Oto obszerny fragment tekstu z „Portalu dla Edukacji”, informujące o kolejnym etapie prac nad obywatelskim projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty oraz ustawy – Prawo oświatowe, czyli tzw. projektem „Tak dla religii i etyki w szkole”:

 

 

Przerwano obrady w sprawie obowiązkowej religii w szkołach. Posłowie PiS mówią o skandalu

 

[…]

 

Na środowym wspólnym posiedzeniu komisje: Edukacji i Nauki oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej zajmowały się projektem nowelizacji ustawy o systemie oświaty oraz ustawy – Prawo oświatowe, czyli tzw. projektem „Tak dla religii i etyki w szkole”.

 

Zakłada on m.in. wprowadzenie do szkół dwóch obowiązkowych lekcji religii lub etyki w tygodniu. Ocena z religii lub etyki miałaby być umieszczana na świadectwie szkolnym, uwzględniana przy promocji do następnej klasy i wliczana do średniej ocen.

 

Przygotowany przez Instytut Ordo Iuris projekt wniosło do Sejmu Stowarzyszenie Katechetów Świeckich. Pierwsze czytanie przeprowadzono pod koniec września 2025 r. Wtedy też Sejm odrzucił wniosek o odrzucenie go w pierwszym czytaniu, a projekt skierowano do komisji.

 

Środowe posiedzenie zwołano na wniosek grupy posłów PiS. Poseł Dariusz Piontkowski argumentował, że „od ponad pół roku mamy do czynienia tak naprawdę z zamrożeniem dalszych prac”. – Inicjatywy obywatelskie, wydawałoby się, że powinny być traktowane szczególnie przez Sejm, ponieważ (…) są głosem narodu. Zwłaszcza projekty, które mają bardzo szerokie poparcie, a ten miał poparcie ponad 500 tys. Polaków – dodał.

 

Doradca prezydenta RP Beata Kempa przekazała, że prezydent Karol Nawrocki „wyraża wielkie wsparcie dla tej inicjatywy”. Dodała, że „religia i etyka to nie tylko te wartości czy kwestie merytoryczne, które są przekazywane na lekcjach, ale bardzo często też wokół tych lekcji nauczyciele budują wspólnotę dobra„.

 

Po przystąpieniu do rozpatrywania projektu Biuro Legislacyjne Sejmu zwróciło uwagę, że Sejm pracuje obecnie nad innym projektem nowelizacji ustawy, co może powodować problemy natury technicznej.

 

W związku z wątpliwościami przewodnicząca posiedzeniu Krystyna Szumilas zarządziła przerwę do czasu otrzymania stanowiska rządu. Ogłosiłam przerwę z dwóch powodów. Po pierwsze, jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który mówi, że etyka i religia są przedmiotami formacyjnymi. I jedyny model, który może być realizowany, to model obecny, czyli: do wyboru religia lub etyka, lub ani religia, ani etyka – powiedziała

 

Dodała, że takie stanowisko przygotowało też Biuro Analiz Sejmowych. Jest też kolizja z aktualnie procedowaną w Sejmie ustawą poinformowała. -Chodzi o rządowy projekt nowelizacji ustawy – Prawo oświatowe o prawach i obowiązkach ucznia. Przerwa została ogłoszona do czasu uzyskania stanowiska rządu w tej sprawie, ponieważ są duże wątpliwości co do zgodności tego projektu z konstytucją. Wyjaśnienia wymaga również sprawa kolizji z Prawem oświatowym procedowanym w Sejmie – dodała.

 

Decyzja przewodniczącej wywołała sprzeciw części posłów. – Wszystkich posłów, którzy chcą pracować nad projektem, bardzo proszę o pozostanie na saliapelował Dariusz Piontkowski. – Jedna z wiceprzewodniczących może kontynuować obrady. Skoro państwo nie chcą nad tym pracować, trudno, to jest wasz wybór – powiedział.

 

Sytuację jako „skandaliczną” ocenili na platformie X członkowie komisji – posłowie PiS.        – Komisja edukacji ws. obywatelskiego projektu lekcji religii i etyki zakończyła się skandalem! Setki tysięcy podpisów zlekceważonych! Boją się tej dyskusji o religii jak diabeł święconej wody. Przewodnicząca Krystyna Szumilas przerwała posiedzenie bez rozpatrzenia i cała ekipa rządząca tchórzliwie zwiała napisała wiceprzewodnicząca Komisji Edukacji i Nauki Mirosława Stachowiak-Różecka. […]

 

 

Cały tekst „Przerwano obrady w sprawie obowiązkowej religii w szkołach. Posłowie PiS mówią o skandalu”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 



Wczoraj Jarosław Pytlak zamieścił na swoim blogu „Wokół Szkoły” tekst, w którym rozwinął swoje, wyrażone wstępnie już wcześniej poglądy w sprawie pozytywnego zaopiniowania na Komisji Edukacji i Nauki projektu ustawy o prawach i obowiązkach ucznió, a  także podjął polemikę z Kacprem Nwickim

 

 

Szkoła marzeń wg młodych adeptów prawa

 

Opublikowany przeze mnie na fejsbuku krótki post z krytycznym komentarzem do tryumfalnego ogłoszenia Ministerstwa Edukacji Narodowej, że projekt ustawy o prawach i obowiązkach uczniów został „pozytywnie zaopiniowany i rozpatrzony” przez sejmową Komisję Edukacji i Nauki, zyskał na tyle duży rozgłos, że postanowiłem rozwinąć ten temat na użytek czytelników bloga.

 

W otwartym spotkaniu Komisji wzięli udział liczni przedstawiciele tzw. strony społecznej, którzy otrzymali po dwie minuty na przedstawienie swoich stanowisk. Nie wiem, na czym polegało  rozpatrzenie projektu, bo debaty nie było – przewodnicząca Krystyna Szumilas nawet nie dopuściła posłów do głosu. Za to samo głosowanie przebiegło zgodnie z planem, to znaczy posiadający większość w komisji posłowie rządzącej koalicji projekt przyjęli. Jeśli komuś narzuca się w tym miejscu wrażenie, że jest to ta sama praktyka (nie)parlamentarna, jaką potępiała opozycja w słusznie minionych czasach rządów Zjednoczonej Prawicy – niewątpliwie ma rację.

