Dziwnym zbiegiem okoliczności, poszukując teksy do zamieszczenia na OE natrafiłem na fejsbukowy profil Agnieszki Olszewskiej, która sama określiła się tam jako „wizjonerka, kreatorka, aktywistka społeczna, entuzjastka życia”. I to zamieszczony przez nią wczoraj wieczorem tekst postanowiłem udostępnić do sobotniej lektury:

 

 

Cała Polska szukała 13-letniej Roksany Jurczyszyn, która zaginęła w Warszawie po spotkaniu ze znajomymi na Bulwarach Wiślanych. Niestety, dziewczynka nie żyje i chociaż okoliczności jej śmierci wciąż bada prokuratura, wszystko wskazuje na to, że odebrała sobie życie. Kilka dni temu na warszawskich Bielanach zginęła inna, rok starsza dziewczynka, spadając z 10 piętra…

 

Dlaczego tak wiele polskich dzieci jest tak głęboko nieszczęśliwych? Dlaczego coraz więcej z nich nie widzi dla siebie przyszłości?

 

W 2025 roku policja odnotowała w grupie wiekowej 7–18 lat aż 161 zgonów samobójczych. Rok wcześniej zgonów było 127. To wzrost o niemal 27% w ciągu jednego roku. Samych prób S w ubiegłym roku było 1925.

 

Jestem matką trzech synów i od ponad 20 lat pracuję w edukacji. Widzę, jak dzieciakom jest dziś trudno dorastać. I jestem wściekła, że w kraju, w którym tysiące dzieci potrzebują pomocy, według danych Naczelnej Izby Lekarskiej zawód wykonuje zaledwie 591 specjalistów psychiatrii dzieci i młodzieży.

 

NIK wykazała, że aż 8 na 10 skontrolowanych szkół miało problemy z zatrudnieniem psychologa, a oczekiwanie na pomoc w poradniach sięgało nawet roku. To ustalenia kontroli z lat 2020–2023. A przecież dziecko potrzebuje wsparcia, zanim jego kryzys stanie się zagrożeniem życia!

 

Do tego przemoc rówieśnicza, której według badania Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z 2023 roku doświadczyło 66% dzieci i nastolatków. Samotność, presja wyników, nieustanne porównywanie się z innymi. Internet, w którym upokorzenie zdobywa zasięgi, a szkodliwe treści mogą docierać do dzieci nawet wtedy, gdy ich nie szukają.

 

Nie twierdzę, że wszystkiemu winne są telefony, ale nie możemy ignorować wpływu cyfrowego świata na relacje, samoocenę i poczucie bezpieczeństwa młodych ludzi.

 

Nie wystarczy powiedzieć rodzicom, żeby więcej rozmawiali z dziećmi. Oni również potrzebują wiedzy i wsparcia. Nauczyciele potrzebują czasu, narzędzi i specjalistów. A dzieci dostępu do pomocy wtedy, kiedy jej potrzebują, nie za pół roku.

 

Ile jeszcze tragedii musi się wydarzyć, zanim zdrowie psychiczne dzieci stanie się rzeczywistym priorytetem państwa…?

 

 

Źródło: www.facebook.com/aga.drabik/



Oto obszerne fragmenty i link do pełnej wersji tekstu, zamieszconego wczoraj na „Portalu dla Edukacji”

 

 

Na szkolnych korytarzach staną stoły do tenisa. Wchodzą nowe zajęcia dla uczniów

 

Na szkolnych korytarzach staną stoły do tenisa. Wchodzą nowe zajęcia dla uczniów. Do szkół w małych miejscowościach trafić mają stoły do tenisa stołowego oraz środki na organizację zajęć dla uczniów i szkoleń dla prowadzących. Wystartował program „Pierwszy Serw”.

 

Stoły do tenisa stołowego, środki na organizację zajęć dla uczniów i szkoleń dla prowadzących mają trafić do szkół w małych miejscowościach, dzięki programowi Fundacji Lotto „Pierwszy Serw”.

 

Inauguracja przedsięwzięcia odbyła się w czwartek (5 listopada) w szkole w Lidzbarku koło Ostródy (woj. warmińsko-mazurskie), która przystąpiła do programu jako pierwsza placówka w kraju.

 

W sumie do szkół podstawowych w gminach wiejskich i miejsko-wiejskich trafi 250 stołów do tenisa stołowego wraz z pełnym wyposażeniem. Przewidziano też wsparcie na organizację bezpłatnych zajęć dla uczniów i przygotowanie kadry. […]

 

 

Cały tekst „Na szkolnych korytarzach staną stoły do tenisa. Wchodzą nowe zajęcia dla uczniów”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 

 

 

 

 



Wczoraj na fanpage pierwszej w Polsce łódzkiej Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej dla Młodzieży zamieszczono informację, ze 5 listopada to Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Przemocy i Nękaniu w Szkole. Poza podstawowymi wskazówkami dla rodziców jak powinni na takie przypadki reagować, zaproszona tam wszystkich potrzebujesz wsparcia  rodziców i  nauczycieli do skorzystaj z  bezpłatnych konsultacji w ich placówce:

 

 

„To były tylko żarty.” Tak często zaczyna się przemoc, której dorośli nie zauważają.

 

Wyśmiewanie na przerwie. Pomijanie przy dzieleniu na grupy. Plotki, które rozchodzą się szybciej niż prawda. Zdjęcie wrzucone do sieci bez zgody. Wiadomości, które przychodzą wieczorem, gdy dziecko jest już w domu. Cyberprzemoc nie kończy się z ostatnim dzwonkiem.

