemens, Microsoft.
Nie chodzi o to, że powołana nowa kadra kierownicza zmieniła logo tej placówki, ale także strukturę strony internetowej. Jeszcze tak niedawno można było – mimo tych zmian – znaleźć katalog zatytułowany „Archiwum” a w nim np. czasopismo wydawane przez J. Moosa wraz z zespołem znakomitych współpracowników.
Nie ma już nie tylko historii tej placówki, ale także danych archiwalnych o jej działalności w ub. latach, dokonaniach, osiągnięciach, laurach i wyróżnieniach. To nie jest tylko lokalna historia jednej placówki, lecz przykład szerszego zjawiska: administracyjnego zarządzania pamięcią edukacji finansowanej ze środków samorządu łódzkiego!
W samorządowej polityce oświatowej coraz częściej ujawnia się mechanizm znany z polityki państwowej a podporządkowanej interesom partii władzy: każda nowa władza nie tylko zmienia kierunek działania instytucji, lecz także przejmuje prawo do interpretowania jej przeszłości. Najprostszym sposobem tej interpretacji jest milczenie — usunięcie archiwum, wygaszenie nazw, zamknięcie dokumentacji, zatarcie śladów nagród, publikacji, zespołów, seminariów, laboratoriów praktyki, spotkań z twórcami alternatyw edukacyjnych. W ten sposób nie trzeba polemizować z dorobkiem poprzedników, bo można sprawić, że przestaje on być publicznie dostępny.
To jest szczególnie bolesne w przypadku takiej placówki jak ŁCDNiKP, ponieważ jej statutowa konstrukcja nie sprowadzała jej do roli usługowego organizatora szkoleń. Statut przewidywał ośrodki, pracownie, Obserwatorium Rynku Pracy dla Edukacji, Zespół Wydawniczy, zespoły problemowo-zadaniowe, Radę Programową, system jakości i wielowymiarową współpracę ze szkołami, uczelniami, przedsiębiorstwami oraz innymi podmiotami. Była to więc instytucja pamięci, projektowania i wdrażania zmiany, a nie tylko kalendarz wydarzeń edukacyjnych.
Najbardziej poruszające jest to, że wraz z archiwum znika nie tylko „dokumentacja”, ale ślad pracy konkretnych ludzi: nauczycieli, doradców, metodyków, dyrektorów szkół, twórców innowacji, partnerów społecznych. A przecież edukacja rozwija się nie przez same strategie i hasła, lecz przez ciągłość doświadczenia, rozpoznanie dorobku poprzedników i uczciwe pytanie, co z tego dziedzictwa warto kontynuować, a co zmienić.
To, co było wspólnym kapitałem i dumą środowiska łódzkiej oświaty, zostało potraktowane jak własność administracyjnej zmiany. Tam zaś, gdzie usuwa się pamięć instytucji, tam nie zaczyna się nowa jakość, lecz zanika możliwość odpowiedzialnego porównania.
Polityka wymazywania historii placówki samorządu łódzkiego jest polityką wygodną dla każdej nowej władzy, ale niszczącą dla edukacji. Szkoła, nauczyciele i instytucje wspierające oświatę nie rozwijają się od zarządzenia do zarządzenia, od dyrektora do dyrektora, od ministra do ministra. Rozwijają się przez pamięć, kontynuację, krytyczne dziedziczenie i zdolność uczenia się z własnej historii. Tam, gdzie usuwa się archiwum, nie tworzy się przyszłości. Tworzy się jedynie teraźniejszość bez świadków.
Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/
*Więcej autopromocyjnych tekstów znajduje się na fanpafe LCDNiKP – TUTAJ
x x x
Korzystając z tego, że zamieściłem powyższy tekst prof. Śliwerskiego, udostępniam plik zawierający zestawienie wszystkich tekstów, jakie na temat sytuacji w LCDNiKP po odejściu z funkcji dyrektora Janusza Moosa:
Wczoraj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono informację o stanowisku, jakie w sprawie projekt rozporządzenia normującego zasady oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych zajęła oświatowa „Solidarność”. Oto najważniejsze fragmenty tego tekstu, link do jego pełnej wersji, oraz link do źródłowego dokumentu Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność:
Solidarność stawia ocenę negatywną zmianom w systemie oceniania
Solidarność oświatowa negatywnie oceniła projekt rozporządzenia normującego zasady oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych.
>Nowe rozwiązania w obszarze oceniania i klasyfikowania uczniów nie uzyskały aprobaty nauczycieli z Solidarności.
>Ich sprzeciw wzbudziło szczególnie nowe podejście do prac domowych w szkołach podstawowych
>Związkowcom nie podobają się również projektowane zmiany w zakresie zasad oceniania zachowania uczniów.
Zmiany dotyczące prac domowych, oceny zachowania uczniów oraz niedostateczne uwzględnienie konsekwencji organizacyjnych wprowadzania zajęć praktyczno-technicznych – to podstawowe elementy projektu nowelizacji rozporządzenia w sprawie zasad oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów i słuchaczy w szkołach publicznych, które przesądziły o tym, że Krajowy Sekretariat Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” ocenił go negatywnie.