 

W komunikacie ministerstwa nadmieniono, że „projekt przeszedł szerokie konsultacje społeczne, a ankieta na ZPE pokazała wysokie poparcie uczniów i nauczycieli dla planowanych zmian”. Powołanie się w tym zdaniu na poparcie ze strony nauczycieli, wzbudziło moje szczere zdumienie. Prawda jest bowiem taka, że projekt ów zyskał miażdżące opinie w środowisku nauczycielskim, wyrażone m.in. przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty i związki zawodowe. Ankieta na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej nie ma wiele wspólnego z konsultacjami społecznymi w dziedzinie stanowienia prawa. Jest po prostu narzędziem imitowania poparcia społecznego. O zupełnie nieznanych zresztą wynikach, bowiem nie zostały one upublicznione.

 

Powyższe nie znaczy, że projekt ustawy nie cieszy się poparciem społecznym. W dyskusji pod moim postem zabrał głos  Kacper Nowicki,  bardzo popularny obecnie młody aktywista polityczny. Napisał tak:

 

Strona uczniowska też dostała półtorej minuty i zdążyła wyrazić swoje zdanie. Konsultacje społeczne trwały kwartał.

 

Jak rozumiem jesteście w szoku, że nie wystarczy się oburzyć? Każdy dzień patrzenia na to jak uderzacie w ten projekt powoduje, że jeszcze bardziej żałuję, że stałem z wami na strajku nauczycieli. Nic was poza interesem grupy zawodowej nie obchodzi. Przykre.

 

Liczne lajki potwierdziły, że ten sposób myślenia ma swoich zwolenników, nawet wśród osób, które czytują to, co piszę. Z ciekawości więc zerknąłem na osobisty profil pana Nowickiego, a tam w relacji z tego samego posiedzenia Komisji znalazłem takie oto zdania:

 

Dziś Komisja Edukacji i Nauki w Sejmie rozpatrywała projekt ustawy, nad którym pracujemy od miesięcy wraz z innymi organizacjami i władzami państwa. Projekt wprowadza powszechny system Rzeczników Praw Uczniowskich i porządkuje kwestię praw i obowiązków ucznia.

 

Pomimo bredni ze strony Klubu PiS projekt został przyjęty i skierowany do drugiego czytania. Odklejenie posłów i posłanek, którzy ewidentnie ostatni raz w szkole byli przed upadkiem komuny, sięgało zenitu!

 

Oto więc mamy czarno na białym, że projekt ustawy powstał w kręgu organizacji prouczniowskich, współdziałających z władzami, które konsekwentnie na wszystkich możliwych polach budują narrację o opresji szkolnej ze strony nauczycieli, której trzeba postawić zapory prawne. Głosy środowiska nauczycielskiego zostały w tych konsultacjach społecznych kompletnie zignorowane. Zdanie pana Nowickiego o bredniach ze strony Klubu PiS, tudzież o odklejeniu posłów i posłanek, napisane zgodnie z obowiązującym obecnie kanonem kultury słowa i relacji międzyludzkich, dotknęły też mnie osobiście, Jestem jak najdalszy od sympatii prawicowych, natomiast retoryka pana aktywisty, współgrająca z działaniami na niwie edukacji posłów rządzącej Koalicji, budzi we mnie głęboki żal i niechęć do polityków, którym zaufałem w roku 2023.

 

Przeciwstawianie uczniów nauczycielom wchodzi niniejszym na poziom ustawowy. Krótkowzroczna to polityka, na której kapitał zbiją polityczni populiści i wykorzystywani przez nich instrumentalnie młodzi prawnicy, którzy teraz odgrywają się na szkole za doznane od niej prawdziwe i urojone krzywdy. Polskiej oświaty lotu w przepaść to nie zatrzyma.

 

Istnieją jeszcze enklawy innego sposobu myślenia, co pokazał piękny duchem komentarz pod moim postem, skierowany do pana Nowickiego:

 

Panie Kacprze, proszę tego nie robić, proszę nie mówić „my” kontra „wy”. Obserwuję Pana działalność i wydaje się Pan być powiewem świeżego powietrza na scenie społeczno-politycznej, a jednak teraz uderza Pan w nauczycieli po całości, stereotypowo, jak wielu przed panem. To ogromnie przykre, bo dostajemy w podbrzusze z wielu stron i najbardziej odczuwają to ci, którzy się starają i którym zależy. Czy możemy raz dla odmiany mówić o społeczności szkolnej MY i piętnować negatywne postawy jednostek zamiast dyskryminować całą grupę zawodową?

 

Cóż, Pan Nowicki uzyskał rozpoznawalność i swoiste uznanie w rozgrywanych ze swadą publicznych pojedynkach z Patrykiem Jakim. Logika popularności we współczesnej polityce jest taka, że żywi się ona konfliktami. Teraz władza, ręka w rękę z gronem prawniczych młodych wilczków, przenosi atmosferę konfliktu do szkół. Głupie to i krótkowzroczne. Widzą to nauczyciele, ale kto by ich słuchał, skoro już całe społeczeństwo wie, że są źli, niekompetentni i roszczeniowi. No i po prostu wrodzy swoim uczniom.

 

x           x           x

 

Przy okazji historyjka, pozornie a propos koła u wozu. Oto kuratoria w całym kraju rozesłały do szkół ankiety, w których zobowiązały dyrektorów do zaraportowania wyników akcji szczepień przeciw HPV, z podziałem na chłopców i dziewczęta oraz szczepienia dokonane na terenie placówki oraz na zewnątrz. Wzięliśmy udział w tej akcji, we współpracy z firmą medyczną. Było to rok temu. Do nas należało zebranie chętnych i udzielenie miejsca na szczepienie. Resztą, łącznie z dokumentacją, zajmowali się medycy. Dla nas w szkole – robota dodatkowa, oczywiście bez wynagrodzenia i zwrotu kosztów (na szczęście niewielkich), podjęta z poczucia obywatelskiego obowiązku. Tego wyśmiewanego już dzisiaj nawet przez część samych zainteresowanych poczucia misji zawodu nauczyciela.

 

Teraz, po roku, oczekuje się ode mnie, że będę odtwarzał statystyki, co po części jest wręcz niemożliwe, bo jedynie firma medyczna wie, ile dokładnie dzieci zaszczepiła. Musi wiedzieć, bo na pewno otrzymała za to wynagrodzenie. Indagowani przeze mnie znajomi dyrektorzy zgodnie stwierdzili, że wpiszą dane „na oko”, bo (jednak) odważnych, żeby odmówić kuratorium brakuje. Najszczęśliwsi są ci, którzy wtedy nie zawracali sobie głowy misją, tylko akcji szczepień nie zorganizowali. Wpiszą zera od góry do dołu i już.