 

5 listopada to Międzynarodowy Dzień Przeciwdziałania Przemocy i Nękaniu w Szkole, w tym Cybernękaniu, ustanowiony przez UNESCO. To dobry moment, żeby zatrzymać się i zapytać: jak naprawdę czuje się moje dziecko w szkole?

 

Co może być sygnałem?

 

– nagła niechęć do chodzenia do szkoły, bóle brzucha albo głowy rano

 

– wycofanie, drażliwość, mniej rozmów o kolegach

 

– nerwowość przy telefonie albo unikanie go

 

Co możesz zrobić?

 

– zapytać spokojnie i wysłuchać do końca

 

– uwierzyć i nie bagatelizować, nawet jeśli brzmi to „niewinnie”

 

– przy cyberprzemocy robić zrzuty ekranu i zachować dowody

 

– porozmawiać z wychowawcą, pedagogiem albo psychologiem szkolnym

 

Przemoc rówieśnicza nie znika sama. Ale jeden dorosły, który zauważy i zareaguje, może zmienić bardzo dużo.

 

Jeśli potrzebujesz wsparcia jako rodzic albo pracownik szkoły, skorzystaj z naszych bezpłatnych konsultacji  

–  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/poradniadlamlodziezy/



„Portal dla Edukacji” zamieścił dzisiaj tekst, zredagowany na podstawie informacji z PAP, informujący o kolejnym etapie sejmowych przepychanek w sprawie zasad ustalania płac nauczycieli. Oto obszerne fragmenty tego tekstu i link do jego pełnej wersji:

 

 

Nawet 14 proc. więcej dla nauczycieli. Podwyżki w 2027 r. mogą być wyższe

 

Wynagrodzenia nauczycieli początkujących mogą wzrosnąć od 1 stycznia 2027 r. Chodzi o zmianę sposobu obliczania ich średnich zarobków. Pojawiły się poprawki, które przewidują objęcie podwyżkami większej grupy nauczycieli i większy wzrost wynagrodzeń. Zmiany miałyby wejść w życie 1 stycznia 2027 r. Ale szanse na to nie są duże.

 

Projekt dotyczący wzrostu wskaźnika do obliczania średniego wynagrodzenia nauczycieli początkujących wraca do Komisji Edukacji i Nauki po złożeniu poprawek przez dwa kluby podczas drugiego czytania w Sejmie. W dyskusji krytykowano, że nie są kontynuowane prace nad projektem ZNP w sprawie płac nauczycieli.

 

Projekt nowelizacji ustawy Karta Nauczyciela, którego drugie czytanie odbyło się w czwartek (5 listopada), zakłada podwyższenie wskaźnika służącego do obliczania średniego wynagrodzenia nauczycieli początkujących ze 120 proc. do ok. 122,76 proc. kwoty bazowej.[…]

 

Posłanka Marzena Machałek (Rozwój Plus) wyjaśniła, że poprawka przewiduje zdecydowane podniesienie wskaźnika średniego wynagrodzenia nauczycieli początkujących, a także zwiększenie wskaźników dla nauczycieli mianowanych i dyplomowanych – o 10 proc.[…]

 

Część posłów krytykowała fakt, że w Sejmie nie są kontynuowane prace nad obywatelskim projektem noweli Karty Nauczyciela – inicjatywa Związku Nauczycielstwa Polskiego „Godne płace i wysoki prestiż nauczycieli” – , który zakłada powiązanie wysokości wynagrodzeń nauczycieli z wysokością przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce – ocenił poseł Zbigniew Dolata (PiS).

 

W związku z tym – dodał – klub wnosi poprawki, które przewidują zwiększenie płac nauczycieli na rok 2027 dla nauczycieli początkujących – 14 proc., mianowanych i dyplomowanych – 10 proc.

 

Jak wyliczał Dolata, gdyby projekt ZNP został przyjęty, to dzisiaj, w roku 2026, nauczyciel stażysta zarabiałby około 7 tys. 900 zł, kontraktowy – około 8 tys. 800 zł, mianowany – około 11 tys. zł, a dyplomowany – 13 600 zł. Zarabiałby, ale nie zarabia. Dlaczego? Dlatego, że ten projekt pokrywa się kurzem, bo leży w podkomisji, która nie pracuje […]

 

 

Cały tekst „Nawet 14 proc. więcej dla nauczycieli. Podwyżki w 2027 r. mogą być wyższe”  –  TUTAJ

 

 

Źródlo: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/

 

 



Najpierw przeczytałem ten teks Roberta Grześkowiaka w piątkowym, papierowym wydaniu dodatku „Gazety Wyborczej” – „Tygodnik Łódź”, a następnie  odszukałem go na internetowej stronie „wyborcza.pl ŁÓDŹ”. Poniżej zamieszczam jedynie jego fragmenty i link do pełnej wersji, z ktorej dowiecie się dlaczego w tytule występuje Oliwia:

 

 

Oliwia czeka na 18. urodziny. Wtedy powie psychologowi to, czego dziś się boi

 

[…]

 

Zdrowie psychiczne młodzieży. Tutaj są wolne terminy

 

– Dzieci boją się, że kiedy opowiedzą o czymś osobistym, dowiedzą się o tym nauczyciele, a potem cała szkoła. A jeśli raz poczują, że ktoś zawiódł ich zaufanie, później znacznie trudniej będzie im ponownie zwrócić się o pomoc – mówi Robert Sowiński, psycholog współpracujący z łódzką Fundacją Wsparcie Psychiczne.

 

Sam zderzył się z osobliwym problemem. Choć coraz głośniej mówi się o kryzysie zdrowia psychicznego młodzieży i trudnościach z dostępem do specjalistów, okazuje się, że bezpłatne konsultacje pozostają niewykorzystane. Ze 134 godzin przewidzianych w projekcie Fundacji Wsparcie Psychiczne od stycznia do połowy października wykorzystano około 30.

