
Dawno nie zaglądałem na blog Danuty Sterny, ale to co dzisiaj zobaczyłem jest ze wszech miar zasługujące na udostępnienia. Tym bardziej, że jest to rzadki przypadek, kiedy jej tekst nie jest spolszczeniem – głównie amerykańskich – źródeł:
Ustne wypowiadanie się uczniów
Rys. Danuta Sterna
W szkole rzadko kształci się wypowiedź ustną. Króluję egzaminy i sprawdziany pisemne. W tym wpisie, jak kształcić wypowiadanie się na każdym z przedmiotów szkolnych.
Egzamin ustny jest bardziej „ludzki” niż pisemny. W czasie egzaminu ustnego egzaminujący może zadać pytanie pomocnicze, poprosić o wyjaśnienie itp. Jednak dla wielu uczniów może być on bardziej stresujący, głownie dlatego, że nie są oni przyzwyczajeni do formułowania ustnego myśli.
Wypowiedź pisemna często może nie odzwierciedlać autentycznej wiedzy i umiejętności ucznia.
W ocenianiu w edukacji możemy zaobserwować tendencję do organizowania egzaminów pisemnych, a nawet do królującej formy testu. Egzaminy ustne i odpowiedzi ustne praktycznie zanikają, jako forma sprawdzenie, co uczeń wie.
Rozumiem przyczyny – tak jest taniej i szybciej. Jednak jest to ze szkodą dla dorastającego człowieka, który nie potrafi się wypowiadać. Egzaminoza ma swoją odmianę w postaci testomanii, gdzie odpowiedź polega na zgadywaniu lub eliminacji, a nie ma myśleniu.
Jak można to zmienić w klasie szkolnej?
Uzasadnienie odpowiedzi
Można za każdym razem prosić uczniów o uzasadnienie wyboru odpowiedzi w teście. Kłaść nacisk nie na wybór odpowiedzi, ale właśnie na uzasadnienie. Zatrzymywać się na wyjaśnianiu i analizowanie ewentualnego błędu. Testy wielokrotnego wyboru są znacznie lepsze niż jednokrotnego. W przypadku jednokrotnego wyboru można zgadnąć odpowiedź lub znaleźć ją metodą eliminacji, a to nie jest właściwe.
Odpowiedzi zespołowe
Uczniowie bywają zestresowani, gdy wymaga się od nich odpowiedzi ustnej. Dlatego najpierw lepiej jest polecić poszukanie odpowiedzi w parach lub w malej grupie. Uczniowie ustalając wspólnie odpowiedź muszą ją przedyskutować, poprzeć argumentami i wypowiedzieć się, a przy okazji mogą uczyć się wzajemnie od siebie.
Znacznie łatwiej jest sformułować odpowiedź na forum klasy, jeśli wcześniej ma się okazję przedyskutować ją z rówieśnikiem.
Odpowiedzi chóralne
Odpowiedzi jednoczesne całej grupy to technika dydaktyczna, w której nauczyciel zadaje pytanie, na które wszyscy uczniowie odpowiadają głośno ustnie w jednym czasie. Takie podejście niestety uniemożliwia sprawdzenie odpowiedzi każdego z uczniów, ale daje każdemu szansę na wypowiedzenie głośno odpowiedzi i usłyszenie jej samemu. Ten sposób jest skuteczny, gdy uczniowie nie potrafią odpowiadać pełnym zdaniem, uczy ich formułowania odpowiedzi.
W grupach
Nauczyciel opracowuje zestaw pytań, dla których konieczne jest uzasadnienie odpowiedzi. Każde pytanie jest zapisywane na osobnej kartce papieru i umieszczane na środku grupy. Każdy z grupy wybiera pytanie, stara się jak najlepiej odpowiedzieć na nie na głos, a następnie, jeśli to konieczne, prosi pozostałych członków grupy o pomoc. Jest to dobry trening dla formułowania wypowiedzi ustnych.
Prezentacje
Uczeń przygotowuje prezentacje, aby przedstawić temat swoim rówieśnikom. Może korzystać z przygotowanej prezentacji, która pomaga mu zachować płynność wypowiedzi, ale musi wcześniej przećwiczyć wypowiedź ustną, zanim przystąpi do prezentacji.
Moja mama, które kończyła gimnazjum tuż przed II Wojną Światową zdawała egzaminy ustne z każdego przedmiotu, takie były warunki ukończenia szkoły. Ćwiczenie wypowiedzi ustnych było wtedy na porządku dziennym w szkole. Ja również zdawałam egzamin ustny przy rekrutacji do liceum, wtedy egzamin przeprowadzało to liceum, do którego uczeń kandydował. Potem okazało się, że system taki nie jest „sprawiedliwy”. Zamieniono, go na system egzaminów zewnętrznych w formie, ogromnie kosztowny i prawie wyłącznie w formie pisemnej.
