Oto obszerne fragmenty, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” tekstu Barbary Wesołej, z  którego dowiadujemy się o  reakcji środowiska uczniowskiego, reprezentowanego przez „Akcję Uczniowską” – w tym przypadku w osobie jej założyciela Pawła Mrozka. I – oczywiście – zamieściłem link do pełnej wersji tego tekstu:

 

 

Edukacyjna groteska w Polsce. Uczniowie bezlitośnie podsumowali spór o darmowe lody

 

[…]

 

Uczniowie krytykują spór o lody za czerwony pasek

 

Akcja Uczniowska, ogólnopolska inicjatywa reprezentująca uczniów i uczennice, odniosła się do sprawy lodziarni w Pszczynie, która przez 25 lat nagradzała darmowymi lodami uczniów ze świadectwem z czerwonym paskiem. Po interwencji Rzeczniczki Praw Dziecka akcja została zakończona.

 

W otrzymanym przez media, w tym redakcję Strefy Edukacji stanowisku, organizacja pisze o „politycznym spektaklu” i zwraca uwagę, że publiczna debata skupiła się na lokalnej akcji, zamiast na poważniejszych problemach szkoły.

 

Ta sytuacja jest podręcznikowym przykładem edukacyjnej groteski. Poziom debaty publicznej wokół polskiej szkoły sięgnął dna. Instytucja powołana do ochrony dzieci angażuje się w spór o darmową gałkę lodów, podczas gdy każdego dnia tysiące młodych ludzi zmagają się z kryzysem psychicznym, przeciążeniem i presją systemu edukacjikomentuje Paweł Mrozek, założyciel Akcji Uczniowskiej. Organizacja sprzeciwia się uderzaniu w mały, prywatny biznes i podkreśla, że drobni przedsiębiorcy nie odpowiadają za konstrukcję systemu edukacji ani za presję, której doświadczają uczniowie.

[…]

 

Zdaniem Akcji Uczniowskiej problemem nie są same lody, ale to, jak duże znaczenie w polskiej szkole nadal przypisuje się średnim ocen, czerwonym paskom i rankingom.

 

To porażające, że w państwie, które niemal codziennie alarmuje o kryzysie zdrowia psychicznego młodzieży i destrukcyjnym wyścigu szczurów, relikt w postaci czerwonego paska nadal traktowany jest jak symbol najwyższego sukcesu. Rodzice mówią dzieciom, że pasek nie definiuje ich wartości, a następnie wspólnie z nimi spędzają kolejne wieczory nad elektronicznym dziennikiem, gorączkowo licząc, czy średnia wyniesie 4,74 czy 4,75. Ta sprzeczność niszczy młodych ludzi. Jeśli Rzeczniczka Praw Dziecka chce realnie walczyć z kulturą presji i nieustannego porównywania, powinna wykorzystać swoje ustawowe kompetencje do inicjowania zmian systemowych i legislacyjnych, a nie kierować miękkie upomnienia do przypadkowych przedsiębiorcówpodkreśla lider Akcji Uczniowskiej.

 

Do sprawy odniósł się także Paweł Lęcki, nauczyciel języka polskiego. W cytowanej przez Akcję Uczniowską wypowiedzi zwrócił uwagę, że inne problemy szkoły nie wywołują tak silnego publicznego poruszenia. – Czy ktoś wyobraża sobie takie potężne wzmożenie narodowe – jak w przypadku lodów i tego (…) paska – odnośnie mobbingu w szkołach, przemocy, agresji wobec uczniów i nauczycieli, samotności młodych i dorosłych, koszmarnego spadku motywacji wśród ludzi młodych, klęski kształcenia kompetencji związanych z posługiwaniem się w miarę poprawnym językiem polskim, znikania nauczycieli, braku systemowego tutoringu, braku systemowego wsparcia ciała pedagogicznego, potężnych problemów kształcenia zawodowego i technicznego, braku docenienia roli nauczycieli przedszkoli? Nie? Szok i niedowierzanie napisał Paweł Lęcki.

 

[…]

 

W stanowisku Akcja Uczniowska wskazuje, że system wyliczania średnich ocen jest symbolem niesprawiedliwości i uznaniowości. Organizacja zwraca uwagę, że uczniowie rozliczani są z liczb, które mogą zależeć od różnych standardów oceniania w szkołach, a nawet u różnych nauczycieli tego samego przedmiotu. Szczególnie krytycznie organizacja odnosi się do wliczania do czerwonego paska oceny z zachowania, którą określa jako kategorię często subiektywną, niejednolitą i wykorzystywaną jako narzędzie dyscyplinowania uczniów.

 

[…]

 

Akcja Uczniowska postuluje całkowitą likwidację czerwonych pasków

oraz stopniowe zastępowanie tradycyjnych ocen ocenami opisowymi.

 

Zdaniem organizacji taki model pozwalałby szerzej opisywać mocne strony ucznia, obszary wymagające wsparcia oraz rzeczywisty postęp osiągnięty w danym przedmiocie. W ocenie Akcji Uczniowskiej szkoła powinna odchodzić od porównywania uczniów między sobą na rzecz informacji zwrotnej dotyczącej indywidualnego rozwoju. – Już teraz słyszymy zarzuty, że chcemy szkoły łatwej, niewymagającej i pozbawionej standardów. To całkowite niezrozumienie naszej propozycji. Nie chcemy unikać pracy. Chcemy po prostu przeżyć w rzeczywistości, która dla młodych ludzi staje się coraz bardziej wymagająca i coraz mniej przewidywalna. Oceny opisowe wymagają od ucznia znacznie większej samoświadomości i zaangażowania niż mechaniczne zaliczenie testu według zasady „zakuj, zdaj, zapomnij”. Chcemy szkoły, która stawia ambitne, życiowe wymagania, rozwija odporność psychiczną i uczy krytycznego myślenia, a nie pruskiej dyscypliny przygotowującej do roli posłusznego wykonawcy poleceńwskazuje Paweł Mrozek.

 

[…]

 

Akcja Uczniowska kieruje otwarte zaproszenie do Ministry Edukacji Barbary Nowackiej, Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Horna-Cieślak oraz polityków opozycji. Usiądźmy przy jednym stole. Przestańmy rozmawiać o darmowych lodach. Zacznijmy rozmawiać o systemowej zapaści polskiej edukacji, kryzysie zdrowia psychicznego młodzieży, nierównościach społecznych generowanych przez szkołę oraz o tym, jak stworzyć godny system na który zasługuje każde dziecko.

 

W ostatnim zdaniu apelu organizacja zwraca się bezpośrednio do polityków: – Politycy, pokażcie, czy naprawdę chcecie rozwiązywać problemy młodych ludzi, czy interesuje was wyłącznie kolejna medialna szopka. Dość!!!

 

 

 

Cały tekst „Edukacyjna groteska w Polsce. Uczniowie bezlitośnie podsumowali spór o darmowe lody”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 



Dzisiaj zamieszczam fragment obszernego materiału zatytułowanego „Ocena funkcjonalna ‚w pigułce’” (i link do oryginalnej wersji), zaczerpniętego ze strony Niepublicznego Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli „Zyta Czechowska specjalni.pl”, ale o którym dowidziałem się z fb-profilu Zyty Czechowskiej. Czynię to dlatego, aby „oswoić” temat oceny funkcjonalnej, której wprowadzenie do systemu szkolnego MEN odsunęło na „niewiadomo kiedy”.

