
Dzisiaj proponuję lekturę bardzo obszernego tekstu zatytułowanego „Ile czasu dzieci i młodzież mogą spędzać w mediach społecznościowych?”, jaki został zamieszczony na blogu CEO. Jako że nie jest on krótki – zamieszczam jedynie jego wybrane (subiektywnie) fragmenty i gorąco zachęcam przeczytanie całości – załączam link:
[…]
Po co nam media społecznościowe?
Człowiek jest z natury istotą społeczną i do zdrowego funkcjonowania potrzebuje kontaktu z innymi ludźmi. Jesteśmy wyposażeni w szereg zdolności, aby wchodzić w interakcje z innymi osobami oraz budować relacje interpersonalne. Przynależność do grupy jest ważna na każdym etapie rozwoju. W pierwszym okresie życia jest to rodzina i najbliższe środowisko.
Potrzeba wymiany myśli, uczuć i informacji jest bezsprzecznie wpisana w funkcjonowanie ludzkie i znajduje różne formy wyrazu. Komunikujemy się werbalnie i niewerbalnie, wyrażamy swoje myśli i uczucia poprzez mowę, pismo, sztukę czy rozmaite kody. Umiejętności społeczne, które nabywamy w toku rozwoju, pozwalają nam radzić sobie w interakcjach społecznych i regulować związane z nimi emocje, aby funkcjonować w zdrowiu i zadowoleniu z życia (Goleman, 1997).
W wieku nastoletnim niezwykle ważna staje się przynależność do grupy rówieśniczej. Wraz z rozwojem nowych technologii wykształciły się media społecznościowe (social media, SM). Pojawiły się one mniej więcej ćwierć wieku temu i stopniowo stały się integralną częścią życia ludzi na całym świecie. Korzystają z nich dorośli, młodzież i dzieci. I właśnie grupa najmłodszych użytkowników skupia na sobie najwięcej uwagi ekspertów w dziedzinie zdrowia. Czas spędzany przed ekranami i media społecznościowe to dwa główne problemy zdrowotne dzieci, które martwią ich rodziców i opiekunów (Nagata, Huang, Hur, Li, Helmer, Weinstein, Moreno, 2025).
Okazuje się, że bycie online oraz używanie social mediów i komunikatorów stanowi codzienność polskich nastolatków, korzysta z nich przeważająca część młodzieży (Jachymek, 2023). Kontrowersje budzi fakt, że komunikacja z wykorzystaniem internetu przebiega inaczej niż kontakt na żywo – przede wszystkim odbywa się bez kontroli i nadzoru. Obawy narastają, gdy widzimy, jak dzieci i młodzież ciągnie do social mediów, jak bardzo nieodparta jest to potrzeba.
Dlatego jako dorośli szukamy odpowiedzi na pytanie o zdrową dawkę social mediów dla swoich podopiecznych (Pyżalski, Plichta, Tomczyk, 2026). Specjaliści od zdrowia są zgodni, że dzieci do 6. roku życia są na tyle niedojrzałe, że powinny mieć minimalny kontakt z urządzeniami cyfrowymi i internetem, jednak już w przypadku nastolatków sprawa się komplikuje. A to wskutek dostrzegania zarówno ryzyka, jak i korzyści, które implikuje użytkowanie mediów społecznościowych (WHO, 2024). […]
Oto podtytuły następnych akapitów:
Poszukiwanie dowodów naukowych […]
Samopoczucie i skrolowanie – gdzie jest skutek, a gdzie przyczyna? […]
A dalej czytamy:
Zdrowa dawka dla nastolatka
Dobrze wiemy, że większość nastolatków korzysta z mediów społecznościowych codziennie – do kontaktów, rozrywki, nauki, budowania tożsamości i regulowania emocji. Jak donosi „Nature”, w przypadku nastolatków to nie czas ekranowy jest największym zagrożeniem, lecz pozostawienie młodych ludzi samych w świecie wirtualnym (Nature, 2019). To ważna zmiana perspektywy dla rodziców, wychowawców i nauczycieli. Nadal trwa jednak dyskusja, w jakim wieku nastolatki powinny móc zacząć korzystać z mediów społecznościowych. […]
Na świecie coraz więcej państw pracuje nad ustawowymi rozwiązaniami podwyższającymi minimalny wiek korzystania z SM do 15–16. roku życia. A 73% Polaków deklaruje, że jest za wprowadzeniem zakazu używania telefonów w szkołach (Feliksiak, 2025). W związku z tym rośnie odpowiedzialność szkoły we wspieraniu uczniów i uczennic w rozwijaniu zdrowych nawyków cyfrowych.
Co jako dorośli możemy zrobić dla nastolatków?
Eksperci proponują rodzicom i nauczycielom wspieranie młodzieży poprzez mądre towarzyszenie im w sieci, a nie zakazywanie przebywania w niej. Amerykańskie Towarzystwo Pediatryczne wskazuje na użyteczność podejścia 5C (Child, Content, Calm, Crowding Out, Communication) w nauczaniu zdrowego korzystania z social mediów (Nagata i in., 2025).
Podejście 5C dotyczy prowadzenia rozmów z nastolatkami na temat higieny cyfrowej w oparciu o pięć zasad:
>Zrozum, co motywuje dzieci do korzystania z mediów społecznościowych. Być może chcą znaleźć społeczność lub rozrywkę. Zaciekaw się tym.
>Zorientuj się, jakie treści nastolatki oglądają w mediach społecznościowych. Wyjaśniaj im, jak może się różnić jakość czasu spędzanego przed ekranem i które treści są wartościowe, a które – mniej.
>Zwróć uwagę na korzystanie z ekranów przed snem i ucz higieny snu oraz zdrowych sposobów na zaśnięcie. Rozmawiaj o tym, jak bodźcujące jest korzystanie z social mediów, oraz o tym, jak się relaksować.
>Pracuj z nastolatkami nad zrozumieniem, w jaki sposób czas spędzony przed ekranem wypiera inne aktywności. Pomóż im znaleźć zajęcia alternatywne, którymi można by zastąpić social media.
>Utrzymuj bliski kontakt i otwartą komunikację z nastolatkami. Regularnie rozmawiaj z nimi na temat social mediów.
Co możesz zrobić jako nauczyciel lub nauczycielka?