Pamiętam o dwóch inicjatywach w edukacji, które miały wspierać ćwiczenie umiejętności wypowiadania się. Jedna to ustna matura z języka polskiego polegająca na obronie przygotowanego projektu, a druga polegająca na wykonaniu i prezentacji projektu gimnazjalnego. Pierwsza z nich upadła na skutek krytyki nauczycieli języka polskiego, którzy zostali „ubrani” w bezpłatny obowiązek prowadzenia projektu maturzystów. Oficjalny powód był taki, że niektórzy maturzyści ściągali prace z Internetu i przedstawiali jako swoje. W dobie AI wygląda to na wyolbrzymiony problem, który będziemy musieli zaakceptować. Ostatecznie każdy uczeń musiał wtedy przedstawić (nawet ściągnięty) projekt komisji i odpowiedzieć na jej pytania. Ten pomysł zakładał, że w szkole średniej uczeń powinien uczyć się wypowiadać w języku ojczystym.
Projekt gimnazjalny, za którego pomysłem optował wtedy Jacek Strzemieczny (ówczesny prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej), zakładał, że uczniowie w czasie nauki w gimnazjum przeprowadzą projekt zespołowy i zademonstrują jego rezultaty. Niestety ten projekt też po pewnym czasie upadł. Pozostały tylko testy pisemne na koniec szkoły podstawowej. Teraz następuje próba reanimowania obowiązkowej metody projektu, ale jeśli nie przygotuje się warunków do realizacji projektów przez uczniów, przy wsparciu nauczycieli (odpowiednio za to wynagradzanych), to pomysł znowu się „wykrzaczy” i upadnie.
W życiu dorosłym uczniowie będą musieli się wypowiadać, uzasadniać swoje decyzje i przekonywać innych. Musza zdobyć tę umiejętność w szkole. W dobie egzaminów pisemnych kształcenie tej umiejętności zanika.
Źródło: www.oknauczanie.p
Minister Edukacji Barbara Nowacka powołała Mariusza Biniewskiego na stanowisko dyrektora Ośrodka Rozwoju Edukacji.
Mariusz Biniewski jest magistrem filologii polskiej i nauczycielem dyplomowanym z 25-letnim stażem. Od 2020 r. pełnił funkcję dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Gorzowie Wielkopolskim. Przez ostatnie dwa lata pełnił funkcję Lubuskiego Kuratora Oświaty.
Nowo powołany dyrektor jest też absolwentem studiów podyplomowych z zakresu zarządzania instytucjami oświatowymi, filozofii, etyki oraz wiedzy o społeczeństwie.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
x x x
A to więcej informacji o nowym dyrektorze ORE, zaczerpniętych z portalu „Strefa Edukacji”:
[…] Mariusz Biniewski jest magistrem filologii polskiej i nauczycielem dyplomowanym z 25-letnim stażem. Od 2020 roku pełnił funkcję dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Gorzowie Wielkopolskim. Przez ostatnie dwa lata był Lubuskim Kuratorem Oświaty. Jak wynika z informacji rządowej, nowo powołany dyrektor ORE jest także absolwentem studiów podyplomowych z zakresu zarządzania instytucjami oświatowymi, filozofii, etyki oraz wiedzy o społeczeństwie.
Powołanie nowego dyrektora Ośrodka Rozwoju Edukacji ma znaczenie nie tylko organizacyjne. ORE jest instytucją, która uczestniczy w przygotowywaniu materiałów, szkoleń i rozwiązań wspierających szkoły w codziennej pracy. […]
Źródło: www.strefaedukacji.pl
x x x
I jeszcze informacja z fanpage Kuratorium Oświaty w Gorzowie Wielkopolskim:
[…] Nowo powołany dyrektor Ośrodka Rozwoju Edukacji jest też absolwentem studiów podyplomowych z zakresu zarządzania instytucjami oświatowymi, filozofii, etyki oraz wiedzy o społeczeństwie. […]
[ www.facebook.com/KuratoriumOswiatyGorzow/posts/ ]
Na portalu „Edunews” zamieszczono wczoraj tekst Moniki Rokickiej – polonistki, trenerki myślenia krytycznego, konsultantki edukacyjnej, która wspiera nauczycieli oraz liderów edukacji w tworzeniu środowisk sprzyjających sprawczości, kreatywności i odpowiedzialności za uczenie się. Jest to jej reakcja na post Pawła Lęckiego o zmorach polskiej szkoły:
Foto: https://monikarokicka.com/
Monika Rokicka
Plasterki dla polskiej szkoły
Ile jeszcze plasterków trzeba przykleić, zanim wreszcie przyznamy, że to nie jest leczenie? Podczas mojego ostatniego „bliskiego spotkania trzeciego stopnia” z systemem ochrony zdrowia, miałam czas nadrobić lektury dotyczące rodzimej edukacji. NFZ, chcąc nie chcąc, wspiera rozwój czytelnictwa kolejkowego. Ale ad rem.
Przeczytałam post Pawła Lęckiego o zmorach polskiej szkoły oraz długą listę komentarzy, które wokół niej narosły. I uderzyło mnie jedno: niemal każdy głos dopisywał do tej listy kolejną „zmorę”. To właśnie wydaje mi się najbardziej niepokojące. Problemem nie jest już pojedynczy element z tego katalogu, ale to, że ta lista zdaje się nie mieć końca.
Polska szkoła od dawna nie jest systemem wymagającym drobnych korekt. Tu nie wystarczy poprawić jednej procedury, dopisać kolejne rozporządzenie, zmienić egzamin, ograniczyć prace domowe czy przeszkolić nauczycieli. Ta logika doraźnych napraw wobec systemu, który od lat funkcjonuje w stanie strukturalnego rozpadu – nie działa.
