
W dniu w którym uczennice i uczniowie odebrali świadectwa, udostępniam subiektywnie wybrane fragmenty obszernego tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego dziś rano na portalu „Strefa Edukacji”, który jest zapisem wywiadu Katarzyny Mazur z Jędrzejem Wtkowskim. Z jego lektury wynika oczywisty wniosek: Jędrzej Witkowski popiera „dzieło roku 2025/2026” Ministry Nawrockiej – „Kompas Jutra”:
„Nauczyciele są wystarczająco dobrzy”. Naszym obowiązkiem jest ich wspierać
Polska szkoła znowu stoi przed wielką zmianą. Od września Kompas Jutra ma przynieść mniej przeładowaną podstawę, więcej sprawczości uczniów i mocniejsze powiązanie nauki z życiem. O tym, czy nauczyciele naprawdę ją przyjmą i czy system naprawdę pomoże szkołom przełożyć język reformy na praktykę rozmawiamy z prezesem Centrum Edukacji Obywatelskiej dr. Jędrzejem Witkowskim.
Katarzyna Mazur: Centrum Edukacji Obywatelskiej od lat mówi: inspirujemy do zmian w szkole. Co jest dziś najważniejszą zmianą, której potrzebuje szkoła?
Foto: Maciej Labudzki
Dr Jędrzej Witkowski – prezes zarządu Fundacji Centrum Edukacji Obywatelskiej. Z organizacją jest związany od 2005 roku, a od 2018 roku kieruje jej pracami. Jest ekspertem edukacyjnym, doktorem socjologii i politologiem.
Dr Jędrzej Witkowski: Mówimy, że chcemy pomagać szkole, dobrze służyć wszystkim uczniom i uczennicom. Traktujemy to zobowiązanie bardzo poważnie. Szkoła jest najważniejszą instytucją społeczną, bo jest jedyną instytucją, w której spotykamy się wszyscy. Chcemy, żeby pomagała młodym ludziom we wszechstronnym rozwoju i żeby była budowana na kompetencjach, zaangażowaniu i pasji nauczycieli. To oni są jej największym zasobem.
W naszej wizji mówimy o szkole nowej równowagi. To szkoła, która pomaga budować wiedzę pozwalającą rozumieć świat, kształci kompetencje potrzebne do działania w tym świecie i wzmacnia podmiotowość oraz poczucie wspólnoty dające młodym ludziom siłę do działania. To właśnie dobrze przygotowuje ich do życia w przyszłości, której jeszcze nie znamy.
K.M.: Kompas Jutra wskazuje ten kierunek?
J.W.: Kompas Jutra jest krokiem w stronę, która jest nam bliska. Jego mocne strony to większy nacisk na rozwój kompetencji, dostosowanie zakresu wiedzy przedmiotowej do możliwości czasowych oraz wprowadzenie kategorii sprawczości, która odpowiada na diagnozowane w badaniach wyzwania związane z poczuciem przynależności, wytrwałością uczniów i ich poczuciem sensu.
Postrzegamy więc zmiany w podstawie jako krok w dobrą stronę. Jednocześnie mamy świadomość, że podstawa programowa nie jest dokumentem magicznym. Sama w sobie nie zmienia praktyki pracy nauczycieli ani doświadczeń szkolnych uczniów. A właśnie na tych doświadczeniach zależy nam najbardziej.
To, czy cała reforma Kompas Jutra okaże się sukcesem, zobaczymy za rok, dwa albo trzy. Wtedy będzie można ocenić, w jakim stopniu nauczyciele przyjęli tę zmianę, czy chcą i potrafią pracować w sposób proponowany przez podstawę, a przede wszystkim – jak to przekłada się na uczniów i uczennice.
Bardzo ważne jest zbliżenie szkoły do świata. Mamy ogromny problem z pokazywaniem im adekwatności doświadczenia szkolnego do ich potrzeb. Badania PISA pokazują, że w niewielu krajach młodzi ludzie tak często uznają szkołę za stratę czasu.
To nie znaczy, że szkoła jest stratą czasu. To znaczy, że my, dorośli, nie potrafimy pokazać im jej wartości. Trzeba więc pokazywać, jak wiedza zdobywana w szkole przekłada się na codzienne życie i jak może być w nim wykorzystywana.
[…]
K.M.: Nie twierdzę, że nauczyciele nie chcą być nowocześni, ale są tylko ludźmi, a tempo zmian nie ułatwia adaptacji. Jeden z nauczycieli zapytał mnie retorycznie: kiedy nauczyciel będzie wystarczająco dobry? Czy możliwe jest osiągnięcie stanu, w którym może w końcu przestać się doskonalić?
J.W.: Nauczyciele są wystarczająco dobrzy. Przytłaczająca większość osób pracujących w tym zawodzie, ma wiedzę i kompetencje pozwalające dobrze uczyć.
Czy nauczyciele będą mogli przestać się adaptować i uczyć nowych rzeczy? Nie. Tak samo jak nikt z nas, wykonujących inne zawody, nie będzie mógł przestać się uczyć i dostosowywać do nowych sytuacji. Dotyczy to dziennikarzy, pracowników organizacji pozarządowych, badaczy, naukowców, górników i mechaników. Świat, w którym żyjemy, wymaga ciągłego uczenia się. To truizm, ale w tym sensie specyfika zawodu nauczyciela nie jest znacząco inna.
Zmieniają się narzędzia, metody, czasem także treści. Kiedyś w edukacji obywatelskiej czy WOS-ie nie uczyliśmy o dezinformacji w takim zakresie jak dziś. Nie uczyliśmy o nowych formach partycypacji obywatelskiej, bo one nie istniały. Nie uczyliśmy odporności społecznej. Pojawiają się nowe tematy i wszyscy musimy się w nich rozeznać przynajmniej na podstawowym poziomie.
K.M.: Nauczyciele często i tak uczą po swojemu, przeżywają kolejnych ministrów, korzystając z notatek i materiałów, które zgromadzili na początku kariery i trzymają się tego, co ich zdaniem działa. Reforma to zmieni, czy nadal będą uczyć według starych schematów?
J.W.: Tego nie wiemy. Mamy ponad pół miliona nauczycieli, więc na pewno pojawią się różne postawy. Każda reforma programowa powinna mieć element odgórny, czyli zmianę podstawy, ale także element oddolny: wspieranie nauczycieli przez placówki doskonalenia, organy prowadzące, kuratoria, organizacje pozarządowe i uczelnie.
W państwie tej wielkości potrzebujemy obu sił: odgórnej i oddolnej. Bez nich będzie bardzo trudno. Część nauczycieli już pracuje w sposób zgodny z nowymi kierunkami. Część zmieni praktykę, bo została ona zapisana w rozporządzeniu. Część nie zmieni jej, bo nie będzie potrafiła uczyć inaczej, a część – bo nie będzie chciała. Najważniejsze jest, żeby zawalczyć o tych, którzy chcieliby, ale nie czują się pewnie albo brakuje im wiedzy i umiejętności. Oni powinni dostać wsparcie od wszystkich instytucji wspierających szkołę.
K.M.: Jak te wymagania mają się do obecnego kształcenia nauczycieli? Próbujemy doskonalić i wspierać nauczycieli, którzy już są w zawodzie, a system kształcenia nauczycieli jest jaki był. Co powinno się zmienić, żeby nauczyciel wchodzący do zawodu był bardziej nowoczesny, elastyczny i gotowy do zmiany?