-Nie oceniaj wyłącznie liczby godzin spędzanych online.
-Zapytaj, co młoda osoba robi w sieci i jak się po tym czuje.
-Zwracaj uwagę na niewyspanie, wycofanie, trudności z koncentracją i pogorszenie relacji.
-Ustalaj zasady wspólnie z klasą, zamiast bazować wyłącznie na zakazach.
-Włącz rodziców i szkolnych specjalistów, jeśli widzisz niepokojące zmiany.
Nauczyć świadomego korzystania z mediów społecznościowych
Dla jednych uczniów social media to przestrzeń kontaktu i wsparcia, źródło wiedzy, narzędzie twórczości. Dla innych – źródło stresu, presji i porównań. Aby móc rozpoznać, z czym ma do czynienia dany nastolatek, rodzice i nauczyciele powinni zwracać uwagę na zmiany w funkcjonowaniu dziecka związane z wyraźnym spadkiem koncentracji, zmęczeniem, wycofaniem społecznym czy drażliwością. Warto wtedy poświęcić więcej uwagi na wsparcie, rozmowę i rozpoznanie tego, co dzieje się z młodą osobą i czego doświadcza w swoim życiu online i offline.
Świadomego korzystania z social mediów młodzież można nauczyć – podobnie jak pisania, matematyki czy rozwiązywania konfliktów. Szkoła odgrywa ogromną rolę w budowaniu kompetencji, takich jak utrzymywanie higieny cyfrowej, krytyczne myślenie i świadomość własnych emocji w kontekście korzystania z social mediów. Ponadto wielu ekspertów podkreśla, że szkoła może wykorzystać social media jako narzędzie edukacyjne, np. w przypadku projektów, współpracy czy uczenia odpowiedzialności cyfrowej (Jachymek, 2023).
Media społecznościowe są wynalazkiem, który ma służyć naszym celom oraz odpowiadać na ludzką potrzebę kontaktu, przynależności i relacji społecznych.
Jeśli jest Ci bliskie podejście oparte o relacje, uważność i towarzyszenie uczniom w drodze do zdrowia, program Żyję zdrowo może być naturalnym kolejnym krokiem.
To propozycja dla nauczycieli i wychowawców, którzy chcą budować edukację zdrowotną bez presji i moralizowania – za to z przestrzenią na doświadczenie, rozmowę i refleksję. Program oferuje gotowe scenariusze zajęć, ćwiczenia i projekty, które pomagają młodym ludziom lepiej rozumieć swoje ciało, emocje i potrzeby oraz stopniowo budować zdrowe nawyki.
Dowiedz się więcej na stronie – wzmacniajodpornosc.ceo.org.pl.
Cały tekst „Ile czasu dzieci i młodzież mogą spędzać w mediach społecznościowych?” – TUTAJ
Źródło:www.ceo.org.pl
Oto fragmenty tekstu (I link do pełnej wesji) Katarzyny Mazur, informującego o raporcie z badania sytuacji młodych nauczycieli, przeprowadzonego przez ZNP i Uniwersytet Warszawski, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”:
Młodzi nauczyciele szybko zderzają się z rzeczywistością. Potrzebują innego wsparcia
[…[
Raport wskazuje, że początkujący nauczyciele wchodzą do zawodu z dużym entuzjazmem i idealistycznymi oczekiwaniami, ale szybko zderzają się z organizacją pracy szkoły: dokumentacją, relacjami z rodzicami, brakiem jasnego wdrożenia, przeciążeniem obowiązkami i nieformalnymi regułami placówki. „Pierwsze lata pracy zawodowej w szkole są okresem szczególnie narażonym na przeciążenie, poczucie niekompetencji i rozczarowanie zawodem” napisano w raporcie. Badaczki zwracają też uwagę, że w wielu odpowiedziach pojawiał się „brak wdrożenia do realiów pracy”.
Młody nauczyciel nie uczy się wyłącznie prowadzenia lekcji. Musi zrozumieć procedury, dokumentację, sposób komunikacji z rodzicami, zasady współpracy w gronie pedagogicznym, oczekiwania dyrekcji i praktyczne sposoby reagowania na sytuacje trudne. Bez wsparcia te zadania szybko stają się źródłem lęku i poczucia niekompetencji.[…]
Z części jakościowej badania wynika, że młodzi nauczyciele bywają dodatkowo obciążani właśnie dlatego, że są młodzi, bezdzietni albo nie mają jeszcze ugruntowanej pozycji w szkole. Zamiast ochronnego wdrożenia dostają więcej zadań.
– Systemowe obciążanie młodych nauczycieli to także zjawisko, na które zwracały nam uwagę te osoby, które mają niewielki staż pracy w szkole. To, że młodzi nauczyciele nie mają rodziny, nie mają dotychczasowych obowiązków, ale także nie mają wsparcia wśród kolegów w pracy, bardziej doświadczonych, często skutkuje tym, że wypalają się już na pierwszym etapie kariery, obciążeni obowiązkami ponad absolutnie swoje możliwości – mówiono podczas omówienia raportu. […]
Raport pokazuje, że mentoring dla początkujących nauczycieli powinien być narzędziem zatrzymywania ludzi w zawodzie. Jeśli młody nauczyciel już na starcie uczy się, że przeciążenie jest normą, a proszenie o wsparcie oznaką słabości, szkoła sama przyspiesza jego wypalenie.
Cały tekst „Młodzi nauczyciele szybko zderzają się z rzeczywistością. Potrzebują innego wsparcia” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Dzisiaj proponuję zapoznać się z dwoma postami, które znalazłem na fb-progilu Roberta Sowińskiego:
23 września
Współpraca na opak czyli jedna osoba pracuje, reszta współistnieje…
Dzisiaj pracujemy w grupach, oznajmia Pani Ania. Po pięciu minutach sytuacja wygląda następująco:
Jedna osoba wykonuje zadanie, druga ozdabia kartkę, trzecia zarządza innymi a czwarta obserwuje życie za oknem.
Ale spokojnie, wszyscy dostaną wspólną ocenę, więc współpraca została oficjalnie potwierdzona.
Samo posadzenie dzieci przy jednym stole nie tworzy zespołu. Współpraca wymaga wspólnego celu, podziału odpowiedzialności, komunikacji i refleksji nad tym, jak pracowała grupa.