Związkowcom nie spodobało się w szczególności to, że:
-mimo iż prace domowe w klasach IV-VIII mają być nadal nieobowiązkowe i nauczyciele nie będą mogli za nie wystawiać ocen, to jednocześnie ich odrabianie przez uczniów może być brane pod uwagę przy ustalaniu rocznej oceny;
-nauczyciele wystawiając uczniowi ocenę z zachowania, mogą uwzględniać jego aktywność i funkcjonowanie poza szkołą;
-projekt nie uwzględnia okresu przejściowego dla zastąpienia pojęcia „technika” pojęciem „zajęcia praktyczno-techniczne”, którym posługuje się wdrażana Reforma Kompas Jutra, co może rodzić problemy przy stosowaniu przepisów dotyczące oceniania, klasyfikowania i egzaminowania uczniów w latach, w których te pojęcia będą równolegle funkcjonować. Jednocześnie wskazano, że zmiana terminologiczna nie może być oderwana od realiów organizacyjnych szkół i jeżeli nowe zajęcia mają mieć rzeczywiście praktyczny charakter, państwo i organy prowadzące muszą zapewnić szkołom odpowiednie warunki ich realizacji. […]
Cały tekst „Solidarność stawia ocenę negatywną zmianom w systemie oceniania” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Opinia Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” w sprawie projektu rozporządzenia Ministra Edukacji zmieniającego rozporządzenie w sprawie przeprowadzania postępowania rekrutacyjnego oraz postępowania uzupełniającego do publicznych przedszkoli, szkół, placówek i centrów – TUTAJ
Oto dwa najważniejsze fragmenty z informacji zamieszczonej dzisiaj na oficjalnej stronie MEN, i link do jej pełnej wersji:
10 czerwca 2026 r. Senat rozpatrzył tzw. ustawę o prawach i obowiązkach ucznia, nie wprowadzając do niej poprawek. Ustawa trafi teraz na biurko Prezydenta RP.
[…]
Teraz ustawa trafi do Prezydenta RP, który podejmie co do niej decyzję w terminie 21 dni.
Cały tekst „Senat bez poprawek przyjął ustawę o prawach i obowiązkach ucznia” – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Na portalu „Edunews” zamieszczono w poniedziałek 8 czerwca artykuł promujący bardzo wartościową wspólną inicjatywę Centrum Nauki Kopernik i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego o nazwie „Strefy Odkrywania, Wyobraźni i Aktywności” (SOWA). Uznałem, że należy je promować także na „Obserwatorium Edukacji”:
Aktywności wsparciem dla nauczyciela
Wielu nauczycieli zadaje sobie pytanie, jak przekazać swoim uczniom teorię zamkniętą w podręczniku w formie realnego, rozbudzającego ciekawość doświadczenia w ciągu lekcyjnych zaledwie 45-minut. Jak sprawić, by młody człowiek nie tylko odważył się na samodzielne eksperymentowanie i odkrywanie nauki w życiu codziennym, ale by w ogóle zechciał doświadczać świata w sposób bezpośredni i angażujący? Dla wielu edukatorów w ciągu kilku ostatnich lat odpowiedzią stały się Strefy Odkrywania, Wyobraźni i Aktywności (w skrócie SOWA). To właśnie tam wraz ze swoimi podopiecznymi przekonują się, że nauka nie polega na gotowych odpowiedziach, lecz na procesie odkrywania i ciągłego udoskonalania.
Strefy SOWA tworzone od 2021 roku przez Centrum Nauki Kopernik i Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego we współpracy z lokalnymi instytucjami w całej Polsce stały się miejscami, w których za sprawą nowoczesnych, interaktywnych eksponatów nauka przestaje być teorią zamkniętą w podręczniku czy Internecie, a staje się realnym doświadczeniem, rozbudzającym ciekawość. W Polsce działa już 50 Stref SOWA. Mieszczą się one w mniejszych miejscowościach, dzięki czemu nauka oparta na eksperymentowaniu, testowaniu i badaniu staje się dostępna dla mieszkańców miejsc oddalonych od dużych centrów nauki. Co warto zaznaczyć Strefy SOWA nie są miejscami wyłącznie dla dzieci. Eksponaty są uniwersalne – zaprojektowane tak, aby angażować użytkowników w różnym wieku i zachęcać do samodzielnego poznawania i zgłębiania różnych zjawisk, bez odgórnie wyznaczonej ścieżki zwiedzania, za to w swoim tempie, kierując się własną ciekawością. Każdemu stwarzają okazję do treningu ważnych w życiu umiejętności: wyobraźni przestrzennej, kojarzenia faktów i abstrakcyjnego myślenia. Ponadto Strefy SOWA są wyposażone w Majsternię – przestrzeń do podejmowania wyzwań konstruktorskich.
Celem Stref SOWA jest wzmacnianie kapitału naukowego lokalnej młodzieży oraz pomoc jej w rozwijaniu poczucia sprawczości i budowaniu kompetencji XXI w. Czynią to także poprzez organizację wydarzeń promujących naukę, realizację autorskich projektów, wspieranie działań edukacyjnych w szkołach ze swoich regionów. Spotkania z edukatorami i oryginalnymi eksponatami, udowadniają, że nauka zachwyca, budzi ciekawość, wciąga i bawi. Uczniowie odwiedzający Strefy SOWA wraz z nauczycielami potrafią spędzić w nich długie godziny, całkowicie pochłonięci eksploracją. Dzieci i młodzież z entuzjazmem tworzą własne animacje poklatkowe, badają ruch kroczącej sprężyny czy testują refleks. Nauczyciele szukają inspiracji i podejmują wyzwania logiczne w Majsterni. Od kilku miesięcy w Strefach pojawiają się nowe stacje badawcze i stanowiska doświadczalne – Przetestuj pamięć, Rysowanie z opóźnieniem, Śmigiełko, Złap mnie, jeśli potrafisz, Łoże Fakira oraz Spacer z funkcją, których działanie wymaga jeszcze większego zaangażowania odbiorcy.