J.W.: To rzeczywiście bardzo ważny element systemu. Kształcenie nauczycieli powinno systemowo reagować na zmiany w podstawach programowych, ale przede wszystkim na zmiany naszej wiedzy o procesach uczenia się i o czynnikach, które wpływają na skuteczność tych procesów. Reaguje, znacznie wolniej, niż mogłoby i powinno. Dotyczy to zarówno poziomu legislacji i rozporządzeń, które kształtują system, jak i praktyki na poszczególnych uczelniach.
CEO nie pracuje bezpośrednio w systemie kształcenia nauczycieli i jest to świadomy wybór. Skupiamy się na doskonaleniu nauczycieli i pracy z tymi, którzy już są w zawodzie. Teraz jest to szczególnie istotne, bo młodych nauczycieli wchodzących do zawodu jest po prostu bardzo mało.
Nie można jednak zaniedbać kształcenia nowych kadr. Będziemy ich potrzebowali, zwłaszcza biorąc pod uwagę średni wiek nauczycieli, który wynosi już około 48 lat. Trzeba zadbać o to, żeby byli uczeni zgodnie z najnowszą wiedzą o uczeniu się i rzeczywiście byli przygotowani do realizowania kierunków wyznaczanych przez podstawy programowe. Podstawy określają efekty uczenia się, do których nauczyciel powinien doprowadzić uczniów. Jego przygotowanie pedagogiczne powinno dawać mu do tego narzędzia.
Oto okolicznościowy tekst Katarzyny Kani (prawniczka, redaktorka serwisów internetowych), zamieszczony dzisiaj na stronie „Dziennik.pl”
Jak uczniowie spędzają wakacje? Miliony dzieci zaczynają letnią przerwę
Po zakończeniu roku szkolnego około 5 milionów uczniów w Polsce rozpoczyna wakacje. To czas odpoczynku, ale też bardzo zróżnicowanych form spędzania wolnego czasu.
Kolonie i obozy tylko dla części uczniów
Z danych dotyczących wypoczynku wynika, że zorganizowane formy wyjazdów, takie jak kolonie i obozy, obejmują rocznie około 1–1,3 miliona dzieci i młodzieży. Oznacza to, że tylko część uczniów wyjeżdża na zorganizowany wypoczynek.
Wakacje w różnych formach
Pozostali uczniowie spędzają wakacje w różny sposób. Część wyjeżdża z rodzinami nad morze, w góry lub nad jeziora, inni korzystają z półkolonii, zajęć sportowych i lokalnych wydarzeń kulturalnych.
Starsza młodzież coraz częściej podejmuje także pracę sezonową lub praktyki zawodowe.
Coraz większe znaczenie aktywności lokalnych
Eksperci wskazują, że na sposób spędzania wakacji wpływa sytuacja finansowa rodzin oraz dostępność lokalnych form wypoczynku. Dużą rolę odgrywają także aktywności online i kontakt z rówieśnikami.
Ilu uczniów wyjeżdża na kolonie i obozy?
Szacuje się, że zorganizowany wypoczynek obejmuje około 1–1,3 miliona dzieci i młodzieży rocznie.
Jak większość uczniów spędza wakacje?
Najczęściej jest to połączenie wyjazdów rodzinnych, czasu w domu, półkolonii i aktywności lokalnych.
Czy młodzież pracuje w wakacje?
Tak, część starszych uczniów podejmuje pracę sezonową lub praktyki zawodowe.
Od czego zależy sposób spędzania wakacji?
Głównie od sytuacji finansowej rodzin oraz dostępności lokalnych form wypoczynku
Źródło: sww.mojaszkola.dziennik.pl
Na oficjalnej stronie NEN, z datą 24 czerwca (ale chyba późnym wieczorem) zamieszczono informację o podpisaniu przez Ministrę Nowacką w poniedziałek 22 czerwca rozporządzenia w sprawie zmiany podstaw programowych w kształceniu zawodowym. Szkoda tylko, że nie ma jeszcze możliwości zapoznania się z jego treścią:
Nowe i zmienione podstawy programowe kształcenia w zawodach szkolnictwa branżowego – rozporządzenie podpisane
22 czerwca br. zostało podpisane rozporządzenie Ministra Edukacji zmieniające rozporządzenie w sprawie podstaw programowych kształcenia w zawodach szkolnictwa branżowego oraz dodatkowych umiejętności zawodowych w zakresie wybranych zawodów szkolnictwa branżowego. Wejdzie ono w życie 1 września 2026 r.
Rozporządzenie określa podstawy programowe kształcenia w nowych zawodach oraz zmienione podstawy programowe kształcenia w zawodach:
w branży mechaniki precyzyjnej:
-monter optoelektroniki,
-technik optoelektroniki,
-technik optyki okularowej;
w branży ogrodniczej:
-asystent florystyczny,
-asystent ogrodniczy,
-agroogrodnik,
-florysta,
-ogrodnik terenów zieleni,
-technik agroogrodnictwa ,
-technik architektury krajobrazu i arborystyki;
w branży opieki zdrowotnej:
-technik farmaceutyczny,
-technik ortopeda,
-technik sterylizacji medycznej;
w branży teleinformatycznej:
-technik cyberbezpieczeństwa;
w branży transportu drogowego:
-kierowca mechanik,
-technik transportu drogowego;
w branży transportu lotniczego:
-technik awionik,
-technik lotniskowych służb operacyjnych,
-technik mechanik lotniczy.
Podstawy programowe kształcenia w nowych zawodach:
-monter optoelektroniki,
-technik optoelektroniki,
-technik optyki okularowej,
-asystent florystyczny,
-asystent ogrodniczy,
-agroogrodnik,
-florysta w branżowej szkole I stopnia,
-ogrodnik terenów zieleni,
-technik agroogrodnictwa,
-technik architektury krajobrazu i arborystyki,
-technik cyberbezpieczeństwa
oraz zmienione podstawy programowe kształcenia w zawodach:
-kierowca mechanik,
-technik transportu drogowego,
-technik awionik,
-technik mechanik lotniczy,
-technik lotniskowych służb operacyjnych,
-technik farmaceutyczny,
-technik ortopeda,
-technik sterylizacji medycznej
– wchodzą w życie z dniem 1 września 2026 r. w klasach pierwszych, a w przypadku zawodów kształconych w szkole policealnej na pierwszym semestrze.
Podstawa programowa kształcenia w zawodzie technik aranżacji florystycznych w branży ogrodniczej wchodzi w życie z dniem 1 września 2029 r.
W kwalifikacjach wyodrębnionych w nowowprowadzonych lub zmienionych zawodach (z wyjątkiem zawodów z branży opieki zdrowotnej) możliwe będzie prowadzenie również kwalifikacyjnych kursów zawodowych oraz kursów umiejętności zawodowych.
W związku z wprowadzonymi zmianami wykreślone zostały dotychczasowe podstawy programowe kształcenia w zawodach:
-mechanik precyzyjny (możliwość uruchomienia kształcenia w tym zawodzie jeszcze w roku 2026/2027 i 2027/2028),
–optyk–mechanik oraz technik optyk,
-ogrodnik, technik ogrodnik oraz technik architektury krajobrazu,
a kształcenie w zawodzie florysta zostało przeniesione ze szkoły policealnej do branżowej szkoły I stopnia.