 

 

 

W ostatnich latach coraz częściej słyszymy o ocenie funkcjonalnej ucznia. Dla wielu nauczycieli nadal brzmi to jednak jak kolejny trudny dokument albo dodatkowy obowiązek. Tymczasem dobrze przeprowadzona ocena funkcjonalna może naprawdę ułatwić codzienną pracę nauczyciela, pomóc szybciej rozumieć potrzeby ucznia i trafniej planować wsparcie.

Czym jest ocena funkcjonalna?

 

Ocena funkcjonalna to wielowymiarowy proces rozpoznawania i opisywania funkcjonowania ucznia w jego naturalnym środowisku – w klasie, podczas przerw, zajęć dodatkowych, relacji społecznych czy codziennych sytuacji szkolnych. Nie skupia się wyłącznie na trudnościach i diagnozie medycznej, ale również na mocnych stronach, możliwościach i potencjale ucznia.

 

Ocena funkcjonalna opiera się na modelu ICF (Międzynarodowej Klasyfikacji Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia). Oznacza to, że patrzymy nie tylko na trudności ucznia, ale przede wszystkim na jego codzienne funkcjonowanie, możliwości, relacje oraz wpływ środowiska szkolnego i rodzinnego na jego rozwój.

 

To bardzo ważna zmiana myślenia. Tradycyjna diagnoza często odpowiada na pytanie:
„Co jest problemem?”

 

Ocena funkcjonalna pyta: „Jak funkcjonuje uczeń i czego potrzebuje, żeby lepiej sobie radzić?”

 

Dlatego mówi się, że ocena funkcjonalna jest przeciwieństwem „oceny gabinetowej”. Nie odbywa się tylko w pokoju specjalisty, ale wszędzie tam, gdzie

 

Na czym skupia się ocena funkcjonalna?

 

Ocena funkcjonalna nie koncentruje się na jednostce chorobowej, ale przede wszystkim na codziennym funkcjonowaniu ucznia. Obejmuje między innymi:

-aktywność i uczestnictwo ucznia,

-bariery i ułatwienia w środowisku,

-struktury i funkcje ciała,

-efektywność dotychczasowej pomocy psychologiczno-pedagogicznej.

 

Nauczyciel nie analizuje więc wyłącznie tego, czy uczeń „potrafi”, ale także:

-jak wykonuje zadania,

-co mu pomaga,

-co utrudnia funkcjonowanie,

-jak reaguje na wsparcie,

-jak funkcjonuje społecznie i emocjonalnie.

 

Dlaczego ocena funkcjonalna jest dziś tak ważna?

 

Szkoły coraz częściej pracują z uczniami o bardzo zróżnicowanych potrzebach. Wzrasta liczba dzieci wymagających wsparcia psychologiczno-pedagogicznego, uczniów ze spektrum autyzmu, trudnościami emocjonalnymi czy problemami zdrowia psychicznego.

 

Jednocześnie szkoła potrzebuje:

-szybszego reagowania,

-trafniejszego planowania wsparcia,

-lepszej współpracy nauczycieli i specjalistów,

-bardziej praktycznych narzędzi.

 

Ocena funkcjonalna pomaga uporządkować obserwacje i zamienić je na konkretne działania wspierające ucznia.

 

[…]

 

W dalszej części tego materiału dowiesz się o tym:

 

 

Kiedy warto przeprowadzić ocenę funkcjonalną?  […]

 

Kto przeprowadza ocenę funkcjonalną?   […]

 

Jak wygląda ocena funkcjonalna w praktyce?   […]

 

KSzOF* – praktyczne narzędzie dla szkół   […]

 

Model biopsychospołeczny – czyli patrzymy szerzej   […]

 

Opinia o funkcjonowaniu ucznia – krótko i praktycznie   […]

 

Ocena funkcjonalna to nie dokument – to sposób myślenia   […]

 

*Kwestionariusza Szkolnej Oceny Funkcjonalnej.

x           x           x

 

 

W końcowej części polecono szkolenie plus kompleksowe materiały dotyczące oceny funkcjonalnej i opinii o funkcjonowaniu ucznia.

 

 

 

Cały materiał „Ocena funkcjonalna ‘w pigulce’”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.nodnzytaczechowska.pl

 

 



Mając świadomość, że to początek długiego weekendu, postanowiłem jednak zaproponować lekturę zamieszczonego wczoraj na blogu „Pedagog” interesującego tekstu, autorstwa jego gospodarza – prof. Bogusława Śliwerskiego. Zachęcam do zapoznania się z nim, bo jest to interesujący i jednocześnie wartościowy punkt widzenia uczonego pedagoga na narastający rozdźwięk miedzy wzrastającym poziomem wyposażania polskich szkół w sprzęt cyfrowy, a poziomem merytorycznego przygotowania jego użytkowników – nauczycieli do jego właściwego wykorzystywania w procesie edukacji:

 

 

O potrzebie paktu na rzecz pedagogiki cyfrowej w polskiej oświacie

 

Polska szkoła znalazła się w osobliwej sytuacji. Z jednej strony otrzymała ogromną ilość sprzętu: laptopy, tablety, pracownie AI, pracownie STEM, zestawy do edukacji zdalnej, sieci LAN, platformy i cyfrowe zasoby. Z drugiej strony w debatach publicznych coraz mocniej wybrzmiewa lęk przed ekranami, social mediami, smartfonami, chatbotami i uzależnieniami dzieci oraz młodzieży od cybermediów. Między jednym a drugim, między dostępem do sprzętu a językiem zakazu, zieje jednak pedagogiczna luka.

 

Nie jest nią brak urządzeń, bo z tymi uczniowie przychodzą do szkoły. Nie jest nią nawet brak pieniędzy, skoro coraz więcej NGO i samorządów wspiera konkretne inicjatywy w tym zakresie. Jest nią brak wspólnej odpowiedzi na pytanie: po co i jak media cyfrowe mają służyć rozwojowi ucznia?

 

Obrady sejmowej Komisji Edukacji i Nauki pokazują ten problem z całą ostrością. W jednej debacie dyskutowano o programach „Laptop dla ucznia” i „Laptop dla nauczyciela”, o finansowaniu, przetargach, zobowiązaniach, kontroli i odpowiedzialności poprzedniej lub obecnej władzy. W innej zaś mówiono o cyfrowej transformacji edukacji, pracowniach AI, kompetencjach nauczycieli i narzędziach opartych na sztucznej inteligencji. Jeszcze w kolejnych obradach tej Komisji debatowano o zagrożeniach wynikających z mediów społecznościowych, o dezinformacji, chatbotach i zaburzeniach relacji społecznych. Każdy z tych wątków jest ważny. Problem polega na tym, że zbyt rzadko tworzą one sensowną całość.

 

Władze państwowe potrafią zainwestować w sprzęt dla placówek oświatowych, ogłoszą program, przetarg na granty, ale też potrafią przestraszyć się skutków własnej cyfryzacji i zaczynają mówić o ograniczeniach. Państwo wciąż nie potrafi konsekwentnie powiedzieć, jaka pedagogika cyfrowa ma z tego wynikać, bo MEN trzyma się z dala od nauki. Nic dziwnego, że młodzież z Cyfrowej Szkoły udała się na rozmowę do Prezydenta RP, by podzielić się własnymi problemami.