Od lat obserwujemy ten sam mechanizm: plaster na podstawę programową, plaster na zdrowie psychiczne dzieci, plaster na kryzys kadrowy, plaster na przemoc, plaster na egzaminy, a potem plaster na skutki poprzedniego plastra.
Tylko że są rzeczy, których nie da się naprawić kosmetyką. Jeśli pękają fundamenty, kolejna warstwa farby nie jest strategią.
Najbardziej niepokoi jednak coś jeszcze: że jako społeczeństwo wciąż nie umiemy powiedzieć „dość”.
Edukacja nie jest jednym z wielu sektorów państwa.
Edukacja jest fundamentem.
To tam zaczyna się jakość myślenia, odporność na manipulację, zdrowie psychiczne, zdolność współpracy, kultura dialogu, kompetencje obywatelskie, jakość przywództwa i gotowość do funkcjonowania w świecie, który stawia coraz bardziej złożone wymagania.
Jeśli źle działa system, który kształtuje człowieka, konsekwencje nie zatrzymują się w murach szkoły. Widać je na rynku pracy, w jakości debaty publicznej, w relacjach społecznych, w poziomie zaufania, w odporności psychicznej społeczeństwa.
A jednak wciąż traktujemy edukację tak, jakby była problemem wyłącznie nauczycieli, uczniów i rodziców. Nie jest!
Szkoła współtworzy przyszłych obywateli, pracowników, liderów, rodziców, partnerów i ludzi podejmujących decyzje. Dlatego tak bardzo dziwi mnie, że wciąż akceptujemy doraźność tam, gdzie potrzebna jest długofalowa strategia.
Coraz częściej zadaję sobie pytanie, co właściwie musi się wydarzyć, żebyśmy jako społeczeństwo przejrzeli na oczy.
Największą zmorą polskiej szkoły nie jest wcale pojedynczy problem, ale nasze zbiorowe przyzwyczajenie do prowizorki. Wszyscy widzimy pęknięcia. A jednak wciąż zachowujemy się tak, jakby to nie był nasz dom.
Co, Waszym zdaniem, musiałoby się wydarzyć, żeby edukacja przestała być przedmiotem doraźnych napraw, a stała się realnym projektem społecznym?
Źródło: www.edunews.pl
Stanowisko Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty – TUTAJ
Źródło: www.oskko.edu.pl
Oto najnowszy tekst, zamieszczony na blogu CEO. Jego autorkami są dr Monika Boberska i Zofia Karaszewska. Jest to reakcja tej fundacji na tragiczny stan sprawności fizycznej polskich dzieci i młodzieży:
Ewolucyjne dziedzictwo i nadrzędny cel mózgu
Natura stworzyła nasze ciała do ruchu i aktywności. Kiedyś od umiejętności szybkiego przemieszczania się zależało nasze przetrwanie, dlatego ewolucja wsparła taki rozwój naszych ciał, który sprzyja mobilności: od długich nóg po więzadło karkowe, zapobiegające bujaniu się głowy podczas biegu.
David Raichlen – antropolog z Uniwersytetu Arizony – dowodzi, że budowa ciała człowieka została ukształtowana przez potrzebę ruchu wytrzymałościowego, a nadrzędnym celem ludzkiego mózgu jest dążenie do aktywności.
Skoro ruch stanowi naturalny stan organizmu, to jego brak prowadzi nie tylko do osłabienia postawy ciała, ale też w dużej mierze wpływa na układ nerwowy i psychikę. Bezruch ogranicza naszą odporność psychiczną, zwiększa poziom stresu i obniża nastrój.
„Molekuły nadziei” – neurobiologia dobrostanu
Psycholożka Kelly McGonigal w książce „Siła aktywności” podkreśla, że nasza fizjologia została stworzona do nagradzania za ruch. Podczas ćwiczeń mięśnie szkieletowe wydzielają do układu krwionośnego hormony, które uodporniają mózg na stres – naukowcy nazywają je molekułami nadziei1.
Regularne ćwiczenia przemodelowują strukturę mózgu, czyniąc nas bardziej skłonnymi do radości. Co więcej, ruch łagodzi stany zapalne, co chroni przed depresją i lękami, konkurując skutecznością z najnowocześniejszymi technikami leczenia.
Musimy odrzucić błąd Kartezjusza, który przekonał nas, że myślenie jest niezależne od materii. Jak wskazują neurolog António Damásio oraz lekarz Gabor Maté, ciało i umysł to jedność. Tętno, napięcie mięśni i mobilność mają realny wpływ na nasze decyzje i doświadczanie świata.
Szkoła w (bez)ruchu – wyzwanie współczesności
W świecie zdominowanym przez ekrany szkoła stała się miejscem, w którym nieświadomie wzmacniamy deficyty ruchu. Często błędnie uznajemy, że aktywność fizyczna to domena wyłącznie nauczycieli WF-u. Tymczasem dla dobrej jakości życia kluczowa jest codzienna drobna aktywność, a nie tylko zaplanowany trening.
Badania opublikowane w „British Journal of Sports Medicine” potwierdzają, że aktywność fizyczna istotnie redukuje objawy depresji i lęku, a największe korzyści dotyczą właśnie młodych dorosłych.