 

Dzięki tej akcji ankietowej państwo uzyska rozeznanie w temacie szczepień przeciw HPV, o wiarygodności podobnie minimalnej, jak badania opinii nauczycieli przez IBE w sprawie reformy Kompas Jutra, albo ankiety na ZPE, według której nauczyciele poparli projekt ustawy o prawach i obowiązkach uczniów. I pomyśleć, że wystarczyłoby wyegzekwować dane od firm medycznych… Po co jednak, skoro praca dyrektorów szkół jest w tym kraju tańsza od kartofli?!

 

 

 

Źródło: www.wokolszkoly.edu.pl/blog/

 

 



Oto zamieszczona dzisiaj na oficjalnej stronie MEN ważna informacja:

 

 

Po przeanalizowaniu uwag i opinii od około 180 osób i instytucji Minister Edukacji Barbara Nowacka skierowała do Stałego Komitetu Rady Ministrów nową wersję projektu ustawy dotyczącego telefonów komórkowych w szkołach.

 

Konsultacje publiczne i opiniowanie projektu ustawy o zmianie ustawy – Prawo oświatowe (UD381) trwały od 24 marca do 23 kwietnia 2026 r., lecz rozpatrywano uwagi wniesione również po tym terminie. W ich ramach do Ministerstwa Edukacji Narodowej wpłynęły uwagi i opinie od około 180 osób i instytucji, w tym od kilkudziesięciu uczniów, którzy wyrażali własne zdanie na temat projektowanej ustawy w ramach przedmiotu edukacja obywatelska.

 

W wyniku uwzględnienia szeregu uwag najważniejsze zmiany w projekcie ustawy obejmują:

 

1.Wzmocnienie, m.in. na wniosek związków zawodowych i organizacji pozarządowych, mechanizmów egzekwowania projektowanego zakazu. W projekcie ustawy proponuje się przewidzenie możliwości zorganizowania przez szkołę miejsca lub miejsc przechowywania urządzeń, wraz z ustawowym nakazem odkładania urządzeń do tych miejsc, jeśli tylko szkoła je zorganizuje, a także z gwarancjami z zakresu poszanowania prawa do prywatności. Nakaz odkładania urządzeń do miejsc przechowywania będzie miał zatem jasną podstawę ustawową. Szczegóły w zakresie organizacji tych miejsc będą ustalane przez całą społeczność szkolną – w uzgodnieniu z rodzicami i nauczycielami oraz po zaopiniowaniu przez uczniów.

 

2.Dookreślenie zakresu czasowego i miejscowego obowiązywania projektowanych przepisów, rozszerzając projektowany zakaz na zajęcia edukacyjne prowadzone poza terenem szkoły, a wyłączając spod zakazu internaty. Wskazano też, że centralny zakaz nie będzie obowiązywał podczas wycieczek szkolnych. Obowiązujące w trakcie wycieczek szkolnych warunki korzystania z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych umożliwiających porozumiewanie się na odległość lub rejestrowanie obrazu lub dźwięku zostaną określone w statucie szkoły.

 

3.Rozszerzenie i dookreślenie wyjątków od projektowanego zakazu (na wniosek strony społecznej i Prezesa Rządowego Centrum Legislacji).

 

Na końcu komunikatu zamieszczone zostały projekt ustawy, uzasadnienie i ocena skutków regulacji w wersji wniesionej pod obrady Stałego Komitetu Rady Ministrów, wraz z Raportem z konsultacji publicznych i opiniowania oraz załącznikiem do niego, w którym odniesiono się do wszystkich zgłoszonych uwag.

 

Przypominamy, że projekt ustawy przewiduje m.in.:

 

1. Zakaz korzystania przez uczniów z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych umożliwiających porozumiewanie się na odległość lub rejestrowanie obrazu lub dźwięku w publicznych szkołach podstawowych podczas pobytu na ich terenie oraz podczas zajęć edukacyjnych organizowanych poza ich terenem (ale już nie podczas wycieczek szkolnych, gdzie pozostawiono szkołom autonomię co do decyzji o warunkach korzystania z ww. urządzeń).

 

2. Możliwość wprowadzenia takiego zakazu albo określenia innych warunków korzystania z ww. urządzeń elektronicznych przez publiczne szkoły ponadpodstawowe i wszystkie szkoły niepubliczne w ich statutach.

 

3. Jasne wyjątki od zakazu w postaci:

-zgody nauczyciela, jeżeli korzystanie z telefonu lub innego urządzenia jest niezbędne do realizacji programu nauczania do danych zajęć edukacyjnych, sprawdzenia wiedzy uczniów lub zapewnienia kontaktu ucznia z rodzicami w sytuacji nagłej;

-okresowej zgody dyrektora szkoły, jeśli uczeń wymaga korzystania z urządzeń ze względu na chorobę, niepełnosprawność lub inne szczególne potrzeby wymagające korzystania z odpowiedniego sprzętu specjalistycznego lub aplikacji mobilnej służącej do monitorowania stanu zdrowia;

-bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia, życia lub mienia.

 

4. Procedurę organizowania przez szkołę miejsca lub miejsc przechowywania urządzeń, wraz z ustawowym nakazem odkładania urządzeń do tych miejsc, jeśli tylko szkoła je zorganizuje, a także z gwarancjami z zakresu poszanowania prawa do prywatności. Szczegóły w zakresie organizacji tych miejsc będą ustalane przez całą społeczność szkolną – w uzgodnieniu z rodzicami i nauczycielami oraz po zaopiniowaniu przez uczniów.

 

5. Wskazanie wprost, że w razie naruszenia zakazu albo innych warunków w szkołach nieobjętych centralnym zakazem, a także w razie niewykonania nakazu odłożenia urządzenia do miejsca przechowywania szkoła stosuje:

=działania wychowawcze (np. upomnienia ustne, kontrakt wychowawczy);

-kary statutowe;

-obniżenie oceny zachowania (w związku z nieprzestrzeganiem zasad obowiązujących w szkole).

 

Planuje się, aby projekt ustawy wszedł w życie 1 września 2026 roku. Po przyjęciu przez Stały Komitet Rady Ministrów projekt zostanie skierowany do komisji prawniczej, a następnie wniesiony pod obrady Rady Ministrów.