 

– Byłem zaskoczony. Wszędzie słyszymy, jak trudno dostać się do psychologa i jak wielu młodych potrzebuje wsparcia, a u nas wciąż są wolne terminy – mówi Sowiński.

 

Fundacja próbowała informować o bezpłatnych konsultacjach przez szkoły, kuratorium, placówki pomocowe i media społecznościowe. Rozesłała niemal 300 wiadomości do różnych instytucji, jednak odzew był niewielki. Często nie otrzymywała nawet potwierdzenia, że ktoś przeczytał wiadomość. Większe zainteresowanie pojawiło się w październiku, po atakach na terenie szkół.

 

Projekt jest skierowany do łódzkich 16- i 17-latków. Konsultacje odbywają się przede wszystkim online, trwają 50 minut i nie są psychoterapią. Podczas spotkań nastolatkowie rozmawiają o swoich emocjach, problemach w domu, relacjach z rodzicami, rówieśnikami czy nauczycielami. Psychologowie pomagają im również wypracować sposoby radzenia sobie z trudnościami.

[….]

 

Psycholog jest. Zaufanie nie zawsze

 

Psychologowie pracują już w 88 proc. polskich szkół. O tym, że mogą pomóc dziecku w poważnych trudnościach emocjonalnych, przekonana jest większość uczestników badania, z którego raport„Bliżej pomocy. Psycholog szkolny w oczach Polaków i rodziców” opublikowała w październiku 2026 Fundacja GrowSPACE.

 

Jednocześnie większość badanych jest przekonana, że uczniowie nie ufają szkolnym specjalistom. Szczególnie krytyczni są młodzi dorośli: aż 76 proc. osób w wieku 18-24 lata sądzi, że uczniowie nie mają zaufania do psychologów szkolnych, a co druga uważa, że stoją oni raczej po stronie szkoły niż ucznia.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że samo zatrudnienie specjalisty nie wystarczy, jeśli uczniowie nie mają do niego zaufania. Kluczowe są jasne zasady poufności, znajomość kompetencji psychologa oraz przekonanie, że jego zadaniem jest udzielanie pomocy, a nie dyscyplinowanie uczniów. Poufność nie jest przy tym bezwzględna: w sytuacjach zagrożenia życia lub zdrowia psycholog może być zobowiązany do podjęcia działań chroniących dziecko.

 

Szkolny paradoks. Psycholog pomiędzy uczniem i nauczycielem

 

Skąd ten brak zaufania?

 

– Standardy pracy psychologa są w szkołach bardzo mocno naginane. Jest takie oczekiwanie od wychowawców, rady pedagogicznej, dyrekcji, żeby po ważnych rozmowach z dzieckiem była relacja. Ma być zrobiona notatka i przekazana informacja z przebiegu takiej rozmowy – opowiada Michał Wiatrowski, łódzki psycholog mający doświadczenie również w pracy szkolnego pedagoga.

 

Tłumaczy, że szkolny psycholog pracuje w szczególnych warunkach. Z jednej strony powinien budować zaufanie ucznia i chronić informacje uzyskane podczas rozmowy. Z drugiej pozostaje częścią zespołu, w którym nauczyciele, wychowawcy i dyrekcja oczekują wiadomości o sytuacji dziecka.

 

[…]

 

Co mogłoby poprawić sytuację? Wiatrowski wskazuje przede wszystkim na potrzebę lepszego przygotowania dyrektorów szkół do współpracy z psychologami. Przepisy określają zadania specjalistów, ale codzienna praktyka nie zawsze odpowiada ich zawodowym standardom.

 

W jego ocenie samo przypominanie psychologom o obowiązku zachowania poufności nie wystarczy. Równie ważne jest to, czy pozostali pracownicy szkoły rozumieją jej granice i potrafią je uszanować. Bo nawet specjalista, który chce chronić zaufanie ucznia, może znaleźć się pod presją ujawnienia szczegółów rozmowy.

 

 

Cały tekst „Oliwia czeka na 18. urodziny. Wtedy powie psychologowi to, czego dziś się boi”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl

 

 

 

 

 

 



Oto zamieszczona dzisiaj na stronie MEN informacja o kolejnym projekcie rozporządzenia:

 

 

Ministerstwo Edukacji Narodowej skierowało do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji publicznych projekt rozporządzenia zmieniającego przepisy dotyczące indywidualnego programu i toku nauki.

Proponowane zmiany mają na celu lepsze wspieranie uczniów szczególnie uzdolnionych oraz umożliwienie szybszego dostosowania procesu kształcenia do ich potrzeb edukacyjnych. Obecnie zezwolenie na realizację indywidualnego programu lub toku nauki może zostać wydane po upływie co najmniej jednego roku nauki, a w uzasadnionych przypadkach po śródrocznej klasyfikacji ucznia. Oznacza to, że uczniowie rozpoczynający naukę w nowej szkole lub klasie nie mogą korzystać z tych form kształcenia od początku nauki.

 

Projekt przewiduje skrócenie tego okresu. Zgodnie z proponowanymi przepisami zezwolenie na indywidualny program lub tok nauki będzie mogło zostać udzielone po śródrocznej klasyfikacji, a w uzasadnionych przypadkach także przed śródroczną klasyfikacją ucznia. Dzięki temu szkoły będą mogły wcześniej wdrażać rozwiązania wspierające rozwój uczniów wykazujących ponadprzeciętne zdolności już od pierwszych miesięcy nauki.

 

Zmiana pozwoli na bardziej elastyczne planowanie ścieżki edukacyjnej ucznia i skuteczniejsze wspieranie jego potencjału od początku danego etapu kształcenia. 