Od intencji do działania – jak wprowadzić zmianę?
Dlaczego sama wiedza, że ruch to zdrowie, nie wystarcza? Według modelu IMB oraz modelu HAPA potrzebujemy do zmiany trzech elementów: informacji, motywacji oraz konkretnych umiejętności behawioralnych i planowania.
Jakie zatem rekomendacje powinni wziąć sobie do serca nauczyciele i uczniowie? I co ważne, jak wdrożyć te rekomendacje w szkole? Jednym ze sprawdzonych sposobów jest metoda małych kroków. Oto kilka z nich, które proponujemy na początek.
KROK 1: AKTYWNA PRZERWA
Nauczyciel może stosować dla siebie tzw. aktywną przerwę. Aktywne przerwy śródlekcyjne nie muszą trwać 10 minut. Wystarczy 90 sekund intensywnego rozciągania lub biegu w miejscu między zadaniami. To nie marnowanie czasu – to inwestycja w skupienie na kolejne 20 minut, po którą możesz sięgnąć w połowie każdej lekcji. Siedzenie w czasie zajęć czy przy sprawdzaniu prac obniża sprawność fizyczną, zwiększa prawdopodobieństwo chorób układu krążenia, problemu nadwagi i otyłości oraz wiąże się z obniżeniem jakości życia. Aktywna przerwa to czas, w którym przestajesz wykonywać czynność siedzącą i poświęcasz kilka minut na ruch, np. kilkuminutowy spacer, zrobienie kilku prostych ćwiczeń. Aktywną przerwę powinno się robić po każdych 30 minutach siedzenia. Dzięki niej możemy zainwestować w lepsze warunki do nauki podczas ostatnich 15 minut (czyli aż jednej trzeciej!) każdej lekcji.
Dla nastolatka w fazie intensywnego wzrostu bezruch jest biologicznie nienaturalny. Rekomendacje WHO mówią o 60 minutach umiarkowanej aktywności każdego dnia, ale kluczowe jest również ograniczanie czasu spędzanego w pozycji siedzącej.
KROK 2: NAUKA W RUCHU
Wykorzystaj ruchowe metody nauczania. Czy powtórka materiału musi odbywać się w ławkach? Można przykładowo przypisać opcję A do prawej strony sali, a B – do lewej. Uczniowie odpowiadają, przemieszczając się po sali. Moment ruchu – przemieszczenia się po klasie – to ważny i często pomijany impuls dla mózgu do mobilizacji i zapamiętania informacji. Jeśli ciało mobilizuje się, by wstać, umysł również się obudzi, ale – co ważne – odczyta tę informację jako coś ważnego i wartego zapamiętania. Ciało i umysł są ze sobą ściśle powiązane. O ile często pamiętamy, że aktywność fizyczna pobudza pracę mózgu, o tyle równocześnie zapominamy, że brak aktywności ruchowej usypia mózg.
KROK 3: MODELOWANIE ZAMIAST POUCZANIA
Pamiętaj, że podobnie jak Ty codziennie obserwujesz swoich uczniów, oni również obserwują Ciebie. Jesteście w stałej interakcji. Twoje nastroje udzielają się uczniom, z kolei ich emocje czy działania wpływają na Ciebie. Jeśli robisz przysiady razem z uczniami podczas aktywnej przerwy, modelujesz pożądane zachowanie. Równocześnie zdejmujesz z aktywności etykietę nudnego obowiązku, a co najważniejsze – doświadczasz i pokazujesz, że służy ono również Tobie. Jedno działanie przekonuje skuteczniej niż tysiąc słów!
KROK 4: WSPÓLNE TWORZENIE TO WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚĆ
Kolejną zasadą jest włączanie uczniów w proces zmiany, a tym samym – oddawanie im współodpowiedzialności za realizowane działania. Psychologia zdrowia uczy nas, że zmiana narzucona z góry budzi opór. Zmiana wypracowana wspólnie tworzy zaangażowanie.
1.Zapytaj uczniów, jakiej formy ruchu potrzebują teraz najbardziej – rozciągania, ćwiczenia rozluźniającego czy może czegoś bardziej dynamicznego?
2.Wybierz „lidera ruchu” – niech wybrany uczeń przygotuje jedną 2-minutową zabawę ruchową na daną lekcję. Oddanie kontroli zwiększa ich autonomię i chęć do działania.
3.Wykorzystaj supermoc, jaką jest planowanie. Największy wróg zmiany to chaos. Użyj swojej wiedzy o dynamice grupy. Wiesz, kiedy klasa 6B wpada w popołudniowy letarg, a kiedy 4A rozpiera energia. Zastosuj strategię implementacji intencji – planowanie typu „Jeśli…, to…”: „Jeśli zobaczę, że połowa klasy zaczyna podpierać głowy, ogłaszam rundę szybkiego boksowania w powietrzu”. Nastaw budzik, który poinformuje Was, że minęło 20 minut lekcji. Jeśli go usłyszycie, będzie to sygnał, aby wstać i zrobić 2-minutową aktywną przerwę.
Podejmij wyzwanie
Drodzy nauczyciele!
Nikt nie zna specyfiki Waszej pracy tak dobrze jak Wy sami. Macie niesamowitą kreatywność, którą na co dzień wykorzystujecie do przekazywania wiedzy. Spróbujcie potraktować aktywność fizyczną jako paliwo dla tej wiedzy.
