Pro-fesor* Czachorowski, choć jest hydrobiologiem i entomologiem, w szczególności zajmujący się chruścikami, jest także autorem zamieszczanych od czasu do czasu na jego blogu tekstów, (bloga nazwał prowokacyjnie „Profesorskie Gadanie”), podejmujących wiele tematów nie z biologicznej półki. Tym razem zamieścił posta z dziedziny językoznawstwa:

 

 

O tym, jak jedna sylaba może zmienić cały świat

 

Dodając mały fragment można zmienić znaczenie całości. Zmienia się system. Bo całość to coś więcej niż suma części. Kontekst i sąsiedztwo zmienia znaczenie obrazu. Jak z rzeczownika obraz zrobić czasownik, czyli zmieć w czynność? Można obrazować lub obrazić. Ruszyć (uczasownikować) „rzecz” można na różne sposoby a za każdym razem otrzymamy nieco inny sens. Idźmy dalej i sprawdźmy co się stanie ze słowem „obrazić”, gdy dodamy różne przedrostki czyli nieco ozdobimy całość małymi dodatkami (czyli zmienimy kontekst).

 

Gdyby ktoś powiedział mi, że filozofia mieści się w prefiksach, w pierwszej chwili roześmiałbym się. Ale już zobaczenie jednego przykładu, obrazu, wybija z tego poczucia pewności. Weźmy zatem słowo „obrazić”. Pozornie zwyczajne, nawet trochę przykre – bo przecież nikt nie lubi być obrażony ani obrażany. A jednak wystarczy dostawić do niego dwie, trzy litery z przodu, a znaczenie wywraca się do góry jak naleśnik na patelni.

„Obrazić” pochodzi od prasłowiańskiego obrazu – kształtu, podobizny, formy. Obrazić kogoś pierwotnie znaczyło tyle, co zniekształcić jego wizerunek, naruszyć godność. To już samo w sobie jest niebezpieczne: obraz jako akt złego malarstwa na czyjejś duszy. Paradoksalnie jest więcej innych słów o podobnym znaczeniu. Niżej podaję tylko 10 przykładów, a zapewne znajdzie się więcej.

 

Znieważyć – oznacza obrażenie kogoś, używając obraźliwych słów lub zachowań.

 

Urazić – dotyczyć może sytuacji, gdy ktoś czuje się urażony czyimś zachowaniem, ale niekoniecznie jest to celowe. Możemy urazić nieprawdziwym obrazem kogoś lub sytuacji z nim.

 

-hańbić – oznacza publiczne poniżenie kogoś, co prowadzi do utraty honoru. Plama na honorze to tez może być obraz.

 

-Poniżyć – odnosi się do działania, które ma na celu upokorzenie kogoś.

 

-Obmówić – oznacza mówienie źle o kimś za jego plecami.

 

-Oczernić – to działanie mające na celu zaszkodzenie czyjejś reputacji poprzez rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Oczernianie ma jakiś związek z obrazem, który został zaczerniony, pobrudzony czernią.

 

-Zelżyć – używane w kontekście obrażania kogoś w sposób wulgarny.

 

-Zniesławić – podobne do oczerniania, ale często odnosi się do publicznego rozpowszechniania fałszywych informacji. Zły obraz sławy.

 

-Zbezcześcić – odnosi się do profanacji czegoś, co jest uważane za święte lub szanowane. Sprofanować obraz kogoś.

 

-Zhańbić – podobne do zhańbienia (chyba do zbeszczeszczenia – WK), ale często odnosi się do działań, które naruszają czyjąś godność. Naruszają czyjś obraz w szerokim sensie.

 

Ale jeśli sięgnąć jeszcze głębiej w analizy etymologiczne, to obraz obrazu robi się jeszcze bardziej złożony. W „Słowniku etymologicznym języka polskiego” Aleksandra Brüknera takie znajdujemy wyjaśnienie: „obraz, obrazek; obrazowy, obrazkowy, obraźnik (…) oznaczał pierwotnie wyrzezaną w drzewie (od rzezać, p. raz) lub wyciosaną w kamieniu postać”. Obraz jako podobizna miałby zatem swoje pochodzenie w rezaniu, rzezaniu, ryciu w drewnie czy to w kamieniu. Obraz więc byłby podobizną wyrytą, wyrezaną. Ale wróćmy do słowa „obrazić”.

 

Teraz dostawmy przedrostek „wy-”. I możemy już wyobrazić sobie jaki obraz przyjmuje nowa, nieco zmieniona całość. Wyobrazić to już zupełnie inna bajka czyli wy-tworzyć obraz, wyjąć go z niebytu i wystąpić, okazać przed umysłem. Obraz którego jeszcze nie ma, ale jest w wyobraźni i może się zobrazować. Tam, gdzie „obrazić” niszczy czyjąś postać, „wyobrazić” za sprawą umysłu coś tworzy i nie ma negatywnego kontekstu. Czyż nie jest to fascynujące, że jeden rdzeń może być jednocześnie aktem wandalizmu i aktem tworzenia świata, w zależności od tego, przez które drzwi językowe się wejdzie? Jaka przedrostkowa zapowiedź (albo jej brak) przed tym rdzeniem słownym się pojawi, taki i wynik końcowy mamy. Przedrostkowa zapowiedź zmienia sposób patrzenia na rdzeń słowny czyli nasz obraz.

 

A co się stanie, gdy dodamy z przodu „prze-”? Przeobrazić się nie obraża ale zmienia, wprowadza metamorfozę. Tak jak u płazów czy owadów z przeobrażeniem. Wodna larwa chruścika (kłódki) przeobraża się w imago ze skrzydłami i lądowym trybem życia. I nie dlatego, że ktoś ją obraził, ani że sobie ją wyobraził, tylko dlatego, że „prze-” niesie w sobie ideę przejść na drugą stronę, w tym przypadku zmianę formy z larwy na imago oraz zmianę środowiska wodnego na lądowe. Przedrostek „prze-” to taki tunel językowy – wchodzisz do jednego z kształtów, a wychodzisz z innym.

 

Czytaj dalej »



Oto fragmenty (i link do jego pelnej wersji) tekstu Katarzyny Mazur, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, informującego o najtrudniejszym problemie, przed którym stanęli dyrektorki i dyrektorzy polskich szkół na progu nowego roku szkolnego:

 

 

Szkoły kompletują kadrę osobami bez kwalifikacji. O tych nauczycieli jest najtrudniej

 

Jeszcze w ostatnich tygodniach wakacji dyrektorzy poszukiwali tysięcy nauczycieli i specjalistów – od nauczycieli wychowania przedszkolnego, przez matematyków po pedagogów specjalnych. Odpowiedź MEN na poselski niepokój stanem kadrowym polskiej szkoły pokazuje, gdzie rekrutacja była najtrudniejsza, ilu nauczycieli pracowało za zgodą kuratora bez wymaganych kwalifikacji oraz dlaczego liczby ogłoszeń nie należy utożsamiać z liczbą wakatów.

[…]

 

Według informacji opublikowanych na stronach kuratoriów oświaty 20 sierpnia 2026 r. w szkołach prowadzonych przez jednostki samorządu terytorialnego i ministrów znajdowały się 10 303 oferty pracy dla nauczycieli. Ich łączny wymiar wynosił dokładnie 7142,58 etatu, w tabeli resortu zaokrąglony do 7143 etatów.