 

Program „Laptop dla nauczyciela” był w znacznej mierze zobowiązaniem odziedziczonym po poprzedniej władzy. Nie można go więc sprowadzać wyłącznie do prostego zarzutu „rozdawnictwa”. W warunkach ciągłości państwa wiele działań trzeba było domknąć, rozliczyć, włączyć w nowe ramy. Jednak właśnie tu zaczyna się zasadniczy problem: zakupione laptopy zostały potraktowane jako fakt administracyjny, a może dodatek do pensji, a nie jako początek poważnej rozmowy o zmianie procesu uczenia się.

 

W sejmowej debacie padały pytania o to, czy laptopy są używane w szkole, czy w domu, czy korzystają z nich uczniowie, czy rodzice, czy są wyposażone w oprogramowanie, czy szkoły mają infrastrukturę, by realnie włączyć je w lekcje. Nie były to pytania techniczne, ale o sens edukacyjnej polityki publicznej, która jest traktowana przez władze obecnego resortu nieracjonalnie. Dla ministry B. Nowackiej ważniejsze są wyniki sondaży publicznych, które już w swoich założeniach mają wspomagać politykę rządu.

 

Jeszcze wyraźniej widać to w debacie o AI. Z jednej strony ministerstwo mówi o sztucznej inteligencji jako narzędziu przyszłej pracy uczniów, o konieczności rozwijania krytycznego myślenia, o szkoleniach nauczycieli, koordynatorach cyfrowych, projektach badawczych, materiałach na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej. Z drugiej strony niemal natychmiast pojawia się wzbudzanie lęku: social media dewastują dzieci, chatboty mogą zastępować przyjaciół, sztuczna inteligencja może pozbawiać młodych ludzi osobistych relacji, więzi, samodzielności a nawet człowieczeństwa. Zapewne częściowo te obawy nie są bezpodstawne, ale jeśli stają się główną osią polityki edukacyjnej, to szkoła zostanie wciśnięta między dwie skrajności: fascynację sprzętem i administracyjny zakaz.

 

Chyba nie o to chodzi.

 

Dziecko nie staje się mądrzejsze dlatego, że otrzyma laptop. Nie staje się też bardziej bezpieczne dlatego, że odbierze mu się telefon komórkowy. Nauczyciel nie staje się nowoczesny dlatego, że przeszedł szkolenie z obsługi aplikacji. Szkoła nie staje się cyfrowa dlatego, że ma szybki internet. Cyfrowość edukacji zaczyna się dopiero tam, gdzie technologia zostaje podporządkowana celom rozwojowym, poznawczym, społecznym i moralnym.

 

Dlatego polska oświata potrzebuje paktu na rzecz pedagogiki cyfrowej.

 

Czytaj dalej »



Portal „Strefa Edukacji” zamieścił dzisiaj obszerny tekst, informujący o jednym z problemów, uwidocznionym w ważnym badaniu sondażowym Fundacji COBOS „Młodzież 2025”. Oto ten tekst, oraz link do całego Raportu (336 stron):

 

 

Młodzież chce się uczyć, ale na nowych zasadach. Te plany zaskoczą rodziców

 

Koniec szkoły ponadpodstawowej to moment, w którym młodzi ludzie muszą wybrać jedną z pierwszych dorosłych ścieżek. Studia, praca, wyjazd a może własna firma? Możliwości jest wiele, ale za każdą stoją konkretne kalkulacje. Z raportu „Młodzież 2025” wynika, że większość uczniów nadal chce się uczyć, ale na innych zasadach niż ich rodzice, a także wcześniejsze pokolenia.

 

Większość uczniów chce dalej się uczyć

 

Uczniowie ostatnich klas szkół ponadpodstawowych w większości nie chcą kończyć nauki wraz z odebraniem świadectwa. Z raportu „Młodzież 2025” wynika, że łącznie 71 proc. badanych planuje kontynuować edukację w jakiejś formie.

 

Tę ogólną tendencję autorzy raportu opisują jednoznacznie:

Młodzież po ukończeniu szkoły ponadpodstawowej w większości niezmiennie nie zamierza rezygnować z dalszej edukacji” — wskazano w raporcie.

 

Najczęściej wybieraną ścieżką pozostają studia. Blisko dwie trzecie uczniów, czyli 63 proc., zamierza podjąć naukę na wybranym kierunku. Dane pokazują jednak, że plany młodych ludzi nie ograniczają się wyłącznie do jednej drogi.

 

Z raportu wynika, że po ukończeniu szkoły ponadpodstawowej uczniowie najczęściej planują:

 

32 proc. — łączyć pracę ze studiami na wybranym kierunku,

31 proc. — studiować na wybranym kierunku,

6 proc. — pracować w firmie państwowej lub prywatnej,

6 proc. — wyjechać za granicę na stałe lub na dłuższy czas,

6 proc. — założyć własną firmę,

4 proc. — łączyć pracę z nauką w technikum lub liceum,

3 proc. — wstąpić do służby przygotowawczej lub kandydackiej w wojsku,

2 proc. — uczyć się w szkole pomaturalnej lub policealnej,

2 proc. — pracować w gospodarstwie rolnym.

 

Dla szkół i rodziców to ważny sygnał. Studia nadal są dla wielu młodych ludzi istotnym planem, ale dla co trzeciego badanego mają iść w parze z pracą.

 

Co trzeci uczeń chce łączyć studia z pracą

 

W badaniu najwięcej uczniów wskazało model łączenia pracy ze studiami. Taką odpowiedź wybrało 32 proc. badanych. Niewiele mniej, 31 proc., zadeklarowało, że po ukończeniu szkoły będzie studiować na wybranym kierunku

 

Za tym mogą stać różne motywacje, od potrzeb finansowych i chęci zdobycia szybko doświadczenia, testowanie siebie w różnych scenariuszach bez czekania 3, czy 5 lat na dyplom.

 

Z raportu wynika też, że w 2025 roku 13 proc. uczniów zamierzało zakończyć edukację na poziomie ponadpodstawowym i podjąć pracę zarobkową w Polsce. W tej grupie znaleźli się uczniowie planujący pracę w firmie państwowej lub prywatnej, pracę w gospodarstwie rolnym albo założenie własnej działalności.

 

Mniej popularnym scenariuszem jest wyjazd za granicę. Łącznie 6 proc. uczniów planuje taki krok po ukończeniu szkoły ponadpodstawowej, przy czym częściej chodzi o wyjazd na dłuższy czas niż na stałe.

 

Liceum, technikum, szkoła branżowa. Plany mocno się różnią

 

Plany młodzieży wyraźnie zależą od typu szkoły. Autorzy raportu zwracają uwagę, że nie wszyscy uczniowie kończący szkołę ponadpodstawową myślą o przyszłości w ten sam sposób.

 

„Plany na najbliższą przyszłość w znacznym stopniu różnicuje również typ szkoły, do jakiej uczęszczają badani” — napisano w raporcie.

 

W publicznych liceach ogólnokształcących dominuje ścieżka akademicka. Według raportu 80 proc. uczniów tych szkół deklaruje, że będzie kontynuować naukę na wybranym kierunku studiów. Część z nich chce jednak od razu łączyć studia z pracą.