Nie zaczynajcie od rewolucji. Wybierzcie jedną klasę i jedną metodę. Sprawdźcie, jak zmieni się atmosfera na lekcji, gdy pozwolicie ciału na chwilę ekspresji.
Więcej inspiracji, gotowych scenariuszy i merytorycznego wsparcia znajdziecie w materiałach programu „Żyję zdrowo” – TUTAJ
Żyję zdrowo to program edukacyjny Fundacji ORLEN realizowany we współpracy z Centrum Edukacji Obywatelskiej pod patronatem honorowym Minister Edukacji.
Jeśli bliskie jest Ci podejście oparte na relacji, uważności i towarzyszeniu uczniom w drodze do zdrowia, program „Żyję zdrowo” może być naturalnym kolejnym krokiem.
To propozycja dla nauczycieli i wychowawców, którzy chcą budować edukację zdrowotną bez presji i moralizowania – za to z przestrzenią na doświadczenie, rozmowę i refleksję. Program oferuje gotowe scenariusze zajęć, ćwiczenia i projekty, które pomagają młodym ludziom lepiej rozumieć swoje ciało, emocje i potrzeby oraz stopniowo budować zdrowe nawyki.
Dowiedz się więcej – TUTAJ
Źródło: www.ceo.org.pl
Po tym, jak zamieściłem dziś rano tekst prof. Śliwerskiego, w którym ostro skrytykował ministrę Nowacką za jej wypowiedź, że „niektórzy rodzice są zmorą szkoły” postanowiłem udostępnić post Pawła Lęckiego – popularnego komentatora edukacyjnego, byłego wieloletniego nauczyciela j. polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym w Sopocie:
– Barbara Nowacka ma świętą rację. Niektórzy rodzice są zmorą szkoły. I może to potwierdzić każdy nauczyciel. Choć w debacie publicznej dominuje oburzenie na słowa ministry edukacji, w szkolnych pokojach nauczycielskich od lat mówi się o tym samym – o rosnącej presji, przekraczaniu granic i relacjach, które coraz częściej zamiast wspierać, skutecznie utrudniają pracę – pisze Magdalena Ignaciuk na łamach Strefy Edukacji.
Z pewnością część rodziców jest zmorą polskiej szkoły. Spróbujmy jednak wymienić przy okazji inne zmory. Kolejność zupełnie przypadkowa:
– brak jakiegokolwiek sensownego kontaktu z częścią rodziców, żeby wspólnie rozwiązać problemy młodego człowieka
– brak zaufania
– przemoc ze strony części nauczycieli
– przemoc w kierunku nauczycieli
– przemoc rówieśnicza
– samotność
– niekompetencja CKE i fatalne kryteria oceniania np. matury z języka polskiego, które dają fałszywe wyniki
– rosnąca liczba odwołań
– ściąganie na maturze
– dwa obiegi – oficjalny oraz kursy i korepetycje
– narodowa tradycja obsadzenia MEN najbardziej niekompetentnymi politykami, jacy znaleźli się w promieniu widzenia władzy
– niemożność odcięcia polityki od edukacji
– brak docenienia roli nauczycieli przedszkoli
– dziwaczne instytuty badawcze, które wydają mnóstwo publicznych pieniędzy i kolportują głównie arogancję dyrekcji tych instytutów
– brak systemowych mostów między edukacją średnią a wyższą
– szlachetna utopia edukacji włączającej, która w obecnym kształcie jest nie do zrealizowania
– ci uczniowie z ogromną potrzebą nierobienia dosłownie niczego niezależnie od tego, co im się zaproponuje
– potężny spadek motywacji
– oczekiwanie, że nauczyciel będzie nie tylko przedmiotowcem, ale również: magikiem, psychologiem, lekarzem, przyjacielem, rodzicem zastępczym, biurem podróży, policjantem, pielęgniarką
– koszmarny kryzys związany z umiejętnością posługiwania się w miarę poprawnym językiem polskim
– niektóre organy prowadzące
– brak mądrych rozwiązań w kwestii wynagradzania dyrektorów
– niejasna rola kuratorów oświaty
– nieczytelna rola nauczycieli wspomagających kształcenie
– absurdalna rola wychowawców klas
– ukrywanie przemocy – również rówieśniczej
– znikanie nauczycieli
– starzenie się ciała pedagogicznego
– brak pomysłów na nowy system kształcenia nauczycieli
– mobbing
– wypalenie zawodowe
– absurdalny awans zawodowy
– brak systemowego wsparcia dla nauczycieli
– brak systemowego tutoringu, który jest jednym z najlepszych sposobów na budowie przestrzeni zaufania i bezpieczeństwa
– rzecznik praw ucznia
– brak rzecznika praw ucznia
– prace domowe
– brak prac domowych
– sprawdziany
– brak sprawdzianów
– sztuczna inteligencja
– brak sztucznej inteligencji
– zakaz korzystania z telefonów
– brak zakazu korzystania z telefonów
– egzaminy
– brak egzaminów
– obowiązkowa matura z matematyki
– brak obowiązkowej matury z matematyki.