 

Oznacza to, że jedna oferta odpowiadała średnio około 0,69 etatu. Dane wskazują więc na znaczny udział propozycji zatrudnienia w niepełnym wymiarze. Liczby nie obejmują przy tym całego rynku oświatowego, lecz placówki prowadzone przez samorządy i ministrów.

 

Porównanie stanu na 20 sierpnia w kolejnych latach nie pokazuje wzrostu liczby ogłoszeń. W 2023 r. było ich 23 tys., w 2024 r. – 12 524, w 2025 r. – 10 611, a w 2026 r. – 10 303. W stosunku do poprzedniego roku liczba ofert zmniejszyła się o 308, czyli o około 2,9 proc. Łączny wymiar wolnych etatów spadł z 7294 do 7143, a więc o około 2,1 proc. […]

 

Największą kategorię stanowiły oferty dla nauczycieli współorganizujących kształcenie. Było ich 1258, a ich łączny wymiar wynosił 1181 etatów. Na drugim miejscu znalazło się wychowanie przedszkolne – 1202 oferty i 1113 etatów. Te dwie kategorie odpowiadały razem za niemal jedną czwartą wszystkich ogłoszeń i prawie jedną trzecią wykazanego wymiaru etatów.

 

Duże zapotrzebowanie dotyczyło również psychologów. Kuratoria wykazywały 719 ofert, które odpowiadały jednak tylko 417 pełnym etatom. Ta różnica pokazuje, że wiele szkół poszukuje psychologów na część etatu albo na ograniczoną liczbę godzin.

 

Wśród nauczycieli przedmiotowych najwięcej ofert skierowanych było do matematyków – 556 ogłoszeń i 451 etatów. Szkoły poszukiwały również nauczycieli języka angielskiego – 516 ofert i 320 etatów – oraz polonistów – 493 oferty obejmujące 405 etatów. W przypadku przedmiotów zawodowych wykazano 468 ofert i 358 etatów.

 

 

 

Na dalszych miejscach znalazły się stanowiska wychowawców świetlic szkolnych – 335 ofert i 296 etatów, pedagogów specjalnych – 299 ofert i 180 etatów oraz nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej – 295 ofert i 285 etatów. Szczególnie w przypadku psychologów, pedagogów specjalnych i anglistów widoczny jest duży udział zatrudnienia niepełnoetatowego.

 

Pod względem rodzaju placówki niemal połowa wszystkich ogłoszeń pochodziła ze szkół podstawowych. Było ich 4769. Zespoły szkół i placówek oświatowych opublikowały 3068 ofert, przedszkola – 1710, a licea ogólnokształcące – 311. […]

 

Ponad 8 tys. nauczycieli bez wymaganych kwalifikacji

 

W roku szkolnym 2025/2026 za zgodą kuratora oświaty zatrudnionych było 8085 nauczycieli bez wymaganych kwalifikacji. Odpowiadało to 5308,85 etatu. Dane odnoszą się do stanu na 30 września 2025 r., odczytanego z bazy 18 sierpnia 2026 r.

 

Osoby te stanowiły około 1,29 proc. wszystkich zatrudnionych nauczycieli. Po przeliczeniu na pełne etaty ich udział wynosił 0,83 proc. wszystkich etatów nauczycielskich.

 

Resort przedstawił także dane z siedmiu kolejnych lat szkolnych. Wynika z nich, że udział nauczycieli zatrudnianych bez wymaganych kwalifikacji systematycznie maleje. W roku szkolnym 2019/2020 było to 2,4 proc. nauczycieli i 1,49 proc. etatów. W 2022/2023 wskaźniki wynosiły odpowiednio 1,99 i 1,23 proc., w 2023/2024 – 1,49 i 0,9 proc., a w 2024/2025 – 1,4 i 0,89 proc. Wyniki z roku 2025/2026 są najniższe w całym przedstawionym zestawieniu. […]

 

Liczba osób bez wymaganych kwalifikacji, które rozpoczęły pracę w roku szkolnym 2026/2027, nie była jeszcze znana w chwili przygotowywania odpowiedzi.

 

 

Cały tekst „Szkoły kompletują kadrę osobami bez kwalifikacji. O tych nauczycieli jest najtrudniej”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

x           x           x

 

Podstawową przyczynę opisanego powyżej kryzysu kadrowego w oświacie jest inny, pogłębiający się proces, o którym informuje „Portal dla Edukacji” w artykule „Nauczyciele zepchnięci na margines. W 2027 r. osiągną historyczne dno”. Oto jego lead i link do pełnej treści:

 

Jeżeli utrzyma się obecny trend w kwestii wynagrodzeń, w przyszłym roku osiągniemy historyczne dno. To znaczy nauczyciel dyplomowany będzie zarabiał mniej niż 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej. I tak się kończą obietnice rządu – mówią nauczyciele na początku nowego roku szkolnego. […]

 

Treść artykułu „Nauczyciele zepchnięci na margines. W 2027 r. osiągną historyczne dno”  –  TUTAJ

 

 

 

 

 



 

                                                         Budynek, w którym działa XLIV LO w Łodzi

 

 

Dopiero teraz znalazłem ten tekst Marii Stefańskiej, zamieszczony na stronie „Gazta Wyborcza ŁÓDŹ”  25 sierpnia, ale ze wszech miar jest on godny upowszechnienia:

 

 

Świetlica w tym liceum to nie przechowalnia. Tu uczniowie usłyszą „jesteś ważny”

 

 

– Nie chciałabym, żeby młody człowiek, który potrzebuje chwili wytchnienia, musiał siedzieć skulony na szkolnym korytarzu, w kącie czy w toalecie – mówi nauczycielka.

 

To jedyna szkoła w Polsce, w której wszystkie klasy są terapeutyczne.W każdej z nich uczy się maksymalnie 15 uczniów.  – To młodzież wyjątkowa, ale z dużymi problemami – przyznaje Janusz Sapiński, dyrektor XLIV LO w Łodzi. Bardzo wiele osób zmaga się z zaburzeniami lękowymi, depresją czy trudną sytuacją domową.

 

Dodając, że jego uczniowie to często osoby bardzo zdolne, twórcze i wrażliwe. Nie zawsze odnajdywały swoje miejsce w innych szkołach. Dlatego tak ważne jest, aby stworzyć dla nich bezpieczną przestrzeń. Tak, żeby nikt nie czuł się „inny” lub pominięty. – Świetlica zamiast galerii handlowej, ulicy, przystanku czy przypadkowego miejsca, w którym mogą trafić na niewłaściwe wzorcezaznacza dyrektor Janusz Sapiński.

 

To nie będzie też miejsce, gdzie nauczyciel ogranicza się do pilnowania uczniów w czasie swojego dyżuru na długiej przerwie. – Nie chcemy tworzyć „przechowalni uczniów” ani tradycyjnej świetlicy kojarzonej ze szkołą podstawową. Chcemy stworzyć miejsce, które będzie żyło swoim rytmem i odpowiadało na rzeczywiste potrzeby młodzieży podkreśla Katarzyna Federowicz, koordynatorka projektu i nauczycielka języka niemieckiego.

 

Dać uczniowi poczucie, że jest potrzebny

 

Pomieszczenie przeznaczone na świetlicę już jest wybrane – ma około 40 metrów kwadratowych. Tutaj będzie można usiąść, wyciszyć się, porozmawiać, ale też odrobić lekcje, przygotować do sprawdzianu czy po prostu – pobyć w spokojnym otoczeniu. – Uczeń, który jest dobry z matematyki, języka czy innego przedmiotu, mógłby pomóc koledze, który ma trudności. To pozornie prosty pomysł, ale daje młodym coś niezwykle ważnego – poczucie, że są potrzebni, że mają coś wartościowego do zaoferowania – tłumaczy Federowicz.