Tylko w ubiegłym roku Strefy SOWA w całej Polsce odwiedziło ponad 290 tys. osób. Cześć z nich stanowili nauczyciele. Liczba gości wciąż rośnie, a rozwój sieci SOWA pokazuje, że równie ważne jak nowe technologie są doświadczenie i możliwość samodzielnego odkrywania praw rządzących światem.
Źródło: www.edunews.pl
Dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” znalazłem tekst Barbary Wesołej, informujący o interpelacji poselskiej czterech posłanek z Klubu KO, skierowanej 11 maja do MEN, oraz odpowiedzi z dn. 3 czerwca, której w imieniu MEN udzieliła wiceministra Paulina Piechna-Więckiewicz. Oto fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji. Ja wzbogaciłem te fragmenty o linki do oryginałów interpelacji i odpowiedzi ministra:
Szkoła bije na alarm, ministerstwo nie widzi problemu
[…]
Do Ministerstwa Edukacji Narodowej trafiła interpelacja w sprawie systemowych barier w organizacji staży uczniowskich i praktycznej nauki zawodu w szkolnictwie zawodowym. Posłanki zwróciły uwagę, że skuteczność kształcenia zawodowego zależy nie tylko od programów nauczania, ale też od realnej możliwości zdobywania doświadczenia u pracodawców, w instytucjach publicznych, laboratoriach, zakładach pracy czy spółkach komunalnych.
W interpelacji wskazano, że szkoły prowadzące kształcenie zawodowe mogą napotykać coraz poważniejsze trudności w organizacji staży. Problem ma dotyczyć szczególnie kierunków specjalistycznych, w których liczba potencjalnych miejsc stażowych jest ograniczona, a wymagania formalne, organizacyjne i dotyczące bezpieczeństwa są wyższe niż w zawodach o szerokiej bazie pracodawców.
– Jeżeli szkoła posiada projekt, środki, uczniów i program kształcenia, ale nie jest w stanie znaleźć wystarczającej liczby podmiotów gotowych do przyjęcia młodzieży na staże, oznacza to istnienie luki pomiędzy założeniami systemu edukacji zawodowej a praktycznymi możliwościami jego realizacji – napisano w interpelacji.
[…]
W odpowiedzi na interpelację Ministerstwo Edukacji Narodowej przekazało, że nie otrzymuje sygnałów dotyczących takich problemów szkół zawodowych. – Ministerstwo Edukacji Narodowej nie otrzymuje sygnałów, które dotyczyłyby problemów szkół zawodowych prowadzących kształcenie zawodowe w organizacji praktycznej nauki zawodu czy staży uczniowskich w projektach współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej – przekazała Paulina Piechna-Więckiewicz, podsekretarz stanu w MEN.
Interpelacja została oparta na konkretnym przypadku szkoły, która miała projekt i uczniów, ale napotkała trudności w znalezieniu miejsc stażowych, jednak resort nie wskazał, aby prowadził odrębne analizy pokazujące skalę podobnych problemów w kraju.
Doświadczenia uczniów w całym kraju jest jednak na to bezsprzecznym dowodem.
Problem miejsc na praktyki dotyczy już kandydatów do branżowych szkół oraz do techników. Uczniowie kończą szkołę podstawową, czekają jeszcze na wyniki egzaminu ósmoklasisty, a rodziny już słyszą, że na wybranym kierunku trzeba jak najszybciej znaleźć zakład pracy i podpisać umowę o praktyczną naukę zawodu.
W praktyce oznacza to, że o miejscu w zawodzie może decydować nie tylko wynik rekrutacji, ale także dostępność pracodawcy. Rodzice zwracają uwagę, że w części branż miejsc jest mniej niż chętnych, a zakłady współpracujące ze szkołami bywają zajęte już w maju albo nawet wcześniej. To szczególnie trudne dla uczniów, którzy dopiero wybierają szkołę i nie mają jeszcze pewności, czy zostaną przyjęci.
W mediach społecznościowych rodzice opisują sytuacje, w których uczniowie odwiedzają kolejne zakłady, ale słyszą odmowy. Powody są różne: część firm w ogóle nie przyjmuje uczniów, część ma już komplet, a część nie chce brać odpowiedzialności za osobę niepełnoletnią.
[…]
Rodzice zwracają też uwagę na konkurencję między uczniami różnych typów szkół. W tych samych zakładach praktyki mogą odbywać uczniowie szkół branżowych i techników, a liczba miejsc jest ograniczona. W efekcie nie dla wszystkich wystarcza pracodawców. – Zauważyłam, że brakuje miejsc dla uczniów szkół branżowych w tym samym zawodzie, ale to uczeń technikum zajmuje miejsce i trzeba szukać dalej. Nie starcza miejsc dla wszystkich dzieci – komentuje jedna z matek.
Warto tu przypomnieć, że w technikum uczniowie odbywają praktyki zawodowe w wymiarze co najmniej 280 godzin w ciągu 5 lat nauki, choć konkretna liczba godzin zależy od kierunku. Natomiast w szkole branżowej I stopnia praktyczna nauka zawodu jest mocniej wpisana w codzienność ucznia, bo zajęcia praktyczne odbywają się zwykle przez 2–3 dni w tygodniu przez cały trzyletni cykl kształcenia.
W komentarzach rodziców powtarza się obawa, że uczeń będzie musiał zrezygnować z wymarzonego kierunku nie dlatego, że zabraknie mu punktów, ale dlatego, że nie znajdzie praktyk. – Szkoła dała nam ofertę do dwóch zakładów pracy, ale już w maju nie było tam miejsca – pisze rodzic. – U nas trzeba było załatwiać praktyki przed rekrutacją, żeby w ogóle dopuścili do rekrutacji. Trudniej dostać się do branżówki niż do technikum przez to – komentuje kolejna osoba.