Zmorą polskiej szkoły jest również to, że każdy ma jakąś swoją zmorę i może dopisać do listy. Poza bańkami nie potrafimy rozmawiać o edukacji, pieścimy się pozycjami, które zajmujemy, okopujemy się na barykadach, targają nami emocje, jesteśmy przekonani, że mamy rację, a inne racje są bez racji, nie opieramy się na badaniach lub opieramy się wybiórczo, trwonimy energię nie tam, gdzie jest realnie potrzebna.
Źródło: www.facebook.com/pawel.lecki79/
Oto zamieszczony wczoraj na blogu „Pedagog” kolejny tekst prof., Bogusława Śliwerskiego, w którym wytyka ministrze Nowackiej wypowiedź, że „niektórzy rodzice są zmorą szkoły”:
Rodzic „zmorą” ministry Barbary Nowackiej?
Rozpętała się polemiczna burza w mediach po wypowiedzi ministry edukacji Barbary Nowackiej, która stwierdziła, że niektórzy rodzice są „zmorą szkoły”. Dla mnie nie było to żadnym zaskoczeniem, bo przecież ignorancja łączy się z arogancją, kiedy niepowodzenia w polityce usiłuje się usprawiedliwiać zewnętrznymi, pozaosobowymi czynnikami. Ministra usiłuje odwrócić uwagę od własnych urzędników, od jej ekspertów i doradców, itp. którzy są tak samo winni chaosowi w polityce oświatowej, jak ona.
Zdumiewające jest to, że nawet publicystka-dziennikarka popiera tę wypowiedź ministry pisząc: „Barbara Nowacka ma świętą rację. Niektórzy rodzice są zmorą szkoły. I może to potwierdzić każdy nauczyciel. Choć w debacie publicznej dominuje oburzenie na słowa ministry edukacji, w szkolnych pokojach nauczycielskich od lat mówi się o tym samym – o rosnącej presji, przekraczaniu granic i relacjach, które coraz częściej zamiast wspierać, skutecznie utrudniają pracę”.
Mówiąc o rodzicach jako „zmorze szkół” ministra naruszyła nie tylko dobrze pojęty sens edukacji w kontekście ustawy Prawo oświatowe, ale także, a moim zdaniem – przede wszystkim nie przestrzega Konstytucji III RP, co budzi mój sprzeciw. Wyrażona w preambule Konstytucji zasada subsydiarności oznacza, że instytucje państwowe mogą wkraczać w obszar ochrony tylko tam, gdzie rodzina nie może sobie sama dać rady, , a nie wtedy, gdy władza państwowa wie lepiej, co jest dla nich dobre.
Ministra B. Nowacka działa jak w PRL decydując o tym, kto jest w szkolnictwie zmorą, a kto nią nie jest. Co ujawnia ta wypowiedź? Nie jest to przypadkowy dobór słów, ale odsłonięcie sposobu myślenia o relacji między szkołą a rodziną uczniów. Wprawdzie w ustawie zakłada się, że szkoła jest placówką publiczną, a zatem współzarządzaną z rodzicami i ich dziećmi, ale to ministra wie lepiej niż rodzic, czego dziecko potrzebuje i jak jest traktowane w szkole. Opór części rodziców wobec m.in. programu kształcenia jest utożsamiany z patologią, a nie z ich prawem
Taki język budzi sprzeciw, gdyż ministra de facto wywyższa się instytucjonalnie w stosunku do rodziców, którzy utrzymują ją na tym stanowisku, płacąc podatki. Nowacka też podlega konstytucyjnej hierarchii, więc powinna pamiętać, że nie wolno jej czynić z władzy resortowej instytucji nadrzędnej wobec rodziców-obywateli.
Ministra edukacji, która nie rozumie:
-że subsydiarność to nie slogan, ale zasada ustrojowa,
-że rodzic powierzający swoje dziecko szkole jest obywatelem, który ma prawo bronić swoich praw, a nie być traktowany jak „toksyczny produkt uboczny”,
-że dialog z rodzicami jest obowiązkiem konstytucyjnym, a nie łaską instytucji oświatowej i jej władz.
Nowacka jako ministra edukacji reprodukuje na poziomie państwowym dokładnie te same błędy, co każdy poprzedni minister edukacji kwestionujący podmiotowość rodziców, uczniów czy nauczycieli oraz poniżający ich pejoratywnym określeniem. Ministra zakwestionowała legitymację rodziców do wypowiadania się na temat funkcjonowania edukacji publicznej.
Źródło: www./sliwerski-pedagog.blogspot.com
O egzaminie maturalnym – w różnych aspektach i z moim punktem widzenia
Nie zamierzam uciekać od wiodącego tematu minionego tygodnia – egzaminów maturalnych. Dlatego postanowiłem przypomnieć o początkach tego egzaminu – za „moich czasów” zwanego egzaminem dojrzałości. Aby nie robić żadnych uników – już na wstępie muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest on prostą konsekwencją modelu „pruskiej szkoły”.
Jej podwaliny stworzył król Fryderyk II w 1763 roku, wprowadzając regulamin szkół ludowych. Właściwy, scentralizowany system narodził się na początku XIX wieku za panowania Fryderyka Wilhelma III – zwłaszcza po klęsce Prus z Napoleonem, jako narzędzie wzmocnienia państwa. Główne cechy tego modelu to: podział na klasy, obowiązek szkolny, ścisła dyscyplina i ograniczenie indywidualizmu.