 

Inaczej wygląda sytuacja w technikach. Tam zamiar podjęcia studiów deklaruje 58 proc. uczniów, ale wyraźniej widoczny jest model łączenia nauki na uczelni z pracą zarobkową.

 

Ten kierunek autorzy raportu opisują następująco:

 

„Zamiar podjęcia studiów deklaruje również ponad połowa uczniów techników (58%), przy czym wyraźnie większa część (37% ogółu) planuje pogodzić naukę na wyższej uczelni z pracą zarobkową”.

 

 

Jeszcze inną perspektywę mają uczniowie szkół branżowych. Niespełna połowa z nich, czyli 46 proc., planuje dalszą naukę w technikum lub liceum. Większość tej grupy chce jednak łączyć ją z pracą. W szkołach branżowych częściej niż w innych typach szkół pojawiają się też plany podjęcia pracy w firmie oraz założenia własnej działalności.

 

Dziewczęta częściej wybierają studia, chłopcy częściej firmę i wyjazd

 

Czytaj dalej »



Po wczorajszej informacji o przyjęciu przez Radę Ministrów projektu ustawy zabraniającej uczniom szkół podstawowych korzystania w szkole z telefonów komórkowych, bardzo ważnym tekstem zaczerpniętym z bloga Danuty Sterny OK. NAUCZANIE”  jest ten, zamieszczony poniżej. Bo w czasach smartfonow, laptopów i innych „klawiszowych” urządzeń do zapisywania naszych myśli nie powinniśmy rezygnować z ręcznego pisania na papierze. Także, a może przede wszystkim, przez uczniów w szkołach…

 

Mój zeszyt papierowy

 

Rys. Danuta Sterna

 

Co jest lepsze: pisanie odręczne, czy na klawiaturze? Pisanie na klawiaturze może być szybsze, ale badania pokazują, że pisanie odręczne efektywniej angażuje nasz mózg. W tym artykule o badaniach dotyczących pisma ręcznego.

 

W czasach powszechnych technologii, wydaje się że pismo odręczne powinno zaniknąć. Jednak przeprowadzone badania pokazują, że pisanie na klawiaturze nie powinno zastąpić pisania odręcznego. Może to brzmieć archaicznie w dzisiejszych szkołach nastawionych na technologię, ale naukowcy na całym świecie zgłębiają potężny wpływ pisma odręcznego na kształtowanie sposobu myślenia, zapamiętywania i rozumienia nowych idei.

 

Nauczyciele (szczególnie szkół średnich), zainteresowani prowadzeniem z uczniami Mojego zeszytu pomagającego się uczyć, często pytają, czy nie może on być komputerowy. Ich uczniowie używają komputerów do zapisywania, i w pierwszym odruchu, nie chcą wracać do papieru. W czasach, gdy liczy się szybkość, a nie jakość, ich tendencja jest zrozumiała. Jednak badania naukowe, o których piszę w tym artykule powinny ich przekonać, że więcej zyskają prowadząc zeszyt papierowy. Jeśli nie będą to dla nich skuteczne argumenty, to moim zdaniem można pozwolić na samodzielny wybór, a po pewnym czasie na zbadanie, co się bardziej opłaca. Można też przeprowadzić jedno z proponowanych w tym artykule badań z uczniami w klasie i w ten sposób pokazać im korzyści z pisania ręcznego.

 

Wnioski z badań przedstawione przez  Youki Teradę w artykule na portalu Edutopia.

 

Pisanie ręczne przekształca pismo w „ akt myślenia”.

 

Wraz z rozwojem technologii skanowania mózgu, neurobiolodzy zaczęli dostrzegać wyraźne powiązania między pisaniem ręcznym a silną aktywacją obszarów mózgu odpowiedzialnych za funkcje wzrokowe, motoryczne i językowe, co sugeruje, że pismo odręczne odgrywa głębszą, fundamentalną rolę w uczeniu się. W przeciwieństwie do pisania na klawiaturze, ruchy ręką przy pisaniu ręcznym  przygotowują mózg do nauki, czyniąc te pierwsze, niepewne akty formowania liter podstawowym fundamentem umiejętności czytania i pisania. Jednym z wniosków z badań z 2024 roku jest rekomendacja, aby dzieci od najmłodszych lat w szkole miały kontakt z czynnościami pisania odręcznego, aby wykształcić wzorce połączeń neuronalnych, które zapewniają mózgowi optymalne warunki do nauki.

 

Nie oznacza to odrzucenia pisania na klawiaturze, które jest zwykle szybsze i będzie potrzebne w dorosłym życiu. Uczniowie w wielu krajach uczą się szybkiego pisania na klawiaturze 10 palcami już od wielu lat.

 

Najnowsze badania dowodzą, że pismo odręczne powinno pozostać centralnym narzędziem myślenia i uczenia się.

 

W badaniu z 2021 roku uczniowie czytali krótki fragment opisujący rozmowę, a następnie zapisywali kluczowe szczegóły, które zapamiętali – na przykład daty i godziny. Jedna grupa korzystała z długopisów i papieru, inna pisała na tabletach za pomocą rysików, a trzecia grupa wpisywała informacje przy pomocy klawiatury do smartfonów. Sprawdzano aktywność mózgów w tych trzech przypadkach. Wgląd pokazał, że w mózgach piszących ręcznie na papierze zauważono wzorce aktywności mózgu, obejmujące obszary związane z pamięcią, przetwarzaniem wzrokowo-przestrzennym i językiem, były to przekonywujące dowody na to, że pisanie odręczne angażuje mózg w bogatszy sposób, tworząc trwalsze ślady pamięciowe.

 

Umiejętności kształcone w pisaniu ręcznym

 

Jeśli przyjrzeć się pisaniu ręcznemu, to widać, że angażuje ono różne zmysły. Towarzyszy mu wrażenia dotykowe, powstające przy przesuwaniu ołówka po papierze; wizualne, gdy litery nabierają kształtu, podczas gdy mózg steruje precyzyjnymi ruchami dłoni. Te wrażenia stymulują większą część mózgu, co prowadzi do powstawania bardziej złożonych sieci neuronowych – stwierdzają naukowcy w badaniu z 2020 roku .

 

Pisanie i czytanie

 

Naukowcy z Hiszpanii postanowili zbadać, czy zastąpienie ołówka i papieru pisaniem na tabletach lub komputerach może wpłynąć na proces przyswajania umiejętności czytania. Aby to sprawdzić, dzieci w wieku przedszkolnym uczyły się nowych liter, pisząc je ręcznie lub na klawiaturze, a następnie proszono je o zidentyfikowanie, odczytanie i napisanie nowego zestawu krótkich słów, używając nowo poznanych liter.

 

Wyniki badania z 2025 roku pokazały, że pisanie ręczne wykazało wyraźną przewagę nad pisaniem na klawiaturze – dzieci, które ćwiczyły kształt każdej litery, osiągały szybsze postępy w zadaniach rozpoznawania i ortografii niż ich rówieśnicy piszący na klawiaturze. Poproszeni o nazwanie poszczególnych liter, uczniowie piszący odręcznie uzyskali 92% dokładności, co stanowiło 16 punktów przewagi nad rówieśnikami piszącymi na klawiaturze, którzy uzyskali 76% dokładności. W przypadku bardziej złożonego zadania nazywania słów – umiejętności czytania całych słów na głos – różnica ta znacznie się zwiększyła, a dzieci piszące odręcznie przewyższały osoby piszące na klawiaturze w stosunku 72% do 38%.