Inaczej nie uczymy współpracy. Uczymy, że zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi zadanie za innych. Czyli cwaniactwa.
Więcej jutro albo w Daltońskich wieściach, […]
24 września
Możesz wybrać, byle … właściwie?
W naszej klasie dzieci mają wybór. Mogą zacząć od zadania pierwszego albo… najpierw wykonać zadanie pierwsze.
Mogą pracować własnym sposobem, pod warunkiem że będzie to sposób pokazany przez nauczyciela.
Mogą też wybrać kolegę, oczywiście po zatwierdzeniu składu przez dorosłego.
To nie jest autonomia, to coś na kształt quizu, w którym każda odpowiedź poza oczekiwaną jest błędna.
Wybór nie musi być nieograniczony. Powinien jednak być prawdziwy i dotyczyć czegoś, co ma dla ucznia znaczenie, np. kolejności, czasu, miejsca, sposobu pracy albo formy prezentacji efektu.
Pozorny wybór uczy jedynie odgadywania intencji nauczyciela. Chcesz poznać plan daltoński – lepiej zapisz się na Daltońskie wieści – link: https://www.daltonskiewiesci.pl/
Źródło: https://www.facebook.com/sowinski.robert
Wygląda na to, że ożywczo na aktywność Ministry Nowackiej musiał podziałać raport zespołu badawczego AWF, pracującego pod kierunkiem Rektora Profesora Bartosza Molika, w którym zawarto wynika badania tragicznego stanu sprawności ruchowej uczniów polskich szkół. Bo od 15 września, kiedy uczestniczyła w 20. Międzynarodowej Konferencji „Bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w Internecie”, po 9 dniach braku informacji o jej aktywności, dopiero dzisiaj pojawiła się na oficjalnej stronie MEN informacja, że tym razem, wraz z ministrem sportu i turystyki Jakubem Rutnickim odwiedziła Słupsk, Miastko i Bytów i tam, na konferencjach prasowych, ogłaszali wyniki programów wspierających rozwój infrastruktury sportowej w województwie pomorskim. Oto fragmenty tej informacji i link do jej pełnej wersji:
Minister Barbara Nowacka w województwie pomorskim: wsparcie dla szkolnej infrastruktury sportowej
Konferencja prasowa minister edukacji Barbary Nowackiej, ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego w Słupsku
[…]
Minister zaznaczyła, że odpowiednia infrastruktura sportowa w szkołach jest niezbędna, aby dzieci i młodzież mogły rozwijać aktywność fizyczną. Przypomniała również o działaniach MEN – wprowadzeniu obowiązkowego przedmiotu edukacja zdrowotna oraz o możliwości prowadzenia zajęć wychowania fizycznego w klasach 1-3 szkoły podstawowej przez nauczycieli posiadających kwalifikacje do nauczania tego przedmiotu. Podkreśliła, że dbanie o zdrowie młodych ludzi jest jednym z fundamentów działań MEN.
W ramach Programu rozwoju infrastruktury sportowej w województwach przyznano blisko 5 mln zł dofinansowania dla dwóch inwestycji. Powiat Słupski otrzymał 2,5 mln zł na budowę hali sportowej przy Zespole Szkół Agrotechnicznych w Słupsku. Nowy obiekt zastąpi niewymiarową salę gimnastyczną i umożliwi prowadzenie zajęć oraz szkolenia sportowego.
Gmina Miastko otrzymała 2,35 mln zł na budowę kompleksu sportowego przy Szkole Podstawowej nr 3. Obiekt będzie służył 750 uczniom szkoły, lokalnej społeczności oraz młodym sportowcom trenującym w miejskich klubach.
Podczas konferencji prasowej w Bytowie, ministrowie poinformowali również o wynikach programu „Szatnia na medal – Edycja Druga 2026” w województwie pomorskim. Dofinansowanie na remont i modernizację sześciu zapleczy szatniowo-sanitarnych otrzymają:
Powiat Bytowski – 288,6 tys. zł. […], Gmina Miejska Człuchów – 257,2 tys. zł., […] Gmina Potęgowo otrzyma 129,1 tys. zł., […]
Program „Szatnia na medal” wspiera poprawę warunków korzystania z obiektów sportowych. Obejmuje zarówno remont istniejących szatni i sanitariatów, jak i budowę nowych zapleczy przy obiektach sportowych. Beneficjenci mogą ponadto ubiegać się o dodatkowe bezzwrotne wsparcie na doposażenie szatni.
Od 2024 r. Ministerstwo Sportu i Turystyki przyznało na rozwój infrastruktury sportowej w województwie pomorskim dofinansowanie dla 145 inwestycji o łącznej wartości 158 mln zł.
Cały tekst „Minister Barbara Nowacka w województwie pomorskim: wsparcie dla szkolnej infrastruktury sportowej” – TUTAJ
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
O tej samej wizycie na stronie Ministerstwa Sportu:
Blisko 5 mln zł na dwie inwestycje w województwie pomorskim. Pierwsze wyniki Programu rozwoju
infrastruktury sportowej w województwach – TUTAJ
Dziś proponuję przeczytać kolejną porcję wiedzy, pomagającej w pracy nauczyciela, z którą dzieli się Danuta Sterna na swoim blogu „OK. NAUCZANIE”. Tym razem nie tylko posiłkując się artykułem Rachel Edoho-Eket, ale także wyniesioną z własnego doświadczenia:.
Uczeń nieznośny
Rys. Danuta Sterna
Jeśli nauczyciel nic z tym nie zrobi, to sytuacja się utrwala, a nawet nasila. Dzieci i młodzi ludzie potrzebują granic i ciągle próbują, czy mogą je przekroczyć. Nie oznacza to, że należy przede wszystkim egzekwować przestrzeganie ustalonych zasad. Warto również poznać przyczyny złego zachowania.
Lata temu, gdy zaczynałam pracę w szkole, uczyłam klasę drugą licealną. Była to bardzo trudna klasa. Przewodziło jej kilku chłopców, którzy „rozwalali” lekcje. Reszta klasy nie mogła się uczyć, gdyż oni uniemożliwiali proces nauczania. Nie będę opisywać, w jaki sposób, gdyż każdy z nauczycieli wie, o co chodzi. Apelowałam do uczniów, pytałam ich, dlaczego tak się zachowują, i nic to nie zmieniało.