Naukę rozumiano jako przekazywanie konkretnej wiedzy i prostych schematów. Czyli chodziło o ulepszanie machiny państwa, a nie wsparcie jednostki. Dzisiejszą edukację, niestety, dalej opieramy o ten model, a uczniowi wmawia się, że wszystko jest dla jego dobra!
A kiedy pojawił się w tym systemie ów egzamin maturalny? Jak napisał Łukasz Jarosiński w tekście „Egzamin maturalny – jak powstał? Poznaj historię matury!” – historia tego egzaminu jest bogata w zmiany i ewolucję, począwszy od jego „wymyślenia” na terenie królestwa Pruskiego pod koniec w XVIII wieku.
To wtedy, w roku 1788 wprowadzono Abiturientenexamen, a w 1789 r. przeprowadzono pierwsze takie egzaminy. Pomysłodawcą był baron Karl Abraham von Zedlitz. Na ziemiach polskich (w Księstwie Warszawskim – za czasów Napoleona) matura funkcjonuje od 1812 r. jako egzamin dojrzałości kończący szkołę średnią. Z czasem stał się on standardem w zaborach pruskim, austriackim i rosyjskim.
No i potem to już „poleciało”. Pierwsze matury w odrodzonej Polsce zaczęto organizować na szeroką skalę w połowie lat 20., choć formalnie pierwsze świadectwa dojrzałości w nowej rzeczywistości politycznej wydawano już od 1919 roku. W 1920 roku wprowadzono nowy system egzaminów maturalnych, który miał na celu ujednolicenie standardów nauczania i oceniania w całym kraju. Egzamin maturalny składał się z części pisemnej i ustnej, obejmując takie przedmioty jak język polski, matematyka, język obcy, historia i geografia. Egzaminy te były elitarne, a do reformy jędrzejewiczowskiej w 1932 roku opierały się na systemie 8-letnich gimnazjów.
Po zakończeniu II wojny światowej system edukacyjny w Polsce uległ znacznym zmianom. W 1947 roku wprowadzono nową reformę edukacyjną, która zmieniła formę egzaminu maturalnego. Egzamin ten stał się bardziej zcentralizowany i kontrolowany przez państwo. Wprowadzono nowe przedmioty obowiązkowe, takie jak nauki społeczne i język rosyjski. W latach 50. i 60. matura była nadal ważnym egzaminem, jednak jej znaczenie nieco zmalało w związku z rosnącą liczbą osób kończących szkoły średnie i podejmujących studia wyższe. Mimo to, egzamin maturalny był nadal kluczowym momentem w życiu młodych ludzi.
W latach 90. XX wieku, po zmianie systemu i powstanie III RP,, system edukacyjny w Polsce ponownie przeszedł znaczące zmiany. Reforma edukacji w 1999 roku wprowadziła nową, zcentralizowaną formę egzaminu maturalnego, przygotowywanego przez Centralną Komisję Egzaminacyjna, która obowiązuje do dziś.
W tym miejscu przypomnę, zamieszczony 4 maja – w dniu pierwszego egzaminu z j. polskiego materiał z portalu „Edunews”, zatytułowany „Matura zamiast rozwijać, ogranicza. Uczniowie uczą się schematów, nie myślenia”, 6 maja na OE tekst „Wyzwania uczniów w przygotowaniach do egzaminów”,będący skrótem raportu, zbierającego głosy uczniów o trudnościach w przygotowaniach do egzaminu ósmoklasisty i do matury, oraz wczoraj zamieszczony tekst „Marzenia pani Ćwiek-Śwideckiej o maturze wyprowadzonej ze szkół”.
W jakim celu przypomniałem te teksty? Aby jednak opowiedzieć się za utrzymaniem jakiegoś egzaminu, podsumowującego edukację d w szkołach średnich, będącego jednocześnie swoistą przepustką do rozpoczęcia edukacji na poziomie studiów wyższych, choć nie tak „testowego” jak obecnie, pozwalającego także na bardziej swobodne wypowiedzi na różne, także społeczne, tematy.
A skłoniły mnie do tego wniosku informacje o tym, jak kończą naukę w szkołach średnich uczniowie w dwu największych gospodarczo i technologicznie państwach świata:
I tak USA matura nie istnieje. W ostatniej klasie szkoły średniej uczniowie przystępują jednak do egzaminu SAT – Scholastic Aptitude Tests. Nie jest on obowiązkowy, ale tylko jego zdanie otwiera drogę na studia. Przez lata SAT był wielokrotnie modyfikowany i obecnie składa się z pytań wielokrotnego wyboru. Są one pogrupowane w trzech kategoriach i sprawdzają wiadomości z matematyki, czytania ze zrozumieniem oraz umiejętność napisania eseju. Oczywiście ostatnia kategoria nie zawiera pytań.
Natomiast w Chinach na początku czerwca miliony licealistów przystępują do odpowiednika naszej matury – gaokao. To de facto egzamin wstępny na studia, ale podobnie jak nasza matura ma ogromne znaczenie dla dalszej edukacji i przyszłości uczniów – od tego, czy i jak uczniowie zdadzą gaokao, zależy to, czy i gdzie dostaną się na studia, a więc i to, jak będzie wyglądała ich kariera zawodowa.