 

Pisanie odręczne wspiera również umiejętność czytania i pisania.

 

Przejście na pisanie na klawiaturze przed nabyciem przez uczniów umiejętności pisania odręcznego może zmniejszyć ich zdolność rozpoznawania liter i w dłuższej perspektywie negatywnie wpłynąć na ich umiejętności czytania.

 

Notatki i zapamiętywanie

Pisanie ręczne ma też znaczenie przy robieniu notatek. Wolniejsze i bardziej przemyślane tempo zapisywania pomysłów ręcznie, na papierze, przekłada się na wyraźniejsze przypominanie sobie szczegółów — nawet po kilku dniach.

 

badaniu z 2019 roku naukowcy poprosili uczniów piątej i dziewiątej klasy o słuchanie krótkich opowiadań – na przykład o przyjaciołach wybierających się na ryby – i jednoczesne przepisywanie ich do zeszytów, tabletów z ekranem dotykowym lub laptopów. Tydzień później uczniowie zostali poproszeni o przypomnienie sobie jak największej liczby szczegółów, postaci i wydarzeń z opowiadań. W obu grupach wiekowych uczniowie, którzy sporządzali notatki ręcznie, mieli silniejsze i wyraźniejsze wspomnienia z opowiadań niż ci, którzy korzystali z tabletu lub laptopa.

 

Wśród uczniów dziewiątej klasy, najwyższe wyniki zapamiętywania uzyskano w przypadku notatek pisanych odręcznie – 26% szczegółów historii zostało zapamiętanych, w porównaniu z 22% w przypadku użytkowników ekranów dotykowych i 19% w przypadku użytkowników laptopów. Również wśród młodszych uczniów piątej klasy, pisanie odręczne skutkowało lepszym zapamiętywaniem, a jego wydajność wzrosła o około 10% w porównaniu z uczniami korzystającymi z laptopa lub tabletu.

 

Pisanie ręczne zmusza uczniów do intensywniejszego zaangażowania się w materiał. Pisanie na klawiaturze może stać się „zautomatyzowane” i mniej wymagające poznawczo, co prowadzi do gorszego zapamiętywania i powierzchownego zrozumienia tematu.

 

Konsekwencje eliminowania pisania ręcznego

 

W przełomowym badaniu z 2014 r. — potwierdzonym metaanalizą z 2024 r. — naukowcy poprosili uczniów o robienie notatek ręcznie lub za pomocą laptopów podczas oglądania wykładów wideo, a następnie sprawdzili ich zrozumienie materiału pod kątem faktów i pojęć.

 

W pytaniach koncepcyjnych, takich jak dostrzeganie wzorców, wyciąganie wniosków uczniowie uzyskali 0,13 odchylenia standardowego powyżej średniej – przewyższając 55% pozostałych uczniów. W przypominaniu faktów, odręczne notatki również okazały się lepsze, co przełożyło się na znacznie lepsze zapamiętywanie kluczowych szczegółów z wykładu, prawdopodobnie dlatego, że osoby sporządzające notatki musiały być bardziej selektywne w tym, co notują, ze względu na konieczność nadążania za wykładem. Nawet mając możliwość przejrzenia notatek, co prawdopodobnie dałoby użytkownikom laptopów przewagę, ponieważ mieliby „pełniejszy zapis” wykładu, osoby sporządzające notatki na papierze uzyskały 0,29 odchylenia standardowego powyżej średniej – przewyższając 61% swoich rówieśników – w przypadku informacji faktograficznych, takich jak daty historyczne i definicje naukowe.

 

Przy korzystaniu z klawiatury można zanotować prawie wszystko, co prowadzi jednak do stosunkowo płytkiego przetwarzania poznawczego. Osoby sporządzające notatki odręczne są zmuszone do skupienia się na szerszych ideach, a nie na pojedynczych faktach, co pozwala im łączyć nową wiedzę z już poznaną.

 

Uzyskane oceny

 

metaanalizie z 2024 r. obejmującej 24 badania naukowcy przeanalizowali wyniki w nauce około 3000 uczniów i odkryli, że studenci, którzy robili notatki ręcznie, mieli większe szanse na uzyskanie najwyższych stopni, podczas gdy uczniowie, którzy pisali je na komputerze, otrzymywali niższe oceny.

 

Różnice nie były błahe – około 40% osób piszących odręcznie uzyskało oceny celujące i bardzo dobre, w porównaniu z zaledwie 30% osób piszących na komputerze. Uczniowie piszący odręcznie częściej postrzegają swoje notatki jako „bardziej osobistą i parafrazowaną” przestrzeń do aktywnego przetwarzania i organizowania myśli. Głębsza analiza wykazała, że ​​osoby robiące notatki odręcznie znacznie częściej dodawały rysunki, diagramy i wykresy do omawianego materiału.

 

Czy tylko pisanie ręczne?

 

Przy eliminacji pisania na klawiaturze tracą osoby, które piszą wolnej i osoby, które dopiero uczą się języka w którym piszą oraz osoby z dysgrafią. W badaniu z 2011 roku naukowcy porównali szybkość pisania na klawiaturze i pisania odręcznego u prawie 1000 uczniów szkół średnich i gimnazjów i odkryli, że korzystanie z klawiatury było o około 55 procent szybsze niż pisanie odręczne. To znacząca różnica, biorąc pod uwagę, że nauczyciele mówią średnio 174 słowa na minutę – tempo znacznie przewyższające tempo pisania odręcznego uczniów wynoszące 4,5 słowa na minutę i 7 słów na minutę.

 

Jeden i drugi sposób pisania mają swoje wady i zalety, dlatego obie są potrzebne.

 

Przeprowadzane badania są w opozycji do zauważalnego (również w Polsce) przejścia na nauczanie przy pomocy laptopów. Laptopy są wygodniejsze i wymagają mniej wysiłku, więc są przez uczniów wybierane, ze szkodą dla ich rozwoju.

 

Pisanie na komputerze może być wskazane, gdy zależy nam przede wszystkim na szybkości, ale jeśli celem jest efektywne uczenie się, to warto pisać ręcznie i na papierze., o czym świadczą przytoczone badania.

 

Badania zaczerpnięte  z   artykułu   Youki Terada

 

 

Źródło: www.oknauczanie.pl/moj-zeszyt-papierowy



 

Rada Ministrów na posiedzeniu 2 czerwca 2026 r. przyjęła pakiet projektów ustaw służących ochronie dzieci, w tym projekt ustawy regulującej korzystanie przez uczniów z telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych w szkołach.

Projekt ustawy przewiduje:

 

1.Wprowadzenie zakazu korzystania przez uczniów szkół podstawowych z telefonów komórkowych oraz innych urządzeń umożliwiających komunikację na odległość lub rejestrowanie obrazu i dźwięku – zarówno na terenie szkoły, jak i podczas zajęć edukacyjnych poza szkołą.

Zakaz nie obejmie wycieczek szkolnych i pobytu w internacie (gdzie decyzję o warunkach korzystania pozostawiono szkołom), a także korzystania poza godzinami zajęć z infrastruktury szkoły (np. sportowej, którą szkoła udostępnia mieszkańcom).