 

Projektowane rozwiązania są częścią spójnej polityki edukacyjnej. Równolegle od 1 września 2026 r. uczniowie w szkołach poznają więcej zagadnień dotyczących higieny cyfrowej i edukacji medialnej dzięki zmianom podstaw programowych w ramach Kompasu Jutra oraz decyzji o obowiązkowości przedmiotu edukacja zdrowotna. Działania te wzajemnie uzupełniają się oraz mają na celu wspieranie bezpiecznego oraz odpowiedzialnego rozwoju uczniów w świecie nowych technologii.

 

 

Projekt  ustawy  – plik PDF  –  TUTAJ

 

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 



Dawno nie zaglądałem na blog Danuty Sterny, ale to co dzisiaj zobaczyłem jest ze wszech miar zasługujące na udostępnienia. Tym bardziej, że jest to rzadki przypadek, kiedy jej tekst nie jest spolszczeniem  – głównie amerykańskich – źródeł:

 

 

Ustne wypowiadanie się uczniów

 

Rys. Danuta Sterna

 

W szkole rzadko kształci się wypowiedź ustną. Króluję egzaminy i sprawdziany pisemne. W tym wpisie, jak kształcić wypowiadanie się  na każdym z przedmiotów szkolnych.

 

Egzamin ustny jest bardziej „ludzki” niż pisemny. W czasie egzaminu ustnego egzaminujący może zadać pytanie pomocnicze, poprosić o wyjaśnienie itp. Jednak dla wielu uczniów może być on bardziej stresujący, głownie dlatego, że nie są oni przyzwyczajeni do formułowania ustnego myśli.

 

Wypowiedź pisemna często może nie odzwierciedlać autentycznej wiedzy i umiejętności ucznia.

 

W ocenianiu w edukacji możemy zaobserwować tendencję do organizowania egzaminów pisemnych, a nawet do królującej formy testu. Egzaminy ustne i odpowiedzi ustne praktycznie zanikają, jako forma sprawdzenie, co uczeń wie.

 

Rozumiem przyczyny – tak jest taniej i szybciej. Jednak jest to ze szkodą dla dorastającego człowieka, który nie potrafi się wypowiadać. Egzaminoza ma swoją odmianę w postaci testomanii, gdzie odpowiedź polega na zgadywaniu lub eliminacji, a nie ma myśleniu.

 

Jak można to zmienić w klasie szkolnej?

 

Uzasadnienie odpowiedzi

 

Można za każdym razem prosić uczniów o uzasadnienie wyboru odpowiedzi w teście. Kłaść nacisk nie na wybór odpowiedzi, ale właśnie na uzasadnienie. Zatrzymywać się na wyjaśnianiu i analizowanie ewentualnego błędu. Testy wielokrotnego wyboru są znacznie lepsze niż jednokrotnego. W przypadku jednokrotnego wyboru można zgadnąć odpowiedź lub znaleźć ją metodą eliminacji, a to nie jest właściwe.

 

Odpowiedzi zespołowe

 

Uczniowie bywają zestresowani, gdy wymaga się od nich odpowiedzi ustnej. Dlatego najpierw lepiej jest polecić poszukanie odpowiedzi w parach lub w malej grupie. Uczniowie ustalając wspólnie odpowiedź muszą ją przedyskutować, poprzeć argumentami i wypowiedzieć się, a przy okazji mogą uczyć się wzajemnie od siebie.

 

Znacznie łatwiej jest sformułować odpowiedź na forum klasy, jeśli wcześniej ma się okazję przedyskutować ją z rówieśnikiem.

 

Odpowiedzi chóralne

 

Odpowiedzi jednoczesne całej grupy to technika dydaktyczna, w której nauczyciel zadaje pytanie, na które wszyscy uczniowie odpowiadają głośno ustnie w jednym czasie. Takie podejście niestety uniemożliwia sprawdzenie odpowiedzi każdego z uczniów, ale daje każdemu szansę na wypowiedzenie głośno odpowiedzi i usłyszenie jej samemu. Ten sposób jest skuteczny, gdy uczniowie nie potrafią odpowiadać pełnym zdaniem, uczy ich formułowania odpowiedzi.

 

W grupach

 

Nauczyciel opracowuje zestaw pytań, dla których konieczne jest uzasadnienie odpowiedzi. Każde pytanie jest zapisywane na osobnej kartce papieru i umieszczane na środku grupy. Każdy z grupy wybiera pytanie, stara się jak najlepiej odpowiedzieć na nie na głos, a następnie, jeśli to konieczne, prosi pozostałych członków grupy o pomoc. Jest to dobry trening dla formułowania wypowiedzi ustnych.

 

Prezentacje

 

Uczeń przygotowuje prezentacje, aby przedstawić temat swoim rówieśnikom. Może korzystać z przygotowanej prezentacji, która pomaga mu zachować płynność wypowiedzi, ale musi wcześniej przećwiczyć wypowiedź ustną, zanim przystąpi do prezentacji.

 

Moja mama, które kończyła gimnazjum tuż przed II Wojną Światową zdawała egzaminy ustne z każdego przedmiotu, takie były warunki ukończenia szkoły. Ćwiczenie wypowiedzi ustnych było wtedy na porządku dziennym w szkole. Ja również zdawałam egzamin ustny przy rekrutacji do liceum, wtedy egzamin przeprowadzało to liceum, do którego uczeń kandydował. Potem okazało się, że system taki nie jest „sprawiedliwy”. Zamieniono, go na system egzaminów zewnętrznych w formie, ogromnie kosztowny i prawie wyłącznie w formie pisemnej.

 

Pamiętam o dwóch inicjatywach w edukacji, które miały wspierać ćwiczenie umiejętności wypowiadania się. Jedna to ustna matura z języka polskiego polegająca na obronie przygotowanego projektu, a druga polegająca na wykonaniu i prezentacji projektu gimnazjalnego. Pierwsza z nich upadła na skutek krytyki nauczycieli języka polskiego, którzy zostali „ubrani” w bezpłatny obowiązek prowadzenia projektu maturzystów. Oficjalny powód był taki, że niektórzy maturzyści ściągali prace z Internetu i przedstawiali jako swoje. W dobie AI wygląda to na wyolbrzymiony problem, który będziemy musieli zaakceptować. Ostatecznie każdy uczeń musiał  wtedy przedstawić (nawet ściągnięty) projekt komisji i odpowiedzieć na jej pytania. Ten pomysł zakładał, że w szkole średniej uczeń powinien uczyć się wypowiadać w języku ojczystym.