 

Projekt rozporządzenia zakłada również przepis przejściowy, zgodnie z którym sprawy wszczęte przed wejściem w życie nowych regulacji będą rozpatrywane na podstawie dotychczasowych przepisów.

 

Planowany termin wejścia w życie rozporządzenia to 14 dni od dnia jego ogłoszenia.

 

 

Źródło: ww.gov.pl/web/edukacja/



Dzisiaj polecam lekturę tekstu prof. Stanisława Czachorowskiego – biologa, który dokonał syntetycznej analizy współczesnej kultury cyfrowej z perspektywy historii dziejów, stosując także analogie zaczerpnięte z biologii:

 

 

AI i prawa autorskie – czy wolność zachowała się jedynie w kulturze ludowej i folkloryźmie?

 

To będzie krótka opowieść o powrocie do bezimiennej rzeki ludzkiej kultury, o prawach autorskich, sztucznej inteligencji i naszej cyfrowej agorze. Ale czy jeszcze rozumiemy sens pojęcia  „agora”  czy  środkowoeuropejskiego rynku? Może to już tylko rytualne zwroty bez osobistych doświadczeń i pełnego rozumienia sensu takich miejsc?

 

Od zarania ziemskich dziejów, czyli tak około od 4 miliardów lat, natura nie podpisywała swoich dzieł etykieta  „copy right”.  Choć w świecie przyrody było i kopiowanie pomysłów czyli podszywanie się pod uznaną markę (np. mimikra i mimetyzm), to oryginalność zawsze była tworzona. Mechanizmem tej twórczości była i jest ewolucja. Najpierw zmienność genetyczna a potem selekcja w konkretnym środowisku ekologicznym i w interakcjach z innymi organizmami (gatunkami). Lipa czy dąb wypuszczające nowe pąki wiosną nie żąda od nas opłaty licencyjnej, gdy z zachwytem obserwujemy i przezywany te chwila. Ani gdy napawany się zapachem kwiatów lip, bzu lilaka czy wieczornej maciejki. Chruścik, który buduje pod wodą misterny domek z ziarenek piasku i patyczków czy nawet muszli ślimaków, nie zastrzega swojego wzoru w urzędzie patentowym. Po prostu żyje chwilą. Przez setki tysięcy lat my, ludzie, robiliśmy dokładnie to samo z naszą kulturą. Bo koszt zapamiętania i powielanie był wysoki. Niewiele mniejszy od samodzielnego wytworzenia. Potem systematycznie obniżał się koszt i czas powielania oraz kopiowania. Łatwiej przepisać tekst niż nauczyć się go na pamięć. A w przypadku druku jeszcze szybciej i łatwiej można wytworzyć wiele identycznych kopii. Dużo wysiłku wymaga zbudowanie prasy drukarskiej i przygotowanie czcionek a potem ich złożenie w tekst. Ale potem już idzie szybko i taśmowo. Drukowanie w jednym egzemplarzu nie miałoby sensu. Już prościej byłoby ręcznie przepisać. Bo pióro i atrament są znacznie prostsze w wytworzeniu i użytkowaniu niż maszyna drukarska. Jeszcze łatwiej kopiować nagrania na taśmę magnetyczną, płytę CD czy na dysk urządzenia. Skopiować można dużo szybciej niż przeczytać tekst książki czy wysłuchać utworu muzycznego. Nic dziwnego, że narodziły się prawa autorskie, chroniące oryginalny wysiłek twórców. Bo tworzy się znacznie dłużej niż kopiuje i powiela.

 

spaceru nad rzeką, ktoś inny dorzucił do niej zabawny szczegół, a jeszcze inny przetworzył i zaśpiewał o tym pieśń. Pieśni ludowe, baśnie, opowiastki i dowcipy krążyły z ust do ust. Nie miały autorów, nie miały licencji. Miały za to żywą społeczność. Potem pojawił się druk i nagle wszystko się zmieniło. Słowo zostało uwięzione na papierze. Nie trzeba zbierać na różnych spotkaniach dowcipów i ich zapamiętywać. Wystarczy kupić książkę ze zbiorem takowych anegdot i je wykorzystywać. Wraz z drukiem narodziły się prawa autorskie, identyfikacje twórców i honoraria. A gdy weszliśmy w erę elektroniki, sprawy przybrały naprawdę osobliwy kształt. Oprogramowanie, muzyka, filmy, to wszystko obrosło skrajnym licencjonowaniem. Niemalże każda nuta i każdy piksel otrzymały swojego cyfrowego strażnika. Twórca i producent mogli łatwiej czerpać korzyści finansowe. Dziś prawo autorskie stało się soczewką skupiającą najbardziej skomplikowane problemy naszej cywilizacji. Mówimy tu przecież o prawach podstawowych: wolności słowa, swobodzie komunikacji i prawie do prywatności. A jednocześnie o prawie twórców do swoich utworów. Od kształtu tych przepisów zależy nie tylko to, jak zarabiają na życie twórcy. Zależy od tego poziom naszej edukacji, sposób funkcjonowania kultury wysokiej, a nawet modele ustrojowe całych państw. Regulacje prawne powiązały się ze światem polityki w ciasny, trudny do rozplątania węzeł.

 

I tu dochodzimy do sztucznej inteligencji. Algorytmy uczą się dzisiaj na wszystkim, co my, jako wielomiliardowa  ludzkość, stworzyliśmy i wrzuciliśmy do sieci. Uczą się na naszych tekstach, obrazach i pomysłach, a potem produkują taśmowo nowe dzieła. Twórcy protestują, korporacje liczą zyski, a prawnicy dostają zawrotów głowy. Pełne ręce roboty. Przeciętny użytkownik tez jest mocno zdezorientowany. Czy sztuczna inteligencja to ostateczny pożeracz praw autorskich? A może… niechcący przywraca nam dawną kulturę oralną? Generatywne algorytmy tworzą przecież w sposób płynny, bezimienny i ciągły. Zupełnie tak jak dawni wiejscy opowiadacze w karczmach, na weselach czy wieczorami w chałupie rozświetlonej fanarkiem czy łuczywem.

