Szkoła między koszarami a nadopiekuńczością

 

Sformułowany powyżej tytuł tego eseju jest syntezą tego, co w minionym tygodniu najbardziej mnie pobudzało do refleksji, kiedy czytałem, a później zamieszczałem na OE te oto, dwa wybrane wcześniej, teksty.

 

Pierwszym był post z fb-profilu Marzeny Żylińskiej, w którym zachęcała do lektury książki Michaela Schulte-Markworta “Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem”. To tam przeczytałem:

 

Często słyszę, że dzisiejsze dzieci i młodzi ludzie to wydelikacone płatki śniegu, a jedyne, czego im brakuje to ODROBINA wymagań i dyscypliny. No bo kto rozsądny sprzeciwi się temu, żeby od dzieci i młodych ludzi troszeczkę, odrobinkę wymagać? Ci dorośli nie wierzą, że wiele dzieci i nastolatków całe popołudnia i wieczory spędza nad książkami, przygotowując się do sprawdzianów. Nie wierzą, że trwająca latami rywalizacja, ciągłe kontrole i porównywanie dzieci z sobą tworzy presję, której wielu młodych nie wytrzymuje.”

 

A ostatecznym bodźcem do napisanie na ten temat refleksyjnego eseju stal się – najpierw przeczytany przeze mnie, a wczoraj zamieszczony we fragmencie (z linkiem) post z bloga prof. Śliwerskiego „Dobrostan a rezyliencja uczniów”. Oto fragmenty, które najbardziej na mnie podziałały:

 

„W debacie o szkole coraz częściej pojawia się słowo „dobrostan”. Brzmi dobrze. Ciepło. Bezpiecznie. Jest niemal bezdyskusyjne, bo któż odważyłby się powiedzieć, że nie należy dbać o dobro dziecka? […] Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy „dobrostan” staje się pedagogiczną infantylizacją uczniów, a nie warunkiem ich dojrzewania, gdy zaczyna oznaczać nie tyle troskę o integralny rozwój dziecka, ile obietnicę komfortu. Szkoła, zamiast przygotowywać uczniów do życia w świecie niepewności, napięć, porażek i konfliktów, zaczyna udawać, że najważniejsze jest, aby dzieciom było miło. A przecież życie nie zawsze będzie miłe. Nie zawsze będzie wspierające. Nie zawsze będzie sprawiedliwe. Nie zawsze będzie dobrze.[…]

 

Szkoła przyszłości nie może być ani sanatorium dobrego samopoczucia, ani koszarami odporności. Musi być miejscem, w którym uczeń doświadcza, że człowiek rozwija się przez wysiłek, relacje, błędy, korekty, odpowiedzialność i nadzieję. Miejscem, w którym dorosły nie mówi: „masz być szczęśliwy”, ani też: „masz zacisnąć zęby”, lecz raczej: „spróbuj jeszcze raz, jestem obok, ale drogi za ciebie nie przejdę”.

 

Z tak zdecydowanie zaprezentowanym poglądem, jak go powyżej sformułował prof., Śliwerski, w pełni się solidaryzuję. Jednak nie mogę się powstrzymać przed przypomnieniem, ze już 8 czerwca 2025 roku, w Felietonie nr 572. zatytułowanym O szkole między „urawniłowką”, a „róbta co chceta” napisałem w jego zakończeniu:

 

Chciałem w ten sposób opowiedzieć się za kompromisem miedzy szkołą zcentralizowaną i zakutą w rządowe rygory, a modelem szkoły, lansowanym rzez niektóre koncepcje alternatywne, w której –  jak w szkole Summerhill – brak jest przymusu uczenia się i uczęszczania na lekcje. W moim przekonaniu nie dla  wszystkich uczniów ta daleko posunięta swoboda jest dobra. Mogą się w takich szkołach uczyć tylko niektóre dzieci, ale tylko gdy są to szkoły niepubliczne, do których rodzice posyłają je na własną odpowiedzialność. Szkoły publiczne, masowe, powinny w sprawie stopnia uczniowskiej autonomii zachować właśnie ów kompromis, to znaczy – stosując podmiotowe, zindywidualizowane odejście do ucznia, pozostawić pewne formy dyscyplinowania procesu uczenia się. Bo oprócz  dzieci, które mają potrzebę rozwoju i poszukiwania wiedzy, są jeszcze i tacy, którzy najchętniej wyłącznie bawili by się, albo… siedzieli w smartfonach.”

 

Oto co mam dzisiaj do dodania „w tym temacie”:

 

Byłem, jestem i do (mojego) końca będę przeciwnikiem zarówno modelu „szkoły koszarowej”, jak i prowadzonej według jednego modelu programowego, z jedną dla wszystkich podstawą programową i jednym systemem oceniania uczniów.

 

Nie mam nic przeciw temu, aby funkcjonowały szkoły społeczne lub prywatne, w których będzie prowadzona edukacji uczniów na zasadach wolnego wyboru treści nauczania i pełnej swobody wyboru przez nich czym i kiedy chcą się zajmować. Bo wtedy pełną odpowiedzialność za efekt takiej formuły edukacyjnej ponosić będą ich rodzice.

 

Ale nie zmieniłem swoich przekonań dotyczących wizji szkoły publicznej, w której realizowana byłaby zasada „róbta co chceta”, wyrażonych 7 czerwca w 22 eseju zatytułowanym „Czy szkoła bez ocen przygotuje do świata opartego na konkurencji?”. Oto co w tej sprawie napisałem tam w zakończeniu tego tekstu:

 

Otóż jestem przekonany, że pozbawienie szkół wszelakich form oceny i rywalizacji sprawiłoby, że byłaby to „hodowla miękiszonów”, czyli ludzi kompletnie nieprzygotowanych do przyszłego życia w świecie, który jest oparty na konkurencji i rywalizacji. Bo czymże innym jest praca w tzw. korporacjach, gdzie obowiązuje tzw. „wyścig szczurów”, w ogóle –  cała gospodarka –  krajowa i światowa –  to nieustanna konkurencja o rynki zbytu. A nie jest wszak niczym zaskakującym, gdy przywołam tu jeszcze świat kultury (konkursy, festiwale), sportu (ligi, zawody, mistrzostwa, olimpiady),  a nawet świat nauki, gdzie uczeni ubiegają się u publikowanie w najwyżej notowanych wydawnictwach (tzw. „punktoza”).”

 

Pozostaje problem stanu psychicznego uczniów szkół ponadpodstawowych. Według najnowszego raportu sondażu Diagnoza Młodzieży 2026”  60% nastolatków żyje w stanie chronicznego stresu  i zmęczenia, 46% ma skrajnie niską samoocenę a 40% wykazuje objawy depresyjne.