 

W rozmowie wielokrotnie wraca słowo „sprawczość”. Bo świetlica ma nie tylko pomóc uczniom przetrwać trudniejszy dzień. Ma też im dawać poczucie, że mogą coś stworzyć, komuś pomóc i mieć wpływ na swoje otoczenie.  – Wielu młodych ludzi potrzebuje dziś usłyszeć: „jesteś tutaj ważny”, „masz swoje miejsce”, „ktoś cię zauważa”, „potrafisz coś zrobić i możesz być potrzebny innym” – podkreśla koordynatorka projektu.

 

Przychodzą do szkoły nawet w wakacje

 

Nauczyciele dostali już zielone światło od rady rodziców i deklarację pomocy w wyposażeniu świetlicy. Miałaby ona działać trzy–cztery godziny po południu, czyli jakieś 20 godzin tygodniowo. W tym czasie uczniowie mogliby korzystać ze wsparcia osób z odpowiednimi kwalifikacjami. – W wakacje miałem sytuacje, kiedy do szkoły przychodziło dwóch, trzech czy czterech uczniów. Chcieli po prostu się przywitaćmówi Janusz Sapiński.

 

Szkoła na razie szuka funduszy, m.in. sponsorów, bo nie chodzi też o to, aby nauczyciele pracowali w świetlicy za darmo.

 

Jeśli jednak pieniędzy nie uda się znaleźć od razu, projekt nie upadnie. Szkoła będzie szukać innych rozwiązań, również częściowo opierając się na wolontariacie. Dyrektor podkreśla, że praca z młodzieżą wymagającą wsparcia powinna być prowadzona przez osoby odpowiednio do tego przygotowane.

 

Szkoła zapyta uczniów, czego potrzebują

 

Planowane są zajęcia integracyjne, plastyczne, muzyczne, rękodzielnicze czy filmowe. Ważnym elementem ma być także wolontariat młodzieży.  Ale najważniejszym krokiem będzie zapytanie uczniów, czego oni potrzebują. Na początku roku szkolnego zostaną poproszeni o udział w ankiecie. To będzie zaproszenie do współtworzenia świetlicy.

 

Federowicz: Chciałabym, żeby szkoła była dla nich nie tylko miejscem zdobywania wiedzy, ale również tym, do którego chce się przychodzić. Miejscem, w którym można znaleźć drugiego człowieka, odkryć swoje mocne strony i przekonać się, że ma się w życiu coś wartościowego do zaoferowania.

 

 

Źródło: www.lodz.wyborcza.pl/lodz/

 x           x           x

 

O tym liceum zamieściłem przed kilkoma laty materiał, zatytułowany „Było w Łodzi takie liceum… Dalej jest, ale już nie całkiem takie….”  Warto sobie teraz przypomnieć ten tekst  –  TUTAJ

 

 



 

Refleksje weterana oświaty po lekturze raportu „Szkoła do życia”

 

 

Przed tygodniem tematem eseju było: „Z czym będą musieli poradzić sobie nauczyciele i uczniowie w nowym roku szkolnym”. Jako że jest jeszcze za wcześnie, aby na warsztat brać jakieś  problemy, o których dowiedziałem się podczas minionego, pierwszego tygodnia nauki, postanowiłem powrócić to problemu, który „wypłynął” (przynajmniej dla mnie) po opublikowaniu przez CEO  raportu „Szkoła do życia” – o czym poinformowałem na OE 29 sierpnia w materiale 25 %Polaków dobrze ocenia współczesną szkołę, a 36 % ocenia ją negatywnie”.

Kto tego nie czytał niechaj to teraz uczyni – będzie lepiej mógł interpretować treść tego eseju.

 

Ale „kołem zamachowym” moich dzisiejszych refleksji postanowiłem uczynić fragmenty tekstu, który wyczytałem na portalu „PRESS”:

 

Zgodnie z wynikami badań Centrum Edukacji Obywatelskiej Polacy chcą szkoły praktycznej, ale nie rezygnującej z wiedzy. Wymagającej, lecz przyjaznej. Diagnoza zaskakująco zgodna: szkoły nie trzeba burzyć. Wystarczy ją trochę przemeblować. […] Polacy chcą szkoły, która pozwoli zjeść ciastko i mieć ciastko. Oczekujemy, że uczęszczanie do placówki edukacyjnej zapewni młodym ludziom niezbędną (ale i przydatną!) wiedzę, praktyczne umiejętności potrzebne w dorosłym życiu, ukształtuje w nich postawę pełną empatii i – nieprzypadkowo, jednak nieco przy okazji – wychowa.

W tym wszystkim ma oczywiście pozostać sprawiedliwa i przyjazna. Aż chciałoby się zapytać: „Może jeszcze frytki do tego?”.

[Źródło: https://oko.press/]

 

 

To teraz pora na to, abym ja ujawnił moje, nie tylko refleksje ale i  przekonania. A – przypominam – będzie to punkt widzenia osoby, która ze szkołą zetknęła się we wczesnym PRL-u (szkoła podstawowa – 1951 – 1958), maturę robiłem w niepierwszoligowym liceum w 1963 roku), osoby która szkołę poznała „od środka” w jej wersji instytucjonalnej podczas gdy sprawowałem stanowisko dyrektora Zespołu Szkół Budowlanych (w latach 1993 – 2005), zaś z punktu widzenia rodzica lub opiekuna uczniów – kiedy mój syn był uczniem podstawówki (1980 – 1988), a później liceum, ale także w latach 1972 – 1975 kiedy pracowałem w domu dziecka – jako wychowawca, a po roku jako z-ca dyrektora d.s. domu dziecka w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym..

 

Aktualnie moja wiedza o szkole to efekt bycia – od 13-u lat –  redaktorem „Obserwatorium Edukacji”, czyli z pozycji „kibica”. Bo kibicuję nauczycielom i uczniom, ale nie zmieniającym się politykom, którzy wszak decydują o pryncypialnych sprawach polskiej oświaty –  niezależnie od ich „barw” politycznych.

 

Bardzo spodobała mi się ta synteza oczekiwań wobec polskiej szkoły w wersji zaprezentowanej przez portal „PRESS”. Przypomnę ją jeszcze raz:

 

„Polacy chcą szkoły, która pozwoli zjeść ciastko i mieć ciastko. Oczekujemy, że uczęszczanie do placówki edukacyjnej zapewni młodym ludziom niezbędną (ale i przydatną!) wiedzę, praktyczne umiejętności potrzebne w dorosłym życiu, ukształtuje w nich postawę pełną empatii i – nieprzypadkowo, jednak nieco przy okazji – wychowa.”

 

Ale mnie dziesiątki lat życiowych doświadczeń każe wszystkie takie mrzonki między bajki wkładać. Dlaczego uważam, ze  wizja takiej szkoły to mrzonka? Bo w wyobrażalnej dziś przyszłości nie widzę warunków, które gwarantowałyby praktyczną realizację takiej utopii.