 

2.Przyznanie szkołom ponadpodstawowym możliwości wprowadzenia zakazu albo określenia innych warunków korzystania z urządzeń elektronicznych w statutach, z uwzględnieniem ustawowych wyjątków.

 

3.Wprowadzenie jasnych wyjątków od zakazu obejmujących sytuacje:

a. gdy korzystanie z urządzenia odbywa się za zgodą nauczyciela i służy realizacji programu nauczania, sprawdzeniu wiedzy lub kontaktowi z rodzicem w sytuacji nagłej;

b. gdy uczeń posiada okresową zgodę dyrektora szkoły ze względu na stan zdrowia, niepełnosprawność lub szczególne potrzeby;

c. zagrożenia życia, zdrowia lub dla mienia.

 

4.Wprowadzenie możliwości zorganizowania przez szkołę miejsca lub miejsc przechowywania urządzeń oraz – jeśli szkoła takie miejsce lub miejsca zorganizuje – obowiązku odkładania do nich telefonów komórkowych i pokrewnych urządzeń przez uczniów, z jednoczesnym zagwarantowaniem poszanowania prawa do prywatności. Szczegółowe rozwiązania będą ustalane przez społeczność szkolną – w porozumieniu z rodzicami i nauczycielami oraz po zasięgnięciu opinii uczniów.

 

5.Doprecyzowanie, że w przypadku naruszenia zakazu lub warunków korzystania z urządzeń (tam, gdzie nie ma zakazu) szkoła stosuje środki przewidziane w przepisach prawa i statucie, w szczególności:

a. działania wychowawcze (np. upomnienie, kontrakt wychowawczy),

b. kary statutowe,

c. obniżenie oceny zachowania.

 

W wyniku ponownej analizy uwag zgłoszonych w trakcie konsultacji publicznych oraz rekomendacji ekspertów i młodzieży przedstawionych podczas spotkań „Konsultacje: Cyfrowa Przyszłość Młodzieży” (29 kwietnia i 29 maja 2026 r.) zdecydowano o rozszerzeniu projektowanego zakazu również na niepubliczne szkoły podstawowe. Rozwiązanie to ma na celu zapewnienie powszechnej i równej ochrony dzieci przed negatywnymi skutkami nadmiernego korzystania z technologii cyfrowych.

 

Planowane jest, aby ustawa weszła w życie 1 września 2026 r. Szkoły będą miały czas do 31 października 2026 r. na dostosowanie swoich statutów do zmienionych przepisów (dostosowanie przepisów wewnętrznych do treści ustawy, a także wskazanie zasad korzystania z urządzeń podczas wycieczek szkolnych i w internatach, jeśli w szkołach działają). Projekt zostanie teraz skierowany do prac w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Projektowane regulacje stanowią element szerszej, spójnej polityki edukacyjnej państwa. Równolegle, od 1 września 2026 r., w szkołach zostaną wzmocnione treści dotyczące higieny cyfrowej i edukacji medialnej – zarówno w ramach zmian podstaw programowych (Kompas Jutra), jak i w związku z wprowadzeniem obowiązkowego przedmiotu edukacja zdrowotna. Działania te wzajemnie się uzupełniają i wspierają bezpieczny oraz odpowiedzialny rozwój uczniów w środowisku nowych technologii.

 

 

Projekt ustawy przyjętej prze Radę Ministrów  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/

 



Na internetowym profilu o „dowcipnej” nazwie „OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora” prowadzonym przez korepetytora z zakresu biologii Artura Szymanka, znalazłem dzisiaj rano wart upowszechnienia post:

 

 

To może brzmieć mało nowocześnie, ale…

 

W dyskusji o edukacji wciąż tkwimy w jednym, fundamentalnie fałszywym założeniu. Zakładamy, że uczeń zwłaszcza w szkole średniej jest z definicji zainteresowany nauką, a jego naturalnym stanem jest ciekawość, aktywność i chęć rozwoju. Na tej wizji buduje się wymagania, reformy i oczekiwania wobec nauczycieli.

 

Problem polega na tym, że ta wizja w wielu przypadkach jest fałszywa.

 

W przeciętnej szkole średniej znaczna część uczniów nie funkcjonuje w trybie „chcę się uczyć”, tylko w trybie minimalnego przetrwania systemu. Ich celem nie jest zdobywanie wiedzy, tylko spełnienie formalnych warunków: obecność, zaliczenie. Nauka jako proces poznawczy często nie jest celem. Jest obowiązkiem do „odhaczenia”, zadaniem do wykonania możliwie najmniejszym kosztem.

 

To nie jest kwestia „mniejszego zainteresowania”. W wielu przypadkach zainteresowanie edukacją po prostu nie istnieje. Uczeń nie myśli w kategoriach „co dziś zrozumiem”, tylko „czy to będzie na ocenę” albo „czy da się tego uniknąć”. Jeśli coś nie jest potrzebne do zaliczenia, bardzo szybko przestaje istnieć w jego uwadze.

 

I na tym rozjeżdża się cały system.

 

Przepisy, podstawy programowe i reformy są pisane tak, jakby klasa była środowiskiem ludzi gotowych do pracy poznawczej. Jakby wystarczyło dobrze nauczyć, żeby pojawił się efekt. Tymczasem nauczyciel bardzo często nie pracuje z grupą osób zainteresowanych, tylko z klasą, w której znaczna część uczniów mentalnie nie uczestniczy w procesie dydaktycznym, a jedynie w nim fizycznie przebywa.

 

Brak zainteresowania nie jest wyjątkiem, ale stałym elementem systemu.

 

W takiej sytuacji nauczyciel nie tyle „ma trudniej”, co traci wpływ na podstawowy warunek edukacji – uwagę i zaangażowanie ucznia. Można przygotować dobrą lekcję, można zmieniać metody, można stosować nowoczesne narzędzia, ale nie da się wymusić myślenia tam, gdzie nie ma nawet minimalnej chęci uczestnictwa.

 

System jednak udaje, że ten problem nie istnieje. Odpowiedzialność spada w całości na nauczyciela: ma realizować podstawę, ma „angażować”, ma „indywidualizować”, ma „motywować”. Jednocześnie nie dostaje narzędzi, które pozwalałyby realnie zmienić postawę ucznia, który nie widzi sensu w tym, co się dzieje na lekcji.

 

Powstaje więc paradoks: oczekuje się efektów edukacyjnych w warunkach, w których duża część grupy nie spełnia podstawowego warunku edukacji – chęci uczestnictwa.

 

W efekcie nauczyciel staje się nie tyle bezradny emocjonalnie, co systemowo pozbawiony sprawczości. Odpowiada za wynik, na który ma tylko częściowy wpływ, a czasem wpływ marginalny.

 

Można oczywiście próbować tłumaczyć to „atrakcyjnością lekcji” czy „nowoczesnymi narzędziami dydaktycznymi”. Ale to omija sedno problemu. Bo żaden system dydaktyczny nie działa, jeśli znacząca część odbiorców nie uczestniczy w procesie poznawczym, tylko formalnie w nim przebywa.

 

I niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy wierzyć w szkołę opartą na naturalnej ciekawości, rzeczywistość jest bardziej prosta i mniej wygodna: duża część uczniów nie jest zainteresowana nauką, a system edukacji wciąż projektuje się tak, jakby było inaczej.