 

Nie tylko ja jestem przekonany, że ten stan nie jest skutkiem systemy szkolnego, a przede wszystkim powszechnej wśród współczesnych rodziców nadopiekuńczości , a w konsekwencji ubezwłasnowolnienia ich dzieci. Podobne poglądy zaprezentował Jarosław Pytlak w zamieszczonym 5 czerwca jego blogu „Wokół Szkoły” tekście Życie homogenizowane z myślą o młodym pokoleniu”. Oto reprezentatywne dla tej publikacji fragmenty:

 

Z nadmiaru troski o dzieci za wszelką cenę chcemy oszczędzić im zmartwień, zapewnić możliwość rozwoju i zagwarantować sukces na tej drodze. Chcemy tego dla wszystkich, bo przecież wszyscy mają do tego prawo i są tego warci. W teorii wszystko się zgadza, w praktyce… niekoniecznie.[…] Przyzwyczailiśmy młodych, że całe otoczenie jest na ich usługi, a dobrostan to coś, co się po prostu należy. W efekcie obniżyliśmy poziom wrażliwości na ból egzystencjalny. To dlatego sytuacje trudne, z którymi ćwierć wieku temu młody człowiek radził sobie, choćby nawet kosztowało to dużo płaczu, dzisiaj przywodzą go do skraju desperacji i oczekiwania pomocy. Którą dorośli, sami w obawie o stan dziecka – starają się zapewnić, często z pominięciem jego niezbędnej rozwojowo autorefleksji. […] Zabraliśmy dzieciom atrybuty swobodnego dzieciństwa, wyposażyliśmy w opisujące świat pojęcia żywcem wyjęte z podręczników psychologii klinicznej, poddaliśmy totalnej inwigilacji, napiętnowaliśmy nauczycieli jako źródło zła i opresji, a nie mądrego, krytycznego wsparcia, i dziwimy się, że tej nowej odsłonie swojej roli społecznej nie czują się dobrze.”

 

Bo z uczeniem się jak być dorosłym jest jak z nauką jazdy na rowerze: „Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”.

 

I to by było tyle na dzisiaj. Wszak to pierwszy dzień lata, najdłuższy dzień w roku. A za tydzień wakacje!

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Na sobotnie lektury postanowiłem zaproponować dwa teksty z bloga prof. Bogusława Śliwerskiego. Jako pierwszy prezentuję fragmenty (subiektywnie, ale świadomie wybrane), zamieszczonego wczoraj obszernego tekstu, będącego relacją z pewnej konferencji naukowej, ale którego treść jest jak najbardziej ważna nie tylko w środowisku uczonych pedagogów. Do drugiego odsyłam, zachęcając jego początkowym fragmentem, ale już jego tytuł powinien Was zainteresować:

 

 

Dostrzec, zatroszczyć się, zaprzyjaźnić. O trzech zapomnianych językach pedagogiki

 

Są takie pojęcia, które w edukacji brzmią pięknie, ale zarazem podejrzanie. Troska. Wrażliwość. Przyjaźń. W ustach urzędnika mogą stać się pustym hasłem. W szkolnym programie wychowawczo-profilaktycznym — dekoracją. W strategii uczelni — miękkim dodatkiem do twardych wskaźników.

 

A jednak to właśnie one odsłaniają najgłębszy sens pedagogiki: nie jako technologii zarządzania uczniem, lecz jako sztuki widzenia człowieka tam, gdzie system najczęściej widzi przypadek, numer, wynik, kompetencję, procedurę albo problem do obsłużenia. […]

 

Wydana przez prof. UWM Pawła Piotrowskiego monografia zbiorowa pt. „Kategorie pedagogiczne dla edukacji w XXI wieku”  (Toruń, 2026) jest dedykowana Jubilatowi nawiązując do jednej z kilkudziesięciu rozpraw J. Górniewicza, którą opublikował u progu XX wieku. [….]] Autorzy zaprezentowanego w dniu wczorajszym tomu nawiązują w swoich rozprawach do myśli prof. J. Górniewicza. Konferencyjne spotkanie z Jubilatem nie było streszczaniem poszczególnych rozpraw, ale pogłębioną refleksją o kategoriach pedagogicznych dla edukacji w XXI wieku. Wybrałem tylko trzy, bo nie sposób w tym miejscu zreferować przebieg obrad, które objęły ponad dwadzieścia wystąpień.

 

Pierwsza kategoria, o której mówiła prof. UWM Dorota Zaworska-Nikoniuk,  dotyczyła etyki troski za Carol Gilligan i Nel Noddings a zorientowanej  ku pedagogice relacyjnego uwrażliwienia dzieci w toku socjalizacji i wychowania.

 

Druga z przywołanych kategorii, którą przybliżyła nam dr Monika Maciejewska z UWM w Olsztynie okazała się wrażliwość poznawcza kandydatów do zawodu pedagoga. Uczona uświadomiła nam, że przyszły pedagog powinien uczyć się dostrzegać to, co w codzienności szkoły umyka większości, a więc imponderabilia, czyli zdolność uważnego, refleksyjnego i odpowiedzialnego reagowania na sytuacje wychowawcze.

 

Trzecią kategorią współczesnej edukacji jest – zdaniem prof. Maria Czerepaniak-Walczak przyjaźń — słowo stare, filozoficznie dostojne, a dziś niemal wypchnięte z języka akademickiej powagi.

 

Można by powiedzieć: troska jest sercem, wrażliwość poznawcza — okiem, a przyjaźń — przestrzenią oddychania pedagogiki. Bez serca edukacja staje się zimną organizacją oddziaływań. Bez oka — nie widzi tego, co naprawdę dzieje się z dzieckiem, uczniem, studentem czy nauczycielem. Bez przestrzeni przyjaźni — zamienia się w miejsce samotnego konkurowania, w którym każdy ma osiągać, raportować, potwierdzać i awansować, ale coraz rzadziej może po prostu być z drugim człowiekiem.[…]

 

W patriarchalnym, hierarchicznym i konkurencyjnym świecie ten głos troski bywał marginalizowany, choć wcześniej to właśnie ku niemu socjalizowano kobiety: do opiekuńczości, relacyjności, odpowiedzialności za innych. Paradoks polegał na tym, że cechy najpierw wychowawczo wzmacniane, później społecznie deprecjonowano jako mniej racjonalne, mniej obiektywne, mniej „profesjonalne”. […]

 

Szkoła zorganizowana wyłącznie wokół przedmiotów, programów, pomiaru i rywalizacji traci zdolność do moralnego widzenia ucznia. Wie, ile punktów zdobył, ale nie wie, czego się boi. Wie, czy spełnił wymaganie, ale nie wie, czy został usłyszany. Wie, jak wypada w rankingu, ale nie wie, czy ma jeszcze poczucie sensu.