Podpisane rozporządzenie zmieniające rozporządzenie w sprawie podstaw programowych kształcenia w zawodach szkolnictwa branżowego oraz dodatkowych umiejętności zawodowych w zakresie wybranych zawodów szkolnictwa branżowego znajduje się na stronie Rządowego Centrum Legislacji
Powyższe rozporządzenie oczekuje na publikację w Dzienniku Ustaw.
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Dzisiaj na portalu „Edunews” zamieszczono, zasługujący na upowszechnienie tekst, którego autorką jest Justyna Gajdziszewska – nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Olkuszu – aktualnie na urlopie rodzicielskim). Prowadzi ona stronę „Polonistka się znalazła”, na której ma także swój blog. Oto ten tekst bez skrótów:
Nie takie ważne, żeby człowiek dużo wiedział, ale żeby dobrze wiedział
Wtorkowy wieczór. Przeglądam media społecznościowe i moją uwagę przykuwa fakt, że są zdominowane przez krzykliwe nagłówki. „Katastrofa na autostradzie!”, „Nie żyje znany aktor”, „Eksperci alarmują!”, „Polacy stracą swoje oszczędności?”, „To koniec popularnego programu!”, „Nauczyciele mają dwa miesiące wakacji i jeszcze narzekają”. Kolejne sensacyjne komunikaty przewijają się przed moimi oczami, walcząc o kliknięcie, uwagę i emocje. Wśród tego wysypu informacji, półprawd, a czasem zwykłych manipulacji, nie sposób jednak nie zauważyć, że zbliża się zakończenie roku szkolnego. Gdzieś pomiędzy pojawiają się życzenia dla uczniów, podziękowania dla nauczycieli oraz podsumowania kolejnych miesięcy nauki.
Wśród tych materiałów natknęłam się na cytat Janusza Korczaka, który od lat należy do moich ulubionych. Tym razem jednak wybrzmiał szczególnie mocno:
Nie takie ważne, żeby człowiek dużo wiedział, ale żeby dobrze wiedział.
Choć słowa te zostały zapisane ponad sto lat temu, trudno oprzeć się wrażeniu, że odnoszą się właśnie do naszych czasów i są trafnym komentarzem do współczesności. Im dłużej o nich myślę, tym bardziej dochodzę do wniosku, że Korczak mógłby prowadzić zajęcia z edukacji medialnej. Żyjemy w świecie, w którym dostęp do informacji jest niemal nieograniczony i wystarczy zaledwie kilka sekund, aby znaleźć odpowiedź na dowolne pytanie. Paradoksalnie jednak nigdy wcześniej człowiek nie był tak narażony na zalew fałszywych informacji, manipulacji i dezinformacji.
Szkoła wobec nowych wyzwań
Przez wiele lat szkoła skupiała się przede wszystkim na przekazywaniu wiedzy, a zadaniem uczniów było zapamiętanie dat, definicji i wzorów. Współczesność stawia jednak przed edukacją nowe wyzwanie, którym nie jest z pewnością to, aby wiedzieć dużo. Trzeba umieć odróżniać fakty od opinii, prawdę od manipulacji, rzetelne źródło od internetowej sensacji, a do tego umieć wychwycić materiały stworzone przy pomocy sztucznej inteligencji.
Dlaczego fake newsy wygrywają?
Media społecznościowe sprawiły, że każdy może być nadawcą informacji, a jedno zdjęcie, krótki film lub chwytliwy nagłówek mogą w ciągu kilku godzin dotrzeć do milionów odbiorców. Problem polega na tym, że popularność nie jest gwarancją prawdziwości. Fake newsy często rozprzestrzeniają się szybciej niż sprawdzone informacje, ponieważ odwołują się do emocji – najczęściej strachu, oburzenia lub sensacji. Badacze i organizacje zajmujące się edukacją medialną podkreślają, że kluczową umiejętnością XXI wieku staje się krytyczne myślenie oraz świadoma ocena źródeł informacji. W tym kontekście słowa Korczaka nabierają nowego znaczenia. „Dobrze wiedzieć” oznacza dziś nie tylko posiadać informacje, ale przede wszystkim rozumieć ich sens, pochodzenie i wiarygodność. Uczeń powinien umieć zadać pytania: Kto jest autorem tej wiadomości? Skąd pochodzą dane? Czy inne źródła potwierdzają tę informację? Czy nie jestem manipulowany przez emocjonalny przekaz?
Edukacja medialna jako kompetencja przyszłości
Współczesna szkoła powinna więc uczyć nie tylko matematyki, języka polskiego czy historii, lecz także kompetencji informacyjnych i medialnych. UNESCO od lat wskazuje, że edukacja medialna pomaga młodym ludziom bezpiecznie poruszać się w świecie informacji, przeciwdziałać dezinformacji oraz rozwijać krytyczne myślenie. Nie oznacza to jednak rezygnacji z wiedzy. Wręcz przeciwnie. Wiedza pozostaje fundamentem edukacji, ale jeszcze ważniejsza staje się umiejętność jej rozumienia i wykorzystywania. Uczeń, który zna wiele faktów, lecz bezrefleksyjnie wierzy każdej informacji znalezionej w internecie czy przekazanej przez sztuczną inteligencję, może łatwo stać się ofiarą manipulacji. Z kolei człowiek, który potrafi analizować, porównywać i wyciągać wnioski, będzie lepiej przygotowany do funkcjonowania w społeczeństwie informacyjnym.
Korczak marzył o edukacji, która rozwija samodzielne myślenie, a nie tylko pamięć. W epoce sztucznej inteligencji, deepfake’ów i fake newsów jego przesłanie wydaje się bardziej aktualne niż kiedykolwiek. Zadaniem współczesnej szkoły nie jest już jedynie przekazywanie wiedzy, lecz kształtowanie ludzi, którzy potrafią mądrze z niej korzystać.
Bo rzeczywiście nie najważniejsze jest to, ile wiemy. Najważniejsze jest to, czy rozumiemy świat na tyle dobrze, by nie dać się oszukać.
Słownik pojęć
Clickbait – sposób tworzenia nagłówków lub grafik internetowych, których głównym celem jest skłonienie odbiorcy do kliknięcia. Clickbaity często wykorzystują sensację, niedopowiedzenia lub wzbudzają silne emocje, a treść artykułu nie zawsze odpowiada obietnicy zawartej w nagłówku.
Fake news – fałszywa lub wprowadzająca w błąd informacja rozpowszechniana jako prawdziwa. Może powstawać zarówno z chęci manipulacji opinią publiczną, osiągnięcia korzyści finansowych, jak i zwykłego żartu, który zostaje potraktowany jako fakt.
Deepfake – wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji obraz, nagranie audio lub film, który przedstawia osobę wykonującą lub mówiącą coś, czego w rzeczywistości nigdy nie zrobiła ani nie powiedziała. Technologia ta może być wykorzystywana do rozrywki, ale również do dezinformacji i manipulacji.