Po roku męki przestałam uczyć tę klasę i przejęła ją nauczycielka, która była uznawana za niezwykle ostrą nauczycielkę. Stosowała wobec klasy drakońskie metody, niestety to też nie pomogło i do matury klasa dotarła zdziesiątkowana.
Z perspektywy czasu teraz wiem, co powinnam zrobić. Przemawianie do całej klasy nie miało sensu. Trzeba było umówić się z każdym z chłopców po lekcjach w neutralnym miejscu i porozmawiać od serca. Nie wiem, czy na pewno by podziałało, ale przynajmniej dowiedziałabym się, o co chodzi.
Tych kilku uczniów dyktowało warunki, mieli władzę nad klasą i nie chcieli stracić pozycji. Prawdopodobnie nie miało to nic wspólnego ze mną.
Dwóch z nich pochodziło z tak zwanych rozbitych rodzin i ich mamy nie miały na nich wpływu. Trzeci miał ojca wojskowego, który stosował tak zwany zimny wychów.
Można sądzić, że nauczyciel matematyki w liceum nie musi zajmować się wychowaniem młodych ludzi, powinien przekazywać wiedzę matematyczną. Jednak mając takich opornych uczniów, nie da się prowadzić procesu nauczania.
Próbowałam zgłosić się po pomoc do wychowawczyni klasy, ale ona twierdziła: „Ja nie mam z nimi żadnego kłopotu”. Nauczyciele odwracali się od problemu, gdyż tradycyjne metody interwencji nie działały. Chłopcom nie zależało na dobrych wynikach, a nawet na tym, czy przejdą do następnej klasy. Oceną zachowania w ogóle się nie interesowali.
Kiedy uczniowie mają trudności z regulowaniem emocji lub są wycofani czy buntowniczy, dorośli skupiają się na powstrzymaniu takiego zachowania. Ale skupianie się jedynie na korygowaniu zachowań nie przynosi efektów.
Trzy wskazówki, co warto zrobić, choć nie ma gwarancji, że przyniosą efekty.
1.Przyjrzeć się uczniowi
Przyjrzeć się uczniowi z ciekawością, zanim się zareaguje. Oznacza to zadanie sobie pytań: „Co wiem o tym uczniu?”, „W czym jest on dobry?”, „Z kim nawiązuje kontakt?”, „Kiedy wydaje się najbardziej pewny siebie?”, „Jakie ma zainteresowania?”. Czasami odpowiedzi na te pytania mogą całkowicie zmienić sposób reagowania. Może się okazać, że uczeń ma trudną sytuację w domu albo walczy o pozycję w klasie, o uwagę rówieśników i nauczyciela.
Odpowiedzi na te pytania dają grunt pod rozmowę i nawiązanie kontaktu. Nawiązać rozmowę można w każdej chwili albo umówić się na rozmowę po lekcjach. Nie powinna ona być korygująca, ale powinna pokazywać uczniowi, że dorosły się nim interesuje. Pierwsza rozmowa nie musi zahaczać o zachowanie ucznia. Jeśli dowiemy się, co interesuje ucznia, to możemy z ciekawością o tym posłuchać, a potem podczas lekcji nawiązywać do tego tematu. Oczywiście nie odnosząc się do osoby ucznia na forum klasy. Można zapytać ucznia o zainteresowania, obserwować, co robi w wolnym czasie, i dowiedzieć się, z czego jest dumny.
Chodzi o zmianę relacji pomiędzy nauczycielem i uczniem. Trzeba to zrobić jak najszybciej, bo jeśli złe zachowania się utrwalą, to nauczyciela nie będzie już stać na sympatię.
Nie oznacza to, że od nawiązania kontaktu znikną problematyczne zachowania, ale oznacza to, że zmieni się relacja, a to jest najważniejsze.
2.Zauważać sytuacje, gdy uczeń wyjątkowo dobrze się zachowuje
Często przyzwyczajamy się do złych zachowań ucznia, oczekujemy na nie i w ten sposób spełnia się przepowiednia. Trzeba zwracać uwagę na sytuacje, w których takie zachowania nie występują, kiedy uczeń osiąga sukcesy. Wyjątki od złych zachowań nie są przypadkami. Mogą pomóc zidentyfikować mocne strony ucznia, dać mu wsparcie i budować z nim relacje.
Pomysł polega na tym, aby uczeń dostawał uwagę, gdy dobrze się zachowuje, a nie wtedy, gdy rozrabia. Taki problemowy uczeń często walczy o uwagę poprzez złe zachowanie, wie, że wtedy będzie w centrum zainteresowania.
Można stwarzać samemu takie sytuacje. Na przykład powierzać uczniowi wyróżniające go zadania, obdarzać go zaufaniem.
Można też zapytać innego nauczyciela, który dobrze sobie radzi z uczniem, jakie strategie stosuje. Im więcej o uczniu wiemy, tym mamy większe szanse pomóc jemu i sobie.
3.Utrzymywać wysokie oczekiwania w stosunku do ucznia
Zawodząc się na kimś, jesteśmy skłonni mieć mniejsze w stosunku do niego oczekiwania w przyszłości. Podobnie jest w relacjach z trudnym uczniem. To niestety ma odwrotny skutek. Po pierwsze, może to być dla ucznia wygodne (mniej ode mnie wymagają), a po drugie, może skutkować brakiem poprawy (nie wierzą we mnie, mogę się nie starać).
Zamiast mówić: „Podejmujesz złe decyzje”, możemy powiedzieć: „Ten wybór nie spełnił oczekiwań klasowych, ale wiem, że możesz dokonać lepszego”. Zamiast: „Dlaczego nie potrafisz się dobrze zachowywać?”, możemy powiedzieć: „Widzę, że masz teraz trudności. Zastanówmy się, co się stało i co możesz zrobić inaczej następnym razem”. Często uczeń potrzebuje usłyszeć: „Wiem, że jesteś zdolny i nie zamierzam cię zostawić”. Uczeń potrzebuje wiedzieć, że dorośli wierzą w jego możliwości i chcą mu pomóc.