 

Czytaj dalej »



 

Na stronie „wyborcza.pl/lodz/” zamieszczono 15 czerwca tekst Katarzyny Stefańskiej, informujący o wspaniałym sukcesie Szkoły Podstawowej nr 1 w Brzezinach. Oto jego obszerne fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Zaczęło się od kiszonych ogórków. Tajemnica sukcesu najlepszej szkoły w Polsce

 

Eksperymenty zaprowadziły ich na Zamek Królewski w Warszawie. Podłódzka szkoła udowodniła, że nauka może być przygodą. […]

 

Uczniowie koła naukowego Młodzi Odkrywcy ze Szkoły Podstawowej nr 1 im. Kazimierza Wielkiego w Brzezinach w tym roku po raz kolejny udowodnili, że ciekawość świata, wytrwałość i współpraca mogą zaprowadzić bardzo daleko. 2 czerwca podczas uroczystej gali finałowej na Zamku Królewskim w Warszawie odebrali tytuł Naukowej Szkoły, bon o wartości 8 tys. zł oraz mikroskop elektroniczny za zwycięstwo w dziesiątej edycji ogólnopolskiego programu „Być jak Ignacy” Fundacji ORLEN im. Ignacego Łukasiewicza. To już trzecie z rzędu zwycięstwo brzezińskiej szkoły w tym prestiżowym konkursie. […]

 

 To nie jest konkurs, na który uczniowie poszli, napisali coś i wygrali. To systematyczna praca przez cały rok. Co miesiąc są zadania do wykonania metodą projektu mówi dyrektor szkoły Zbigniew Zieliński. Dla szkoły z niewielkiego miasteczka to osiągnięcie ma szczególne znaczenie: – Pokazuje, że ciężką pracą, zaangażowaniem i zainteresowaniem można osiągnąć sukces na miarę Polski. Z takich Brzezin! – dodaje dyrektor.

 

 

Program „Być jak Ignacy” od kilku lat stawia na naukę przez doświadczenie. Uczniowie nie rozwiązują testów ani nie uczą się definicji na pamięć. Sami stawiają pytania badawcze, planują eksperymenty, analizują wyniki i wyciągają wnioski.  W tegorocznej edycji motywem przewodnim były surowce mineralne. Uczestnicy z Brzezin postanowili przyjrzeć się bliżej soli kamiennej. […]

 

Uczniowie sami stawiali pytania badawcze, weryfikowali hipotezy, zastanawiali się, dlaczego eksperyment przebiegał tak, a nie inaczej. Prowadzili badania, prezentowali wyniki i oceniali własną pracę – opowiada ich nauczycielka. – Właśnie ta samodzielność jest jednym z najważniejszych elementów. – Nauczyciel pełni rolę mentora. Musi stać obok, wspierać uczniów, ale to oni odgrywają główną rolę. Nauka trafia w ich ręcepodkreśla Augustowska-Katprzyk.

 

Praca nad konkursem nie ograniczała się do doświadczeń. Kapituła oceniała również działania popularyzujące naukę. Uczniowie prowadzili warsztaty dla innych dzieci, organizowali wydarzenia edukacyjne, promowali działalność koła i przygotowywali materiały dla społeczności szkolnej. W tym roku stworzyli między innymi naukowy escape room oraz festiwal zastosowań soli. Nie zabrakło również elementów artystycznych. Powstały dekoracje, prezentacje, a nawet piosenka o zastosowaniach soli kamiennej. – Dzieci wcielały się w role aktorów. Niektóre wykorzystywały talenty plastyczne, inne – muzyczne. Cała grupa zaśpiewała nawet piosenkę o zastosowaniach soli kamiennej – opowiada nauczycielka. […]

 

Tajemnica sukcesu najlepszej szkoły w Polsce

 

Szkoła bierze udział w programie już od sześciu lat. Najpierw zdobyła nagrodę publiczności. Później regularnie trafiała do grona najlepszych placówek w kraju. Ostatnie trzy edycje zakończyły się zwycięstwami. Dwa lata temu uczniowie zajmowali się odnawialnymi źródłami energii. Rok temu badali wpływ pH roztworu na wzrost i rozwój rzeżuchy.

 

Dla części uczestników tegoroczna edycja była ostatnią. Wielu z nich po wakacjach rozpocznie naukę w starszych klasach. Ich miejsce zajmą nowi uczniowie. – Będziemy działać. Trzeba uczyć się poprzez doświadczenie i bawić się nauką – mówi Ewelina Augustowska-Katprzyk.

 

I właśnie w tym zdaniu prawdopodobnie kryje się tajemnica sukcesu podłódzkiej szkoły. Bo nie chodzi tylko o wiedzę, ale o ciekawość świata, która sprawia, że dzieci chcą przyjść do szkoły w piątek o siódmej rano, by sprawdzić, co jeszcze można odkryć.

 

 

Cały tekst „Zaczęło się od kiszonych ogórków. Tajemnica sukcesu najlepszej szkoły w Polsce”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 

x           x           x

 

 

Tu można obejrzeć filmowy zapis z gali finałowej Ogólnopolskiego Konkursu „Być jak Ignacy”

na Zamku Królewskim w Warszawie  –  TUTAJ

 

 



Na piątkowe przedpołudnie proponuję krótką, ale treściwą lekturę tekstu Danuty Sterny z Jej bloga „OK. NAUCZANIE” Tytuły proponowanych tekstów są podlinkowane:

 

Wskazówki do wykorzystania w ostatnich dniach roku szkolnego

 

 

Zbliża się ostatni tydzień roku szkolnego. Przeważnie stopnie są już ustalone i trudne wykrzesać energię do uczenia się. Widać  wyraźnie w tym czasie, jak stopnie są ważne i bez nich spada motywacja do uczenia się. Inaczej jest w klasach młodszych, gdzie stopni końcowych nie ma i proces uczenia się trwa do końca roku.

 

Znając sytuację w klasach starszych w czerwcu napisałam kilka artykułów na temat sensownego wykorzystania czasu końca roku szkolnego. Musi to być coś, co naprawdę jest uczniom przydatne i co można ćwiczyć w mniejszym gronie, gdyż frekwencja bywa w tym okresie słaba.

 

W tym wpisie skieruję Was do kilku wpisów, które może uznacie za możliwe do zrealizowania jeszcze w tym tygodniu przed zakończeniem roku. Niektóre z nich nie wymagają przygotowania, a niektóre może przydadzą się w następnym roku szkolnym.

 

1.Pomocne hasła w nauce wypowiadania się. Ćwiczenie umiejętności wypowiadania się i dyskusji.

 

2.Porozmawiajmy o strategiach uczenia się. Rozmowa z uczniami, jak się uczą i jakie strategie uczenia się są efektywne.