Źródło: www.edunews.pl/edukacja-na-co-dzien/
Polecam także lekturę jej postów na blogu „Polonistka się znalazła” – TUTAJ
Oto zamieszczona dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” informacja o szkoleniu dla doradców zawodowych. Trwają już zapisy:
Rusza bezpłatne szkolenie dla doradców zawodowych. Darmowe narzędzia, których brakowało
[…]
Ośrodek Rozwoju Edukacji organizuje bezpłatne szkolenie „Twoja pasja — twój zawód — twoja przyszłość. Jak wspierać uczniów w wyborze zawodu?”. Mogą w nim wziąć udział nauczyciele doradcy zawodowi oraz osoby realizujące zadania z zakresu doradztwa zawodowego w publicznych i niepublicznych szkołach podstawowych z całej Polski.
Celem szkolenia jest poszerzenie wiedzy i warsztatu pracy doradców zawodowych. Uczestnicy poznają m.in. klasyfikację zawodów szkolnictwa branżowego, źródła informacji o zawodach, prognozy zapotrzebowania na pracowników w zawodach szkolnictwa branżowego oraz sposoby rozmowy z uczniem o wyborze dalszej ścieżki kształcenia i kariery.
W programie przewidziano także tematykę wojewódzkiego rynku pracy, oferty szkół oraz wykorzystania portalu infozawodowe.men.gov.pl i Zintegrowanej Platformy Edukacyjnej. Część warsztatowa ma obejmować m.in. pracę na studiach przypadków i projektowanie ścieżek rozwoju dla konkretnego ucznia.
Doradztwo zawodowe w szkołach. Duży potencjał, ale wciąż za mało czasu
Doradztwo zawodowe w klasach VII i VIII miało wspierać uczniów w wyborze dalszej ścieżki edukacyjnej. Z diagnozy Instytutu Badań Edukacyjnych, o których już pisaliśmy, wynika, że w wielu szkołach jest to obszar o dużym potencjale, ale słabym umocowaniu organizacyjnym.
Obowiązkowe zajęcia doradztwa zawodowego pojawiły się w szkołach podstawowych we wrześniu 2019 r. i są realizowane w wymiarze po 10 godzin lekcyjnych w klasach VII i VIII. Autorzy raportu wskazują m.in. na małą liczbę godzin, niski status doradztwa, brak systemowego miejsca na indywidualną pracę z uczniami oraz niedobór narzędzi.
Z danych przywołanych w raporcie wynika, że najczęściej wskazywanym problemem jest niska świadomość korzyści z doradztwa zawodowego wśród uczniów. Wskazało ją 63 proc. doradców i 53 proc. dyrektorów.
Szkolenie będzie miało trzy części
Szkolenie ORE odbędzie się w formule hybrydowej i będzie składało się z trzech etapów.
Pierwszy zaplanowano online 30 czerwca 2026 r. w godz. 12.00–15.15. Uczestnicy wezmą wtedy udział w webinarze tematycznym dotyczącym m.in. klasyfikacji zawodów szkolnictwa branżowego, źródeł informacji o zawodach, monitoringu karier absolwentów oraz prognoz zapotrzebowania na pracowników.
Druga część odbędzie się 2 lipca 2026 r. stacjonarnie w siedzibie Ośrodka Rozwoju Edukacji w Warszawie, przy Al. Ujazdowskich 28. W programie przewidziano m.in. ćwiczenia praktyczne z wykorzystaniem narzędzi cyfrowych, omówienie wojewódzkiego rynku pracy i ofert placówek edukacyjnych oraz warsztaty „Zawodowe mapy profesji”.
Ostatni etap będzie miał formę pracy własnej na platformie online. Uczestnicy otrzymają materiały edukacyjne, będą mogli wymieniać się doświadczeniami na forum dyskusyjnym i przystąpią do testu końcowego. Test będzie dostępny od 3 do 10 lipca 2026 r.
Rejestracja trwa. Trzeba się spieszyć
Osoby zainteresowane udziałem w szkoleniu powinny do 28 czerwca 2026 r. założyć konto w systemie szkoleniowym ORE i wypełnić formularz zgłoszeniowy. O przyjęciu na kurs decyduje kolejność zgłoszeń.
Informacja o zakwalifikowaniu na szkolenie ma zostać wysłana mailowo do 29 czerwca. Zaświadczenie o ukończeniu kursu otrzymają osoby, które wezmą udział we wszystkich częściach szkolenia i uzyskają co najmniej 60 proc. punktów z testu końcowego. Dokument będzie dostępny na koncie uczestnika na platformie.
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Dzisiaj proponuję lekturę kolejnego tekstu fachowca-praktyka, w którym zwrócił on uwagę na jeszcze jeden paradoks naszego systemu szkolnego. Jest nim Artur Szymanek – autor fb-profilu „Post OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”:
Nie potrafię pogodzić dwóch równoległych procesów, które zachodzą dziś w polskiej edukacji. Sprawiają one wrażenie wzajemnie sprzecznych, a mimo to funkcjonują jednocześnie.
Z jednej strony obserwujemy systematyczne „ułatwianie” szkoły. Programy są odchudzane, wymagania interpretowane coraz łagodniej, a nacisk na rzeczywiste opanowanie materiału bywa rozmywany przez presję, by „nie stresować ucznia”, „nie przeciążać go” i „dostosowywać się do możliwości klasy”. W teorii brzmi to jak troska. W praktyce często prowadzi do obniżania progu wejścia na kolejne etapy edukacji, jakbyśmy bali się powiedzieć uczniowi: „to trzeba po prostu umieć”.
Jednocześnie w tym samym systemie egzaminacyjnym, szczególnie na poziomie rozszerzonym, pojawia się zjawisko odwrotne. Wymagania rosną, zadania stają się coraz bardziej wielopoziomowe i interpretacyjne, wymagają nie tylko wiedzy, lecz także znajomości formuły egzaminu, sposobu konstruowania odpowiedzi oraz specyficznego klucza oceniania. Nie chodzi już wyłącznie o sprawdzenie, czy uczeń coś wie. Sprawdza się również, czy wie, w jaki sposób ta wiedza będzie oceniana.
Właśnie w tym napięciu rodzi się coś, co trudno nazwać inaczej niż systemową niespójnością. Uczeń otrzymuje bowiem dwa sprzeczne komunikaty. W szkole słyszy, że nie musi wymagać od siebie aż tak wiele, natomiast egzamin przekonuje go, że musi umieć znacznie więcej, niż wcześniej zakładał. Pomiędzy tymi przekazami powstaje przestrzeń niepewności, którą bardzo szybko wypełnia rynek korepetycji.
Jeżeli szkoła nie daje już pełnej mapy, a egzamin wymaga precyzyjnej nawigacji, ktoś musi tę lukę zapełnić. Robią to korepetytorzy, nie jako dostawcy luksusowej usługi, lecz jako odpowiedź na systemową potrzebę. Uczeń, który chce osiągnąć wysoki wynik, coraz częściej nie konkuruje wyłącznie wiedzą, ale również dostępem do dodatkowego wsparcia. I tu pojawia się niewygodne pytanie: czy nadal mówimy o wyrównywaniu szans, czy raczej o ich cichym różnicowaniu?
Można odnieść wrażenie, że szkoła i egzamin zaczynają mówić różnymi językami. Szkoła komunikuje: „minimum wystarczy, by zaliczyć”. Egzamin odpowiada: „minimum nie wystarczy, by się przebić”. Uczeń stoi pomiędzy tymi dwoma światami i próbuje odgadnąć, który z nich jest rzeczywistym wyznacznikiem oczekiwań.