Wracając do przykładu podanego na początku. Wyjściem z tej trudnej sytuacji było porozmawianie z każdym uczniem, poznanie go, zrozumienie, co jest przyczyną złego zachowania, dostrzeżenie pozytywnych stron ucznia, docenienie jego dobrego zachowania, niespisywanie ucznia na straty i zaoferowanie mu pomocy. Niestety, jako młoda nauczycielka nie znałam tych wskazówek i poległam w tej sprawie. Oczekiwanie, że sprawa sama się rozwiąże i uczeń się poprawi, nie jest efektywną strategią.
Jeśli udało Ci się zastosować dobrą strategię przemiany nieznośnego ucznia w ucznia współpracującego, to napisz do mnie, jak Ci się to udało?
Inspiracja artykułem Rachel Edoho-Eket.
Źródło: www.oknauczanie.pl
Dzięki temu, że na mój prywatny fb-profil dostałem, od „Pan Belfer – nauczyciel z Internetów” ten oto post, mogę tę informację zamieścić na OE:
Gdy kapitan reprezentacji Polski, Robert Lewandowski, usłyszał dziś o najnowszych wynikach badań sprawności polskich dzieci, nie ukrywał głębokiego szoku.
I trudno mu się dziwić – te dane powinny być tematem numer jeden w każdym polskim domu i pokoju nauczycielskim.
Profesor Bartosz Molik wraz z zespołami badawczymi AWF przebadał ponad 100 tysięcy uczniów w całym kraju.
Wnioski? Nasze dzieci zmagają się z dramatycznym „analfabetyzmem ruchowym”:
>Aż 94% dzieci w polskich szkołach podstawowych nie spełnia fundamentalnych kompetencji ruchowych.
>86% dzieci nie potrafi poprawnie odbić piłki od ściany i jej złapać
>80% dzieci nie potrafi poprawnie wykonać przewrotu w przód ani skakać na skakance
>73% uczniów KLAS SPORTOWYCH nie spełnia podstawowych kompetencji ruchowych!
“Wyobraźmy sobie wywiadówkę, na której nauczyciel mówi: „94% Państwa dzieci nie potrafi czytać ani pisać”. Wybuchłby natychmiastowy skandal. W przypadku sprawności fizycznej udajemy, że problemu nie ma.” [prof. B. Molik, rektor AWF w Warszawie w programie Foot Truck]
Jako nauczyciele i edukatorzy widzimy to na co dzień w szkołach – brak koncentracji, zmęczenie, narastające problemy emocjonalne. Tymczasem badania dowodzą, że aktywność fizyczna poprawia wyniki w nauce aż o 15% i jest naturalną profilaktyką zdrowia psychicznego!
Zapisz ten post, podaj go dalej i pamiętaj: Rodzicu, weź swoje dziecko na rower, rolki, spacer!
Źródło: www.facebook.com/PanBelfer/
Wczoraj na na fejsbukowej agorze wypatrzyłem post, zamieszczony przez autora, występującego pod szyldem „OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora”:
Od lat wygląda to dokładnie tak samo.
Na fakultet z biologii przychodzi pewna grupa uczniów. Mija tydzień, drugi, trzeci i nagle część osób zaczyna znikać. Nie dlatego, że nauczyciel się zmienił, program nagle zrobił się trudniejszy albo ktoś postanowił uczniom uprzykrzyć życie.
Po prostu pojawia się coś, czego wcześniej nie było widać.
Wysiłek.
W szkole, w której pracuję, w pierwszej klasie, a zresztą również w kolejnych, mamy po siedem godzin biologii tygodniowo. Dodatkowo są zajęcia z anatomii. Program biologii to zajęcia z fizjologii, genetyki, biochemii, jest dużo pracy z materiałem, analizowania, rozwiązywania zadań i pisania odpowiedzi, zajęcia laboratoryjne. To nie jest godzina biologii raz na tydzień, podczas której można sobie spokojnie posłuchać ciekawostek.
I właśnie wtedy bardzo szybko okazuje się, kto rzeczywiście chciał tę biologię wybrać, a kto wybrał ją dlatego, że ktoś mu powiedział, że „biologia się przyda”.
Schemat jest zresztą bardzo podobny od lat.
Rodzic uznaje, że biologia będzie dobrym wyborem, bo może dziecko pójdzie na medycynę, weterynarię, fizjoterapię czy jakiś kierunek przyrodniczy. Dziecko wybiera więc biologię. Tyle że samo biologii specjalnie nie lubi, nie interesuje się nią i wcale nie planuje swojej przyszłości w tym kierunku.
Przez pierwsze tygodnie wszystko jeszcze jakoś działa.
A potem pojawia się materiał, którego nie da się już „prześlizgnąć”. Trzeba usiąść. Trzeba przeczytać. Trzeba zapamiętać, ale przede wszystkim zrozumieć. Trzeba analizować wykresy, doświadczenia, zależności, rozwiązywać zadania i nauczyć się poprawnie formułować odpowiedzi.
I wtedy część uczniów zaczyna się wycofywać. Bo nagle okazuje się, że fakultet nie jest dodatkową godziną ciekawej rozmowy o biologii. Jest nauką.
I właśnie dlatego mam do rodziców prosty apel:
Nie wybierajcie dzieciom fakultetów.
Możecie doradzać. Możecie rozmawiać o konsekwencjach wyboru. Możecie powiedzieć: „Jeżeli myślisz o takim kierunku studiów, sprawdź, jakie przedmioty będą ci potrzebne”. Możecie nawet powiedzieć, że według was jakiś wybór będzie rozsądniejszy.
Ale ostatecznie to dziecko powinno zdecydować.
Bo później bardzo łatwo powiedzieć: „Nie chce mu się uczyć biologii”, „Nie angażuje się”, „Nauczyciel za dużo wymaga”.
Tylko że czasami prawdziwy problem pojawił się kilka miesięcy wcześniej, kiedy ktoś wybrał dziecku przedmiot, którego ono samo wcale nie chciało.
I żeby nie było nieporozumienia: nie uważam, że dziecko powinno uczyć się wyłącznie tego, co lubi. Polski może kogoś kompletnie nie interesować, matematyka może być dla kogoś wyjątkowo trudna, a język obcy może być przedmiotem, za którym uczeń nie przepada.
Mimo to trzeba je opanować, bo są elementem obowiązkowej edukacji, a część z nich również matury.