 

Projekt gimnazjalny, za którego pomysłem optował wtedy Jacek Strzemieczny (ówczesny prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej), zakładał, że uczniowie w czasie nauki w gimnazjum przeprowadzą projekt zespołowy i zademonstrują jego rezultaty. Niestety ten projekt też po pewnym czasie upadł. Pozostały tylko testy pisemne na koniec szkoły podstawowej. Teraz następuje próba reanimowania obowiązkowej metody projektu, ale jeśli nie przygotuje się warunków do realizacji projektów przez uczniów, przy wsparciu nauczycieli (odpowiednio za to wynagradzanych), to pomysł znowu się „wykrzaczy” i upadnie.

 

W życiu dorosłym uczniowie będą musieli się wypowiadać, uzasadniać swoje decyzje i przekonywać innych. Musza zdobyć tę umiejętność w szkole. W dobie egzaminów pisemnych kształcenie tej umiejętności zanika.

 

 

 

 

Źródło: www.oknauczanie.p

 



 

Minister Edukacji Barbara Nowacka powołała Mariusza Biniewskiego na stanowisko dyrektora Ośrodka Rozwoju Edukacji.

 

Mariusz Biniewski jest magistrem filologii polskiej i nauczycielem dyplomowanym z 25-letnim stażem. Od 2020 r. pełnił funkcję dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Gorzowie Wielkopolskim. Przez ostatnie dwa lata pełnił funkcję Lubuskiego Kuratora Oświaty.

 

Nowo powołany dyrektor jest też absolwentem studiów podyplomowych z zakresu zarządzania instytucjami oświatowymi, filozofii, etyki oraz wiedzy o społeczeństwie.

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 

x              x               x

 

 

A to więcej informacji o nowym dyrektorze ORE, zaczerpniętych z portalu „Strefa Edukacji”:

 

[…] Mariusz Biniewski jest magistrem filologii polskiej i nauczycielem dyplomowanym z 25-letnim stażem. Od 2020 roku pełnił funkcję dyrektora Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 1 w Gorzowie Wielkopolskim. Przez ostatnie dwa lata był Lubuskim Kuratorem Oświaty. Jak wynika z informacji rządowej, nowo powołany dyrektor ORE jest także absolwentem studiów podyplomowych z zakresu zarządzania instytucjami oświatowymi, filozofii, etyki oraz wiedzy o społeczeństwie.

 

Powołanie nowego dyrektora Ośrodka Rozwoju Edukacji ma znaczenie nie tylko organizacyjne. ORE jest instytucją, która uczestniczy w przygotowywaniu materiałów, szkoleń i rozwiązań wspierających szkoły w codziennej pracy. […]

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

x           x           x

 

 

I jeszcze informacja z fanpage Kuratorium Oświaty w Gorzowie Wielkopolskim:

 

[…] Nowo powołany dyrektor Ośrodka Rozwoju Edukacji jest też absolwentem studiów podyplomowych z zakresu zarządzania instytucjami oświatowymi, filozofii, etyki oraz wiedzy o społeczeństwie. […]

 

[ www.facebook.com/KuratoriumOswiatyGorzow/posts/ ]

 

 



Na portalu „Edunews” zamieszczono wczoraj tekst Moniki Rokickiejpolonistki, trenerki myślenia krytycznego, konsultantki edukacyjnej, która wspiera nauczycieli oraz liderów edukacji w tworzeniu środowisk sprzyjających sprawczości, kreatywności i odpowiedzialności za uczenie się. Jest to jej reakcja na post Pawła Lęckiego o zmorach polskiej szkoły:

 

Foto: https://monikarokicka.com/

 

Monika Rokicka

 

Plasterki dla polskiej szkoły

 

Ile jeszcze plasterków trzeba przykleić, zanim wreszcie przyznamy, że to nie jest leczenie? Podczas mojego ostatniego „bliskiego spotkania trzeciego stopnia” z systemem ochrony zdrowia, miałam czas nadrobić lektury dotyczące rodzimej edukacji. NFZ, chcąc nie chcąc, wspiera rozwój czytelnictwa kolejkowego. Ale ad rem.

 

Przeczytałam post Pawła Lęckiego o zmorach polskiej szkoły oraz długą listę komentarzy, które wokół niej narosły. I uderzyło mnie jedno: niemal każdy głos dopisywał do tej listy kolejną „zmorę”. To właśnie wydaje mi się najbardziej niepokojące. Problemem nie jest już pojedynczy element z tego katalogu, ale to, że ta lista zdaje się nie mieć końca.

 

Polska szkoła od dawna nie jest systemem wymagającym drobnych korekt. Tu nie wystarczy poprawić jednej procedury, dopisać kolejne rozporządzenie, zmienić egzamin, ograniczyć prace domowe czy przeszkolić nauczycieli. Ta logika doraźnych napraw wobec systemu, który od lat funkcjonuje w stanie strukturalnego rozpadu – nie działa.

 

Od lat obserwujemy ten sam mechanizm: plaster na podstawę programową, plaster na zdrowie psychiczne dzieci, plaster na kryzys kadrowy, plaster na przemoc, plaster na egzaminy, a potem plaster na skutki poprzedniego plastra.

 

Tylko że są rzeczy, których nie da się naprawić kosmetyką. Jeśli pękają fundamenty, kolejna warstwa farby nie jest strategią.

 

Najbardziej niepokoi jednak coś jeszcze: że jako społeczeństwo wciąż nie umiemy powiedzieć „dość”.

 

Edukacja nie jest jednym z wielu sektorów państwa.

 

Edukacja jest fundamentem.

 

To tam zaczyna się jakość myślenia, odporność na manipulację, zdrowie psychiczne, zdolność współpracy, kultura dialogu, kompetencje obywatelskie, jakość przywództwa i gotowość do funkcjonowania w świecie, który stawia coraz bardziej złożone wymagania.

 

Jeśli źle działa system, który kształtuje człowieka, konsekwencje nie zatrzymują się w murach szkoły. Widać je na rynku pracy, w jakości debaty publicznej, w relacjach społecznych, w poziomie zaufania, w odporności psychicznej społeczeństwa.