 

Po pierwsze – dlatego, że o tym jaką jest szkoła (i ile na jej funkcjonowanie jest pieniędzy)  decydują władze centralne. A te były, są i jeszcze długo będą w gestii polityków. Ci zaś uważają za punkt honoru, by po każdym przejęciu władzy od poprzedniej opcji, pozmieniać ile się da z tych decyzji, które w obszarze oświaty podjęli poprzednicy. Tym bardziej, że rzadko kiedy na czele ministerstwa edukacji stoi ktoś kompetentny, znający z autopsji problemy uczniów i nauczycieli. Właśnie przypomniałem sobie takiego profesora-ministra (ale nie z Lublina), który zapytany przez dziennikarkę skąd czerpie wiedzę o szkole, odpowiedział: „bo mam siostrę nauczycielkę”…

 

Po drugie – bo tak naprawdę o tym jaką jest konkretna szkoła decydują nauczyciele, pracujący pod kierunkiem kompetentnego dyrektora. A z tym – NIESTETY – jest coraz gorzej. I nie dlatego, że  owi nauczyciele są oportunistami, konserwatystami z natury, albo po prostu niedorastającymi do zadań. Pewnie i tacy gdzieś mogą się trafić. Ale dlatego, że jako kategoria zawodowa znajdują się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Począwszy od – obiektywnej – deprecjacji płacowej, poprzez – będącą tego skutkiem – słabnącą motywację do pracy, oraz zjawisko „starzenia się” tej kategorii zawodowej i  coraz słabszy napływ do zawodu młodych absolwentów studiów nauczycielskich.

 

Sytuację dodatkowo pogarsza, obserwowana w ostatnim dwudziestoleciu jako efekt spadku autorytetu zawodu nauczyciela, coraz bardziej roszczeniowa, a często wręcz agresywna, postawa rodziców uczniów wobec nauczycieli. Gdy sobie przypomnę z jakim szacunkiem ja traktowałem nauczycieli mojego syna, a nawet gdy wspomnę nie tak odległy czas – sprzed 20-u, 30-u lat, kiedy dyrektorowałem w ”Budowlance”, kiedy przypomnę sobie zebrania z rodzicami – to oświadczam, że opisywane dzisiaj zachowania rodziców wobec nauczycieli były wtedy nie do pomyślenia.

 

A nadzieja na rewolucję w oświacie, jakiej dokonają młodzi, którzy nieubłaganie będą musieli zastąpić dzisiejszych 60-o i  50-olatków także, jak na razie, jest płonna. A to wszystko przez stagnację w metodach kształcenia nowego „narybku” nauczycieli w polskich szkołach wyższych. Przypomnę, że nauczyciele przedmiotowi są edukowani niejako „przy okazji” studiów polonistycznych, matematycznych, biologicznych, geograficznych lub innych, kształcących magistrów w tej czy innej  dyscyplinie. Od pewnego czasu na pilną konieczność dokonania radykalnych zmian w kształceniu nauczycieli zwracało wielu ekspertów i doświadczonych praktyków. Dotyczy to zwłaszcza zwiększenia liczby godzin na metodykę nauczania przedmiotu, ale i na metodyki wychowania. A przede wszystkim podnoszony jest problem zbyt krótkich praktyk „u boku mistrza” a generalnie – bra „szkół ćwiczeń przy uczelniach – jak to było zasadą przed półwieczem. Ostatnio tematem tym zajęło się środowisko SOS dla edukacji. Oto fragmenty jednego z tekstów na ten temat, zamieszczonego na ich portalu:

 

Od początku 2026 roku SOS dla Edukacji wskazuje na konieczność zmiany standardów kształcenia nauczycieli i uporządkowania rozporządzenia o kwalifikacjach. W ramach prac SOS powstała grupa robocza złożona z przedstawicieli środowiska akademickiego, szkół i organizacji społecznych. Przygotowaliśmy wspólnie propozycję zmian w rozporządzeniu o standardach kształcenia i wielokrotnie zwracaliśmy uwagę MEN i MNiSW na problemy, jakie obecne przepisy powodują na uczelniach. […]Wystąpiliśmy w trybie dostępu do informacji publicznej do dwóch instytucji wskazywanych jako zaangażowane w ten proces – Akademii Pedagogiki Specjalnej oraz Instytutu Badań Edukacyjnych. Zapytaliśmy o cele i pytania badawcze, kryteria oceny standardów, metodologię, dobór próby, grupy badane, źródła danych, narzędzia badawcze, harmonogram oraz sposób zapewnienia niezależności i bezstronności badania. […] APS poinformowała, że 31 lipca 2026 r. zawarła z MEN umowę na realizację zadania „Kształcenie nauczycieli w polskich uczelniach – prognoza dla rynku nauczycielskiego. […] To potrzebne informacje. Nie są jednak odpowiedzią na pytanie, czy obowiązujący standard kształcenia nauczycieli jest dobrze zaprojektowany i czy rzeczywiście przygotowuje przyszłych nauczycieli do pracy w szkole.”

 

 

[Cały tekst „MEN mówi o ewaluacji standardów kształcenia nauczycieli. Odpowiedzi APS i IBE pokazują, że takiego badania nie ma”  –  TUTAJ]

 

 

Jaki z tego końcowe wnioski?

 

Pierwszy – „Jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził”.

 

Drugi – oddzielić system oświaty od upolitycznionego systemu państwowego i przekazać ten obszar w ręce pozapartyjnej Rady Edukacji Narodowej, albo Narodowej Agencji Edukacji, a najlepiej – bezpartyjnej komisji eksperckiej.

 

Ufff… skończyłem!

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 

 

 

 

 

 



Na sobotnią lekturę proponuję – po raz pierwszy po wakacjach –  tekst prof. Bogusława Śliwerskiego z jego bloga „Pedagog”, teraz w nowej wersji – już bez dat zamieszczania postów:

 

 

                                                              Wynik egzaminu nie jest miarą całej szkoły

 

 

Najsilniejszym instrumentem centralizacji polskiej szkoły nie musi być ani ministerialne rozporządzenie, ani kontrola kuratorium. Jest nim egzamin zewnętrzny.

 

Egzamin ósmoklasisty obejmuje zadania, wymagania i procedury określane centralnie, a CKE publikuje informatory przedmiotowe oraz harmonogramy. Podobnie egzamin maturalny funkcjonuje według centralnie przygotowanych formuł, informatorów i komunikatów.

 

Nie chodzi o to, że egzaminy są niepotrzebne. Problem polega na ich ustrojowej sile.

 

Egzamin wpływa na aspiracje uczniów, zachowania rodziców, strategie dyrektorów, pracę nauczycieli, rynek korepetycji, wybór szkół i medialne rankingi. To, co jest mierzone, zaczyna być uznawane za ważne. To, czego egzamin nie mierzy, stopniowo przesuwa się na margines.

 

W ten sposób CKE staje się swoistym ukrytym ministerstwem programu.

 

Formalnie nauczyciel realizuje podstawę programową. Praktycznie jednak w klasach egzaminacyjnych coraz częściej pracuje pod presją formatu zadań, kryteriów oceniania, czasu rozwiązywania arkusza i przewidywanego wyniku.

 

Egzamin, który miał diagnozować efekty kształcenia, zaczyna organizować sam proces kształcenia. Szkoła uczy tego, co da się sprawdzić w standaryzowanym arkuszu. Uczeń poznaje strategie rozwiązywania zadań. Nauczyciel analizuje wymagania egzaminacyjne.

 

Rodzice porównują wyniki własnego dziecka z innymi. Kuratoria oświaty oceniają przedszkola i szkoły a media tworzą rankingi.

 

Dyrektor, który chciałby poświęcić więcej czasu projektom społecznym, debatom, pracy terenowej, edukacji artystycznej, współpracy międzyprzedmiotowej albo pogłębionemu czytaniu, wie, że nikt nie uwzględni tych działań w zestawieniu wyników dzieci, uczniów.