Fakultet to jednak inna sytuacja.
To świadoma decyzja, że przez kolejne lata chcę poświęcić znacznie więcej czasu właśnie temu przedmiotowi. A jeżeli wybieram biologię, muszę się liczyć z tym, że będzie anatomia, fizjologia, genetyka, biochemia i dziesiątki innych rzeczy, których nie da się nauczyć bez pracy.
Nie da się wybrać dziecku zainteresowania.
Można wybrać mu fakultet. Można zapisać je na dodatkowe zajęcia. Można kupić korepetycje. Można nawet przez jakiś czas pilnować, żeby siedziało nad książką. Ale nie da się za nie zdecydować, że będzie chciało poświęcić kilka lat na naukę konkretnego przedmiotu.
Dlatego zanim rodzic powie: „Wybierz biologię, bo może kiedyś ci się przyda”, naprawdę warto zadać dziecku inne pytanie:
„Czy ty naprawdę chcesz się tego uczyć? Czy to cię interesuje”
Bo kiedy po dwóch czy trzech tygodniach pojawi się wysiłek, wymagania i konieczność systematycznej pracy, to właśnie wtedy okaże się, czy wybór był rzeczywiście wyborem dziecka.
I właśnie wtedy bardzo często pojawia się frustracja. Najłatwiej powiedzieć, że lekcje są nudne, że nauczyciel nie potrafi zainteresować, że „nic się nie dzieje”. Tylko że lekcja nie jest TikTokiem, na którym po kilku sekundach można przesunąć palcem i wybrać kolejną rolkę.
Nie każda lekcja będzie fascynująca. Nie każdy temat będzie ciekawy. Czasami trzeba po prostu usiąść i się nauczyć. Trzeba przećwiczyć zadania, zapamiętać pojęcia, zrozumieć zależności i wrócić do tego, czego nie udało się opanować.
A jeżeli mówimy o fakultetach przygotowujących do matury, to nie możemy realizować wyłącznie tego, co akurat jest ciekawe. Trzeba zrealizować cały materiał wymagany na egzaminie. Także ten mniej efektowny, wymagający pracy i cierpliwości.
Bo edukacja nie polega na tym, żeby każda minuta była atrakcyjna.
Czasami po prostu trzeba się trochę pomęczyć, żeby później coś naprawdę umieć.
Źródło: www.facebook.com/permalink.php?
Oto (z niewielkim skrótem) tekst Katarzyny Wesołej, zamieszczony dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, relacjonujący wyjaśnienia Katarzyny Lubnauer jak ostatecznie zdecydowano w sprawie prac domowych w klasach IV–VIII”
Katarzyna Lubnauer wyjaśnia głośną zmianę. Prace pisemne zostają
[…]
Prace domowe po zmianach od 1 września 2026 r.
Temat prac domowych od dłuższego czasu wzbudza emocje. W 2024 r. w szkołach podstawowych wprowadzono ograniczenia dotyczące ich zadawania i oceniania. Najnowsza zmiana nie oznacza całkowitego zakazu prac domowych. Dotyczy jednej z ich form w klasach IV–VIII.
Zasady zadawania i oceniania pisemnych oraz praktyczno-technicznych prac domowych obowiązują od 1 kwietnia 2024 r. Od 1 września 2026 r. w klasach IV–VIII zniesiono możliwość zadawania uczniom praktyczno-technicznych prac domowych do wykonania w czasie wolnym od zajęć. Pozostawiono natomiast prace pisemne.
MEN uznało, że rezygnacja z praktyczno-technicznych prac domowych nie wymaga prowadzenia ogólnokrajowych działań informacyjnych, organizacyjnych ani szkoleniowych.
Ministerstwo przypomniało, że od początku wprowadzania zmian wspiera nauczycieli w organizowaniu procesu dydaktycznego. Instytut Badań Edukacyjnych realizuje na zlecenie resortu projekt „Jak wspierać uczniów w samodzielnym uczeniu się”.
W jego ramach powstały publikacje, filmy i webinaria skierowane do:
-nauczycieli,
-rodziców,
-uczniów.
Nauczyciele mogą również korzystać z różnych form doskonalenia zawodowego. Za rozpoznanie potrzeb szkoły i poszczególnych nauczycieli odpowiada jej dyrektor. Wsparcie przy wdrażaniu zmian mają zapewniać także Ośrodek Rozwoju Edukacji oraz publiczne placówki doskonalenia nauczycieli.
Dyrektor ma kontrolować przestrzeganie zasad
W odpowiedzi nie zapowiedziano odrębnego systemu monitorowania nowych regulacji. Katarzyna Lubnauer wskazała, że bezpośredni nadzór nad prawidłowym wykonywaniem obowiązków przez nauczycieli sprawuje dyrektor szkoły.
To dyrektor kontroluje przestrzeganie przepisów dotyczących działalności dydaktycznej, wychowawczej, opiekuńczej i statutowej szkoły. Działalność szkoły oraz jej dyrektora nadzoruje natomiast kurator oświaty.
Do zadań kuratora należy m.in. obserwowanie i ocenianie przebiegu kształcenia, w tym przestrzegania zasad oceniania, klasyfikowania i promowania uczniów. Kurator może także organizować konferencje i narady dla dyrektorów oraz przekazywać informacje o zmianach w prawie oświatowym.
Oceny zachowania po zmianie przepisów
Zmienił się także katalog podstawowych obszarów branych pod uwagę przy ustalaniu śródrocznej i rocznej oceny klasyfikacyjnej zachowania. MEN wskazało, że jest on zgodny z założeniami reformy programowej „Reforma26. Kompas Jutra”.
Działalność dydaktyczna i wychowawcza szkoły ma opierać się na takich wartościach jak wolność, odpowiedzialność, wspólnota, szacunek, godność, prawda, dobro, piękno, sprawiedliwość i solidarność.
Jednym z kierunków polityki oświatowej państwa na rok szkolny 2026/2027 jest wspieranie przedszkoli i szkół we wdrażaniu reformy. Pomoc kadrze pedagogicznej mają zapewniać Ośrodek Rozwoju Edukacji oraz publiczne placówki doskonalenia nauczycieli.