 

A jednak wciąż traktujemy edukację tak, jakby była problemem wyłącznie nauczycieli, uczniów i rodziców. Nie jest!

 

Szkoła współtworzy przyszłych obywateli, pracowników, liderów, rodziców, partnerów i ludzi podejmujących decyzje. Dlatego tak bardzo dziwi mnie, że wciąż akceptujemy doraźność tam, gdzie potrzebna jest długofalowa strategia.

 

Coraz częściej zadaję sobie pytanie, co właściwie musi się wydarzyć, żebyśmy jako społeczeństwo przejrzeli na oczy.

 

Największą zmorą polskiej szkoły nie jest wcale pojedynczy problem, ale nasze zbiorowe przyzwyczajenie do prowizorki. Wszyscy widzimy pęknięcia. A jednak wciąż zachowujemy się tak, jakby to nie był nasz dom.

 

Co, Waszym zdaniem, musiałoby się wydarzyć, żeby edukacja przestała być przedmiotem doraźnych napraw, a stała się realnym projektem społecznym?

 

 

Źródło: www.edunews.pl



 

 

Stanowisko Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.oskko.edu.pl



Oto najnowszy tekst, zamieszczony na blogu CEO. Jego autorkami są  dr Monika BoberskaZofia Karaszewska. Jest to reakcja tej fundacji na tragiczny stan sprawności fizycznej polskich dzieci i młodzieży:

 

 

Ewolucyjne dziedzictwo i nadrzędny cel mózgu

 

Natura stworzyła nasze ciała do ruchu i aktywności. Kiedyś od umiejętności szybkiego przemieszczania się zależało nasze przetrwanie, dlatego ewolucja wsparła taki rozwój naszych ciał, który sprzyja mobilności: od długich nóg po więzadło karkowe, zapobiegające bujaniu się głowy podczas biegu.

 

David Raichlen – antropolog z Uniwersytetu Arizony – dowodzi, że budowa ciała człowieka została ukształtowana przez potrzebę ruchu wytrzymałościowego, a nadrzędnym celem ludzkiego mózgu jest dążenie do aktywności.

 

Skoro ruch stanowi naturalny stan organizmu, to jego brak prowadzi nie tylko do osłabienia postawy ciała, ale też w dużej mierze wpływa na układ nerwowy i psychikę. Bezruch ogranicza naszą odporność psychiczną, zwiększa poziom stresu i obniża nastrój.

 

„Molekuły nadziei” – neurobiologia dobrostanu           

 

Psycholożka Kelly McGonigal w książce „Siła aktywności” podkreśla, że nasza fizjologia została stworzona do nagradzania za ruch. Podczas ćwiczeń mięśnie szkieletowe wydzielają do układu krwionośnego hormony, które uodporniają mózg na stres – naukowcy nazywają je molekułami nadziei1.

 

Regularne ćwiczenia przemodelowują strukturę mózgu, czyniąc nas bardziej skłonnymi do radości. Co więcej, ruch łagodzi stany zapalne, co chroni przed depresją i lękami, konkurując skutecznością z najnowocześniejszymi technikami leczenia.

 

Musimy odrzucić błąd Kartezjusza, który przekonał nas, że myślenie jest niezależne od materii. Jak wskazują neurolog António Damásio oraz lekarz Gabor Maté, ciało i umysł to jedność. Tętno, napięcie mięśni i mobilność mają realny wpływ na nasze decyzje i doświadczanie świata.

 

Szkoła w (bez)ruchu – wyzwanie współczesności

 

W świecie zdominowanym przez ekrany szkoła stała się miejscem, w którym nieświadomie wzmacniamy deficyty ruchu. Często błędnie uznajemy, że aktywność fizyczna to domena wyłącznie nauczycieli WF-u. Tymczasem dla dobrej jakości życia kluczowa jest codzienna drobna aktywność, a nie tylko zaplanowany trening.

 

Badania opublikowane w „British Journal of Sports Medicine” potwierdzają, że aktywność fizyczna istotnie redukuje objawy depresji i lęku, a największe korzyści dotyczą właśnie młodych dorosłych.

 

Od intencji do działania – jak wprowadzić zmianę?

 

Dlaczego sama wiedza, że ruch to zdrowie, nie wystarcza? Według modelu IMB oraz modelu HAPA potrzebujemy do zmiany trzech elementów: informacji, motywacji oraz konkretnych umiejętności behawioralnych i planowania.

 

Jakie zatem rekomendacje powinni wziąć sobie do serca nauczyciele i uczniowie? I co ważne, jak wdrożyć te rekomendacje w szkole? Jednym ze sprawdzonych sposobów jest metoda małych kroków. Oto kilka z nich, które proponujemy na początek.

 

KROK 1: AKTYWNA PRZERWA

 

Nauczyciel może stosować dla siebie tzw. aktywną przerwę. Aktywne przerwy śródlekcyjne nie muszą trwać 10 minut. Wystarczy 90 sekund intensywnego rozciągania lub biegu w miejscu między zadaniami. To nie marnowanie czasu – to inwestycja w skupienie na kolejne 20 minut, po którą możesz sięgnąć w połowie każdej lekcji. Siedzenie w czasie zajęć czy przy sprawdzaniu prac obniża sprawność fizyczną, zwiększa prawdopodobieństwo chorób układu krążenia, problemu nadwagi i otyłości oraz wiąże się z obniżeniem jakości życia. Aktywna przerwa to czas, w którym przestajesz wykonywać czynność siedzącą i poświęcasz kilka minut na ruch, np. kilkuminutowy spacer, zrobienie kilku prostych ćwiczeń. Aktywną przerwę powinno się robić po każdych 30 minutach siedzenia. Dzięki niej możemy zainwestować w lepsze warunki do nauki podczas ostatnich 15 minut (czyli aż jednej trzeciej!) każdej lekcji.

 

Dla nastolatka w fazie intensywnego wzrostu bezruch jest biologicznie nienaturalny. Rekomendacje WHO mówią o 60 minutach umiarkowanej aktywności każdego dnia, ale kluczowe jest również ograniczanie czasu spędzanego w pozycji siedzącej.