 

3.Końcówka roku szkolnego

 

Posumowanie nauki w danym roku i świętowanie sukcesów.

 

4.Codzienna praktyka pisania w wakacje. Przekonywanie uczniów, że warto pisać w wakacje, prowadzić dziennik lub pisać listy.

 

5.Ankietowanie uczniów.. Przeprowadzanie ankiet wśród uczniów, aby dowiedzieć się więcej na ich temat i wykorzystać wyniki w następnym roku szkolnym.

 

6.Cenny czerwiec w życiu szkoły. 12 pomysłów: Wycieczki, Dni tematyczne, Prezentacje projektów; Goście; Gry interaktywne; Projekty podsumowujące; Zajęcia na świeżym powietrzu; Projekty międzyprzedmiotowe; Warsztaty prowadzone przez uczniów; Pytania do uczniów; Świętowanie i docenianie; Pisanie listu do siebie.

 

Z życzeniami owocnego końca roku.

 

Źródło: www.oknauczanie.pl



Oto informacja zamieszczona wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, o bardzo potrzebnej polskim szkołom inwestycji:

 

 

Oto informacja zamieszczona wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, o bardzo potrzebnej polskim szkołom inwestycji:

 

 

Rząd przeznaczy miliardy złotych na inwestycje w AI w edukacji. Do szkół podstawowych i ponadpodstawowych w całym kraju trafi 12 tysięcy laboratoriów sztucznej inteligencji.

 

Przeznaczamy miliardy złotych na laboratoria sztucznej inteligencji w ośmiu tysiącach szkół podstawowych i czterech tysiącach szkół ponadpodstawowych – podkreślił premier Donald Tusk podczas wydarzenia „Sztuczna inteligencja w edukacji – inwestycje i perspektywy”, w którym uczestniczyli uczniowie i nauczyciele. […] Premier zaapelował również do uczniów, aby korzystali z narzędzi AI w sposób odpowiedzialny, świadomy i bezpieczny.To wy macie nią rządzić, nie ona wami. Dlatego nie można lekceważyć zagrożeń, jakie niesie sztuczna inteligencjamówił Tusk.

 

Sztuczna inteligencja staje się ważnym elementem polskiego systemu edukacji. W odpowiedzi na rosnące znaczenie nowych technologii rząd realizuje program wyposażania szkół w nowoczesną infrastrukturę wspierającą rozwój kompetencji cyfrowych uczniów i nauczycieli. – Laboratoria sztucznej inteligencji to dużo sprzętu, ale przede wszystkim ludzie – uczniowie szkół podstawowych i średnich, którzy tego narzędzia będą w przyszłości używać w codziennym życiu – powiedział premier Donald Tusk.

 

W ramach przedsięwzięcia do szkół podstawowych i ponadpodstawowych w całym kraju trafi 12 tysięcy laboratoriów sztucznej inteligencji. […] Dostawy wyposażenia do placówek oświatowych już się rozpoczęły, a ich zakończenie planowane jest na drugą połowę lipca bieżącego roku. [..] Szef rządu zaznaczył, że ważne staje się przygotowanie obywateli do świadomego i odpowiedzialnego korzystania z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Wskazał również, że w debacie publicznej coraz częściej poruszany jest temat rosnącej autonomii systemów AI i ich wpływu na podejmowane przez ludzi decyzje. […]

 

Tusk zaapelował do nauczycieli, by uczyli mądrego stosowania sztucznej inteligencji. Skuteczność wdrożenia AI zależy również od ich kompetencji, dlatego od jesieni 2025 r. realizowane są systemowe szkolenia (m.in. w ramach programów Funduszy Europejskich dla Rozwoju Społecznego), min. dla 13 tysięcy nauczycieli szkół podstawowych i ponadpodstawowych. To wydaje mi się absolutnie ważne. To wy macie nią rządzić, nie ona wami. Mam nadzieję, że powinno być to zdrową ambicją każdej i każdego z was zwrócił się do biorących udział w wydarzeniu uczniów.

 

 

Cały tekst „Do szkół wjeżdża sztuczna inteligencja. Powstanie tysiące laboratoriów AI w całej Polsce”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

x           x           x

 

O programie tym „Portal dla Edukacji” informował już 2 czerwca w tekście „W szkołach powstaną pracownie sztucznej inteligencji. Rząd daje blisko 2 mld zł na sprzęt” [ TUTAJ ], a także 13 maja  w tekście „Prawie 1,9 mld na sprzęt dla szkół. Do placówek trafi 12 tys. zestawów sztucznej inteligencji” [ TUTAJ ]

 

 

 

 

 



Oto obszerne fragmenty tekstu ze strony „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa”, informującego o opublikowaniu raportu „Internet dzieci 2026”, link do jego pełnej wersji oraz link do całego Raportu”

 

 

[…]

 

Tegoroczna edycja raportu „Internet dzieci” rozszerza perspektywę z analizy pojedynczych aplikacji i czasu ekranowego na szersze spojrzenie na architekturę środowiska cyfrowego. Obejmuje ona nie tylko platformy społecznościowe, komunikatory i gry, lecz także narzędzia AI, ekonomię uwagi, mechanizmy projektowania angażujących produktów cyfrowych oraz ich wpływ na rozwój dzieci, zdrowie publiczne i funkcjonowanie społeczeństwa. „Internet dzieci” pozostaje jedynym w Polsce projektem pozwalającym obserwować te procesy na podstawie rzeczywistych danych behawioralnych, a nie deklaracji użytkowników.

 

W tegorocznym raporcie przyjęto dwie cezury wiekowe: 13 lat jako wiek, który aktualnie w Polsce stanowi regulaminową granicę używania platform algorytmicznych oraz 15 lat jako granicę rozważaną w kontekście wprowadzenia systemowych regulacji dotyczących ograniczenia dostępu do mediów algorytmicznych.

 

Zakres danych poszerzono o nowe wątki, m.in. korzystanie przez dzieci i młodzież ze sztucznej inteligencji oraz ekspozycję najmłodszych na reklamy produktów niedozwolonych dla osób poniżej 18. roku życia.

 

[…]

 

Jak wygląda cyfrowa codzienność najmłodszych użytkowników internetu w Polsce?

„Internet dzieci 2026” to raport, który łączy monitoring realnych zachowań najmłodszych internautów z ekspercką analizą konsekwencji ich cyfrowej obecności.

 

W pierwszej części badaczki z Fundacji „Instytut Cyfrowego Obywatelstwa” i Gemiusa – Magdalena Bigaj, Jadwiga Przewłocka i Aleksandra Załęska – przedstawiają wyniki drugiego roku monitoringu, opisując codzienność dzieci ze smartfonem, strukturę ich aktywności online, najważniejsze aplikacje, a także charakter populacji młodych użytkowników oraz treści i urządzenia, z których korzystają.