Najbardziej problematyczne jest jednak to, że ta rozbieżność nie pozostaje bez konsekwencji. Ma ona wymiar społeczny. Jeżeli system w praktyce premiuje tych, którzy mogą pozwolić sobie na dodatkowe przygotowanie poza szkołą, trudno utrzymywać, że wszyscy rozpoczynają rywalizację z tego samego poziomu. W takiej sytuacji egzamin z wiedzy staje się również egzaminem z posiadanych zasobów.
W tym sensie poczucie niespójności nie wynika z teorii spiskowych ani z czyjejś złej woli. Jest raczej skutkiem działania systemu, który nie do końca pozostaje w zgodzie z własnymi założeniami. Trudno bowiem jednocześnie obniżać wymagania w jednym miejscu i podnosić je w drugim, a następnie oczekiwać, że uczeń samodzielnie i bezbłędnie określi, gdzie naprawdę znajduje się poprzeczka.
Być może problem nie polega na tym, że wymagania są zbyt wysokie albo zbyt niskie. Problem tkwi raczej w tym, że nie tworzą jednego, spójnego ciągu. Edukacja, która nie potrafi jasno odpowiedzieć na pytanie „czego dokładnie się ode mnie oczekuje?”, bardzo łatwo przestaje być systemem nauki, a zaczyna przypominać system domyślania się.
A domyślanie się, jak wiadomo, najczęściej kończy się korepetycjami.
Jako korepetytor nie powinienem na taki stan rzeczy narzekać. To właśnie podobne luki w systemie sprawiają, że moja praca jest potrzebna coraz większej liczbie uczniów. Ale jako pedagog nie potrafię się z tym pogodzić. Szkoła nie powinna tworzyć sytuacji, w której dodatkowe wsparcie staje się warunkiem pełnego wykorzystania własnego potencjału. Korepetycje powinny być wyborem, a nie koniecznością. I chyba właśnie dlatego ten rozdźwięk między szkołą a egzaminem nie daje mi spokoju.
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?
Dziś „odkryłem” na oficjalnej stronie KSOiW NSZZ „Solidarność” ciekawą informację o udziale ich przewodniczącego w międzynarodowej konferencji poświęconej najważniejszym wyzwaniom współczesnej edukacji, która w dniach 17-18 czerwca odbyła się w Stambule:
ŚWIATOWA EDUKACJA W CZASACH NIEPEWNOŚCI – GŁOS NAUCZYCIELI MUSI BYĆ SŁYSZALNY
W dniach 16–17 czerwca 2026 roku w Stambule odbyła się międzynarodowa konferencja poświęcona najważniejszym wyzwaniom współczesnej edukacji. W wydarzeniu aktywny udział wzięli przedstawiciele Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność”, uczestnicząc w debatach dotyczących przyszłości szkoły, roli nauczycieli, nowych technologii oraz wyzwań społecznych i gospodarczych wpływających na systemy edukacyjne na całym świecie.
WSPÓLNE WYZWANIA EDUKACJI NA ŚWIECIE
Konferencja pokazała, że mimo różnic kulturowych, gospodarczych i politycznych systemy edukacyjne mierzą się dziś z podobnymi problemami. W centrum dyskusji znalazło się pytanie, kto realnie ma realizować ambitne założenia modernizacji edukacji, cyfryzacji szkół i budowania kompetencji przyszłości.
Wniosek był jednoznaczny: bez stabilnego, dobrze przygotowanego i szanowanego środowiska nauczycielskiego nawet najlepsze strategie pozostaną jedynie deklaracjami.
WYSTĄPIENIE DR WALDEMARA JAKUBOWSKIEGO
Szczególnym punktem programu było wystąpienie przewodniczącego Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność”, dr. Waldemara Jakubowskiego, który wygłosił referat poświęcony globalnym zagrożeniom i niebezpieczeństwom stojącym przed współczesną edukacją.
Wystąpienie spotkało się z dużym zainteresowaniem uczestników i stało się ważnym głosem w międzynarodowej debacie o przyszłości szkoły.
GLOBALNE KRYZYSY A SZKOŁA
Dr Waldemar Jakubowski zwrócił uwagę na procesy globalne, które coraz silniej wpływają na funkcjonowanie systemów oświatowych. Wskazał między innymi na skutki kryzysów geopolitycznych, pogłębiające się nierówności społeczne oraz rosnące napięcia w systemach publicznych.
Wszystkie te zjawiska bezpośrednio przekładają się na sytuację szkół, nauczycieli i uczniów.
TECHNOLOGIA NIE MOŻE ZASTĄPIĆ NAUCZYCIELA
Jednym z ważnych tematów konferencji był rozwój technologii cyfrowych i sztucznej inteligencji. Z jednej strony otwierają one nowe możliwości dydaktyczne i organizacyjne, z drugiej rodzą pytania o granice automatyzacji nauczania, odpowiedzialność za treści edukacyjne oraz przyszłą rolę nauczyciela.
Podkreślano, że cyfryzacja nie może oznaczać zwiększania biurokracji ani ograniczania autonomii zawodowej nauczycieli.
KRYZYS ZAWODU NAUCZYCIELA MA CHARAKTER GLOBALNY
W wielu krajach obserwuje się narastające trudności kadrowe, malejące zainteresowanie pracą w edukacji oraz rosnącą liczbę odejść z zawodu.
Przyczyny są podobne: przeciążenie obowiązkami, nadmierna biurokracja, niewystarczające wynagrodzenia i spadek prestiżu społecznego nauczycieli.
ZDROWIE PSYCHICZNE NAUCZYCIELI NIE MOŻE BYĆ POMIJANE
Dużo miejsca poświęcono także zdrowiu psychicznemu nauczycieli. Wskazywano, że debata publiczna często koncentruje się na uczniach, pomijając sytuację pracowników oświaty.
Wypalenie zawodowe, chroniczny stres i przeciążenie obowiązkami stają się problemem powszechnym. Bez poprawy warunków pracy nie da się skutecznie podnosić jakości kształcenia ani budować stabilności systemu.
REFORMY TYLKO Z UDZIAŁEM NAUCZYCIELI
Ważnym elementem dyskusji był dialog społeczny. Podkreślano, że reformy edukacyjne mają szansę powodzenia tylko wtedy, gdy są tworzone z udziałem nauczycieli i ich reprezentacji.
Tam, gdzie głos środowiska zawodowego jest ignorowany, zmiany często spotykają się z oporem i nie przynoszą oczekiwanych rezultatów.
GŁOS POLSKIEJ OŚWIATOWEJ „SOLIDARNOŚCI”
Przedstawiciele Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty NSZZ „Solidarność” aktywnie uczestniczyli w panelach dyskusyjnych i spotkaniach roboczych, prezentując doświadczenia polskiego środowiska oświatowego.
Podkreślali potrzebę ograniczania nadmiernej biurokracji, poprawy warunków pracy oraz budowania rzeczywistego dialogu społecznego opartego na partnerskich relacjach.
NAUCZYCIEL JEST FUNDAMENTEM EDUKACJI
Konferencja w Stambule pokazała, że edukacja na całym świecie stoi wobec podobnych wyzwań. Wszędzie mówi się o innowacjach, cyfryzacji i kompetencjach przyszłości, ale fundamentem każdego systemu edukacyjnego pozostaje nauczyciel.