 

To nie jest kwestia opinii. To jest punkt wyjścia do każdej poważnej rozmowy o szkole.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?



Dzisiaj, w Dniu Dziecka, w przestronnej hali Łódzkiej  Akademii Sztuk Pięknych, ponad 400 uczennic i uczniów szkół ponadpodstawowych z województwa łódzkiego spotkało się z Ministrą Barbarą Nowacką. Punktem wyjścia była „Diagnoza Młodzieży 2026. Raport i rekomendacje”. Niełatwo było znaleźć informacje o tym wydarzeniu. Oto fragmenty z relacji (bogato ilustrowanej). opublikowanej przez „Dziennik Łódzki”:

 

 

Z młodzieżą o młodzieży i jej przyszłości. Minister edukacji Barbara Nowacka w Dzień Dziecka w Łodzi

 

 

[…]

 

Gospodarzem wydarzenia był łódzki kurator oświaty Janusz Brzozowski. Witając uczestników podkreślał, że młodzi ludzie nie są wyłącznie przyszłością kraju, ale już dziś stanowią jego siłę i ważny głos w debacie publicznej. – Od młodzieży zależy, jakie wartości będą przekazywane kolejnym pokoleniom i jak będzie wyglądał rozwój naszego kraju w nadchodzących latach. Dlatego troska o młodzież należy do najbardziej podstawowych zadań każdego społeczeństwa. Aby jednak skutecznie wspierać młodych ludzi, trzeba dobrze rozumieć ich potrzeby, oczekiwania i obawy – mówił kurator. [..]

 

Minister edukacji Barbara Nowacka rozpoczęła swoje wystąpienie od życzeń z okazji Dnia Dziecka, a następnie zwróciła uwagę na fakt, że przez wiele lat w Polsce praktycznie nie prowadzono spójnej polityki młodzieżowej.[…] Jak podkreślała, przygotowywana obecnie strategia nie może być wyłącznie dokumentem napisanym przez ekspertów i urzędników.       – Byłoby udawaniem tworzyć strategię młodzieżową dla młodych bez udziału młodych ludzi. Znacznie łatwiej byłoby usiąść przy biurku i napisać dokument. Tylko trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: dla kogo miałby on powstać? Dlatego tak ważne są spotkania takie jak to dzisiejsze – zaznaczyła.

 

[…]

 

Spotkanie w łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych było jednym z etapów konsultacji prowadzonych w całym kraju. Tym razem to młodzi mieszkańcy województwa łódzkiego mogli bezpośrednio przedstawić swoje opinie, oczekiwania i pomysły osobom odpowiedzialnym za kształtowanie polityki państwa. – Chcemy wiedzieć, które problemy młodzi ludzie uznają za najważniejsze i jakie działania powinny stać się priorytetem. Strategia ma odpowiadać na realne potrzeby młodego pokolenia, a nie tylko na wyobrażenia dorosłych o tych potrzebachpodsumowała minister edukacji.

 

 

Cały tekst (+16 zdjęć) „Z młodzieżą o młodzieży i jej przyszłości. Minister edukacji Barbara Nowacka w Dzień Dziecka w Łodzi”  –   TUTAJ

 

 

Źródło: www.dzienniklodzki.pl

 

 x           x           x

 

Jeszcze bogatszy zestaw zdjęć z tego spotkania zaprezentowano na fanpage Łódzkiego Kuratorium Oświaty. Z zamieszczonych tam  27 zdjęć wybrałem 2 – uznałem je za najlepiej obrazujące cel tego wydarzenia:

 

 

 

Cały zestaw do obejrzenia   –  TUTAJ 

 

x           x           x

 

Swoją – lapidarną – informację, z 10. Zdjęciami, zamieściło Ministerstwo Edukacji na swoim fanpage:

 

 

„Diagnoza 2026. Zetki w Łódzkiem” – spotkanie z młodymi w Łodzi!  –  TUTAJ

 



 

Jak wiecie wszystkie zamieszczane przeze mnie na „Obserwatorium Edukacji” materiały „reklamuję” – odsyłając do nich linkiem na moim prywatnym profilu Fb. Tak też było w minioną niedziele, kiedy poinformowałem tam o zamieszczeniu „Mojego refleksyjnego eseju nr 21”. Nie  trzeba było długo czekać – jeszcze tego samego dnia pojawił się tam pierwszy komentarz – i to nie od nieznanego autora, lecz który został tam zamieszczony przez Roberta Sowińskiego – tego  który wraz z żoną Anną propaguje w Polsce plan daltoński, prowadząc m. in. „Edukosmos”. Oto co napisał:

 

 

Robert Sowiński

Szanowny Redaktorze, po przeczytaniu nie dostrzegłem odpowiedzi na postawione w poście pytanie . Zostawiając politykę z boku, czy któryś z punktów poza pierwszym wzbudza niechęć, niepokój czy jakieś inne … obawy? Pytam serio, bo może wtedy okazać się czym tak naprawdę takie kierunki przy okazji ich publikowania są. Chętnie poznam opinie na temat tych kierunków. Bo – pomijając punkt pierwszy – w internetach widzę jedną linie ….

 

Jako że niedziela nie była najlepszą porą na przemyślaną odpowiedź – zamieściłem jedynie taką reakcję na ten komentarz:

 

Włodzisław Kuzitowicz

Nie lekceważę nie odpowiadając. Ale „co nagle to po diable”

 

 

Niedługo po tym pojawiły się nowe komentarze – oba innego autora – ale także powszechnie znanego i cenionego:

 

Jarosław Pytlak

„Kierunki” są takim rytuałem o minimalnym przełożeniu na rzeczywistość szkolną. Nie są zapisem planów państwa, ale narzuconą odgórnie szkołom listą priorytetów, za którą nie idzie dosłownie nic, a już na pewno wsparcie materialne. Pomiędzy kolejnymi latami „kierunki” zmieniają się kosmetycznie, a ich cechą wspólną dla wszystkich rządów jest brak jakiejkolwiek formy ewaluacji uzyskanych efektów. Skłaniam się zatem do zdania Redaktora, że mają charakter propagandowy, choć bardziej trafne wydaje mi się słowo „rytualny”. Nie przeszkadzają mi – są po prostu kompletnie bez znaczenia.

 

Jarosław Pytlak

Nadmienię jeszcze, że bardzo mi się podoba zawarte w eseju wyjaśnienie, dlaczego Redaktor nie skomentował ustawy o prawach i obowiązkach ucznia. Napisać elegancko, że mamy do czynienia z burdelem organizacyjnym, merytorycznym i pedagogicznym, który ciężko opisać, to wielka sztuka, przed którą uchylam kapelusza !

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?

 

 

Dzisiaj, na spokojnie, odpowiadam Robertowi:

 

Wątek pierwszy: „…nie dostrzegłem odpowiedzi na postawione w poście pytanie.”

 

Wygląda na to, że nie spodziewałeś się po mnie, iż redagując moje refleksyjne eseje mogę tam zastosować figurę stylistyczną, która nazywa się pytaniem retorycznym. A właśnie tym jest tytuł tego eseju: „Co wspólnego ma polityka oświatowa państwa z rzeczywistością polskich szkół”.

 

 

Wątek drugi:Zostawiając politykę z boku, czy któryś z punktów poza pierwszym wzbudza niechęć, niepokój czy jakieś inne … obawy?”