 

Druga część raportu to pogłębiony kontekst i rekomendacje: dr Justyna Hofmokl z Fundacji ICO analizuje rzeczywisty wpływ mediów cyfrowych na rozwój młodych, dr Konrad Ciesiołkiewicz z Państwowej Komisji ds. przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich poniżej lat 15. opisuje społeczno-cyfrowe środowiska jako przestrzeń uznania lub przemocy, dr Anna MiotkPolskich Badań Internetu wyjaśnia, jak algorytmy kształtują świat dzieci, a Krzysztof Mikulski, CEO Polskich Badań Internetu, pokazuje, w jaki sposób najmłodsi stają się ukrytym kapitałem reklamowym dużych platform.

 

Całość tworzy solidną podstawę do pilnych działań regulatorów i instytucji chroniących dzieci. Celem inicjatywy monitoringu obecności dzieci i młodzieży w internecie jest bowiem zainicjowanie konkretnych działań regulatorów rynku oraz instytucji dbających o ochronę dzieci i młodzieży przed przemocą, nadużyciami oraz wszelkimi formami uprzedmiotowienia – seksualnego i komercyjnego. […]

 

Poznaj pełny obraz internetowych zachowań najmłodszych. Nie opieraj się na domysłach – zapoznaj się z danymi, wnioskami z nich płynącymi i rekomendacjami ekspertów. […]

 

 

Cały tekst „Roczny raport „Internet dzieci 2026”  oraz pełny tekst Raportu  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.higienacyfrowa.pl

 

 

 



 

Oto obszerne fragmenty (i link do pełnej wersji) tekstu zamieszczonego wczoraj na portalu „Prawo.pl”, w którym przedstawiono aktualną sytuację z gratyfikowaniem (nie tylko przez lodziarnię w Pszczynie) uczniów, którzy otrzymają „świadectwo z czerwonym paskiem” przez różne podmioty gospodarcze. A tak przy okazji – kto tym wszystkim dziennikarzom i redaktorom raz na zawsze wytłumaczy, że ów pasek JEST BIAŁO-CZERWONY!

 

 

Promocje za czerwony pasek – przedsiębiorcy zrezygnują z nagradzania?

 

Różnego rodzaju akcje promocyjne związane z zakończeniem roku szkolnego, rozdawaniem świadectw i nagradzaniem „piątkowych oraz szóstkowych” uczniów mają swoich zwolenników, ale też przeciwników. Zdaniem rzeczniczki praw dziecka, na zakończenie roku szkolnego powinno się docenić każdego ucznia na równi, bez wyjątku i bez względu na to, jaką uzyskała ocenę na koniec roku szkolnego. Promowanie równości uczniów i potrzeba doceniania pomimo gorszych wyników w nauce stanowią argumenty, dla których przedsiębiorcy zaprzestają nagradzać za czerwone paski.

[…]

 

Nie tylko lokale gastronomiczne dotychczas oferowały uczniom darmowe produkty za okazane świadectwa z wyróżnieniem. W poprzednich latach niektóre sieci sklepowe organizowały cykliczne, ogólnopolskie akcje promocyjne i rabatowe związane z zakończeniem roku szkolnego. Za okazanie świadectwa szkolnego uczniowie i ich rodzice mogli otrzymać bon zakupowy wartości kilkudziesięciu złotych albo rabat na całe zakupy.

 

 

Znana sieć sprzedaży książek oferowała zniżkę cenową za samo okazanie świadectwa przy jednoczesnym dokonaniu zakupów za określoną, minimalną kwotę. „Niezależnie od ocen na świadectwie, warto sprawić sobie prezent na koniec roku szkolnego i w świetnym nastroju rozpocząć tegoroczne wakacje” – brzmiało hasło reklamowe spółki. Podobne zasady obowiązywały w innej sieci sklepów pod hasłem „Kasa dla asa”. Z kolei sieć marketów oferujących elektronikę prowadziła akcję pt. „Płacimy za oceny”. Zgodnie z jej warunkami, za każdą ocenę celującą (6) i wzorowe zachowanie ucznia można było otrzymać obniżkę ceny w wysokości 6 zł, za każdą ocenę bardzo dobrą (5) i bardzo dobre zachowanie – obniżkę ceny w wysokości 5 zł. Za promocję do kolejnej klasy uczniów klas I-III przewidziano 20 zł zniżki. W tym przypadku promocja obowiązywała również przy zakupach dokonanych za określoną kwotę.

 

Tego typu praktyki handlowe i akcje promocyjne również spotkały się ze sprzeciwem rzeczniczki praw dziecka, która już w 2024 r. przed zakończeniem roku szkolnego zaapelowała do przedsiębiorców, przedstawicieli sieci handlowych i właścicieli sklepów o zaprzestanie organizowania akcji promocyjnych dotyczących ocen szkolnych. W związku ze zbliżającym się końcem roku szkolnego, w trosce o dzieci, również te z niepełnospraw- nościami, zwracamy się z apelem o uważność w kontekście planowanych kampanii marketingowych i promocyjnych, w których „nagrodą” za ocenę 5 (bardzo dobrą) albo 6 (celującą) lub też za uzyskanie świadectwa z wyróżnieniem („czerwony pasek”) przyznawany byłby rabat w kwocie odpowiadającej ocenie (np. 6 zł za ocenę celującą)podkreślała Monika Horna-Cieślak, rzeczniczka praw dziecka.

 

W wystosowanym piśmie RPD zwróciła uwagę, że takie działania, choć pozornie przyjazne dzieciom i rodzinom, nie sprzyjają równemu traktowaniu uczniów. Zdaniem rzeczniczki, każde dziecko jest wyjątkowe i wartościowe bez względu na uzyskiwane oceny oraz posiada unikalne talenty, umiejętności i cechy charakteru, które nie zawszę znajdują odzwierciedlenie w szkolnych stopniach. W związku z tym koncentrowanie się na ocenach jako kryterium nagradzania może prowadzić do niepotrzebnej presji i poczucia niższej wartości wśród dzieci oraz nastolatków, którzy z różnych przyczyn nie osiągają najwyższych wyników.