 

Jednak jest w tym wszystkim pewien haczyk. Aby kultura i społeczeństwo mogły zdrowo funkcjonować, potrzebujemy niekontrolowanej przestrzeni komunikacyjnej. Przestrzeni publicznej, która nie należy do nikogo i zarazem do wszystkich. Tak samo jak miejski park czy dawna, grecka agora czy średniowieczny europejski rynek. Demokracja i podmiotowość obywatelska nie mogą istnieć w warunkach, gdzie wolność słowa staje się pustym frazesem z powodu braku niezależnego miejsca do rozmowy. Obserwujemy dziś niepokojące zjawisko. Duże, ponadnarodowe firmy takie jak Amazon nieubłaganie zbliżają się do innych gigantów komunikacji prosumpcyjnej, jakich jak Facebook, Instagram czy platforma X. Wielkie giganty technologiczne grodzą cyfrowy świat, nakładają opłaty i kontrolują każdy nasz krok. Im bardziej ci monopoliści dzielą ogrodzeniami licencji i abonamentów przestrzeń komunikacji, tym mniej miejsca zostaje na to, by pomiędzy nimi pasła się trzódka lokalnej wolności (niczym na wspólnym wiejskim pastwisku).

 

Może więc czas spojrzeć na sztuczną inteligencję i prawa autorskie nie tylko przez pryzmat pieniędzy i patentów? Z biologicznego punktu widzenia kultura to nasz wspólny ekosystem. Jeśli zamkniemy go w szczelnych klatkach licencji i oddamy pod władzę kilku korporacyjnych algorytmów, po prostu uschnie. Potrzebujemy wolnej agory, potrzebujemy płynącej nieustannie rzeki, w której każdy może zanurzyć dłoń i napić się czystej wody. Wtedy, gdy zechce. I gdy potrzebuje. Czy ta wolna agora, ta naturalna rzeka kultury wyparta zostanie z internetowej przestrzeni prosumpcyjnej? Czy też przeciwnie, zadusi kreatywność twórców, których prace sprzedawać będzie ktoś inny z pominięciem interesu twórców?

 

Żyjemy w ciekawych czasach. I brzmi to jak szansa i przekleństwo jednocześnie. Rzeczywistość wykluwa się na naszych oczach i przy naszym sprawstwie, niczym larwa owada z jaja. Jeszcze nic z jej kształtu nie wywnioskujemy: czy to będzie roślinożerca, drapieżnik, pasożyt czy może  parazytoid. 

 

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com/



Poniżej zamieszczam fragmenty godnego upowszechnienia tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”. Jest to omówienie wykładu Pawła Głębockiego „Czy szkoła wie, dokąd idą jej uczniowie?”, wygłoszonego podczas XX Kongresu Zarządzania Oświatą w Zakopanem:

 

 

Szkoła gromadzi oceny i osiągnięcia uczniów. Nic z tego nie wynika

 

Przez osiem lat szkoła gromadzi informacje o postępach ucznia. Zna wyniki sprawdzianów, frekwencję, oceny i osiągnięcia ucznia, ale to nie oznacza jednak, że równie dobrze zna jego potencjał. Kiedy przychodzi moment wyboru dalszej drogi edukacyjnej, rzadko potrafi pomóc mu w podjęciu decyzji. Czy szkoła rzeczywiście zna swoich uczniów? I czy wystarczająco interesuje się tym, jakie mają zdolności, zainteresowania i potrzeby?

 

Szkoła dokumentuje osiągnięcia, ale nie ma pomysłu, co z nimi zrobić

 

Szkoła doskonale dokumentuje przeszłość ucznia, niekoniecznie jednak ma wyobrażenia o tym, jak uczeń mógłby czy chciałby kształtować swoją przyszłość. Oceny, dyplomy, aktywności rzadko składają się na całościowy obraz poszczególnego ucznia, uwzględniający jego potencjał. Na ten problem zwrócił uwagę psycholog Paweł Gębicki podczas XX Kongresu Zarządzania Oświatą.

 

– Dokumentacja oczywiście pod same niebiosa – ironizował Paweł Gębicki, psycholog od ponad 20 lat związany z praktyką zawodową, pracujący również w szkołach. ak podkreślił, problem pojawia się wtedy, gdy trzeba odpowiedzieć na pytanie, co uczeń może zrobić z całą tą wiedzą i umiejętnościami zdobytymi podczas nauki.– Bo ta przyszłość nie jest zapisana na świadectwie – mówił podczas

 

Ósmoklasista musi wybrać. Ale czy wie, z czego wybiera?

 

Podjęcia jednej z pierwszych poważnych decyzji dotyczących przyszłości oczekujemy od nastolatków, kończących szkołę podstawową. Muszą zdecydować, czy wybiorą liceum, technikum czy szkołę branżową, a w wielu przypadkach również określić kierunek dalszego kształcenia.

 

Tymczasem nie wszyscy uczniowie wiedzą, czym chcieliby się zajmować. Nie zawsze potrafią nawet powiedzieć, w czym są dobrzy i co naprawdę ich interesuje.