Cały tekst „Katarzyna Lubnauer wyjaśnia głośną zmianę. Prace pisemne zostają” – TUTAJ
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Wczoraj na fanpage „Nie dla chaosu w szkole” zamieszczono post, w którym zwrócono uwagę na kolejny problem naszej szkolnej edukacji:
To jest autentyczny problem – w wielu szkołach oferta zajęć rozwijających uczniowskie pasje jest bardzo skromna, choć MEN neguje, że tak jest.
W stosunku do sytuacji sprzed dekady jest poważny regres. Przed reformą min. Zalewskiej właściwie w każdym gimnazjum były koła matematyczne, chemiczne, czy fizyczne – szansa dla uczniów chcących poszerzać wiedzę. Dziś taka oferta to rzadkość.
Wielu nastolatków, którzy przygotowują się do konkursów i olimpiad z konieczności szuka wsparcia poza szkołą publiczną. To ma oczywiste konsekwencje – odmiennie wyglądają szanse dzieci z wspierających edukację i zamożnych domów i tych z innych środowisk.
O te nierówności w naszym systemie edukacji zapytał w interpelacji poseł Marcin Józefaciuk. Odpowiedź MEN brzmi mniej więcej tak: Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej…:
Wg odpowiedzi udzielonej posłowi Józefaciukowi statystyki pokazują, że szkoły prowadzą wiele bezpłatnych zajęć z wieloma uczestnikami.
Ponadto w r. 2026/2027 nastąpiła zmiana na korzyść w przepisach – każda SP ma teraz do dyspozycji 9 godz. tygodniowo na zajęcia popołudniowe (w tym 6 godz. dla klas IV–VIII). „Resort wskazuje, że dzięki temu uczniowie będą mogli korzystać z szerszego niż dotychczas wachlarza zajęć rozwijających pasje i zainteresowania.”
MEN przypomina też, że przepisy pozwalają dyrektorowi na zwiększenie wymiaru wybranych obowiązkowych zajęć edukacyjnych (za porozumieniem z organem prowadzącym, który płaci). To jest max. 3 godz. tygodniowo na szkołę. [Praktyka wygląda tak, ze dyrektorzy zwiększają w VIII klasach liczbę godzin z przedmiotów egzaminacyjnych, najczęściej są to matematyka lub j. polski.]
Wątkiem, który nie pojawia się w tych objaśnieniach MEN jest podaż nauczycieli w szkołach. To jest – poza pieniędzmi na wynagrodzenia – prawdziwe „wąskie gardło”. Niestety nauczycieli, którzy mają swobodę dysponowania swoim czasem i są pasjonatami własnego przedmiotu zdolnymi pociągnąć za sobą uczniów mamy niewielu.
Efekty widać w zestawieniach laureatów konkursów i olimpiad. W skali kraju „szkoły-rodzynki” z powtarzalnymi sukcesami, bo uczy w nich nauczyciel, który poświęca wiele czasu na dodatkowe zajęcia, pilotuje uczniów, organizuje dla nich przedkonkursowe warsztaty i letnie obozy naukowe. Gdzie indziej punktowo pojawiają się laureaci, ale są oni najczęściej wychowankami płatnych zajęć, których oferta rozwija się w bardzo szybkim tempie.
Główne pytanie jest więc wciąż to samo – jak sprawić, by nauczyciele w szkołach mieli czas dla swoich uczniów i siły, by dodatkowe zajęcia przygotowywać i prowadzić…
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
4 września 2013 roku, przedstawiając profil swojego dopiero co utworzonego „Obserwatorium Edukacji” napisałem w pierwszym „Felietonie na dzień dobry”, przedstawiając profil swojego dopiero co utworzonego „Obsrwatorium Edukacji, taką deklarację:
„…wydarzenia i problemy, zwłaszcza te budzące kontrowersje lub mające charakter konfliktu, będą prezentowane z możliwie wielu punktów widzenia.”.
I kierując się niezłomnie tą regułą postanowiłem dzisiaj przebić tę bańkę totalnej krytyki tego co tworzą w MEN, a zwłaszcza Reformy „Kompas Jutra”, której w ostatnim miesiącu najbardziej druzgocącym przykładem był tekst prof. Śliwerskiego: „Komu jest potrzebny raport Centrum Edukacji Obywatelskiej?”.
Tą przeciwwagą postanowiłem uczynić dzisiaj zamieszczony w minioną sobotę w „Gazecie Wyborczej” tekst Karoliny Słowik, z którego dowiecie się jak na stawiane przez redaktorkę pytania odpowiadali: Danuta Kozakiewicz – od 2001 roku dyrektorka warszawskiej SP nr 103 im. Bohaterów Warszawy 1939 – 1945, która uczestniczyła w przygotowywanie reformy – była członkinią zespołu do spraw zadań domowych oraz Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty – od chwili powstania OSKKO 2 2006 roku: To dogłębnie znający problemy polskiej oświaty rozmówcy i obiektywni w ocenach rozmówcy. Oto fragmenty zapisu tego wywiadu i link do jego pełnej treści:
Reforma „Kompas jutra” wprowadzona do szkół. Dyrektorzy: Wielu nauczycieli nie rozumie tej zmiany
„K ompas Jutra” to olbrzymie wyzwanie. Przygotowano zarys przepisów, ale realizacja należy już do nas, rzucono hasła, a my mamy wypełnić je treścią – mówią dyrektorzy szkół o wprowadzonej reformie edukacji.
[…]
Dyrektorka warszawskiej SP nr 103 Danuta Kozakiewicz, która uczestniczyła w przygotowywanie reformy (była członkinią zespołu do spraw zadań domowych), mówi wprost, że reforma jest niezbędna. Przypomina, że całe środowisko edukacyjne jej chciało, ale nie ukrywa też, że zmiany są bardzo trudne do wprowadzenia. Bo nie chodzi tylko o nowe podstawy programowe, nowe podręczniki i przedmioty. Przede wszystkim chodzi o zmianę myślenia.
Danuta Kozakiewicz – – To najtrudniejsza reforma ze wszystkich, gdyż dotyczy nie tylko nauczycieli, ale i uczniów. Kompletnie musi się zmienić proces nauczania i uczenia się.
Red. – Jak to zrobić? Nad tym dyrektorzy szkół zastanawiali się już podczas wakacji.