 

Pewnie przeczytałeś mój tekst szybko i umknął Ci fragment, w który WYRAŹNIE napisałem z jakiego punktu widzenia będę prezentował owe „Podstawowe kierunki realizacji polityki oświatowej państwa”. (Bo w tytule musiałem wyciąć z nazwy „podstawowe kierunki”):

 

„… zestawię je z punktu widzenia linii politycznych partii, które w owych latach decydowały w Polsce o polityce oświatowej.”

 

I od samego początku nie miałem zamiaru przeprowadzać merytorycznych analiz poszczególnych kierunków tychże polityk oświatowych państwa.

 

 

A poza tym –  z wyjaśniania pozostałych wątpliwości zostałem zwolniony – wyręczył mnie treścią swego pierwszego komentarza Kolega Jarosław Pytlak.

 

 

Włodzisław Kuzitowicz

 



Wczoraj na blogu „Wokół Szkoły” Jarosław Pytlak zamieścił kolejną recenzję najnowszej inicjatywy legislacyjnej MEN. Jak zawsze – są to konkretne spostrzeżenia i uwagi, poparte jego dogłębną znajomością problemu –  na podstawie wieloletnich doświadczeń, zdobytych podczas pełnienia funkcji dyrektora szkoły. Zamieszczam ten tekst bez skrótów:

 

 

Rozporządzenie na miarę naszych możliwości

 

Przy minimalnym tylko rozgłosie procedowany jest właśnie projekt rozporządzenia MEN, zmieniającego niektóre regulacje dotyczące oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów. Zmiany dotyczą kilku obszarów działalności szkoły i choć są wycinkowe, to w większości dość istotne, więc warto się z nimi zapoznać. Omówię je tutaj w kolejności, jaką przyjęto w uzasadnieniu, które zdecydowanie ułatwia ich ogarnięcie i rozszyfrowanie intencji autorów.

 

Korekta opisana w pierwszym punkcie uzasadnienia dotyczy szkolnictwa zawodowego. Jeżeli w programie kształcenia w danym zawodzie jest przygotowanie do egzaminu na prawo jazdy, można będzie z niego zwolnić ucznia, który wylegitymuje się wcześniejszym ukończeniem takiego kursu poza szkołą, nawet bez zdania samego egzaminu. Brzmi to całkiem zdroworozsądkowo.

 

Kontrowersyjnej materii dotyczy natomiast punkt drugi, opisujący zmianę, którą można określić mianem Lex „Szkoła w chmurze”. Proponowany zapis w rozporządzeniu zdaje się ostatecznie rozstrzygać niedawny spór pomiędzy ministerstwem a najszerzej znaną placówką organizującą edukację opartą na nauczaniu domowym o to, czy roczny egzamin klasyfikacyjny może być przeprowadzony online. Potwierdza negatywne stanowisko MEN. Przy okazji ministerstwo postanowiło wyliczyć przeciwnika do końca, określając minimalny czas trwania egzaminu z jednego przedmiotu (30 minut w SP, 40 minut w szkole ponadpodstawowej) oraz maksymalną liczbę takich egzaminów dziennie (trzy). Jedno i drugie mocno utrudni życie placówkom skupiającym uczniów z różnych stron Polski, a przede wszystkim samym uczniom, szczególnie tym, którzy zapisani są do szkół daleko od swojego miejsca zamieszkania. Czy dzięki temu zwiększy się wiarygodność wyników egzaminacyjnych, w którą powątpiewa sporo osób, najwyraźniej także w MEN?! Nie sądzę, ale póki rzecz dotyczy tylko zaliczania kolejnych lat nauki, a nie certyfikowania kwalifikacji zawodowych, można by chyba uznać, że rzetelność egzaminowania winna być raczej przedmiotem troski rodziców. W końcu to wyłącznie oni odpowiadają za jakość edukacji domowej swoich dzieci. Polska szkoła ma wiele innych problemów do rozwiązania. Najwyraźniej jednak MEN uważa inaczej.

 

Na marginesie powyższego warto jednak zwrócić uwagę, że egzaminy na wyższych uczelniach nadal będą mogły odbywać się online, choć one akurat warunkują uzyskanie kwalifikacji do wykonywania takiego czy innego zawodu. Chociaż kwestia ta podlega innemu ministrowi, warto postawić pytanie, czy władze nie powinny być bardziej konsekwentne w ustalaniu reguł egzaminowania. Taka dychotomia rodzi bowiem podejrzenie, że prywatne wyższe uczelnie mają po prostu lepszy lobbing. Czemu zresztą trudno się dziwić, skoro wśród ich klientów pokaźną grupę stanowią politycy…

x           x           x

 

Kolejnym zagadnieniem, którego dotyczy projekt rozporządzenia, jest lista siedmiu obszarów branych pod uwagę przy ustalaniu śródrocznej i rocznej oceny klasyfikacyjnej zachowania. Zaproponowaną zmianę uzasadnia się potrzebą dostosowania do założeń reformy „Kompas Jutra”.

 

Na pierwszym miejscu pozostaje wywiązywanie się z obowiązków ucznia. Na miejsce drugie awansowało (z siódmego) okazywanie szacunku innym osobom, z istotnym uzupełnieniem w postaci konkretnego wskazania „w tym nauczycielom, uczniom i pracownikom szkoły”.

 

W punkcie trzecim znajduje się nowość: przejmowanie odpowiedzialności za własny rozwój i realizację zamierzonych celów. Będziemy zatem oceniać w zachowaniu uczniów ich samodzielność oraz sprawczość, czyli dwie cechy, póki co, zgodnie tłumione przez cały świat dorosłych, które – wbrew głębokiemu przekonaniu urzędników w MEN o magicznej sprawczości paragrafów – w obecnych realiach organizacyjnych i finansowych oświaty pozostaną takimi także po reformie.

 

O jedno oczko do góry, na miejsce czwarte, przesunęła się dbałość o bezpieczeństwo i zdrowie własne oraz innych osób. W punkcie piątym umieszczono przestrzeganie norm społecznych w szkole i poza nią, co można uznać za bardziej ogólne ujęcie dotychczasowego punktu szóstego, który nakazywał „godne, kulturalne zachowanie w szkole i poza nią”. Z kolei na miejscu szóstym znalazła się następna nowość w rozporządzeniu – współpraca w działaniu oraz dbałość o dobre relacje z innymi. To kryterium wydaje się mocno wątpliwe w szkole, w której każde zaburzenie we współpracy i relacjach pomiędzy uczniami ma w założeniu być przedmiotem interwencji pedagogicznej i wsparcia opartego o dogłębne zrozumienie potrzeb i ograniczeń poszczególnych jednostek. Ale brzmi dobrze i niewątpliwie bardzo „kompasowo”.

 

W punkcie ostatnim zapisano wykazywanie się postawą patriotyczną, rozumianą jako szacunek dla własnego narodu i ojczyzny, społeczności lokalnej i regionalnej oraz poszanowanie historii, tradycji i kultury innych narodów – dziwoląg łączący treści miłe konserwatystom, w tym postawienie narodu przed ojczyzną, z progresywną otwartością na obecność innych nacji w naszym coraz bardziej wielokulturowym społeczeństwie. Papier w każdym szkolnym statucie zniesie tę złożoność bez trudu. Życie – już niekoniecznie.

 

Czytaj dalej »