Bez jego zaangażowania, stabilności zawodowej i społecznego szacunku nie da się zrealizować żadnej reformy.
NAJWAŻNIEJSZY WNIOSEK
Przyszłość edukacji nie rozstrzygnie się wyłącznie w dokumentach strategicznych ani w międzynarodowych deklaracjach. Rozstrzygnie się w realnych warunkach pracy nauczycieli.
Dlatego głos środowiska nauczycielskiego oraz organizacji związkowych musi być traktowany jako kluczowy element każdej poważnej reformy edukacji.
Zapraszamy do obejrzenia fotorelacji na fb-profilu KSOiW NSZZ „Solidarność – TUTAJ
Źródło: www.oswiata-solidarnosc.pl
Wczoraj, przeglądając Internet w poszukiwaniu wartościowego tekstu na jutro, zobaczyłem na blogu „Profesorskie Gadanie” najnowszy tekst prof. Stanisława Czachorowskiego, w którym, z typowym dla siebie stylu przekazał swoje przemyślenia o miejscu zawodu „nauczyciel” w dzisiejszym społeczeństwie. Jako że tekst nie jest krótki – poniżej prezentuję jedynie jego, wybrane subiektywnie, fragmenty, odsyłając do oryginału linkiem:
A wiecie, że nauczyciel to najpopularniejszy zawód w Polsce?
Anegdotę o Stańczyku usłyszałem dawno temu. I to zapewne kilka razy przy różnych okazjach. Pamiętałem sens, ale nie szczegóły. Zamiast szukać oryginału wymyśliłem sam potrzebne szczegóły, by oddawały sens opowieści. Jest więc to twórcza halucynacja niczym AI. Tak, ludzie też od wieków to potrafili. Niczym regeneracja utraconego ogona u jaszczurki. Dobudowanie brakujących słów i zdań by „ogon” opowieści urósł do właściwych rozmiarów.
Stańczyk, jak wiadomo, błaznem był tylko z urzędu, bo z rozumu przypominał raczej socjologa, filozofa i felietonistę w jednej osobie. Pewnego razu miał stwierdzić, że najpopularniejszym zawodem w Krakowie jest medyk. Nie wszyscy dali temu wiarę, więc postanowił przeprowadzić doświadczenie terenowe, można by rzec: badanie uczestniczące, choć bez formularza zgody komisji bioetycznej. Udał się na rynek, przewiązał policzek chustą, jęczał i trzymał się za twarz, udając straszliwy ból zęba. Efekt przeszedł oczekiwania. Jeden przechodzień radził płukać usta gorzałką, drugi przykładać rozgrzaną cegłę, trzeci polecał zioła, czwarty modlitwę, piąty wyrwanie zęba sznurkiem, a szósty zapewne dorzuciłby jeszcze, że zna szwagra, któremu pomogło żucie końskiego włosia. Stańczyk wrócił więc z triumfem, skoro tylu ludzi zna się na leczeniu, medyk musi być w Krakowie zawodem najpopularniejszym.
Gdyby dziś Stańczyk przechadzał się po rynku (niekoniecznie krakowskim, może być olsztyński, warszawski albo cyfrowy rynek mediów społecznościowych), prawdopodobnie doszedłby do podobnego wniosku, tyle że zamiast medyków odkryłby nauczycieli. Bo dziś najpopularniejszym zawodem wydaje się nauczyciel. Wszyscy uczą. Wszyscy objaśniają. Wszyscy pouczają. Wszyscy wiedzą, jak należy wychowywać dzieci, jak uczyć matematyki, jak prowadzić lekcje biologii, jak oceniać wypracowania, jak motywować młodzież, jak reformować szkołę i jak naprawić system edukacji, najlepiej od poniedziałku rano, bez kosztów, bez konfliktów i bez zmęczenia. I oczywiście jak korzystać z internetu czy narzędzi generatywnej sztucznej inteligencji do wszystkich życiowych i zawodowych działań. […]
I nie ma w tym nic dziwnego. Szkołę zna każdy. Prawie każdy był uczniem, wielu jest rodzicami uczniów, część ma wnuki, część wspomina własnych nauczycieli, a część do dziś nosi w sobie traumę po czerwonym długopisie. Szkoła jest jednym z tych doświadczeń wspólnych, które tworzą nasze społeczne imaginarium. O elektrowni atomowej, neurochirurgii albo budowie mostów większość ludzi wypowiada się ostrożniej, choć i tu nie zawsze. Ale o szkole? O szkole każdy coś wie, bo każdy tam był. A skoro był, to znaczy, że się zna. No i jeszcze czytał coś tam w internecie, w social mediach. I że spytał Czata GPT. […]
Jeśli więc nauczyciel jest dziś zawodem najpopularniejszym, to natychmiast pojawia się pytanie w stylu Stańczyka: skoro nauczycieli jest tak wielu, dlaczego brakuje ich w szkołach? Skoro tak wielu zna się na edukacji, to dlaczego brakuje nauczycieli w szkołach? Dlaczego dyrektorzy poszukują polonistów, matematyków, fizyków, nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej, pedagogów specjalnych? Dlaczego pojawiają się wakaty? Dlaczego w wielu miejscach coraz trudniej obsadzić lekcje specjalistami? Czyżby ten najpopularniejszy zawód istniał głównie w wersji towarzyskiej, internetowej i komentatorskiej?
Odpowiedź jest dość prosta, choć mało przyjemna. Czym innym jest uczyć bez odpowiedzialności, a czym innym być nauczycielem zawodowo. Pouczanie jest łatwe, bo zwykle nie wymaga sprawdzenia skutków. Można powiedzieć: „Ja bym ich krótko trzymał”, „Wystarczy zainteresować ucznia”, „Dzieci trzeba nauczyć dyscypliny”, „Szkoła powinna rozwijać kreatywność”, „Niech uczą praktycznych rzeczy”. Wszystko to brzmi dobrze, zwłaszcza jeśli wypowiada się zdania ogólne, z bezpiecznej odległości od klasy pełnej trzydziestu żywych, zmęczonych, głodnych, zakochanych, przestraszonych, zbuntowanych, zdolnych, zagubionych i rozgadanych nastolatków. Albo kilkulatków zamęczonych przez rodziców dodatkowymi zajęciami typu hippika, gra na skrzypcach, szachy, taniec, język japoński.
Nauczyciel zawodowy nie pracuje z pojęciem „uczeń” w liczbie pojedynczej i abstrakcyjnej. Pracuje z Kasią, która świetnie pisze, ale boi się odezwać. Z Michałem, który przeszkadza, bo nie rozumie, z Zosią, która wszystko rozumie szybciej niż inni i zaczyna się nudzić. Z Kubą, który w domu ma problemy i przynosi je do szkoły w plecaku razem z zeszytem. Z klasą, która w poniedziałek rano przypomina bardziej organizm meteorologiczny niż grupę edukacyjną. W tej rzeczywistości nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze umieć z tą racją dotrzeć do ludzi.