 

To właśnie w tym miejscu ujawnia się sprzeczność polityki państwa. Z jednej strony MEN zapowiada rozwijanie kompetencji społecznych, projektowych i interdyscyplinarnych. Z drugiej strony władza utrzymuje system, w którym o pozycji ucznia i reputacji szkoły w znacznym stopniu decydują indywidualne, standaryzowane egzaminy przedmiotowe.

 

Nie można jednocześnie promować pedagogiki współpracy i budować kultury szkolnej wokół indywidualnej rywalizacji egzaminacyjnej. Wynik egzaminacyjny może dostarczać ważnych informacji. Nie powinien jednak być traktowany jako syntetyczna miara jakości szkoły.

Rezultat ucznia zależy nie tylko od pracy nauczycieli, ale także od kapitału kulturowego rodziny, sytuacji materialnej, miejsca zamieszkania, dostępu do korepetycji, stanu zdrowia, wcześniejszych doświadczeń edukacyjnych i motywacji.

 

Szkoły funkcjonują w bardzo różnych środowiskach. Porównywanie ich na podstawie surowych wyników może prowadzić do nagradzania placówek, które pracują z uczniami już uprzywilejowanymi, oraz do stygmatyzowania szkół wykonujących niezwykle trudną pracę w środowiskach defaworyzowanych.

 

Egzaminy nie mierzą również wielu wartościowych efektów edukacji: odpowiedzialności, solidarności, zdolności współpracy, odwagi cywilnej, wyobraźni, troski o innych, kultury dialogu, dojrzałości moralnej czy zdolności rozwiązywania konfliktów.

 

Można osiągać wysokie wyniki egzaminacyjne, nie tworząc dobrej szkoły.

 

Można też tworzyć dobrą szkołę, której najważniejszych osiągnięć nie widać w tabelach CKE. Polityka oparta na wskaźnikach łatwo myli to, co mierzalne, z tym, co wartościowe.

 

 

 

Źródło: www.sliwerski-pedagog.blogspot.com/

 

x           x           x

 

 

Jako że powyższy tekst nie był długi – przy okazji – proponuję jeszcze  wcześniej zamieszczony post, zatytułowany „Kontrowersje związane z egzaminem maturalnym”  –  TUTAJ

 

 



Raport powstał z inicjatywy Centrum Edukacji Obywatelskiej w partnerstwie z Fundacją International Rescue Committee Polska (IRC).

 

 

W polskich szkołach jest już prawie 150 000 młodych ludzi, którzy znaleźli u nas schronienie przed wojną. W co czwartej klasie uczy się przynajmniej jedno dziecko z Ukrainy. Nasz system edukacji może odpowiedzieć na potrzeby emocjonalne, społeczne oraz edukacyjne wszystkich uczniów – zarówno polskich, jak i ukraińskich. W tym celu należy stworzyć warunki sprzyjające integracji edukacyjnej.

 

Od lutego 2022 prowadzimy działania ułatwiające szkołom pracę z nowymi uczniami. Opieramy je na wiedzy zgromadzonej w stale pogłębianych badaniach. Raport „Uczniowie uchodźczy w polskich szkołach”, który właśnie udostępniamy, to efekt unikatowych w skali kraju badań. Dzięki nim uzyskaliśmy głęboki wgląd w sytuację szkół i przybliżyliśmy się do odpowiedzi na pytanie, jak radzą sobie one z potrzebami polskich i ukraińskich uczniów.

 

Raport podsumowuje drugą falę badań, które zleciliśmy. Były one prowadzone przez polsko-ukraiński zespół badaczek i badaczy w ośmiu placówkach różnego typu na terenie całej Polski. Celem projektu było rozpoznanie potrzeb i napięć w społecznościach szkolnych goszczących uczniów i uczennice z Ukrainy – na potrzeby zaprojektowania długofalowego wsparcia dla szkół. Badania miały charakter etnograficzny i objęły w sumie ponad 160 wywiadów, obserwacje i badania wizualne.

 

„Powrót do normalności” jest pożądany, ale potrzebne są rozwiązania systemowe i rozwijanie kompetencji nauczycieli

 

Prawie półtora roku po przybyciu pierwszych uchodźców z Ukrainy w narracjach dyrektorów i nauczycieli dominuje hasło „powrotu do normalności”. Co się pod nim kryje? Obie grupy nabyły przez rok doświadczenia i wypracowały różne schematy postępowania, które zakładają traktowanie uczniów z Ukrainy tak samo, jak polskich. Część nauczycieli dostrzega specyficzne potrzeby uczniów ukraińskich i stara się indywidualizować pracę z nimi, ale nie jest to systemowe podejście.

 

W szkołach obserwujemy nacisk na asymilację (w skrajnych przypadkach sięgający nawet prób zakazania używania języka ukraińskiego w rozmowach między uczniami uchodźczymi), co skutkuje nieuwzględnianiem potrzeb edukacyjnych uczniów ukraińskich oraz wypadaniem z systemu osób niezintegrowanych. Brakuje rozwiązań systemowych wspierających integrację uczniów. Widać też potrzeby lepszego przygotowania nauczycieli do pracy w środowisku międzykulturowym oraz podniesienia umiejętności zarządzania szkołą goszczącą uczniów uchodźczych przez dyrektorów.

 

Uczniowie polscy i ukraińscy funkcjonują w osobnych społecznościach

 

W szkołach obecne jest też podejście separacyjne wyrażające się w tworzeniu klas „cudzoziemskich” lub sadzaniu uczniów ukraińskich razem. Jest ono poważną barierą dla integracji. Najlepsze efekty przynosi tworzenie klas mieszanych z małą liczbą uczniów cudzoziemskich. Jednak takie rozwiązanie w części szkół staje się coraz mniej realne ze względu na dużą liczbę uczniów ukraińskich przyjętych do placówki. W efekcie w szkołach funkcjonują obok siebie równolegle dwie społeczności – ukraińska i polska – z bardzo małą przestrzenią na integrację lub wręcz bez niej.

Świadome i planowe działanie na rzecz integracji uczniów zdarza się rzadko, przez co w szkołach pojawiają się konflikty na tle narodowościowym

 

Możliwości integracji pojawiają się w poprawnie zarządzanych klasach mieszanych lub dzięki organizacji specjalnych wydarzeń, wolontariatu, zajęć pozalekcyjnych czy wyjazdów. Jednak w większości przypadków działań wspierających integrację nie ma lub są one powierzchowne i prowadzone intuicyjnie. Nie są też traktowane jako istotny element zarządzania szkołą czy klasą. Pojawiają się za to konflikty na tle narodowościowym, a nauczyciele nie dysponują kompetencjami by je rozwiązywać. Bez wprowadzenia systemowych i kompleksowych działań integracyjnych w szkołach istnieje duże ryzyko dalszej polaryzacji szkolnych społeczności, eskalacji konfliktów i obniżenia jakości edukacji.