 

Petycja rzeczniczki praw dziecka nie przyniosła oczekiwanego rezultatu – rok później w okresie przedwakacyjnym znane sieci handlowe ponownie wystartowały z uczniowską akcją promocyjną. Z tego powodu na reklamę jednej z sieci handlowej poświęconą akcji promocyjnej „Płacimy za oceny” rzeczniczka praw dziecka skierowała skargę do Rady Reklamy. […]

 

W listopadzie ubiegłego roku Komisja Etyki Reklamy uwzględniła skargę rzeczniczki, a 4 marca br. zespół odwoławczy Komisji Etyki Reklamy po rozpatrzeniu odwołania sieci handlowej potwierdził, że stosowanie reklamy jest niezgodne z zasadami etyki wyrażonymi w Kodeksie Etyki Reklamy. Zdaniem zespołu odwoławczego, odwołanie do świadectw szkolnych oraz eksponowanie produktów atrakcyjnych dla osób małoletnich powoduje, że przekaz oddziałuje na dzieci i młodzież, posiadając cechy wykluczające i pośrednio dyskryminujące. Komisja potwierdziła, że promocja uprzywilejowywała wyłącznie uczniów z najwyższymi ocenami, pomijając dzieci i młodzież, które z przyczyn niezależnych od siebie nie są w stanie ich uzyskać, w tym dzieci z niepełnosprawnościami, zaburzeniami neurorozwojowymi, trudnościami w uczeniu się czy uczniów funkcjonujących w systemach ocen opisowych.

 

Na ten moment nie ma jakichkolwiek komunikatów dotyczących organizowania promocji przez wybrane sieci handlowe. Biorąc pod uwagę tegoroczne stanowisko Rady Reklamy, akcje rabatowe za okazane świadectwa stoją pod znakiem zapytania.

 

 

Cały tekst „Promocje za czerwony pasek – przedsiębiorcy zrezygnują z nagradzania?”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.prawo.pl/oswiata/

 

 



Oto fragmenty ciekawego, a przede wszystkim rzucającego nowe światło na klasyczną formę szkolnego wypracowania tekstu Witolda Kołodziejczyka, zamieszczonego w minioną niedziele na portalu „Edunews”.  Z całym tekstem możecie zapoznać się klikając w załączony link:

 

Foto: www.facebook.com/photo/

 

Dr Witold Kołodziejczyk – prof. Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, Redaktor Naczelny

periodyku „Edukacja i Dialog”

 

 

Śmierć szkolnego wypracowania w czasach AI?

Dlaczego szkoła musi uczyć odpowiedzialności poznawczej

 

Żyjemy w czasach, w których szkoła coraz częściej traci kontakt z prawdziwym procesem uczenia się i zamiast być miejscem pytań, rozmowy, wątpienia, ćwiczenia myślenia i stopniowego dochodzenia do rozumienia, staje się fabryką pozorów. Uczniowie oddają wypracowania, streszczenia lektur, prezentacje, projekty, karty pracy i referaty, które wyglądają poprawnie, ale nie zawsze są śladem ich rzeczywistego myślenia.

 

Architektura pozorów

 

Sztuczna inteligencja bardzo mocno obnażyła ten problem. Nie jeden już nauczyciel przekonał się o tym i zastanawia się, jak poradzić sobie z tym, że dziś uczeń może w kilka minut otrzymać streszczenie lektury, charakterystykę postaci, rozprawkę, opis obrazu, interpretację wiersza albo prezentację na zadany temat. Tekst jest płynny, logiczny, poprawny językowo i formalnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy nauczyciel pyta ucznia: Co chciałeś przez to powiedzieć?, Dlaczego tak uważasz?, Które zdanie jest naprawdę twoje?, Z czym się nie zgadzasz?, Jak doszedłeś do tego wniosku?.

 

Wtedy często okazuje się, że piękny tekst nie ma właściciela. Uczeń nie potrafi obronić argumentu, wyjaśnić sensu użytego pojęcia, wskazać własnego przykładu ani powiedzieć, dlaczego wybrał właśnie taki sposób rozumowania. Nie jest autorem myśli, lecz tylko dostawcą pliku, kurierem. Przenosi do szkoły gładkie frazy, których sam nie przeżył, nie przemyślał i nie potrafi wziąć za nie odpowiedzialności. I właśnie w tym miejscu ujawnia się kryzys edukacji w świecie AI, bo to nie tylko uczeń zawiódł, ale także model szkolnego oceniania, który przez lata zbyt łatwo utożsamiał jakość uczenia się z jakością oddanego produktu. Ocenialiśmy tekst, nie proces, końcowy efekt, poprawność, kompozycję i estetykę, a nie drogę dochodzenia do odpowiedzi. Zbyt rzadko pytaliśmy, czy uczeń naprawdę rozumie to, co napisał.

 

AI nie stworzyła tej fikcji. Ona ją tylko przyspieszyła, powiększyła i pokazała w ostrym świetle. Tradycyjne wypracowanie, rozumiane jako samotnie oddawany tekst do oceny, przestało być wystarczającym dowodem uczenia się. Słyszę i sam się często zastanawiam, czy pisanie prac w tym formacie ma jeszcze jakikolwiek sens? Szukam więc sposobów, jak rozwiązać ten problem, bo przecież pisanie właśnie dziś ma jeszcze większe znaczenie. Ale musi być powiązane z rozmową, procesem, notatkami, poprawkami, obroną własnego stanowiska i refleksją nad tym, co AI podpowiedziała, a co uczeń świadomie przyjął, odrzucił lub przekształcił.

 

Kognitywne ćwiczenia oporowe

 

Czy masowa produkcja wypracowań przez sztuczną inteligencję oznacza koniec samodzielnego myślenia uczniów? Nie musi tak być. Paradoksalnie może to być szansa na odnowienie szkoły. AI zmusza nas do postawienia pytania, którego szkoła długo unikała, a mianowicie, czy naprawdę uczymy myślenia, czy tylko egzekwujemy gotowe odpowiedzi?

 

Aby zrozumieć to wyzwanie, odwołam się do doświadczeń wielu z nas, kiedy wysiłek fizyczny był częścią codziennego życia. Ludzie nosili wodę, rąbali drewno, pracowali rękami, chodzili pieszo. Dziś technologia zdjęła z nas wiele tego wysiłku. Dlatego musimy świadomie iść na spacer, biegać, ćwiczyć, korzystać z siłowni, żeby nasze ciało nie osłabło. Podobnie dzieje się z umysłem. Dawniej uczeń, chcąc napisać wypracowanie, musiał przeczytać tekst, zrobić notatki, uporządkować argumenty, popełnić błędy, poprawić zdania i samodzielnie przejść przez trud formułowania myśli. Dziś wiele z tych czynności może wykonać za niego AI. Wygoda jest ogromna, ale cena może być wysoka. To osłabienie wytrzymałości poznawczej. Jeśli uczeń zbyt wcześnie dostaje gotową odpowiedź, może przestać ćwiczyć cierpliwość myślenia. Nie uczy się samodzielnie budować argumentacji, nie rozwija własnego stylu. Algorytmy AI streszczają lekturę, uczeń może nigdy nie spotkać się naprawdę z bohaterem, konfliktem, dramatem i pytaniem moralnym obecnym w tekście.