To jest zasadnicza różnica między pouczaniem a nauczaniem. Pouczanie bywa jednostronne: wiem lepiej, więc mówię. Nauczanie jest relacyjne: wiem coś, ale muszę sprawić, by drugi człowiek mógł to odkryć, zrozumieć, przetworzyć i zastosować. Pouczający często kończy na komunikacie. Nauczyciel zaczyna od komunikatu, a potem obserwuje, koryguje, wraca, tłumaczy inaczej, podaje przykład, zadaje pytanie, milczy, czeka, znów próbuje, czasem ponosi porażkę, czasem odnosi małe zwycięstwo, które z zewnątrz wygląda jak nic szczególnego. Ot, uczeń wreszcie zrozumiał ułamki. Ale kto widział radość dziecka, które nagle mówi „aha!”, ten wie, że to małe święto poznania. […]
Może więc warto odwrócić żart Stańczyka i powiedzieć: tak, nauczyciel jest dziś najpopularniejszym zawodem, ale głównie w wersji amatorskiej. Mamy wielu nauczycieli od cudzych dzieci, od cudzych lekcji, od cudzych metod i cudzych błędów. Mamy mnóstwo korektorów rzeczywistości edukacyjnej, którzy wiedzą, jak powinno być. I dobrze, że edukacja budzi emocje, bo to znaczy, że jest ważna. Źle jednak, gdy z troski o szkołę zostaje tylko łatwe pouczanie tych, którzy codziennie wykonują trudną pracę. […]
Nauczyciel jako zawód najpopularniejszy to zatem piękny paradoks naszych czasów. Wszyscy chcemy uczyć, bo wszyscy chcemy mieć wpływ na świat. Uczenie jest formą uczestnictwa w kulturze, przekazywania wartości, porządkowania doświadczenia. Gdy tłumaczymy dziecku, dlaczego jesienią liście zmieniają kolor, gdy pokazujemy komuś, jak rozpoznać ptaka po śpiewie, gdy wyjaśniamy sąsiadowi, jak działa aplikacja w telefonie, to wtedy stajemy się na chwilę nauczycielami. I to jest dobre, ludzkie, potrzebne. Społeczeństwo, w którym ludzie dzielą się wiedzą, jest bogatsze niż społeczeństwo obojętne i wyizolowane.
Ale nauczyciel zawodowy robi coś więcej. On nie tylko dzieli się wiedzą lecz buduje warunki, w których inni mogą rosnąć. A wzrost, jak wiadomo biologom i ogrodnikom, wymaga czasu. Nie da się przyspieszyć kiełkowania przez krzyczenie na nasiona. Lub przez sprawdzanie listy obecności. Można poprawić glebę, zadbać o światło, podlewać, chronić przed przymrozkiem. Można stworzyć szanse. A i tak nie wszystkie nasiona wykiełkują na czas. W edukacji jest podobnie. Uczeń nie rośnie od samego nakazu: „rośnij!”. Rośnie w relacji, w bezpieczeństwie, w wymaganiu połączonym z życzliwością. Trawa nie rośnie dlatego, że ją się ciągnie za źdźbła do góry.
Na koniec wyobraźmy sobie Stańczyka współczesnego. Siada na ławce, może już nie na krakowskim rynku, lecz w internecie. Pisze krótko: „Boli mnie szkoła”. I natychmiast dostaje tysiące porad. Jedni każą wrócić do dawnych metod, drudzy wszystko zcyfryzować, trzeci zlikwidować oceny, czwarci zaostrzyć wymagania, piąci zmienić lektury, szóści zmienić nauczycieli, siódmi zmienić uczniów, a ósmi najlepiej cały naród. Kolejny radzi wykorzystać w szkole narzędzia AI, a następny żeby zakazać smartfonów i AI. Stańczyk uśmiecha się pod wąsem i mówi: „A nie mówiłem? Najwięcej jest nauczycieli”.
Tyle że potem wstaje, idzie do prawdziwej szkoły i widzi pusty etat z matematyki, zmęczoną polonistkę, młodego nauczyciela zastanawiającego się, czy da radę wytrwać oraz klasę dzieci, które potrzebują nie tylko komentarzy, ale obecności dorosłego człowieka. I jeszcze emerytowanego biologa, który uczy przyrody, fizyki i śpiewu. Wtedy dowcip przestaje być tylko dowcipem. Staje się pytaniem o odpowiedzialność. Bo nauczać chce wielu. Nauczycielem być, tak naprawdę, codziennie, z konsekwencjami, to już zupełnie inna profesja. Bardziej deficytowa. I może właśnie dlatego warto ją bardziej szanować.
Cały tekst „A wiecie, że nauczyciel to najpopularniejszy zawód w Polsce?” – TUTAJ
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
Oto obszerne fragmenty tekstu zamieszczonego wczoraj na „Portalu dla Edukacji”, z którego dowiecie się co myśli dyrektor Liceum Artes Liberales o tym jaka powinna być szkoła przyszłości:
Stary schemat lekcji już się wyczerpuje. Tak szkoła nie wygra z Netfliksem i smart fonami
– Szkoła, która próbuje konkurować z Netfliksem, przegra. Dlatego nowoczesna szkoła musi całkowicie przeformułować rolę uczniów – oni nie mogą być odbiorcami, muszą czynnie uczestniczyć w procesie uczenia się, być zaangażowani – mówi Marcin Szala, dyrektor Liceum Artes Liberales.
Foto: archiwum prywatne
Marcin Szala – współzałożyciel LAL, wcześniej współtwórca Collegium Wratislaviense oraz Akademeia High School. Absolwent fizyki i filozofii na Uniwersytecie Oksfordzkim, stypendysta Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata. Brał udział w programie Leadership Academy for Poland i jest członkiem TrendHouse.
[…] „43 proc. dzieci i młodzieży niechętnie chodzi do szkoły” – podaje Stowarzyszenie Polski Komitet Narodowy UNICEF w raporcie „Prawa dziecka w Polsce 2024„. Dlaczego nastolatki jej nie lubią, a co za tym idzie, tracą zainteresowanie uczeniem się w ogóle? Jak mogą temu przeciwdziałać nauczyciele i rodzice? Jaką rolę w edukacji ponadpodstawowej mogą odegrać mikropoświadczenia?
W początkowych latach życia przy nabywaniu pierwszych umiejętności, takich jak chodzenie czy mówienie, sprzyjają nam neurobiologia i ciekawość świata. Wraz z rozpoczęciem edukacji formalnej zaczynają pojawiać się liczne przeszkody, które sprawiają, że wielu młodych ludzi nie lubi chodzić do szkoły po wiedzę.
Jednym z powodów jest na pewno wyższy poziom skomplikowania stawianych przed nastolatkami zadań. – Konieczne jest wcześniejsze danie młodym ludziom fundamentalnych umiejętności: ciekawości, wytrwałości i sprawczości. To wszystko da się wytrenować. Chęć i ciekawość świata są już niewystarczające – wyjaśnia Marcin Szala, współzałożyciel i jeden z dyrektorów warszawskiego Liceum Artes Liberales
Nie pomaga także duża liczba atrakcyjniejszych i łatwiejszych od zdobywania wiedzy „rozpraszaczy”. – Szkoła, która próbuje konkurować z Netfliksem, przegra. Dlatego nowoczesna szkoła musi całkowicie przeformułować rolę uczniów – oni nie mogą być odbiorcami, muszą czynnie uczestniczyć w procesie uczenia się, być zaangażowani – mówi dyrektor liceum.