Ten wątek dobrze pokazuje lukę, o której mowa w interpelacji. System zachęca uczniów do wyboru kształcenia zawodowego, ale w części branż i miejscowości realna dostępność praktyk nie nadąża za ofertą szkół.
Cały tekst: „Szkoła bije na alarm, ministerstwo nie widzi problemu” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Na Portalu CEO zamieszczono tekst adresowany do dyrektorów szkół, który jest zachętą i ofertą uczestniczenia w wakacyjnym szkoleniu im dedykowanym. Oto ten tekst:
O przywództwie, relacjach i roli dyrekcji we współczesnej edukacji
Szkoła wygląda dziś inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Dyrektor nie tylko zajmuje się organizacją pracy i dokumentami, lecz także coraz więcej czasu poświęca ludziom. Czyli rozmowom z nauczycielami, spotkaniom z rodzicami, rozwiązywaniu napięć i szukaniu kierunku dla całej społeczności. W praktyce oznacza to codzienne decyzje, które rzadko mają jakiś oczywisty scenariusz.
Dyrektor mierzy się z sytuacjami, w których trzeba reagować szybko i uważnie. W jednej klasie pojawia się konflikt, w innej – nauczyciel potrzebuje wsparcia, a rodzic przychodzi z konkretnymi oczekiwaniami wobec szkoły. Każda z tych okoliczności wymaga rozmowy i znalezienia rozwiązania akceptowalnego przez różne strony. Doświadczenie administracyjne to za mało. Liczy się sposób prowadzenia rozmowy i gotowość do szukania wyjścia – nawet jeśli nie jest ono oczywiste.
Czy zdarzyło Ci się, że jedna rozmowa z rodzicem zmieniła bieg całego tygodnia pracy?
Partnerstwo, które naprawdę działa
W wielu szkołach kontakt z rodzicami kończy się na zebraniach i suchym przekazywaniu informacji. Ale tam, gdzie współpraca wygląda inaczej, zmienia się codzienne funkcjonowanie szkoły. Rodzice chętnie włączają się w organizację wydarzeń, asystują w działaniach wychowawczych, dzielą się swoimi umiejętnościami. W jednej szkole aktywnie organizują pikniki szkolne, w innej – prowadzą warsztaty albo angażują się w aktywności fundacji, które wspierają placówkę.
Taka współpraca nie pojawia się sama. Wymaga decyzji dyrektora, żeby otworzyć szkołę na obecność rodziców i potraktować ich jak partnerów. Oznacza to także zgodę na to, że nie wszystko da się zaplanować z góry, i że pojawią się różne (odmienne) pomysły, które trzeba będzie wspólnie omówić.
Szkoła jako miejsce spotkań
Coraz częściej szkoła przestaje być instytucją zamkniętą. Staje się miejscem, w którym spotykają się uczniowie, rodzice i mieszkańcy okolicy. Pojawiają się wydarzenia, inicjatywy i działania, które wykraczają poza lekcje. Dla uczniów to namacalne doświadczenie – widzą, że mogą mieć wpływ na to, co dzieje się wokół nich.
Natomiast z perspektywy dyrektora oznacza to dodatkowe wyzwania. Trzeba znaleźć sposób na zagospodarowanie zaangażowania rodziców, na wsparcie nauczycieli pracujących z różnorodnymi klasami i na zadbanie o to, żeby wszystkie działania były spójne. Wiele rozwiązań powstaje w praktyce, często metodą prób i błędów.
Rozmowa z innymi (dyrektorami/dyrektorkami) robi różnicę
W takiej sytuacji pomocne są spotkania z kolegami/koleżankami po fachu. Porozmawianie z osobą, która mierzy się z podobnymi wyzwaniami, pozwala zobaczyć własną sytuację z innej perspektywy. Nie chodzi o gotowe odpowiedzi, a o wymianę doświadczeń i sprawdzenie, co działa w innych szkołach.
Na Letniej Szkole Dyrektorów organizowanej przez Centrum Edukacji Obywatelskiej uczestnicy pracują na konkretnych przykładach ze swoich szkół. Analizują sytuacje, które wydarzyły się naprawdę, wspólnie szukają możliwych rozwiązań. Spotykają się osoby z różnym doświadczeniem, dzięki czemu rozmowy są osadzone w praktyce, a nie w teorii.
Rola dyrektora w codzienności szkół
Można też spojrzeć na rolę dyrektora jako na budowniczego mostów: pomiędzy różnymi potrzebami, oczekiwaniami i sposobami patrzenia na szkołę. Wszystkie grupy – nauczyciele, uczniowie, rodzice, organy prowadzące – wnoszą własną perspektywę. Zadaniem dyrektora nie jest ich ujednolicenie, lecz stworzenie przestrzeni, w której mogą się spotkać i zostać wysłuchane. Oznacza to często prowadzenie rozmów, które nie są łatwe, a także podejmowanie decyzji wymagających odwagi i odpowiedzialności.
Ważnym elementem tej pracy jest także wzmacnianie nauczycieli. To oni na co dzień są najbliżej uczniów i mają realny wpływ na atmosferę, jaka panuje w klasie. Dyrektor, który potrafi wspierać ich rozwój, dawać konstruktywną informację zwrotną i tworzyć warunki do współpracy, buduje szkołę opartą o zaufanie. W takich zespołach łatwiej dzielić się doświadczeniem, na bieżąco szukać nowych rozwiązań i reagować na zmieniające się potrzeby uczniów.