 

Dlatego szkoła przyszłości nie powinna stać się miejscem zakazu AI, ale miejscem intencjonalnego oporu poznawczego. To właśnie tutaj pojawia się sens modelu IALE (Intentionally AI-Linked Education), czyli edukacji świadomie połączonej z AI, ale nie podporządkowanej AI. Szkoła powinna stać się siłownią poznawczą. Nie chodzi o to, aby ucznia zmęczyć zadaniami, ale aby zaprojektować takie ćwiczenia, które wzmacniają jego myślenie. Tak jak mięśnie rosną dzięki oporowi, tak rozumienie rozwija się dzięki pytaniom, trudnościom, korektom, sporom, błędom i konieczności obrony własnego stanowiska.W takim modelu wypracowanie nie powinno być tylko gotowym tekstem oddanym nauczycielowi. Powinno być śladem procesu, w którym uczeń pokazuje pierwsze notatki, formułuje własne pytanie, zapisuje roboczą tezę, sprawdza odpowiedź AI, wskazuje, co z niej przyjął, wyjaśnia, co odrzucił, poprawia argumentację, a na końcu potrafi ustnie obronić swój tekst.  […]

 

Od wypracowania jako produktu do wypracowania jako procesu

 

Największym błędem szkoły byłoby dziś udawanie, że nic się nie zmieniło. Nie wystarczy powiedzieć uczniom: Nie wolno korzystać z AI. Taki zakaz może być potrzebny w niektórych sytuacjach, ale nie rozwiąże problemu. Uczniowie i tak będą żyli w świecie, w którym AI będzie obecna w telefonach, wyszukiwarkach, komunikatorach, edytorach tekstu i aplikacjach edukacyjnych.

 

Dlatego trzeba zmienić samo rozumienie pracy uczniowskiej. Dawniej pytaliśmy: jaki tekst uczeń oddał? Dziś musimy pytać: jak uczeń ten tekst stworzył, co zrozumiał i czy potrafi wziąć odpowiedzialność za własne zdania? Wypracowanie powinno przestać być martwym artefaktem, generującym dług poznawczy, ale stać się dokumentacją myślenia. Nauczyciel nie powinien oceniać wyłącznie efektu końcowego, lecz także drogę, czy uczeń rozumie temat, czy samodzielnie sformułował problem, czy potrafi wyjaśnić użyte argumenty, czy odróżnia własną myśl od podpowiedzi AI, czy umie poprawić tekst po rozmowie, czy potrafi powiedzieć: To zdanie zostawiam, bo wyraża moje stanowisko, albo To zdanie usuwam, bo brzmi dobrze, ale nie jest moje.  […]

 

Suwerenność poznawcza ucznia

 

W świecie, w którym AI potrafi tworzyć bardzo poprawne teksty, w dodatku bardzo szybko, szczególnego znaczenia nabiera coś, co można nazwać suwerennością poznawczą ucznia. To jeden z filarów modelu IALE. Uczeń zachowuje suwerenność wtedy, gdy rozumie własny tekst. Gdy potrafi powiedzieć, skąd wziął argument, umie obronić tezę, rozpoznaje, że jakieś zdanie brzmi efektownie, ale nie pasuje do jego myślenia. Nie wstydzi się prostszego języka, jeśli jest on uczciwy i naprawdę jego. W czasach AI autentyczność nie polega na tym, że uczeń nigdy nie korzysta z pomocy. Autentyczność polega na tym, że nie oddaje za darmo własnego sądu. Może korzystać z podpowiedzi, pytań, korekt i inspiracji, ale powinien wiedzieć, co robi z tym materiałem. Granica kapitulacji poznawczej przebiega tam, gdzie uczeń nie potrafi już powiedzieć: To jest moja myśl. Albo: Nie rozumiem tego zdania, choć znajduje się w mojej pracy. Albo: AI tak napisała, więc zostawiłem. To jest moment niebezpieczny wychowawczo. Nie dlatego, że uczeń użył technologii, ale dlatego, że przestał być autorem własnego uczenia się. […]

 

Od szkoły kontroli do szkoły rozmowy

 

Wielu nauczycieli pyta dziś: jak to wszystko sprawdzać? Jak oceniać prace uczniowskie w świecie AI? Jak odróżnić tekst samodzielny od wygenerowanego? Jak zapobiec oszustwu? To są ważne pytania, ale nie mogą być jedynymi. Jeżeli szkoła skupi się wyłącznie na wykrywaniu AI, zamieni się w instytucję podejrzeń. Nauczyciel stanie się detektywem, uczeń podejrzanym, a praca pisemna dowodem w sprawie. Potrzebujemy innego kierunku. Oczywiście, szkoła musi mieć jasne zasady. Uczeń powinien wiedzieć, kiedy może korzystać z AI, kiedy nie może, jak ma to ujawnić i za co odpowiada. Ale centrum edukacji nie może być kontrola. Powinna tym być być rozmowa. […]

 

Szkoła jako lokalny hub odpowiedzialnego myślenia

 

Szkoła przyszłości nie powinna być miejscem licytowania się na najlepsze prompty. Nie chodzi o to, aby jedni uczniowie byli sprytniejsi w obsłudze narzędzi, a inni zostali z tyłu. Nie chodzi też o to, aby AI stała się ukrytym korepetytorem dla tych, którzy potrafią z niej korzystać poza szkołą. Szkoła powinna stać się lokalnym hubem odpowiedzialnego myślenia. Miejscem, w którym uczeń uczy się korzystać z technologii jawnie, krytycznie i etycznie. Miejscem, w którym nauczyciel nie tylko zadaje pracę, ale pomaga uczniowi przejść przez proces: od pytania, przez pierwszą próbę, przez błąd, po świadomie napisany tekst. […]

 

Po co dziś wypracowanie?

 

Wypracowanie w czasach AI nadal ma sens, ale tylko wtedy, gdy zmienimy jego funkcję. Nie może być już wyłącznie zadaniem: napisz i oddaj. Powinno stać się ćwiczeniem w samodzielnym rozumieniu świata. Uczeń pisze nie po to, aby zapełnić dwie strony, ale po to, aby zobaczyć, co naprawdę myśli, jak uporządkować własne stanowisko, zmierzyć się z argumentem. Pisze, aby nauczyć się odpowiedzialności za słowo. Dlatego szkoła nie powinna rezygnować z pisania. Powinna ocalić pisanie przed pozorem. Trzeba mniej martwych prac, a więcej żywych procesów. Mniej tekstów bez właściciela, a więcej rozmów o tym, jak tekst powstał i nie udawania samodzielności, a więcej jawnej pracy nad myśleniem. Nie potrzebujemy perfekcyjnych wypracowań, których uczeń nie rozumie, a więcej niedoskonałych, ale własnych prób, które można poprawiać, rozwijać i bronić. Jak to sprawdzić? Najlepiej pytajmy, czy rozumie to, co oddaje jako własne i czy szkoła pomaga mu stawać się autorem własnego myślenia?