 

KROK 2: NAUKA W RUCHU

 

Wykorzystaj ruchowe metody nauczania. Czy powtórka materiału musi odbywać się w ławkach? Można przykładowo przypisać opcję A do prawej strony sali, a B – do lewej. Uczniowie odpowiadają, przemieszczając się po sali. Moment ruchu – przemieszczenia się po klasie – to ważny i często pomijany impuls dla mózgu do mobilizacji i zapamiętania informacji. Jeśli ciało mobilizuje się, by wstać, umysł również się obudzi, ale – co ważne – odczyta tę informację jako coś ważnego i wartego zapamiętania. Ciało i umysł są ze sobą ściśle powiązane. O ile często pamiętamy, że aktywność fizyczna pobudza pracę mózgu, o tyle równocześnie zapominamy, że brak aktywności ruchowej usypia mózg.

 

KROK 3: MODELOWANIE ZAMIAST POUCZANIA

 

Pamiętaj, że podobnie jak Ty codziennie obserwujesz swoich uczniów, oni również obserwują Ciebie. Jesteście w stałej interakcji. Twoje nastroje udzielają się uczniom, z kolei ich emocje czy działania wpływają na Ciebie. Jeśli robisz przysiady razem z uczniami podczas aktywnej przerwy, modelujesz pożądane zachowanie. Równocześnie zdejmujesz z aktywności etykietę nudnego obowiązku, a co najważniejsze – doświadczasz i pokazujesz, że służy ono również Tobie. Jedno działanie przekonuje skuteczniej niż tysiąc słów!

 

KROK 4: WSPÓLNE TWORZENIE TO WSPÓŁODPOWIEDZIALNOŚĆ

 

Kolejną zasadą jest włączanie uczniów w proces zmiany, a tym samym – oddawanie im współodpowiedzialności za realizowane działania. Psychologia zdrowia uczy nas, że zmiana narzucona z góry budzi opór. Zmiana wypracowana wspólnie tworzy zaangażowanie.

 

1.Zapytaj uczniów, jakiej formy ruchu potrzebują teraz najbardziej – rozciągania, ćwiczenia rozluźniającego czy może czegoś bardziej dynamicznego?

 

2.Wybierz „lidera ruchu” – niech wybrany uczeń przygotuje jedną 2-minutową zabawę ruchową na daną lekcję. Oddanie kontroli zwiększa ich autonomię i chęć do działania.

 

3.Wykorzystaj supermoc, jaką jest planowanie. Największy wróg zmiany to chaos. Użyj swojej wiedzy o dynamice grupy. Wiesz, kiedy klasa 6B wpada w popołudniowy letarg, a kiedy 4A rozpiera energia. Zastosuj strategię implementacji intencji – planowanie typu „Jeśli…, to…”: „Jeśli zobaczę, że połowa klasy zaczyna podpierać głowy, ogłaszam rundę szybkiego boksowania w powietrzu”. Nastaw budzik, który poinformuje Was, że minęło 20 minut lekcji. Jeśli go usłyszycie, będzie to sygnał, aby wstać i zrobić 2-minutową aktywną przerwę.

 

Podejmij wyzwanie

 

Drodzy nauczyciele!

 

Nikt nie zna specyfiki Waszej pracy tak dobrze jak Wy sami. Macie niesamowitą kreatywność, którą na co dzień wykorzystujecie do przekazywania wiedzy. Spróbujcie potraktować aktywność fizyczną jako paliwo dla tej wiedzy.

 

Nie zaczynajcie od rewolucji. Wybierzcie jedną klasę i jedną metodę. Sprawdźcie, jak zmieni się atmosfera na lekcji, gdy pozwolicie ciału na chwilę ekspresji.

 

Więcej inspiracji, gotowych scenariuszy i merytorycznego wsparcia znajdziecie w materiałach programu „Żyję zdrowo”  –  TUTAJ

 

Żyję zdrowo to program edukacyjny Fundacji ORLEN realizowany we współpracy z Centrum Edukacji Obywatelskiej pod patronatem honorowym Minister Edukacji.

 

Jeśli bliskie jest Ci podejście oparte na relacji, uważności i towarzyszeniu uczniom w drodze do zdrowia, program „Żyję zdrowo” może być naturalnym kolejnym krokiem.

 

 

To propozycja dla nauczycieli i wychowawców, którzy chcą budować edukację zdrowotną bez presji i moralizowania – za to z przestrzenią na doświadczenie, rozmowę i refleksję. Program oferuje gotowe scenariusze zajęć, ćwiczenia i projekty, które pomagają młodym ludziom lepiej rozumieć swoje ciało, emocje i potrzeby oraz stopniowo budować zdrowe nawyki.

 

Dowiedz się więcej  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl



Po tym, jak zamieściłem dziś rano tekst prof. Śliwerskiego, w którym ostro skrytykował ministrę Nowacką za jej wypowiedź, że „niektórzy rodzice ​​są zmorą szkoły” postanowiłem udostępnić post  Pawła Lęckiego –  popularnego komentatora edukacyjnego, byłego wieloletniego nauczyciela j. polskiego w II Liceum Ogólnokształcącym w Sopocie:

 

 

Barbara Nowacka ma świętą rację. Niektórzy rodzice są zmorą szkoły. I może to potwierdzić każdy nauczyciel. Choć w debacie publicznej dominuje oburzenie na słowa ministry edukacji, w szkolnych pokojach nauczycielskich od lat mówi się o tym samym – o rosnącej presji, przekraczaniu granic i relacjach, które coraz częściej zamiast wspierać, skutecznie utrudniają pracę –  pisze Magdalena Ignaciuk na łamach Strefy Edukacji.

 

 

 Z pewnością część rodziców jest zmorą polskiej szkoły. Spróbujmy jednak wymienić przy okazji inne zmory. Kolejność zupełnie przypadkowa:

 

– brak jakiegokolwiek sensownego kontaktu z częścią rodziców, żeby wspólnie rozwiązać problemy młodego człowieka

– brak zaufania

– przemoc ze strony części nauczycieli

– przemoc w kierunku nauczycieli

– przemoc rówieśnicza

– samotność

– niekompetencja CKE i fatalne kryteria oceniania np. matury z języka polskiego, które dają fałszywe wyniki

– rosnąca liczba odwołań

– ściąganie na maturze

– dwa obiegi – oficjalny oraz kursy i korepetycje

– narodowa tradycja obsadzenia MEN najbardziej niekompetentnymi politykami, jacy znaleźli się w promieniu widzenia władzy

– niemożność odcięcia polityki od edukacji

– brak docenienia roli nauczycieli przedszkoli

– dziwaczne instytuty badawcze, które wydają mnóstwo publicznych pieniędzy i kolportują głównie arogancję dyrekcji tych instytutów