 

Jak zauważył Gębicki, w takich okolicznościach o wyborze szkoły mogą decydować zupełnie przypadkowe kwestie. Uczeń wybiera placówkę, „bo kolega idzie”, „bo będę miał bliżej” albo dlatego, że słyszał o niej dobre opinie. Niekoniecznie za tym wyborem stoi znajomość własnych możliwości.[…]

 

Rodzice mają plan. Niekoniecznie zgodny z zainteresowaniami dziecka

 

Trudności z wyborem szkoły mogą się także wiązać z oczekiwaniami rodziców, którzy mają własne wyobrażenia o przyszłości dziecka. Niektórzy oczekują kontynuowania rodzinnych tradycji zawodowych lub wybierają dla dziecka ścieżkę edukacyjną, nie uwzględniając w wystarczającym stopniu jego potrzeb i możliwości.

 

Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku zawodów cieszących się społecznym prestiżem. Rodzice chcieliby, żeby dziecko zostało lekarzem czy prawnikiem, podczas gdy jego zainteresowania mogą być zupełnie inne.[…]

 

Dobre oceny to nie wszystko

 

Gębicki przywołał również doświadczenia ze swojej praktyki psychologicznej. Opowiadał o uczniach, którym badania predyspozycji pomogły podjąć decyzję o wyborze dalszej szkoły, a także o przypadkach, w których bardzo dobre wyniki w nauce nie przełożyły się na powodzenie na kolejnym etapie edukacji.

 

Wspominał między innymi uczennicę ze średnią przekraczającą 5,0, która zdecydowała się na prestiżowe liceum wbrew wynikom przeprowadzonych wcześniej badań. Według jego relacji już w pierwszym semestrze jej średnia ocen spadła do około 2,5.m[…

 

Szkoła powinna pomagać odkrywać możliwości, a nie tylko oceniać osiągnięcia

 

Zdaniem psychologa rozpoznawanie predyspozycji uczniów to proces, w którym znaczenie mają zarówno szkolne doświadczenia, jak i zainteresowania rozwijane poza lekcjami. Udział w projektach, wolontariat, aktywność społeczna czy samodzielne próbowanie nowych rzeczy mogą dostarczać informacji o możliwościach dziecka, których nie da się odczytać z ocen.

 

Ważna jest również współpraca między nauczycielami, wychowawcami, psychologami i doradcami zawodowymi. Gębicki zwraca uwagę, że szkoła dysponuje wieloma informacjami o uczniach, ale nie zawsze potrafi je połączyć i wykorzystać. […]

 

Nie chodzi przy tym o to, żeby już w szkole podstawowej każdy uczeń wiedział, jaki zawód będzie wykonywał za kilkanaście lat. Ważniejsze jest stworzenie mu warunków do poznawania siebie, sprawdzania możliwości i podejmowania coraz bardziej świadomych decyzji. Jak podkreślił Gębicki, „dobra decyzja potrzebuje kontekstu”. Szkoła powinna zatem zadbać o to, żeby kończąc edukację na danym etapie, uczniowie wiedzieli o sobie coś więcej niż tylko to, jakie otrzymali oceny.

 

 

 

Cały tekst „Szkoła gromadzi oceny i osiągnięcia uczniów. Nic z tego nie wynika”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 

 

 

 

 

 

 



Kontynuując temat, który pojawiał się już na OE – ostatni raz 27 października, kiedy zamieściłem tekst Witolda Kołodziejczyka, zatytułowany „Jakie kompetencje powinien posiadać człowiek, kiedy AI organizuje mu pracę”, proponuję dziś lekturę zaczerpniętego z bloga „OK. NAUCZANIE” tekstu Danuty Sterny – także ze sztuczną inteligencją w roli głównej:

 

                                                                                   Wyścig z IA

 

Rys. Danuta Sterna

 

Uczniowie coraz częściej powierzają sztucznej inteligencji pisanie prac, a nauczyciele próbują wykrywać teksty wygenerowane przez AI. Ten wyścig pochłania czas, podważa zaufanie i nie zawsze przynosi rezultaty. Zamiast szukać coraz doskonalszych narzędzi do wykrywania, warto wrócić do podstaw: rozwijać samodzielne myślenie, uczyć pisania i sprawić, by uczniowie dostrzegali w nim nie przykry obowiązek, lecz sposób wyrażania własnych myśli.

 

Uczniowie często wolą korzystać z pomocy sztucznej inteligencji, zamiast samodzielnie wykonywać zadania. Zlecają maszynie napisanie tekstu, nierzadko dlatego, że obawiają się otrzymać gorszą ocenę. Nauczyciele starają się wykrywać prace stworzone przez AI, korzystając z różnych programów, które mają pomóc odróżnić teksty wygenerowane przez sztuczną inteligencję od tych napisanych przez człowieka. Wyścig trwa – uczniowie wyręczają się AI, a nauczyciele próbują udowodnić, że prace nie zostały wykonane samodzielnie.

 

Nie wiadomo, kto wygrywa. Na razie przegrywamy z maszyną, ponieważ narzędzia wykrywające teksty generowane przez AI są szybko obchodzone lub okazują się nieskuteczne.

 

Pod koniec 2022 roku 13% nastolatków w Stanach Zjednoczonych zadeklarowało, że korzystało już z ChatGPT do odrabiania prac szkolnych. Do 2025 roku odsetek ten wzrósł do około jednej czwartej. Jednocześnie trwa wyścig między generowaniem prac przez AI a wykrywaniem tego procederu. Zdarza się jednak, że uczniowie są niesłusznie oskarżani o korzystanie ze sztucznej inteligencji. Takie podejrzenia podważają wzajemne zaufanie, a w konsekwencji znacząco obniżają efektywność nauczania.