Nie bez znaczenia jest również sposób komunikacji. Jasność, uważność i gotowość do słuchania często decydują o tym, czy trudna sytuacja przerodzi się w konflikt, czy stanie się początkiem zmiany. Dyrektorzy podkreślają, że wiele napięć można rozładować na wczesnym etapie, jeśli znajdzie się czas na rozmowę i nazwanie problemu. To nie wymaga skomplikowanych narzędzi, tylko konsekwencji i otwartości.
Coraz częściej mówi się też o dobrostanie całej społeczności szkolnej. Przeciążenie, stres i szybkie tempo zmian dotykają zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Dyrektor, który dostrzega te wyzwania, może wprowadzać rozwiązania wspierające równowagę – od drobnych zmian organizacyjnych po większe decyzje dotyczące kultury pracy szkoły. To proces, który nie kończy się na jednej decyzji, on wymaga stałej atencji.
Właśnie dlatego tak cenne są przestrzenie, w których można na chwilę wyjść z codziennego rytmu i spojrzeć na swoją pracę z dystansu. Spotkanie z innymi dyrektorami pozwala nie tylko znaleźć inspiracje, lecz także upewnić się, że wiele wyzwań jest wspólnych. To daje poczucie, że nie trzeba działać w pojedynkę i że zmiana jest możliwa – krok po kroku, w realiach konkretnej szkoły.
Chwila na zatrzymanie
Codzienna praca dyrektora rzadko daje przestrzeń na refleksję. Teraz to moment, którego często brakuje w kalendarzu, choć MA realny wpływ na jakość podejmowanych decyzji.
Łatwo działać z rozpędu, przechodząc od jednej sprawy do kolejnej. Natomiast takie spotkania pozwalają się zatrzymać i przyjrzeć temu, co działa, a co wymaga zmiany. Nie chodzi o znalezienie jednego uniwersalnego sposobu prowadzenia szkoły. Ważniejsze jest zrozumienie własnych decyzji i ich konsekwencji. To właśnie w takich momentach pojawia się szansa na wprowadzenie zmian, które mają znaczenie w codziennej pracy szkoły.
Letnia Szkoła Dyrektorów odbędzie się w dniach 17-18 sierpnia 2026.
Miejsce: Warlity Wielkie, koło Ostródy.
Szczegóły programu i zapisy – TUTAJ
Zarezerwuj sobie czas na refleksję, której brakuje w codziennym biegu. Dołącz do grona dyrektorów, którzy świadomie rozwijają swoją rolę.
Źródło: www.ceo.org.pl
Wczoraj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono tekst, który jest syntezą informacji o fali sprzeciwu ustawie o wprowadzeniu Rzeczników Praw Ucznia i obowiązkowych Rad Szkół. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:
Oświata przeciw ustawie o prawach ucznia. ZNP, dyrektorzy i Solidarność chcą weta prezydenta
[…]
W piątek, 29 maja, Sejm przyjął kolejną nowelizację prawa oświatowego, tym razem zwaną ustawą o prawach i obowiązkach ucznia, która wprowadza kilka istotnych zmian w funkcjonowaniu szkół. Teraz ustawą ma się zająć Senat. Ale nawet jeśli wprowadzi on jakieś zmiany, nie należy się spodziewać, by Sejm miał je przegłosować. Wszystko wskazuje więc na to, że wyrok na tej ustawie wykona dopiero Prezydent RP. I tym razem zrobi to przy niemal powszechnym poparciu środowiska oświatowego, w tym nauczycieli oraz rodziców.
Przyjęta przez Sejm ustawa obok zgromadzenia w jednym miejscu i uporządkowania przepisów dotyczących praw i obowiązków ucznia, które były rozproszone w wielu aktach prawnych, wprowadza instytucję rzecznika praw uczniowskich oraz obligatoryjność powoływania rad szkół.
Te dwie kwestie od wielu miesięcy są mocno krytykowane przez środowiska oświatowe, które po prostu nie chcą się na to zgodzić. I chociaż Ministerstwo Edukacji Narodowej na tę krytykę w dużym stopniu odpowiedziało, ograniczając znacznie kompetencje rzeczników na poszczególnych szczeblach w zakresie dyscyplinowania nauczycieli oraz przesuwając o rok – na 1 stycznia 2028 roku – red. – start całej instytucji (podobnie zresztą jak w przypadku obligatoryjności powoływania rady szkoły), to jednak się z tych pomysłów nie wycofało.
A szkoda, bo obecnie, przede wszystkim za sprawą tych dwóch kwestii, cała praca nad prawami i obowiązkami ucznia może pójść do kosza. Prezydenckiego weta domagają się bowiem nie tylko organizacje katolickie, prawicowe, ale przede wszystkim wszystkie nauczycielskie organizacje związkowe oraz dyrektorzy zrzeszani w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu Kadry Kierowniczej Oświaty.
[…]
Dlaczego środowisko daje tak silny opór?
– Mamy nadzieję, że prezydent tego nie podpisze – mówi Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. – Dlaczego? Bo zawsze uważaliśmy, że instytucja rzecznika jest zbędna, od tego są inne instytucje: Rzecznik Praw Dziecka, Rzecznik Praw Obywatelskich – uzasadnia. – Nie do przyjęcia jest też koncepcja, że takim rzecznikiem w szkole miałby być nauczyciel, który jest opiekunem samorządu, bo on już z tego powodu ma co robić – stwierdza.