[…]
Zdaniem dyrektora jednym z największych wyzwań stojących przed szkołami, nauczycielami i rodzicami, jest pokazanie młodym ludziom, że mogą być sprawczy – aby umieli identyfikować rzeczy, które ich ciekawią i potrafili znajdować zasoby, żeby zdobywać wiedzę. […] Dodaje, że nie jest to możliwe do osiągnięcia, gdy nauczyciele skupiają się tylko na realizacji z góry założonego planu i przygotowaniu młodych ludzi do testu. – Konieczne jest wygospodarowanie przestrzeni na refleksję i doświadczenie: nie umiałem – próbowałem wiele razy, potknąłem się – umię – wskazuje.
Cały tekst „Stary schemat lekcji już się wyczerpuje. Tak szkoła nie wygra z Netfliksem i smart fonami” – TUTAJ
Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/
Nie po raz pierwszy nowy tydzień zaczynam od zamieszczenia najnowszego tekstu Jarosława Pytlaka z Jego bloga „Wokół Szkoły”. I tym razem jest to tekst ważki, w którym Autor, mając za sobą kilkudziesięcioletnie doświadczenie w kierowaniu szkołą, dzieli się nami swoimi poglądami na temat roli szkoły w społeczeństwie obywatelskim:
„Po co nam szkoła”? Przepraszam…, jakim „nam”?!
Za sprawą grupy pasjonatów, napędzanej entuzjazmem Małgorzaty Żuber-Zielicz i nieocenionym wsparciem Fundacji Punkt Wiedzy, z Prezeską Katarzyną Werner na czele, udało się ostatnio wskrzesić Warszawskie Forum Oświatowe. Powstałe na początku lat 90-tych XX wieku, stanowiło w owym czasie arenę ożywionych debat na temat stołecznej edukacji, przekładających się także na praktyczne działania w lokalnej polityce.
Muszę przyznać, że pomysł tej reaktywacji po długim okresie niebytu i w zupełnie innych warunkach politycznych i społecznych, wzbudził zrazu moje wątpliwości. Także dlatego, że zaproszone do działania grono weteranów w dużej części jest już poza głównym nurtem życia publicznego. Zresztą, samemu patrząc w lustro, w nim również widzę zaprzeczenie określenia „młody i obiecujący”. Okazało się jednak, że stara gwardia nie zardzewiała tak bardzo, i choć nadal nie jestem pewny, czy w tym gronie posiada jakąś polityczną sprawczość, to z pewnością potrafi jeszcze pobudzić do refleksji. Jest to o tyle cenne, że średnia wieku uczestników kolejnych spotkań maleje, przez co zwiększa się szansa dotarcia inspiracji do aktywnych działaczy oświatowych, w tym także do kręgów decyzyjnych. A zresztą, jeśli nawet jestem w tej kwestii nadmiernym optymistą, to z ostatniego, trzeciego już spotkania odnowionego Forum sam wyniosłem ciekawe przemyślenia, które stały się inspiracją do tego artykułu. Słowem, na pewno nie żałuję dwóch godzin czwartkowego popołudnia, spędzonych w Stołecznym Centrum Edukacji Kulturalnej przy ulicy Jezuickiej.
Jako tło dla prowadzących i dyskutantów przez większość czasu widniała na ekranie skrócona wersja tematu spotkania, która – jak się za chwilę okaże – zainspirowała mnie najbardziej: „Po co nam szkoła?”. Punktem wyjścia do debaty stała się prezentacja wyników pilotażowego badania ankietowego „Po co w Polsce potrzebna jest szkoła?”. Autor, prof. Adam Grzegorczyk, przeanalizował wypowiedzi przedstawicieli ośmiu grup interesariuszy szkoły: uczniów, nauczycieli, rodziców, młodych absolwentów, pracodawców, samorządowców, prawodawców (decydentów) oraz opinii publicznej. Jako swoiste odkrycie wskazał, że głosy niespodziewanie złożyły się w obraz raczej konsensusu niż konfliktu. Respondenci wykazali dużą zgodność co do tego, że celem działania szkoły jest rozwój człowieka, budowanie wspólnoty i przygotowanie do życia. Padły w tym kontekście takie pojęcia jak samodzielność, odpowiedzialność, rozumienie świata, wspólnota, którym odpowiadały stosowne kompetencje indywidualne absolwentów, a wśród nich współpraca. Wszystko pięknie!
Światełko alarmowe zapaliło mi się dopiero przy prezentacji listy największych problemów szkoły, ustalonej na podstawie ankiet. Wymieniono ich pięć: praktyczność, przygotowanie do życia, indywidualizacja, dobrostan psychiczny i rozwój talentów. Jak należy rozumieć – w sposób niedostateczny realizowanych w obecnych działaniach tej instytucji. Zauważyłem od razu, że żaden nie odnosi się bezpośrednio do niedostatków środowiska społecznego, w jakim w szkole powinno wykuwać się poczucie wspólnoty, oraz kształtować uczniowska gotowość, chęć i umiejętność współpracy. Tymczasem ja obserwuję na co dzień, że szkoła staje się w coraz większym stopniu areną realizacji partykularnych interesów i zaspokajania indywidualnych potrzeb, a wymiar wspólnotowy trafia na absolutny margines. Jeśli poświęca się refleksję funkcjonowaniu ucznia w grupie, to niemal wyłącznie w kontekście jego sytuacji, jego rozwoju i jego dobrostanu. Jeśli analizuje się funkcjonowanie szkoły, to głównie pod kątem zaspokajania indywidualnych potrzeb, a nie formacyjnych efektów udziału uczniów w życiu całej społeczności.
Wynikające z badania problemy szkoły rzeczywiście istnieją, choć śmiem twierdzić, że nauczyciele lepiej lub gorzej starają się wychodzić im naprzeciw. Niektóre mają znaleźć rozwiązanie wraz z reformą „Kompas Jutra”, co wydaje mi się mocno wątpliwe, ale trudno odmówić reformatorom przynajmniej słusznej intencji. Część problemów ma charakter systemowy – na przykład, trudno rozwijać talenty nie dysponując czasem ani funduszami na ten cel. Natomiast niedostrzeganie kryzysu szkoły jako wspólnoty, to gorzej niż przeoczenie, to po prostu błąd! Tym większy, że można spokojnie założyć, iż w krótkim czasie pielęgnację talentów, indywidualizację nauczania, a nawet dbanie o indywidualny dobrostan przejmą odpowiednio zaprojektowani agenci AI. Natomiast budowanie poczucia wspólnoty, rozbudzanie gotowości do działania na rzecz środowiska społecznego, wymaga dobrego wzorca, o który – pod nieobecność podwórka i wobec niewielkiego zasięgu organizacji młodzieżowych – mimo wszystko najłatwiej w szkole. Samo się to jednak nie zadzieje.
Refleksje, jakie wzbudziła we mnie zaprezentowana lista problemów, analizowana przez dyskutantów podczas Forum i w zasadzie zaakceptowana, spowodowały, że w swoim wystąpieniu postawiłem pytanie: Czym jest to „nam”? Czy jest to rzeczywiście suma wskazanych grup interesariuszy, nawet jeśli są oni zaskakująco zgodni w swoich poglądach i oczekiwaniach?