 

W raporcie zwracamy również uwagę na to, że:

 

-formuła oddziałów przygotowawczych nie sprawdza się i prowadzi do izolacji uczniów ukraińskich

 

-nauka języka polskiego jako obcego wymaga standaryzacji

 

-nauka w dwóch systemach edukacyjnych utrudnia integrację

 

-praca z wielokulturową klasą jest dla nauczycieli wyzwaniem

 

-systemy oceniania przestają pełnić swoje kluczowe funkcje

 

-potrzeby emocjonalne uczniów mimo upływu czasu pozostają te same

 

-pojawiły się nowe potrzeby emocjonalne polskich uczniów

 

-wsparcie psychologiczno-pedagogiczne nadal jest wyzwaniem

 

-kontakty rodziców uczniów ukraińskich ze szkołą nie są częste

 

-asystentki międzykulturowe pełnią liczne role, kluczowe z punktu widzenia dobrostanu i integracji uczniów uchodźczych

 

-największe wyzwania z punktu widzenia zarzadzania szkołami goszczącymi uczniów uchodźczych to brak stabilnych i systemowych rozwiązań

 

Dla zapewnienia skutecznej integracji edukacyjnej uczniów cudzoziemskich w polskich szkołach kluczowe są następujące kierunki interwencji:

 

-standaryzacja polityk i działań integracyjnych w zakresie edukacji

 

-stworzenie systemu wspierającego rozwój kompetencji nauczycieli i dyrektorów w zakresie pracy w środowisku zróżnicowanym kulturowo

 

-wprowadzenie systemu pozwalającego na monitorowanie efektywności nauczania

 

-upowszechnienie rozwiązań przeciwdziałających reprodukowaniu wykluczenia

 

[…]

 

 

Źródło: www.ceo.org.pl

 

 

 

 

Uczniowie-cudzoziemcy w polskich szkołach – nowy raport CEO i IRC  –  TUTAJ

 

 

 

 



Dzięki Bożenie Będzińskiej-Wosik – dyrektorce S.P. nr 81 im. Bohaterskich Dzieci Łodzi, dowiedziałem się o bezpłatnym  „Kusie na odporność”, organizowanym wspólnie przez  Fundację Szkoła z Klasą  i  Polsko-Amerykańską Fundację Wolności:

 

 

Sierpniowa rada pedagogiczna wyznacza kierunek na cały rok szkolny. To dobry moment, by obok wielu spraw organizacyjnych znaleźć przestrzeń na rozmowę o dobrostanie i odporności psychicznej uczniów i uczennic. Pomóż nam dotrzeć do kolejnych szkół i przekaż informację o rekrutacji do nowej edycji programu Kurs na Odporność!

 

Dlaczego warto wziąć udział w Kursie na Odporność?

 

Program jest bezpłatny.

 

Nie jest jednorazowym szkoleniem, tylko całorocznym wsparciem dla nauczycieli z przypisaną moderatorką, która zna realia szkoły.

 

Obowiązki związane z programem nie spadają na jedną osobę, bo pracuje nad nim cały zespół.

Kurs na Odporność to bezpłatny program dla szkół podstawowych i ponadpodstawowych.

 

Przez cały rok szkolny pracujecie nad odpornością psychiczną uczniów, ze wsparciem moderatorki programu, z gotowymi materiałami i z możliwością udziału w cyklicznych szkoleniach stacjonarnych i online dla nauczycielek i nauczycieli.

 

Zgłoszenie do programu składa dyrekcja w imieniu szkolnego zespołu. Nabór trwa do 8 września  –  TUTAJ

 

„Kurs na Odporność” to wspólne przedsięwzięcie Fundacji Szkoła z Klasą i Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Program został objęty honorowym patronatem Ministra Edukacji Narodowe

 

 

Źródło: www.facebook.com/bozena.bedzinskawosik/



Nie chciałem tą informacją psuć klimatu uroczystości rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Ale dzisia, z trzydniowym opóźnieniem,  nie mogę nie odnotować na OE protestu nauczycieli zrzeszonych w ZNP przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.  Oto fragmenty informacji ze strony ZNP:

 

Manifestacja ZNP „Politycy do tablicy!”

 

 

Były czerwone kartki dla rządu i polityków, transparenty z hasłami „Politycy do tablicy. Dotrzymacie słowa!” oraz „Premierze, obiecałeś!”, gwizdki i flagi. Tak wyglądała Ogólnopolska Manifestacja Nauczycieli i Pracowników Oświaty ZNP odbywająca się 31 sierpnia 2026 roku przed Kancelarią Premiera.

 

Delegacja protestujących zaniosła do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów apel do premiera Donalda Tuska    

 

(Petycja do Premiera TUTAJ).

 

[…]

 

Jesteśmy tutaj, przed Kancelarią Premiera, bo mamy dość szkoły, która działa dzięki naszemu poświęceniu, zamiast dzięki odpowiedzialności państwa. Jesteśmy tutaj, bo edukacja to nie koszt! Edukacja to inwestycja w przyszłość Polski! Bez dobrej szkoły nie ma dobrze wykształconych młodych ludzi. Nie ma nowoczesnej gospodarki. Nie ma silnego społeczeństwa. Nie ma też bezpiecznego państwa. A bez nauczycieli nie ma dobrej szkoły! Dlatego dzisiaj wywołujemy polityków do tablicy! Tych, którzy złożyli nauczycielkom i nauczycielom bardzo konkretne obietnicemówił prezes ZNP Sławomir Broniarz.

 

Politycy, obiecaliście: powiązanie wynagrodzeń nauczycieli z płacą przeciętną w gospodarce, realny wzrost wynagrodzeń nauczycieli, kadry naukowej oraz pracowników niepedagogicznych oświaty i nauki, podniesienie prestiżu zawodu nauczyciela, wydłużenie obowiązywania nauczycielskich świadczeń kompensacyjnych, odbiurokratyzowanie systemu oświaty – mówił prowadzący pikietę Marek Ćwiek, prezes Okręgu Łódzkiego ZNP. Nie dotrzymaliście tych obietnic! […]

 

Domagamy się:

 

-Pilnego uchwalenia inicjatywy ZNP „Godne płace…”, która zakłada powiązanie płac nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce.

 

-15-proc. podwyżki wynagrodzeń w 2027 roku, a nie waloryzacji płac na poziomie 3 proc.

 

-Zwiększenia wysokości wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli mianowanych tak, by były one odczuwalnie wyższe niż wynagrodzenie nauczyciela początkującego.

 

-Zmian w pragmatyce zawodowej nauczycieli dotyczących m.in.: świadczeń kompensacyjnych, postępowań dyscyplinarnych, awansu zawodowego, rozliczania godzin nadliczbowych i pracy podczas wycieczek szkolnych.

 

-Odbudowania prestiżu zawodu nauczyciela.

 

[ Źródło: zwww.znp.edu.pl/manifestacja-znp-politycy-do-tablicy/ ]

 

 

x            x           x

 

 

A poniżej udostępniam fragmenty tekstu z portalu „Strefa Edukacji”:

 

 

Barbara Nowacka odpowiada protestującym nauczycielom

 

[…]

 

Do postulatów protestujących odniosła się w czwartek ministra edukacji Barbara Nowacka.

 

– Ministerstwo popiera to, o czym mówią nauczyciele, czyli że ich wynagrodzenia muszą po prostu bardzo systematycznie i systemowo wzrastać. Udało nam się od momentu, kiedy objęłam urząd ministra edukacji, zwiększyć wynagrodzenia nauczycieli o ponad 40 proc. To dopiero pokazuje, w jak złej sytuacji byli nauczyciele, że 40 proc. podwyżka nadal nie powoduje, że nauczyciel zarabia tak, jak wszyscy chyba uważamy, że zarabiać powinien powiedziała szefowa MEN.