– brak systemowych mostów między edukacją średnią a wyższą

– szlachetna utopia edukacji włączającej, która w obecnym kształcie jest nie do zrealizowania

– ci uczniowie z ogromną potrzebą nierobienia dosłownie niczego niezależnie od tego, co im się zaproponuje

– potężny spadek motywacji

– oczekiwanie, że nauczyciel będzie nie tylko przedmiotowcem, ale również: magikiem, psychologiem, lekarzem, przyjacielem, rodzicem zastępczym, biurem podróży, policjantem, pielęgniarką

– koszmarny kryzys związany z umiejętnością posługiwania się w miarę poprawnym językiem polskim

– niektóre organy prowadzące

– brak mądrych rozwiązań w kwestii wynagradzania dyrektorów

– niejasna rola kuratorów oświaty

– nieczytelna rola nauczycieli wspomagających kształcenie

– absurdalna rola wychowawców klas

– ukrywanie przemocy – również rówieśniczej

– znikanie nauczycieli

– starzenie się ciała pedagogicznego

– brak pomysłów na nowy system kształcenia nauczycieli

– mobbing

– wypalenie zawodowe

– absurdalny awans zawodowy

– brak systemowego wsparcia dla nauczycieli

– brak systemowego tutoringu, który jest jednym z najlepszych sposobów na budowie przestrzeni zaufania i bezpieczeństwa

– rzecznik praw ucznia

– brak rzecznika praw ucznia

– prace domowe

– brak prac domowych

– sprawdziany

– brak sprawdzianów

– sztuczna inteligencja

– brak sztucznej inteligencji

– zakaz korzystania z telefonów

– brak zakazu korzystania z telefonów

– egzaminy

– brak egzaminów

– obowiązkowa matura z matematyki

– brak obowiązkowej matury z matematyki.

 

Zmorą polskiej szkoły jest również to, że każdy ma jakąś swoją zmorę i może dopisać do listy. Poza bańkami nie potrafimy rozmawiać o edukacji, pieścimy się pozycjami, które zajmujemy, okopujemy się na barykadach, targają nami emocje, jesteśmy przekonani, że mamy rację, a inne racje są bez racji, nie opieramy się na badaniach lub opieramy się wybiórczo, trwonimy energię nie tam, gdzie jest realnie potrzebna.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/pawel.lecki79/



Oto zamieszczony wczoraj na blogu „Pedagog” kolejny tekst prof., Bogusława Śliwerskiego, w którym wytyka ministrze Nowackiej wypowiedź, że „niektórzy rodzice są zmorą szkoły”:

 

 

Rodzic „zmorą” ministry Barbary Nowackiej?

 

Rozpętała się polemiczna burza w mediach po wypowiedzi ministry edukacji Barbary Nowackiej, która stwierdziła, że niektórzy rodzice ​​są „zmorą szkoły”.  Dla mnie nie było to żadnym zaskoczeniem, bo przecież ignorancja łączy się z arogancją, kiedy niepowodzenia w polityce usiłuje się usprawiedliwiać zewnętrznymi, pozaosobowymi czynnikami. Ministra usiłuje odwrócić uwagę od własnych urzędników, od jej ekspertów i doradców, itp. którzy są tak samo winni chaosowi w polityce oświatowej, jak ona.

 

Zdumiewające jest to, że nawet publicystka-dziennikarka popiera tę wypowiedź ministry pisząc: „Barbara Nowacka ma świętą rację. Niektórzy rodzice są zmorą szkoły. I może to potwierdzić każdy nauczyciel. Choć w debacie publicznej dominuje oburzenie na słowa ministry edukacji, w szkolnych pokojach nauczycielskich od lat mówi się o tym samym – o rosnącej presji, przekraczaniu granic i relacjach, które coraz częściej zamiast wspierać, skutecznie utrudniają pracę”.

 

Mówiąc o rodzicach jako „zmorze szkół” ministra naruszyła nie tylko dobrze pojęty sens edukacji w kontekście ustawy Prawo oświatowe, ale także, a moim zdaniem  – przede wszystkim nie przestrzega Konstytucji III RP, co budzi mój sprzeciw. Wyrażona w preambule Konstytucji zasada subsydiarności oznacza, że instytucje państwowe mogą wkraczać w obszar ochrony tylko tam, gdzie rodzina nie może sobie sama dać rady, , a nie wtedy, gdy władza państwowa wie lepiej, co jest dla nich dobre.

 

Ministra B. Nowacka  działa jak w PRL decydując o tym, kto jest w szkolnictwie zmorą, a kto nią nie jest. Co ujawnia ta wypowiedź?  Nie jest to przypadkowy dobór słów, ale odsłonięcie sposobu myślenia o relacji między szkołą a rodziną uczniów. Wprawdzie w ustawie zakłada się, że szkoła jest placówką publiczną, a zatem współzarządzaną z rodzicami i ich dziećmi, ale to ministra wie lepiej niż rodzic, czego dziecko potrzebuje i jak jest traktowane w szkole. Opór części rodziców wobec m.in. programu kształcenia jest utożsamiany z patologią, a nie z ich prawem

 

Taki język budzi sprzeciw, gdyż ministra de facto wywyższa się instytucjonalnie w stosunku do rodziców, którzy utrzymują ją na tym stanowisku, płacąc podatki. Nowacka też podlega konstytucyjnej hierarchii, więc powinna pamiętać, że nie wolno jej czynić z władzy resortowej instytucji nadrzędnej wobec rodziców-obywateli.

 

Ministra edukacji, która nie rozumie:

 

-że subsydiarność to nie slogan, ale zasada ustrojowa,

 

-że rodzic powierzający swoje dziecko szkole jest obywatelem, który ma prawo bronić swoich praw, a nie być traktowany jak „toksyczny produkt uboczny”,

 

-że dialog z rodzicami jest obowiązkiem konstytucyjnym, a nie łaską instytucji oświatowej i jej władz.

 

Nowacka jako ministra edukacji reprodukuje na poziomie państwowym dokładnie te same błędy, co każdy poprzedni minister edukacji kwestionujący podmiotowość rodziców, uczniów czy nauczycieli oraz poniżający ich pejoratywnym określeniem. Ministra zakwestionowała legitymację rodziców do wypowiadania się na temat funkcjonowania edukacji publicznej.

 

 

Źródło: www./sliwerski-pedagog.blogspot.com