Nauczycielom z ZNP nie podoba się również przepis o obligatoryjnym powoływaniu rad szkół.
[…]
O niewprowadzanie do obiegu prawnego omawianej tu ustawy wystąpili także dyrektorzy szkół skupieni w OSKKO. W ich opinii największa wada ustawy to szkolny rzecznik praw uczniowskich.
[…]
Solidarność oświatowa nie ma wątpliwości. Prezydent powinien ustawę zawetować
– Mamy nadzieję, że prezydent zawetuje tę ustawę w całości – mówi Krzysztof Wojciechowski, wiceprzewodniczący Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność”. Dlaczego? To w szczegółach wyjaśniono m.in. w stanowisku z 9 maja, przyjętym przez KSNiO. Czytamy w nim, że projekt: […] Krajowy Sekretariat Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” za szczególnie niebezpieczne uznał przepisy dopuszczające anonimowe zgłoszenia do szkolnego rzecznika praw uczniowskich. W realiach współczesnej szkoły oznacza to otwarcie furtki do masowego składania niezweryfikowanych donosów, których szkoła nie będzie w stanie rzetelnie sprawdzić.
[…]
Wątpliwości co do weta prezydenckiego nie ma Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata”. – Ta ustawa nie ma szans na wdrożenie. Mamy sprzeciw de facto wszystkich central związkowych, sprzeciw organizacji pozarządowych i to z różnych stron, sprzeciw stowarzyszenia dyrektorów – wylicza. Podkreśla, że całkowicie zgadza się z opiniami, według których proponowane w projekcie zmiany chcą zmienić szkołę w quasiurząd z procedurami, z karami, z odwołaniami. – Dla mnie to jest naprawdę chore myślenie. Jeżeli ta ustawa przejdzie przez parlament, to będziemy składali wniosek do prezydenta o weto. I na pewno nie będziemy jedynymi – podkreśla.
[…]
Na pewno za wetem i zapewne takim spotkaniem będą optowały organizacje zrzeszone w Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, które zamierzają manifestować m.in. w tej sprawie 14 czerwca w Warszawie. Jak poinformowano na stronie www.ratujmyszkole.pl, do omawianego tu projektu ustawy odniósł się Marek Puzio z Instytutu Ordo Iuris, który powiedział: – W Sejmie procedowany jest projekt ustawy, który wprowadza centralnie ustalony katalog praw i obowiązków ucznia. To spowoduje, że szkoły będą mieć ograniczone możliwości ustalania podstawowych zasad, dotyczących na przykład stroju ucznia. Na poziom ustawy ma być wpisane prawo ucznia do kształtowania własnego wyglądu, czyli na przykład do przychodzenia do szkoły w kolorowych włosach, z kolczykami w różnych częściach twarzy czy z tatuażami. Ma to dotyczyć zarówno szkół publicznych, jak i prywatnych – w tym szkół katolickich.
Ma też pojawić się rzecznik praw uczniowskich, do którego uczniowie będą mogli złożyć skargę na nauczyciela w związku z naruszeniem ich praw i wolności, a rzecznik będzie mógł zbadać sprawę na miejscu, nawet bez zapowiedzi. – Wszystko to jest niezgodne z konstytucyjną zasadą pomocniczości. Państwo wkracza tam, gdzie szkoła i rodzice są w stanie samodzielnie zrealizować swoje cele – zaznaczył.
Cały tekst „Oświata przeciw ustawie o prawach ucznia. ZNP, dyrektorzy i Solidarność chcą weta prezydenta”
– TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl
Oto zamieszczony wczoraj na blogu „Profesorskie Gadanie” tekst prof. Stanisława Czachorowskiego, w którym podjął ważny problem stojący przed współczesnymi szkołami i uczelniami: jak i co należy sprawdzać u uczniów i studentów w epoce, gdy wiedzą zarządza IA:
O poszukiwaniu nowej formuły oceniania i egzaminowania
Czy angażować się w odwieczną szkolną zabawę w policjantów i złodziei? Zadać uczniom/studentom zadania i uniemożliwiać im ściąganie a raczej śledzenie ich i przyłapywanie ich na ściąganiu lub w drodze na skróty? Co jest istotą tego, że chcą ściągać? Lub czy sprawdzać na wykładzie listę obecności i jak weryfikować czy nie zostały dopisane martwe dusze? Czy wymagać obecności na wykładzie, na ćwiczeniach czy też może wymagać wykonania zadania, opanowania wiedzy i udokumentowania swojego postępu? Bez względu czy ktoś był na wykładzie czy nie? Jaki powinien być egzamin? Ustny, pisemny, testowy? A może projektowy? I jak rzeczywiście sprawdzić przyrost wiedzy a utrudnić ściąganie, podpowiadanie, pisanie gotowców? Różne sposoby ściągania wpisane są w cała historię szkoły i edukacji. To oczywiście temat na inną opowieść. Teraz chcę poświęcić uwagę zmianom, jakie przyniosła sztuczna inteligencja. Czy są to tylko nowe sposoby ściągania? A może coś więcej? Jak wspomniał Jacek Dukaj: nieunikniona jest sytuacja, gdy nie będzie się dało opowiedzieć czy dany tekst jest autorstwa człowieka czy AI. Co zatem czynić ma wykładowca-policjant uniemożliwiający ściąganie studentowi? Może trzeba uznać zmiany cywilizacyjne i symbiozę kulturową człowieka ze sztuczna inteligencją?