 

Sytuacja staje się coraz bardziej chaotyczna. Próby kontrolowania wykorzystania sztucznej inteligencji okazują się nieskuteczne. Nieustannie powstają nowe narzędzia do wykrywania tekstów generowanych przez AI, ale niemal równocześnie pojawiają się sposoby na ich obejście. Na przykład w lipcu tego roku zaprezentowano program do wykrywania tekstów generowanych przez AI – Pangram 4. Był on jeszcze bardziej zaawansowany niż poprzednie wersje i wydawał się niezawodnym rozwiązaniem, na które nauczyciele czekali od lat. Zapewniano, że wreszcie pomoże odróżnić autentyczną, ludzką twórczość od tekstów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. Niestety, już po kilku tygodniach znaleziono sposoby na przechytrzenie programu. Pojawiły się również narzędzia zwane „humanizatorami”, które przerabiają teksty wygenerowane przez AI tak, aby brzmiały jak napisane przez człowieka.

 

Szkoda energii na ten wyścig. Lepiej przeznaczyć ją na rozwijanie procesu nauczania, który wspiera samodzielne myślenie.

 

Szkoły i nauczyciele próbują radzić sobie z tym problemem na różne sposoby. Na przykład:

 

– Niektóre szkoły wprowadzają całkowity zakaz korzystania z AI i jednocześnie stosują coraz nowsze systemy wykrywania tekstów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję.

 

– Inne z kolei zakazują używania narzędzi do wykrywania AI.

 

– Niektórzy nauczyciele wracają do pisania ręcznego. Organizują pracę w sali lekcyjnej, bez dostępu do komputera. Nie każdą pracę można jednak wykonać w całości w szkole.

 

– Inni wracają do wypowiedzi ustnych. Do łask powracają egzaminy ustne, które są jednak bardzo czasochłonne.

 

– Jeszcze inni, jak na przykład Tanner Jones, kierownik wydziału języka angielskiego w Basalt High School w zachodnim Kolorado, zalecają, aby uczniowie na początku semestru przesyłali próbki własnych prac pisemnych. Pozwalają one poznać styl pisania ucznia i jego zasób słownictwa. Dzięki temu łatwiej ocenić, czy późniejsze prace zostały napisane samodzielnie, czy z pomocą AI.

 

– Dobrym rozwiązaniem jest poproszenie ucznia, aby własnymi słowami wyjaśnił, co napisał, lub zadanie mu pytań dotyczących stworzonego tekstu. Można również zachęcać uczniów do odwoływania się do własnych doświadczeń, które są zazwyczaj indywidualne i mogą świadczyć o samodzielności pracy.

 

Najlepiej byłoby doprowadzić do sytuacji, w której uczniowie sami nie będą chcieli wyręczać się sztuczną inteligencją. Można to osiągnąć, wyjaśniając im, że zlecanie pracy maszynie nie sprzyja nauce, a wręcz może osłabiać zdolność samodzielnego myślenia. Warto również ograniczyć znaczenie ocen sumujących, aby uczniom zależało nie tylko na uzyskiwaniu wysokich stopni, lecz przede wszystkim na własnym rozwoju. Chodzi o to, aby pisanie stało się dla ucznia sposobem wyrażania własnych myśli, a nie jedynie obowiązkiem.

 

Dobrym treningiem dla uczniów mogą być następujące działania:

 

– Sporządzanie własnych notatek, a następnie wykorzystywanie ich do przygotowywania prac pisemnych.

 

– Skupianie się na procesie tworzenia tekstu, a nie tylko na jego końcowym rezultacie. Warto w tym celu ograniczyć rolę oceniania sumującego.

 

– Współpraca uczniów, wzajemne nauczanie i ocena koleżeńska. Dzięki nim pisanie może stać się wspólnym doświadczeniem, w którym uczeń nie jest osamotniony. Szczególnie wartościowe może być wykonywanie zadań w parach, a nawet wspólne pisanie eseju z kolegą lub koleżanką. Kiedy dwoje uczniów pracuje nad tekstem, musi omówić jego treść i wspólnie podejmować decyzje. Włączenie oceny koleżeńskiej, opartej na informacji zwrotnej udzielanej na różnych etapach pisania, może zmniejszyć pokusę korzystania ze sztucznej inteligencji. Uczniowie uczą się odpowiedzialności za wspólną pracę i dostrzegają, że wyręczanie się AI może być nieuczciwe wobec partnera.

 

– Częściowe zastępowanie prac pisemnych dyskusjami, debatami, analizą tekstów czy odgrywaniem scen. Dzięki temu uczniowie mogą wykazać się zrozumieniem najważniejszych tematów i idei.

 

– Powrót do pisania ręcznego, które według badań edukacyjnych może wspierać głębsze przetwarzanie informacji i samodzielne myślenie.

 

Trzeba również podkreślać, że pisania należy się uczyć, a umiejętność tę można rozwijać przede wszystkim poprzez samodzielną praktykę. Sztuczna inteligencja obiecuje uwolnienie nas od wysiłku związanego z myśleniem i pisaniem, ale korzystanie z niej jako substytutu własnej pracy nie uczy i nie rozwija umiejętności pisarskich.

 

Inspiracja: artykuł Davida Alma opublikowany w serwisie Edutopia.