 

W epoce AI szkoła musi stać się siłownią poznawczą, miejscem, w którym uczniowie ćwiczą nie tylko pisanie, lecz także rozumienie, argumentowanie, obronę własnego stanowiska i uczciwe współmyślenie z technologią.

 

 

Cały tekst „Śmierć szkolnego wypracowania w czasach AI? Dlaczego szkoła musi uczyć odpowiedzialności poznawczej”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.edunews.pl

 



Oto fragmenty tekstu Bogdana Bugdalskiego, zamieszczonego dzisiaj na „Portalu dla Edukacji”:

 

 

[…]

 

Zgodnie z zapowiedziami nauczyciele skupieni wokół Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata” wystosowali oficjalne pismo do prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowanie nowelizacji ustawy Prawo oświatowe, zwanej ustawą o prawach i obowiązkach ucznia. Wskazali na trzy obszary nowej regulacji, które są ich zdaniem nie do przyjęcia.

 

Pierwszy z nich to wprowadzany ustawą system rzeczników praw ucznia, który jest – według związkowców – zdecydowanie przeskalowany, kosztowny, a przede wszystkim szkodliwy dla szkoły i nauczycieli, demolujący relacje w szkole. […]

 

Drugi argument dotyczy zawartego w ustawie przymusu tworzenia rad szkół i placówek. Bo – po pierwsze – już dzisiaj prawo oświatowe daje taką możliwość, a po drugie, będzie to kolejny fasadowy podmiot, którego ani rodzice, ani nauczyciele nie chcą. […]

 

Kolejnym ważnym argumentem za odrzuceniem ustawy jest to, że normując prawa i obowiązki ucznia nie daje szkołom narzędzi do egzekwowania obowiązków od uczniów.        –Szkoła i nauczyciele winni być wyposażeni w ustawowe regulacje, które pozwolą im na egzekwowanie od uczniów i ich rodziców obowiązków szkolnych. Przedmiotowa nowelizacja nie tworzy takich skutecznych mechanizmów – podkreślili związkowcy.

 

Związkowcy wskazali jednocześnie, że obowiązek wychowania spoczywa na rodzicach (prawnych opiekunach), a szkoła pełni rolę wspomagającą w tym zakresie.

 

Warto zauważyć, że to krytyczne spojrzenie WZZ „Forum – Oświata” na ustawę o prawach i obowiązkach ucznia nie jest odosobnione. O jej zawetowanie apelują też związkowcy z „Solidarności” oświatowej oraz ze Związku Nauczycielstwa Polskiego, wskazując – co do zasady – te same argumenty oraz organizacje zrzeszone w Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły (KROPS).

 

Za ustawą optują natomiast sami uczniowie i wspierające ich prawa NGO-sy, które 16 czerwca zorganizowały przed KPRM briefing w tej sprawie, podczas którego przekonywali prezydenta, by tę ustawę podpisał.  Nieczęsto możemy to powiedzieć, ale jako Akcja Uczniowska i inne organizacje pozarządowe w pełni popieramy działania Ministerstwa Edukacji Narodowej na rzecz praw uczniowskich. Uważamy, że są to rozwiązania, które w społeczeństwie XXI wieku powinny być standardemwskazał Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej.

 

 

Cały tekst „Nauczyciele proszą prezydenta o weto. ‘Ustawa ma trzy główne wady’”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl

 

 



Dziś prezentuję zamieszczony w niedzielę wieczorem post z fb-profilu dr Marzeny Żylińskiej, w której promuje książkę Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem”,  autorstwa prof. dr hab. n. med. Michaela Schulte-Markworta – profesora na Uniwersytecie w Hamburgu, ale przede wszystkim wybitnego niemieckiego psychiatry dziecięcego i młodzieżowego oraz psychoterapeuty. Tytuł mówi sam za siebie co jest jej treścią:

 

 

“Wypalone dzieci. O presji osiągnięć i pogoni za sukcesem”

 

Autorem jest psychiarta dziecięcy Michael Schulte-Markwort. To o dzieciach, które nie dają rady unieść presji, której podobno mają za mało.

 

Często słyszę, że dzisiejsze dzieci i młodzi ludzie to wydelikacone płatki śniegu, a jedyne, czego im brakuje to ODROBINA wymagań i dyscypliny. No bo kto rozsądny sprzeciwi się temu, żeby od dzieci i młodych ludzi troszeczkę, odrobinkę wymagać?

 

Ci dorośli nie wierzą, że wiele dzieci i nastolatków całe popołudnia i wieczory spędza nad książkami, przygotowując się do sprawdzianów. Nie wierzą, że trwająca latami rywalizacja, ciągłe kontrole i porówywanie dzieci z sobą tworzy presję, której wielu młodych nie wytrzymuje.

 

Michael Schulte-Markwort przedstawia przypadki wielu dzieci i nastolatków.

 

Część z nich ma trudności w nauce, których przyczyną jest neuroróżnorodność, np. dyspraksja, ale  PRESJA OSIĄGNIĘĆ NISZCZY RÓWNIEŻ TE NAJZDOLNIEJSZE DZIECI, KTÓRE OSIĄGAJĄ W SZKOLE NAJWYŻSZE OCENY. ONE RÓWNIEŻ PŁACĄ ZA SZKOLNY SUKCES WYPALENIEM, DEPRESJĄ, UTRATĄ CHĘCI DO ŻYCIA.

 

Oj tam, oj tam”, – powie taki krytyczny dorosły.

 

No chyba odrobina obowiązków nikomu jeszcze nie zaszkodziła?”

 

To również książka o dorosłych, których przekonania są tak silne, że czynią ich ślepymi i głuchymi na to, co dzieje się z dziećmi.

 

Oj tam, oj tam. Próbowała popełnić samobójstwo? Proszę pani, ona chce tylko zwrócić na siebie uwagę.”

 

Rozmawiałam z prof. Schulte-Markwortem o tym, co czyni tak wielu dorosłych głuchymi i ślepymi na los dzieci, dlaczego nie potrafimy dostrzec skutków presji, jaką na nie wywieramy? Powiedział, że to dobry temat na kolejną książkę. Myślę, że jest bardzo potrzebna, ale czy ci z nas, którzy umieją patrzeć na młodych jedynie krytycznym okiem, by po nią sięgnęli? Szczerze wątpię…

 

Wobec przekonań fakty są zbyt słabe.

 

 

Źródło: www.facebook.com/marzena.zylinska/