Żyjemy w epoce, w której tradycyjna definicja erudycji spektakularnie dokonała żywota. Przez stulecia mędrzec czy uczony był chodzącą biblioteką, był rezerwuarem faktów, dat, definicji i schematów. W takim świecie wyrastałem. Dziś ten model runął, przynajmniej częściowo. Smartfon podłączony do internetu, ukryty w kieszeni i algorytmy sztucznej inteligencji, gotowe w ułamku sekundy wygenerować syntezę dowolnego zagadnienia, odebrały ludzkiej pamięci biologicznej monopol na wiedzę. Wcześniej naszą biologiczną pamięć, zmagazynowaną w mózgowych neuronach zastąpiły biblioteczne karty z zadrukowanymi stronami. W dobie AI informacja jeszcze bardziej stała się towarem permanentnie dostępnym, niemal darmowym i wszechobecnym. Ta technologiczna rewolucja postawiła na głowie nie tylko uniwersytecką dydaktykę, ale przede wszystkim zmusiła nas do postawienia fundamentalnego, filozoficznego pytania: kim jest myślący człowiek w świecie, w którym maszyna wie lepiej i szybciej?
Współczesne narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji ostatecznie obnażyły anachronizm dotychczasowych metod weryfikacji wiedzy. Pierwszym podważeniem była pamięć zewnętrzna w postaci zadrukowanych książek. W szkole uczyłem się jeszcze wierszy na pamięć. Ale już wtedy rodziło się pytanie, po co uczyć się na pamięć, kiedy łatwo znaleźć wierny zapis w książce lub zeszycie? Egzaminy oparte na odtworzeniu materiału, testy wyboru czy nawet klasyczne eseje pisane na zadany temat straciły swoją dawną efektywność i przydatność. Stały się polem potyczek między antyplagiatowymi algorytmami a coraz doskonalszymi modelami językowymi. Próba ścigania się z AI na zapamiętywanie lub mechaniczne kompilowanie faktów jest z góry skazana na porażkę. A przynajmniej na dużo mniejszą efektywność. Dlatego zamiast pytać studenta: „Co wiesz?”, musimy zacząć pytać go: „Jak potrafisz zarządzać wiedzą, którą masz pod ręką?”. Ważne jest więc pytanie jak zarządza wiedzą (dostępną konektywnie) i jak tworzy wypowiedzi. Jak rozumuje w symbiozie nie tylko z książkami ale i ze sztuczną inteligencją. Już dawniej wiele prac tworzonych było zespołowo. Kto jest więc autorem pracy zespołowej? Tu też autorstwo jest z płynną i niewyraźną granicą. Tak teraz powstaje się współautorskie dzieło, tworzone w mutualistycznej symbiozie człowieka z AI.
Ta zmiana optyki głęboko osadza się w koncepcji konektywizmu – teorii uczenia się na miarę ery cyfrowej. Choć konektywni byliśmy od samego początku życia społecznego, na długo przed epoką pisma. W tym ujęciu wiedza nie jest już monolitem zamkniętym w ludzkim, pojedynczym mózgu, lecz dynamiczną siecią połączeń między ludźmi, papierowymi i cyfrowymi bazami danych i technologiami. Kluczową kompetencją nie jest posiadanie informacji, ale umiejętność jej odszukania, zweryfikowania, przesiania przez sito krytycznego myślenia i zsyntetyzowania. Przecież nie tylko gorliwe AI halucynuje, ale i ludzie od samego swojego zarania. Prawdziwym wyzwaniem dydaktycznym i egzystencjalnym staje się odpowiedź na pytanie: „czy potrafisz dotrzeć do właściwych węzłów tej globalnej sieci i czy potrafisz zrobić z nich realny użytek?” A jeśli tak, to jaki sens i wartość potrafisz z tego wydobyć? I jak to sprawdzić na egzaminie? Testem wielokrotnego wyboru? Pracą pisemną, esejem? Rozmową czy może raczej projektem? Od jakiegoś czasu zadaję sobie takie pytania i próbuję odpowiedzi wcielać w życie. Wiedząc, że są to próby czynione po omacku i że są narażone na różnorodne porażki. Powolne uczenie się na błędach i sukcesach z rozmyślaniem o sensie i celu. Bo przecież dopiero odkrywamy ten nowy świat.
W moich poszukiwaniach nowej formy akademickiego spotkania odrzucam zatem schemat odpytywania z gotowych odpowiedzi. Przenoszę ciężar z rezultatu na proces. I jest to poruszanie się na nieznanym lub mało znanym lądzie. Skoro wiedza jest łatwo dostępna, student musi stać się jej architektem, a nie tylko konsumentem. Sprawdzanie umiejętności konektywnego korzystania z zasobów świata najlepiej realizuje się w formach, które wymagają osobistego zaangażowania i śladu autentycznej obecności. Może to być systematycznie prowadzony dziennik refleksji – zapis intelektualnego dojrzewania i potyczek z chaosem informacyjnym, gdzie widać nie tylko to, co znaleziono, ale jak ewoluował sposób myślenia autora. Mogą to być autorskie e-booki czy interdyscyplinarne projekty, w których luźne fakty zostają spięte w nową, użyteczną całość. Egzamin w formie dziennika refleksji trwa cały semestr a nie tylko w ciągu jednej godziny w czasie sesji egzaminacyjnej. Jest zachęceniem do poszukiwań a nie jedynie sprawdzeniem, co się znalazło.