D.K. – To olbrzymie wyzwanie. Przygotowano nam zarys w postaci przepisów, ale realizacja należy już do nas. W zależności, co konkretna szkoła z tym zrobi, tak „Kompas Jutra” będzie wyglądał. Rzucono hasła, a my mamy wypełnić je treścią. Dyrektorka opowiada, że połowę wakacji poświęciła studiowaniu rozporządzeń, ustaw i podstaw programowych, żeby przekazać to zespołowi. W sierpniu, podczas pierwszej rady pedagogicznej, przedstawiła „Kompas Jutra” wszystkim nauczycielom. – To było szkolenie. Nie teoria, tylko praktyka – zaznacza.
Marek Pleśniar, dyrektor biura Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty (OSKKO), która zrzesza ok. 6 tys. dyrektorów z całej Polski, podkreśla, że właśnie szkolenia są teraz najbardziej potrzebne. – Potrzebujemy jak najwięcej wsparcia w tym, jak przełożyć założenia „Kompasu Jutra” na codzienność. Same podstawy programowe tego nie dają. To wymaga bardzo dużej pracy nauczycieli – przyznaje.
Opowiada, że na szkoleniach organizowanych przez OSKKO, dyrektorzy twierdzą, że do wielu nauczycieli nie dotarły informacje o najważniejszych zmianach, o nowej filozofii uczenia. – Oni biorą nową podstawę programową i jadą, uczą dalej. Dzieci chodzą do szkoły, ale nowa filozofia uczenia nie została wdrożona – zauważa. Dodaje, że w tym roku powinno wspierać się nauczycieli, szkolić ich, aby zrozumieli założenia reformy. Jednocześnie przyznaje, że to ważna zmiana – bo kładzie nacisk na praktykę, na doświadczenie edukacyjne, żeby dzieci dotykały tego, czego się uczą. – Ministerstwo na tym powinno się skupić.
Red. – A co w praktyce oznaczają wprowadzane zmiany?
Są nowe przedmioty, jak przyroda, która łączy geografię, biologię, wprowadza podstawy chemii i fizyki już od klasy IV. W zajęciach z przyrody ma być więcej praktyki, techniki, doświadczeń i eksperymentów, a także korelacji międzyprzedmiotowej w zakresie m.in. bezpieczeństwa, edukacji medialnej i klimatu. – To piękne hasła, tylko teraz trzeba doprowadzić do tego, żeby osoby od różnych przedmiotów zaczęły ze sobą współpracować – komentuje Kozakiewicz. – Wszystko zależy od nas, choćby podczas lekcji wychowawczych. Jedna lekcja w miesiącu ma być poświęcona bezpieczeństwu i to nauczyciel zadecyduje, czy powie krótko na ten temat, czy przygotuje obszerne informacje o bezpieczeństwie, pierwszej pomocy i ewakuacji – dodaje.
[…]
Zadania domowe też dotyczą wszystkich, ale jak interpretować nowe rozporządzenia? Nauczyciel ma sprawdzać każdą pracę oddzielnie czy nie, jak ostatnio zasugerowała w mediach wiceministra edukacji Katarzyna Lubnauer? Dyrektor Kozakiewicz ma na to sposób. Zauważa, że rozporządzenie jest specyficzne, gdyż nie pozwala oceniać prac domowych, ale pozwala zmienić ocenę. Dlatego trzeba zrobić tak, aby było to logiczne, sprawiedliwe i zachęcało dzieci do odrabiania tych prac.
Zapis można odczytać tak, że każdą pracę trzeba wziąć do ręki, ale może to spowodować, że nauczyciel przestanie zadawać, bo nie będzie w stanie sprawdzić każdej pracy osobno. Jednak pracę można sprawdzać innymi metodami, np. rozwiązując zadania z matematyki na tablicy – mówi.
O czym jeszcze mówią dyrektorzy w związku z reformą? Co się udało? Marek Pleśniar zaznacza, że nowe podstawy programowe cieszą, ale wciąż są obszerne, w wielu przedmiotach nie są mniejsze. – Natomiast są niezłe, pracowali nad nimi autentyczni nauczyciele, fachowcy. Wciąż jest jednak dużo do uczenia – przyznaje.
Jednak uważa, że większym problemem jest coś innego. – Niestety, polska szkoła wcale nie jest podporządkowana podstawom i reformie, tylko systemowi egzaminowania zewnętrznego. Wyścig i walka o dobry wynik nie wyhamowały. Problem nie został rozwiązany, zmieniły się narzędzia, ale presja została – zaznacza.
W kontekście reformy Pleśniar przyznaje, że szkoły mają więcej papierkowej roboty, chociaż biurokracji miało być mniej. – Mamy sporo papierologii: arkusze nadzoru dla dyrektora, materiały wspierające, rozmowy z nauczycielami, zmiany w statutach, prezentacje o zmianach, aby przygotować nauczycieli. Musimy też omówić kwestie zadawania prac domowych i zasady korzystania z telefonów – wymienia.
Jednym z największym wyzwań – według niego – jest wewnętrzna komunikacja, gdyż nauczyciele nie preferują pracy zespołowej.
[…]
Danuta Kozakiewicz wskazuje inny problem polskiego szkolnictwa. Być może kluczowy. – Jeśli nauczyciel ma przygotować zajęcia w ciekawy, przemyślany sposób, musi mieć na to czas. Więc powinien zarabiać tyle, żeby pracował w jednej szkole 40 godzin. Ale jeśli uczy w trzech placówkach, stanie się to niemożliwe, bo nauczyciel ciągle będzie w biegu – analizuje.
Minimalna pensja jest na granicy pensji nauczyciela początkującego. Tegoroczna podwyżka dla nauczycieli wyniosła 3 proc., przy inflacji 3,4 proc. – Jak można tak traktować osoby, od których zależy przyszłość społeczeństwa? Czy można oczekiwać, że nauczyciel będzie pracował tylko jednej szkole i przyjąć, że nie będzie zarabiał korepetycjami, aby utrzymać rodzinę? – retorycznie pyta Kozakiewicz.
Cały tekst „Reforma „Kompas jutra” wprowadzona do szkół. Dyrektorzy: Wielu nauczycieli nie rozumie tej zmiany” – TUTAJ
Źródło: www.eyborcza.pl