 

Jak podkreśliła, wzrost wynagrodzeń nie powinien mieć charakteru jednorazowego, lecz opierać się na trwałych rozwiązaniach systemowych. Ministra edukacji zapewniła, że obywatelski projekt znajdujący się obecnie w Sejmie nadal jest elementem zobowiązań koalicji rządzącej. – Głosowałam za tym ja, głosował za tym minister Domański, głosował za tym premier Tusk, by przygotować dobry projekt, który pozwoli na odpowiedni wzrost płac nauczycielizaznaczyła.

 

Pytana o termin realizacji obietnic, Barbara Nowacka zwróciła uwagę na ograniczenia budżetowe i trwające konsultacje między resortami. – Myślimy też w kategoriach budżetowych; więc rok 2027 to proponowane: waloryzacja plus, czyli 3 proc. podwyżka przy założeniu inflacji około 2,5 proc. plus zmiana w progach podatkowych, co właśnie jest też korzystne dla połowy nauczycielek i nauczycieli. Perspektywą oczywiście jest rok 2027. Trwają rozmowy z Ministerstwem Finansów co zrobić, żeby budżet był bezpieczny, ale i polska młodzież i nauczyciele byli bezpieczni – powiedziała Nowacka. […]

 

 

Cały tekst „Barbara Nowacka odpowiada protestującym nauczycielom”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 

 



Aby ciągle nie przypominać jakie to nowe przepisy i obowiązki mają przed sobą w nowym roku szkolnym nauczyciele, postanowiłem już w pierwszym tygodniu zaprezentować tekst Danuty Sterny, o bardzo optymistycznym tytule i ubogacającej treści:

 

 

Radość z uczenia się

 

Rys. Danuta Sterna

 

Szkoła postrzegana jest przez większość uczniów jako obowiązek, a nie możliwość doznawania radości z uczenia się. Polscy uczniowie w większości nie są zadowoleni z tego, że muszą uczęszczać do szkoły. Ci, którzy są zadowoleni, podkreślają korzyść w postaci spotkania w szkole znajomych. Nie widzą korzyści i tym bardziej radości w uczeniu się i poznawaniu czegoś nowego.

 

Radość jest jednym z podstawowych warunków sensownej nauki. Radość z nauki rodzi się poprzez łączenie wyzwań z ciekawością, celem, poczuciem przynależności i świętowaniem. Dzięki niej uczniowie czują się bezpiecznie, podejmując ryzyko, mają okazję do nawiązywania kontaktów z innymi i otrzymują wsparcie niezbędne do osiągania odpowiednio wysokich oczekiwań. To trudne zadanie dla nauczyciela, aby projektować lekcje, uwzględniając radość uczniów. W tym artykule przedstawiam, co może wpływać na radość uczniów: budowanie więzi, kultywowanie ciekawości i autonomii, poczucie kompetencji, radosne środowisko nauki, poczucie sensu i celu oraz świętowanie.

 

1.Budowanie więzi

 

Relacje w klasie i społeczności szkolnej, w których uczniowie czują się częścią wspólnoty, sprzyjają doznawaniu radości. Aby budować więzi w całej społeczności szkolnej, warto organizować wydarzenia obejmujące całą społeczność, takie, w których uczniowie pragną uczestniczyć. Ważne jest pozyskiwanie opinii uczniów w różnych sprawach szkolnych i świadomość, że uczniowie mają wpływ na to, co dzieje się w szkole.

 

Tak samo w klasie szkolnej pożądany jest wpływ uczniów na zasady i oczekiwania. Nie oznacza to oddania zarządzania szkołą w ręce uczniów, ale wysłuchanie ich głosu i, w miarę możliwości, wzięcie wskazówek pod uwagę. Podstawą bezpieczeństwa jest wzajemny szacunek uczniów i nauczyciela oraz uczniów względem siebie.

 

Ważne są również zwyczaje klasowe, które są wspólnie zaplanowane. Takie rutyny powodują, że uczniowie czują się w szkole bezpieczni.

 

Na radość uczenia się wpływa organizowanie współpracy i dyskusji uczniów. Praca w zespołach nad wyzwaniem, projektem, a nawet grą sprzyja poczuciu zadowolenia. Ponadto możliwości łączenia nauki z osobistymi doświadczeniami, kulturą, zainteresowaniami i tożsamością pomagają pielęgnować poczucie przynależności i radość.

 

Na poczucie więzi zwraca uwagę teoria autodeterminacji, która wskazuje na potrzebę przynależności jako niezbędną w procesie uczenia się.

-Współpraca zamiast rywalizacji

-Docenienie zamiast oceniania

-Zaufanie zamiast kontroli

-Szacunek zamiast krytyki

 

2.Kultywowanie ciekawości

 

Radosna klasa to miejsce, w którym uczniowie są zachęcani do zadawania pytań, badania, dokonywania odkryć i, gdy to możliwe, podejmowania decyzji dotyczących swojej nauki.

 

Nauczanie powinno promować zadawanie przez uczniów pytań i zachęcać uczniów do odkrywania informacji. Zamiast udzielania gotowych odpowiedzi warto zachęcać uczniów do własnych poszukiwań, przy równoczesnej akceptacji popełniania błędu.

 

Łączy się to również z proponowanym przez teorię autodeterminacji poczuciem autonomii. Uczeń powinien mieć świadomość, że się uczy, a nie – że jest nauczany. Samodzielność i samosterowność ucznia są bardzo potrzebne w uczeniu się. Mówi o tym piąta strategia oceniania kształtującego: „Wspomaganie uczniów, by stali się autorami procesu swojego uczenia się”.

 

Warto dawać uczniom możliwość podejmowania decyzji. Nawet drobne decyzje zwiększają poczucie współodpowiedzialności i zaangażowania w naukę.

 

3.Poczucie kompetencji

 

Jeszcze jedna potrzeba, na którą wskazuje teoria autodeterminacji, to poczucie kompetencji. Uczeń powinien być przekonany o tym, że da radę. Jeśli stale otrzymuje złe oceny i jest narażony na krytykę, to traci poczucie kompetencji i nauka nie jest efektywna. Zamiast oceniać i krytykować, warto budować nauczanie na mocnych stronach ucznia, pokazywać mu jego już osiągnięte sukcesy i świętować razem z nim wszelkie jego sukcesy.

 

Podawanie uczniom informacji zwrotnej opartej na wcześniej skonstruowanych kryteriach sukcesu, z której uczeń przede wszystkim dowiaduje się, co zrobił dobrze, buduje poczucie kompetencji. Bardzo ważna jest umiejętność samooceny, dzięki której sam uczeń może ocenić, co zrobił dobrze, a nad czym musi jeszcze popracować. Przy czym ważny nie jest sam rezultat, ale sposób dochodzenia do niego, z czym znowu związana jest możliwość popełniania błędu.

 

4.Radosne środowisko nauki

 

Składa się na nie nie tylko wspólne urządzenie estetycznej i użytecznej sali lekcyjnej, ale także włączenie w proces nauczania przerw na odpoczynek, naukę na świeżym powietrzu i ruch.

 

Nie można pominąć również humoru, który wprowadza radość i zabawę. Trzeba tylko rozróżnić humor od sarkazmu, bo ten drugi może być bardzo raniący.

 

Muzyka również wpływa na klimat w klasie, wprowadza przyjazną, radosną i zintegrowaną atmosferę.