Co więcej, wkraczamy śmiało w erę nowej mówioności i form postpiśmiennych. Tekst drukowany przestaje być jedynym prawomocnym nośnikiem akademickiego dyskursu. Zdaję sobie z tego sprawę, choć trudno mi otworzyć się na nowe formy komunikacji i społecznego przekazu. Współczesny student może syntetyzować wiedzę w formie wideo opowieści, podcastu, cyfrowego eseju wizualnego czy dynamicznej narracji, która angażuje zmysły i intelekt odbiorcy w zupełnie nowy sposób. To powrót do korzeni ludzkiej kultury, do snucia opowieści, choć innymi formami. Ale jest to powrót wzbogacony o potężne cyfrowe instrumentarium. I to instrumentarium dopiero odkrywamy. Trzeba odwagi by odejść choć na trochę od utrwalonych schematów i własnych przyzwyczajeń. Może ta nowa postpiśmienna mówioność też ma swoje mocne i dobre strony? Trzeba ją odkryć, gdy ona dopiero powstaje. Gdy same siebie odkrywa i poznaje. Ale czyż to właśnie uniwersytet nie powinien być miejscem odkrywania nowości i eksperymentowania ze światem, który dopiero się rodzi? Gdzież jak nie na uniwersytecie powinniśmy ten świat wspólnie ze studentami odkrywać?
Oto informacja o konferencji prasowej Prezesa Sławomira Broniarza i wiceprezeski Urszuli Woźniak, jaką zamieszczono na oficjalnej stronie Związku Nauczycielstwa Polskiego:
Edukacja zasługuje na więcej niż 2,5 proc.
– Jeśli potwierdzą się doniesienia, że rząd oferuje nauczycielom jedynie 2,5 proc. wzrostu płac w 2027 r., będzie to głęboko niesprawiedliwe i szkodliwe przede wszystkim dla nauczycieli, ale także dla systemu edukacji – mówił prezes ZNP Sławomir Broniarz w poniedziałek 8 czerwca br. podczas konferencji prasowej Związku. ZNP oczekuje, że dojdzie do opamiętania i 15 czerwca rząd przedstawi Radzie Dialogu Społecznego propozycję, która będzie korzystna dla nauczycieli.
– Słyszmy zawsze, że decydująca jest sytuacja gospodarcza, ale tak naprawdę liczy się wola polityczna – dodała Urszula Woźniak, wiceprezes ZG ZNP.
Rząd we wstępnych założeniach zaproponował wzrost wynagrodzeń nauczycieli w 2027 roku o zaledwie 2,5 proc. Obecnie wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela wynosi odpowiednio:
-5300 zł brutto dla nauczyciela początkującego
-5500 zł brutto dla mianowanego
-6400 zł brutto dla dyplomowanego.
Podwyżka o 2,5 proc. oznacza wzrost wynagrodzenia zasadniczego o około 130 – 160 zł brutto. Po odliczeniu podatków rzeczywisty wzrost będzie jeszcze niższy.
Zarobki w oświacie nie stanowią zachęty do podejmowania pracy w zawodzie nauczyciela. Już dziś wiele szkół boryka się z brakami kadrowymi, szczególnie wśród nauczycieli przedmiotów ścisłych, zawodowych i języków obcych. Niska dynamika wzrostu płac może również przyspieszyć odchodzenie doświadczonych nauczycieli z zawodu. Osoby z wieloletnim stażem, które posiadają ogromny kapitał wiedzy i doświadczenia uznają, że dalsza praca w edukacji nie jest opłacalna.
W efekcie szkoły tracą ekspertów i wychowawców, którzy odgrywają kluczową rolę w kształceniu młodego pokolenia. Skutki takich decyzji odczują przede wszystkim uczniowie.
Grupa zawodowa obciążona tak odpowiedzialnymi zadaniami – w tym od września tego roku wdrożeniem reformy programowej Kompas Jutra – nie akceptuje podwyżki na poziomie 2,5 proc. Ta propozycja jest odbierana jako brak szacunku dla pracy i zaangażowania nauczycieli.
– Powtarzam – ten wskaźnik wzrostu jest głęboko niesprawiedliwy, a jednocześnie nie oddaje rzeczywistego wysiłku zawodowego, intelektualnego, nadkładu pracy, zakresu obowiązków nauczycieli. Takie stawki płac absolutnie nie stanowią zachęty do podejmowania pracy w zawodzie. Wręcz przeciwnie – mówił prezes ZNP. – Edukacja przegrywa z ekonomią, z wojną, z politycznymi układami – mówił prezes ZNP. – Pomija się jej rolę społeczną, cywilizacyjną, kulturową. Pomija się jej przeogromny wpływa na kształtowanie przyszłości.
Wiceprezes ZG ZNP Urszula Woźniak przyznała, że kiedy usłyszała o proponowanym 2,5-proc.wzroście wynagrodzeń, uznała, że to jakieś nieporozumienie. – Pomyślałam sobie, że przecinek jest nie w tym miejscu, co trzeba. 25 proc. to i owszem, moglibyśmy o tym rozmawiać – zaznaczyła.
Na kilku przykładach pokazała, jak rozwarstwiają się wynagrodzenia nauczycieli i przeciętne wynagrodzenie w gospodarce.
W latach 2024-2026 przeciętne wynagrodzenie w gospodarce wzrosło o 1,4 tys. zł, a wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela dyplomowanego o jedynie 482 zł.
Przypomniała, że obywatelski projekt ustawy „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli” przygotowany przez ZNP, nadal leży w sejmowej zamrażarce. Zgłoszona przez Związek ustawa miała właśnie zapewnić powiązanie płac nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem.
Obszerniejsza relacja na stronie Głosu Nauczycielskiego – TUTAJ
Źródło: www.znp.edu.pl