Doszedłem do tego wniosku, pomimo informacji o tym, że decyzje o anulowaniu egzaminów końcowych w szkołach średnich zostały już podjęte w Irlandii, Holandii, Szwecji, na Słowacji oraz w Wielkiej Brytanii, zaś Chorwacja, Dania i Estonia planują ograniczyć ich zakres. Dlaczego? Bo z dwojga złego przyznaję rację obiektywnemu sprawdzianowi, niezależnemu od konkretnej szkoły, w przeciwieństwie do sytuacji „autonomicznego” ustalania kryteriów przez szkoły, przy jednoczesnym „zawyżania” ocen na koniec nauki z poszczególnych przedmiotów – jak to bywało w czasach przed CKE..
Włodzisław Kuzitowicz
Oto fragmenty tekstu Joanny Ćwiek-Śwideckiej, opublikowanego w „Rzeczpospolitej” 7 maja b.r.. Oczywiście – cały artykuł możecie przeczytać klikając w link:
Polska szkoła ma problem z maturą. Internet go obnażył
Stworzyliśmy system egzaminów maturalnych oparty na rozsądnych założeniach. Problem w tym, że nie potrafimy tych egzaminów rzetelnie przeprowadzić. […]
Problem z Maturą 2026. Smartfon ukryty w szkolnej toalecie
Jak to się mogło stać? Oczywiście za sprawą smartfonów. CKE podaje, że codziennie z tego powodu zostaje unieważniony egzamin kilkunastu osobom. Nie wiadomo, ilu osób nie złapano. Zwłaszcza że co bardziej zapobiegliwi maturzyści ukrywali telefon w szkolnej toalecie i spisywali odpowiedzi na rękę. Ot, nowa wersja kanapki ze ściągą zamiast sałaty.[…]
Tylko na co tu czekać? Skoro postawiliśmy na taki właśnie system egzaminów, skoro wiemy, że zbyt często dochodzi do nieprawidłowości, to trzeba je jak najszybciej usunąć. Centra egzaminacyjne wydają się być dobrym, choć kosztownym pomysłem.
Dlaczego? Bo to może pomóc nie tylko wyeliminować nieprawidłowości, ale także nie trzeba będzie zamykać szkół praktycznie na cały maj, by móc te egzaminy przeprowadzić. A uczniowie młodszych klas będą mogli się normalnie uczyć, zamiast snuć się po okolicy.
Inną sprawą są komisje, w których zasiadają nauczyciele. Ale nie jestem przekonana, czy do pilnowania porządku na egzaminie zdawanym prawie zawsze przez dorosłych ludzi powinni być wysoko wykwalifikowani pedagodzy wypełniający tę rolę z poczucia misji. W czasie strajku nauczycieli w 2019 r. rządzący nie mieli problemu, by uznać, że mogą to robić m.in. leśnicy i siostry zakonne. Tyle że dla komisji trzeba by znaleźć pieniądze. Nauczyciele robią to nieodpłatnie. […]
Jeśli więc chcemy mieć uczciwe i miarodajne wyniki egzaminów maturalnych, musimy zbudować system egzaminacyjny z prawdziwego zdarzenia. Nawet jeśli to kosztuje.
Cały tekst „Polska szkoła ma problem z maturą. Internet go obnażył” – TUTAJ
Źródło: www.rp.pl
Oto podstawowe informacje, zaczerpnięte z portalu „Prawo.pl”:
Egzamin ósmoklasisty już w przyszłym tygodniu
[…]
Harmonogram egzaminu ósmoklasisty w 2026 roku
11 maja, poniedziałek, godz. 9.00 – język polski, 150 minut,
12 maja, wtorek, godz. 9.00 – matematyka, 125 minut,
13 maja, środa, godz. 9.00 – język obcy nowożytny, 110 minut.
Centralna Komisja Egzaminacyjna informuje, że w przypadku uczniów, którym przysługuje dostosowanie warunków przeprowadzania egzaminu ósmoklasisty, czas pracy z poszczególnymi arkuszami może zostać przedłużony o nie więcej niż:
45 minut – w przypadku egzaminu z języka polskiego,
40 minut – w przypadku egzaminu z matematyki oraz
35 minut – w przypadku egzaminu z języka obcego nowożytnego.
W 2026 r. do egzaminu ósmoklasisty zostało zgłoszonych 393 338 uczniów z 12 953 szkół, którzy rozwiążą zadania w 1 180 011 arkuszach. Największa grupa ósmoklasistów (98,4 proc.) zadeklarowała przystąpienie do egzaminu z języka angielskiego. Drugim najczęściej wybieranym językiem jest język niemiecki. Do egzaminu z tego języka przystąpi 1,2 proc. uczniów VIII klasy szkoły podstawowej. Do egzaminu z pozostałych języków obcych, tj. francuskiego, hiszpańskiego, rosyjskiego i włoskiego, przystąpi łącznie 0,4 proc. ósmoklasistów.
Na tegoroczny egzamin ósmoklasisty Centralna Komisja Egzaminacyjna we współpracy z okręgowymi komisjami egzaminacyjnymi przygotowała 187 arkuszy różnego rodzaju. […]
Źródło: www.prawo.pl/oswiata/