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl

 

 

Polecam także zapoznanie się z innymi tekstami, zamieszczonymi ostatnio na blogu „OK. NAUCZANIE”:

 

Co daje obserwacja własnych lekcji?  –  TUTAJ

 

Zróżnicowana klasa – Frajda z nauczania  –  TUTAJ

 



Dzisiaj na „Portalu dla Edukacji” zamieszczono obszerny tekst, powstały na podstawie materiałów z Polskiej Agencji Prasowej, informujący o kolejnych zmianach w podstawach prawnych, regulujących działalność szkół. Oto jego fragmenty i link do pełnej wersji tego tekstu:

 

 

Dyrektorzy szkół lub upoważnieni pracownicy będą mogli kontrolować bagaże i odzież wierzchnią, a także miejsca ich przechowywania, także przy użyciu wykrywaczy metali – wynika z założeń projektu ustawy. Ministerstwo Edukacji Narodowej proponuje też pomoc prawną i psychologiczną dla nauczycieli. […]

 

Chodzi o planowane zmiany w ustawie – Prawo oświatowe oraz innych ustawach, których założenia opublikowano w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

 

Celem zmian jest zwiększenie bezpieczeństwa uczniów i pracowników przedszkoli, szkół oraz placówek oświatowych. Zdaniem MEN na „pilną potrzebę wzmocnienia stanu bezpieczeństwa na terenie jednostek systemu oświaty” wskazują wydarzenia, do których doszło na terenie mazowieckich szkół w październiku 2026 r.

 

Resort zaznaczył, że wobec „napiętej sytuacji międzynarodowej i możliwych aktów dywersji, także w szkołach lub placówkach, konieczne jest stworzenie podstaw prawnych do skutecznego przeciwdziałania realnym zagrożeniom, jakie mogą wystąpić w jednostkach systemu oświaty„.

 

Chodzi m.in. o rozszerzenie zakresu uprawnień dyrektora przedszkola, szkoły lub placówki oraz osoby kierującej publiczną lub niepubliczną inną formą wychowania przedszkolnego – w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa uczniom i nauczycielom w czasie zajęć organizowanych przez szkołę lub placówkę.[…]

 

Zgodnie z założeniami projektu, dyrektorzy lub upoważnieni przez dyrektora pracownicy, mieliby prawo do przeprowadzania takich kontroli, także z wykorzystaniem urządzeń wykrywających metal. Możliwe byłoby też kontrolowanie miejsc, w których uczniowie zostawiają podręczniki i przybory szkolne lub bagaże i odzież wierzchnią.

 

Projekt miałby też określać zasadę, że „kontrolę przeprowadza się z poszanowaniem godności oraz innych dóbr osobistych osoby, której ta kontrola dotyczy„. […]

 

Zgodnie z założeniami dyrektor szkoły lub placówki (lub inny upoważniony pracownik) „będzie miał obowiązek odebrania tych przedmiotów i złożenia w miejscu uniemożliwiającym ich użycie i zapewniającym ich nienaruszalność„. W przypadku osób niepełnoletnich możliwe byłoby też odebranie wyrobów tytoniowych lub papierosów elektronicznych.

 

Dyrektor miałby powiadomić policję i przekazać funkcjonariuszom odebrane przedmioty. W przypadku ucznia niepełnoletniego powiadamiani byliby również rodzice i sąd rodzinny.

 

W sytuacji odmowy poddania się kontroli dyrektor miałby obowiązek powiadomienia policji. […]

 

Resort zaproponował też zmiany dotyczące zwiększenia bezpieczeństwa dzieci i uczniów w niepublicznych jednostkach systemu oświaty, „w szczególności zwiększenie ochrony przed przestępstwami na tle seksualnym„. Założenia obejmują więc też ustawę o ochronie małoletnich.

 

MEN zwróciło uwagę, że dotychczasowe rozwiązania dotyczące funkcjonowania Rejestru Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym „stanowią istotny instrument prewencyjnej ochrony małoletnich, jednak praktyka stosowania tych regulacji wskazuje na potrzebę ich wzmocnienia i doprecyzowania, w szczególności w celu zwiększenia skuteczności mechanizmów weryfikacyjnych oraz zapewnienia pełniejszej realizacji funkcji ochronnej” tego rejestru.

 

Chodzi np. o rozszerzenie zakresu przekazywanych organowi ewidencyjnemu przez osobę fizyczną zamierzającą prowadzić szkołę lub placówkę niepubliczną danych o nazwisko rodowe, imię ojca, imię matki, datę urodzenia i numer PESEL.

 

Dodatkowe dane mają pozwolić organowi ewidencyjnemu na weryfikację danych takiej osoby w rejestrze. […]

 

Chodzi m.in. o rozszerzenie przysługującej nauczycielom ochrony przewidzianej dla funkcjonariuszy publicznych. Zgodnie z założeniami projektu, nauczyciel mógłby skorzystać z niej również wtedy, „jeżeli bezprawny zamach na jego osobę został podjęty z powodu wykonywanego przez niego zawodu„.

 

Ustawa miałaby wskazywać wprost obowiązki dyrektorów szkół i organów prowadzących szkoły w przypadku popełnienia wobec nauczyciela przestępstw opisanych w kodeksie karnym: naruszenia nietykalności cielesnej, znieważenia i czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego.

 

Nakładałaby też na organ prowadzący szkołę obowiązku zapewnienia nauczycielowi pokrzywdzonemu tymi przestępstwami (podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych lub z powodu wykonywanego przez niego zawodu) i na jego wniosek – bezpłatnej pomocy prawnej w postępowaniu karnym, w którym nauczyciel uczestniczy w charakterze pokrzywdzonego lub oskarżyciela posiłkowego.

 

Organ miałby też na wniosek nauczyciela zapewnić mu bezpłatną pomoc psychologiczną „w przypadku wystąpienia sytuacji bezpośrednio zagrażających życiu lub zdrowiu nauczyciela podczas lub w związku z pełnionymi obowiązkami służbowymi”.

 

Osobą odpowiedzialną za projekt jest wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer. Planowany termin przyjęcia projektu przez rząd to I kwartał 2027 r.

 

 

 

Cały tekst „Kontrole plecaków i wykrywacze metali w szkołach. MEN szykuje zmiany”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.portalsamorzadowy.pl/edukacja/