 

5.Poczucie sensu i celu

 

Bez poczucia celu i sensu tego, czego się uczymy, nie możemy odczuwać radości. Uczniowie odczuwają radość, gdy rozumieją, dlaczego ich nauka ma znaczenie i gdy postrzegają siebie jako osoby wnoszące swój wkład. Szukanie zastosowania dla poznawanej wiedzy, angażowanie uczniów w projekty, kultywowanie wdzięczności, wzajemna pomoc, prezentowanie własnych osiągnięć – to niektóre ze sposobów nadania sensu programu szkolnego w oczach uczniów.

 

Bardzo ważne, choć też trudne, jest podchodzenie interdyscyplinarne do nauki szkolnej. Tu pomaga współpraca nauczycieli różnych przedmiotów, planowanie wspólnych projektów i lekcji.

 

6.Świętowanie

 

Świętować można wiele spraw w szkole. Nie musi to być nic wyjątkowego: osiągnięcie małego sukcesu, opanowanie części materiału, zakończenie projektu, skuteczna wzajemna pomoc – wszystko nadaje się do świętowania.

 

Planując lekcję lub zastanawiając się nad przebiegiem zajęć w klasie, warto wziąć pod uwagę poniższe pytania:

-Czy uczniowie będą mieli możliwość nawiązywania kontaktów między sobą?

-Czy będzie miejsce na zadawanie pytań?

-Czy temat zainteresuje uczniów?

-Czy uczniowie zrozumieją, dlaczego się tego uczą i dlaczego jest to ważne?

-Co już uczniowie na dany temat wiedzą i jak będzie to wykorzystane w czasie lekcji?

-Czy zaplanowany jest czas na uczniowską refleksję?

-Jak będziemy świętować?

-Jak sprawić, by wszyscy uczniowie wiedzieli, że są ważni?

 

Celem odpowiedzi na te pytania jest sprawdzenie, czy każda lekcja stwarza uczniom okazje do nawiązywania kontaktów, zastanawiania się, wnoszenia wkładu i doświadczania satysfakcji płynącej ze znaczącej nauki.

 

 

Inspiracja  artykułem  Kasey Short

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl

 



Oto fragmenty tekstu Barbary Wesołej, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, wraz z linkiem do pełnej wersji:

 

 

Rusza gorący sezon na korepetycje. Za te lekcje zapłacisz najwięcej

 

[…]

 

Wraz z początkiem roku szkolnego rusza również sezon na korepetycje. Rodzice i uczniowie szukają dodatkowego wsparcia nie tylko przed egzaminami, ale także po to, by nadrobić zaległości, poradzić sobie z trudniejszym materiałem czy pracować we własnym tempie.

 

Zainteresowanie dodatkowymi lekcjami pozostaje wysokie. Frazy dotyczące kosztów korepetycji generują w Polsce około 4350 wyszukiwań miesięcznie. Najpopularniejsze zapytanie, „korepetycje z angielskiego cena”, notuje około 1300 wyszukiwań miesięcznie. To pokazuje, że wraz ze startem roku szkolnego wielu rodziców zastanawia się nie tylko nad wyborem formy nauki, ale również nad kosztami.

 

Według nowego Obserwatorium Cen Korepetycji, obejmującego analizę 9598 aktualnych ogłoszeń z platformy Twojekorepetycje.pl, mediana ceny korepetycji w Polsce wynosi 70 zł za godzinę. Tyle samo kosztują przeciętnie zajęcia stacjonarne i online. […]

Największą popularnością niezmiennie cieszą się przedmioty obowiązkowe na maturze. Matematyka odpowiada za około 25-33 proc. wszystkich zapytań i ogłoszeń. Podobny udział ma język angielski, choć jego popularność nieznacznie spada wraz z rozwojem narzędzi AI do nauki języków.

 

Trzecim najpopularniejszym przedmiotem jest język polski, który w 2026 r. zanotował największy wzrost zainteresowania, sięgający 22 proc. rok do roku. Rosnącą popularnością cieszą się także fizyka, chemia i biologia, szczególnie wśród uczniów planujących studia medyczne lub techniczne. Informatyka i programowanie odpowiadają za mniej niż 6 proc. rynku, ale należą do najdroższych przedmiotów. […]

 

Powody takiej hierarchii są proste. Matematyka, język polski i język angielski są obowiązkowymi przedmiotami zarówno na egzaminie ósmoklasisty, jak i na maturze. Ponadto matematyka i przedmioty ścisłe wymagają systematycznej pracy oraz indywidualnego tempa nauki, którego szkoła nie zawsze jest w stanie zapewnić. Chemia, biologia, fizyka oraz informatyka są natomiast kluczowe podczas rekrutacji na popularne kierunki studiów, takie jak medycyna czy politechniki.

 

AI coraz częściej pomaga w nauce

 

Jednocześnie na rynku edukacyjnym coraz mocniej zaznacza swoją obecność sztuczna inteligencja. Według raportu NASK „Nastolatki” już 70 proc. młodych ludzi korzysta z programów opartych na AI. Wśród użytkowników takich narzędzi 48 proc. wykorzystuje je do nauki, a 40 proc. do odrabiania prac domowych.

 

Uczniowie mają dziś do dyspozycji powszechnie dostępne rozwiązania, takie jak ChatGPT, Gemini czy Copilot, a także platformy edukacyjne wykorzystujące AI do personalizacji nauki. Ich popularność nie dziwi. Działają przez całą dobę, są łatwo dostępne i często kosztują mniej niż regularne zajęcia indywidualne.

 

Badania pokazują, że w niektórych obszarach sztuczna inteligencja może być równie skuteczna jak człowiek. Metaanaliza 41 badań obejmujących 4813 uczniów nie wykazała istotnej różnicy między informacją zwrotną generowaną przez AI a tą przygotowaną przez nauczyciela. Szczególnie dobre wyniki AI osiąga w matematyce, przedmiotach ścisłych oraz podczas przygotowań do testów.

 

Tu niezbędny jest człowiek

 

Choć sztuczna inteligencja świetnie sprawdza się przy rozwiązywaniu zadań czy wyjaśnianiu zagadnień, nie zastępuje całkowicie relacji z nauczycielem. Dobry korepetytor potrafi zauważyć niepewność ucznia, dostrzec luki wynikające z wcześniejszych tematów i odpowiednio dostosować sposób tłumaczenia materiału.

 

Przewaga człowieka-korepetytora jest szczególnie potrzebna podczas pracy nad wypracowaniami i esejami, przy budowaniu motywacji do nauki czy planowaniu długoterminowej strategii przygotowań do egzaminów. To również nauczyciel może skuteczniej wspierać ucznia emocjonalnie i pomagać mu utrzymać regularność pracy. […]

 

Najlepsze efekty daje połączenie AI i nauczyciela

 

Coraz więcej danych wskazuje, że najskuteczniejszym rozwiązaniem jest model hybrydowy. W takim podejściu sztuczna inteligencja pomaga diagnozować błędy, przygotowywać dodatkowe ćwiczenia i wyjaśniać zagadnienia, natomiast człowiek odpowiada za motywację, indywidualne prowadzenie ucznia i rozwijanie bardziej złożonych kompetencji.

 

Dla rodziców kluczowe pytanie nie powinno więc brzmieć: „AI czy korepetytor?”. Znacznie ważniejsze jest to, czy wybrane narzędzie rzeczywiście pomaga uczniowi się uczyć, a nie tylko szybciej odrabiać zadania. W nowym roku szkolnym tradycyjne korepetycje i sztuczna inteligencja coraz częściej stają się nie konkurentami, lecz partnerami we wspieraniu edukacji.

 

 

 

Cały tekst „Rusza gorący sezon na korepetycje. Za te lekcje zapłacisz najwięcej”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl