Pierwsza informacja o dzisiejszej gali na Zamku Królewskim ukazała się nie na stronie „Głosu Nauczycielskiego”, nie Ministerstwa Edukacji, lecz na portalu „Strefa Edukacji” Oto jej fragmenty i link do pełnej wersji:

 

 

Nauczyciel Roku 2026 wybrany. Znamy też laureata konkursu Nauczyciel Jutr@

 

 

Znamy laureatów tegorocznych konkursów Nauczyciel Roku 2026 i Nauczyciel Jutr@. Finałowa gala odbyła się 7 października w Sali Wielkiej Zamku Królewskiego w Warszawie. O główny tytuł Nauczyciela Roku rywalizowało 13 finalistów, a w konkursie Nauczyciel Jutr@ – pięcioro nauczycieli. Podczas uroczystości przyznano także tytuły Przyjaciela Szkoły oraz Inicjatywy Edukacyjnej Roku.

 

Tytuł Nauczyciela Roku 2026 otrzymał Tomasz Ordza, nauczyciel biologii, chemii i edukacji zdrowotnej w Szkole Podstawowej im. Kazimierza Nowaka w Dąbrówce.

 

W swoim wystąpieniu laureat podkreślał, że punktem wyjścia w pracy nauczyciela powinno być uczniowskie zaciekawienie. Jego zdaniem warto wychodzić z młodymi ludźmi poza szkolną ławkę, obserwować, doświadczać i rozmawiać, bo właśnie z takich sytuacji rodzą się pomysły na projekty.     – Uczniowskie zaciekawienie jest niezwykle istotne. I życzyłbym sobie, żeby każdy dorosły, nie tylko nauczyciel, ale przede wszystkim rodzic, to zaciekawienie u swoich dzieci zauważał. Bo podać dziecku ekran jest łatwo. Ale trzeba z nim naprawdę popracować, żeby to zaciekawienie zbudować – mówił Tomasz Ordza po odebraniu tytułu.

 

Jako przykład podał realizowany w jego szkole projekt „Randka z płazami”, którego pomysł narodził się podczas obserwacji migracji płazów w pobliżu szkoły. Z czasem przedsięwzięcie objęło współpracę z partnerami z kilku krajów europejskich. Ordza opowiadał również o ogrodzie hydroponicznym, w którym uczniowie przez cały rok uprawiają warzywa, a następnie wykorzystują je podczas zajęć z biologii i edukacji zdrowotnej. Odniósł się także do obecności nowych technologii w szkole. – Sama technologia nie może być celem. To może być droga, narzędzie przydatne. Ale przede wszystkim najważniejsze jest to, co po drodze i to, co chcemy z tymi uczniami wspólnie osiągnąć – podkreślał laureat.

 

O najważniejszy tytuł w konkursie organizowanym przez tygodnik „Głos Nauczycielski” ubiegało się w tym roku 13 nauczycieli z różnych części Polski. Wśród finalistów znaleźli się nauczyciele matematyki, języków, przedmiotów zawodowych, biologii, chemii, fizyki, wychowania fizycznego i edukacji zdrowotnej.

 

Do finału konkursu zakwalifikowali się:

 

– Wojciech Augustyniak z LXII Liceum Ogólnokształcącego Mistrzostwa Sportowego im. gen. broni Władysława Andersa w Warszawie,

 

– Agnieszka Bassa ze Szkoły Podstawowej nr 397 im. Bohaterów Olszynki Grochowskiej w Warszawie,

 

– Mirosław Brozis z I Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Krzywoustego w Słupsku,

 

– Katarzyna Guzior z Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Libuszy,

 

– Daniel Kiełpiński z Zespołu Szkół Technicznych i Ogólnokształcących nr 2 w Katowicach,

 

–  Włodzimierz Lapis ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej oraz X LO w Poznaniu,

 

– Katarzyna Malinowska-Rezk ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 2 dla Niesłyszących i Słabosłyszących w Wejherowie,

 

– Tomasz Ordza ze Szkoły Podstawowej im. Kazimierza Nowaka w Dąbrówce,

 

– Magdalena Pytka-Leśniak z Państwowych Szkół Budownictwa im. prof. Mariana Osińskiego w Gdańsku,

 

– Justyna Sadowska z Publicznej Szkoły Podstawowej im. kard. Stefana Wyszyńskiego w Wierzchowinach i Szkoły Podstawowej im. św. Jana Pawła II w Woli Goryńskiej,

 

–  Michał Siwkowski z Zespołu Placówek Edukacyjnych w Olsztynie,

 

– Anna Smaga-Trojanowska z I Liceum Ogólnokształcącego im. Władysława Orkana w Limanowej,

 

– Grzegorz Szczechla z II Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Cieszynie.

 

[…]

 

Tytuł Nauczyciela Jutr@ 2026 otrzymał Grzegorz Szczechla, nauczyciel biologii i wychowawca w II Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika w Cieszynie.

 

W uzasadnieniu podkreślano, że w pracy z młodzieżą stawia na dialog, zaufanie i poczucie sprawczości uczniów. Łączy nauczanie biologii z własnymi doświadczeniami sportowymi, angażuje młodzież w działania społeczne, a także rozmawia z uczniami o higienie cyfrowej, mediach społecznościowych i odpowiedzialnym korzystaniu z technologii.

 

Jednym z jego przedsięwzięć był „Wyścig ze Słońcem”. Szczechla przejechał rowerem około 620 km z Wisły do Gdańska w ciągu 15 godzin. Celem akcji było zebranie pieniędzy na fundusz stypendialny dla uczniów. Wspólnie z młodzieżą udało się zgromadzić ponad 140 tys. zł.

 

Do finału Nauczyciela Jutr@ zakwalifikowano pięcioro nauczycieli: Krzysztofa Jasińskiego z Sopotu, Jarosława Piecha z Ciechanowa,   Mateusza Ryszczyńskiego z Poznania,   Grzegorza Szczechlę z Cieszyna  oraz  Annę Szczepaniak z Dzierżoniowa. […]

 

 

 

Cały tekst „Nauczyciel Roku 2026 wybrany. Znamy też laureata konkursu Nauczyciel Jutr@”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

x           x           x

 

A to zamieszczona później informacje na stronie MEN:

 

 

Nauczyciel Roku 2026

 

 

Tomasz Ordza, nauczyciel biologii, chemii i edukacji zdrowotnej w Szkole Podstawowej im. Kazimierza Nowaka w Dąbrówce – Nauczycielem Roku 2026. Zwycięzca odebrał nagrodę z rąk Minister Edukacji Barbary Nowackiej.

Więcej   –   TUTAJ

 



W minioną niedzielę, na fejsbukowym profilu Leszka Olpińskiego* – dyrektora Niepublicznego Liceum Sztuk Plastycznych „Cosinus” w Poznaniu, ale aktywnego także w roli Personal Coach oraz jako  trener kompetencji społecznych, taki oto tekst, który poniżej zamieszczam bez skrótów:

 

 

„Zastanawiałem się przy okazji, czy tak nie mogłaby wyglądać nasza edukacja: że spotykamy ludzi z pasją, z którymi wspólnie coś robimy. Zamiast tego miałem poczucie, że szkoła działa tak, jak gdyby ostatecznym celem ucznia miał być dobry wynik w teleturnieju Jeden z dziesięciu.”

 

Takie zdania przeczytałem niedawno i także z tego powodu chciałbym podzielić się refleksją.

 

Na początku dwie uwagi porządkujące. Nie jestem i nigdy nie byłem teoretykiem systemu edukacji. Nie mam ambicji pozostawienia po sobie spuścizny dotyczącej nowych, alternatywnych form edukacji. Raczej krytycznie obserwuję własne doświadczenia i do nich się odnoszę. Robię to ze świadomością, że każde doświadczenie jest jednostkowe, bo każda lekcja to spotkanie konkretnych osób w konkretnej sytuacji, jest z natury niepowtarzalna.

 

Po drugie, rozumiem edukację jako system, całość, w której zmiana w jednym miejscu powoduje konsekwencje w innych, nie zawsze spodziewanych i oczekiwanych miejscach. Co więcej, jest to system dotyczący młodych ludzi w kluczowym czasie ich życia, w czasie przekraczania dzieciństwa i wchodzenia w dorosłość. Dla uczniów nie ma czasu na czekanie na zmiany, ale nie może być też czasu i miejsca na podejmowanie działań niepewnych, których skutki mogą być bardzo negatywne. Warto też przypomnieć, że efekty wprowadzanych dziś zmian zobaczymy dopiero za kilkanaście lat.

 

Zastanowiły mnie niedawno informacje o postulacie wprowadzenia egzaminu przed wejściem do zawodu nauczyciela. I widzę w tym jakąś próbę naprawienia jednego z fragmentów rzeczywistych problemów edukacji. Tylko…

 

W moim doświadczeniu zawodowym spotkałem wielu nauczycieli, choć niezbyt wielu na początku drogi zawodowej. Widzę, jak bardzo niemierzalne jest określenie, czy dany nauczyciel jest dobry. Nie chodzi wyłącznie o wiedzę merytoryczną czy pedagogiczną, o pasję nauczania, znajomość metodyki, umiejętność dostosowania pracy do grupy ani nawet o osobowość. Liczy się realny splot tych czynników oraz dopasowanie do uczniów, z którymi się pracuje. Dlatego nie wierzę, by egzamin był wystarczającym progiem wejścia, dającym gwarancję, że w szkołach będą dobrzy nauczyciele.

 

A jednocześnie trzeba w tym miejscu zastanowić się nad całym systemem przygotowania do zawodu. Nie wspominam o sprawie oczywistej, że bez zaoferowania odpowiednio wysokich zarobków nie będzie realnie kogo egzaminować lub egzamin stanie się progiem fikcyjnym.

 

Tu pojawia się moje najważniejsze pytanie: kogo w szkole potrzebujemy? Czy potrzebujemy specjalistów w dziedzinach nauki, osób z ponadprzeciętną wiedzą przedmiotową, czy raczej nauczycieli z wiedzą i umiejętnościami nauczania? A może czegoś pomiędzy lub połączenia tych cech? A jeśli odpowiemy na takie pytanie, to konsekwencją będzie przyjęcie modelu kształcenia i modelu egzaminu.

 

Z mojego doświadczenia wynika, że ważniejsze jest przygotowanie do bycia nauczycielem. Tym bardziej, im więcej w szkołach uczniów ze specjalnymi potrzebami. Nie oznacza to, że każdy nauczyciel może uczyć każdego przedmiotu. Jednak dobry nauczyciel potrafi łączyć wiedzę z umiejętnością dostosowania jej poziomu do odbiorców. Jak mówią czasem uczniowie: potrafi „wytłumaczyć”. Taki nauczyciel potrafi czerpać nie tylko z wiedzy akademickiej, ale też z doświadczenia życia, potrafi dostosowywać swoje metody do potrzeb grupy, zadba raczej o rozwój uczniów niż o przekazanie odpowiedniej porcji informacji.

 

W tym miejscu pojawia się ponownie zdanie, od którego rozpocząłem. Diagnoza stanu edukacji w Polsce, zawarta w drugiej jego części, wydaje się niestety trafna. Zdecydowanie za wiele w niej podawania faktów do zapamiętania, a zbyt mało uwagi poświęconej wspieraniu rozwoju i rozumienia. Zbyt dużo nacisku na wyniki egzaminów, rankingi i rywalizację.

 

Sprzyja temu system egzaminów zewnętrznych: wprowadzony jako narzędzie diagnostyczne, w praktyce przebudował szkoły w instytucje przygotowujące przede wszystkim do egzaminów. Zmiana dokonuje się nawet na poziomie przepisów tworzących podstawę programową oraz języka, którym opisujemy jej miejsce w szkole. Choć podstawa programowa budowana jest w języku celów, w praktyce mówimy nie o ich osiąganiu, lecz o „realizacji podstawy”. W ten sposób centrum uwagi przesuwa się z rozumienia na treści, warunki i sposoby. Podstawa tak właśnie stała się nie tym, czym być powinna. Wymagamy nie tyle osiągania celów i rozwoju młodego człowieka, ile przyswojenia określonego zasobu informacji. Nie zmieni tego wprowadzenie punktowo, jako warunku realizacji podstawy, zdania o doświadczeniu czy tygodnia projektowego.

 

Pracuję w szkole artystycznej i może dlatego widzę inne możliwości. Edukacja nie może być sprowadzona do uczenia przedmiotów, do zamkniętych kontenerów. Może dlatego w przestrzeniach edukacyjnych pojawił się model  STEM. Może dlatego pojawiła się potrzeba jego rozszerzenia o sztukę – STEAM. Choć wciąż to tylko fragment. Widzę potrzebę włączenia do tego modelu także filozofii, historii, społeczeństwa i komunikacji. A i to pod warunkiem, że zrozumiemy, że literatura jest dziedziną sztuki i dlatego nie powinna być pomijana.

 

Nie chodzi o to, by wszystko „ogarniał” jeden nauczyciel, ale o integrację nauczania, o pracę zespołową, o traktowanie edukacji jako działania podmiotowego.

 

Chodzi o to, byśmy uczyli uczniów, a nie przedmiotów.

 

Co więc powinniśmy zrobić? Przede wszystkim postarać się wyjąć edukację z bieżącej polityki. Może ustanowić Komisję Edukacji, złożoną z fachowców, działaczy edukacyjnych, przedstawicieli grup politycznych, przedstawicieli nauczycielskiego samorządu. Ustanowioną jako ciało niezależne, choć reprezentujące interes obywateli. Dać jej czas i przestrzeń do pracy.

 

Efektów nie zobaczymy od razu, lecz raczej za kilkanaście albo kilkadziesiąt lat.

 

Szkoda, że trudno dziś spodziewać się takiego działania. Od zdecydowanie zbyt długiego czasu edukacja pozostaje istotnym elementem politycznej układanki, zamiast być wspólnym dziełem dla każdego.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/leszek.olpinski/

 

 

 

* 18 paź 2025 r. zamieściłem Jego tekst w materiale zatytułowanym „Diagnoza systemu oświaty autorstwa nauczyciela, rozczarowanego pracą w szkole”.  [W.K.]

 

 

 

 



 

Ogólnopolski Kongres Zarządzania Oświatą w Zakopanem

 

Przez najbliższe dni nasze miasto będzie stolicą dyskusji o przyszłości polskiej edukacji!

Wydarzenie organizowane przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty.

 

W tegorocznej edycji bierze udział aż 1300 uczestników z całej Polski – dyrektorów szkół i przedszkoli, nauczycieli, przedstawicieli kuratoriów oświaty oraz samorządów.

 

Miasto Zakopane jest partnerem wydarzenia, a część kongresowych spotkań i paneli odbędzie się w miejskich przestrzeniach – Urzędzie Miasta Zakopane oraz Zakopiańskim Centrum Edukacji im. Heleny Modrzejewskiej.

 

Przed uczestnikami trzy dni rozmów o najważniejszych wyzwaniach stojących przed polską oświatą, zmianach w systemie edukacji, zarządzaniu placówkami oraz współpracy szkół i przedszkoli z samorządami.

 

Cieszymy się, że właśnie Zakopane jest miejscem tej ogólnopolskiej debaty i możemy gościć przedstawicieli środowiska oświatowego z całego kraju.

 

x           x           x

 

Za nami pierwszy dzień obrad XX Kongresu Zarządzania Oświatą w Zakopanem. 1300 uczestników, gości i partnerów spotkało się po raz kolejny w Bachleda Hotel Kasprowy, gdzie przez kolejne trzy dni będzie uczestniczyć w kilkudziesięciu wykładach, warsztatach, dyskusjach i wizytach.**

 

 

Dzień uświetnił piękny koncert Katarzyny Głowik-Jamróz.*

 

 

Oto kilka wybranych zdjęć z pierwszego dnia Kongresu:

 

 

 

 

 

 

 

Wiele, wiele więcej możecie zobaczyć na fejsbukowym profilu OSKKO

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/OSKKOedupl

 

 

 

* Katarzyna Głowik-Jamróz  – pedagożka, nauczycielka oraz działaczka społeczna,  dyrektorka Przedszkola nr 56 „Niezapominajka” we Wrocławiu. Jest współorganizatorką cyklicznych ogólnopolskich projektów i koncertów charytatywnych, takich jak „Aniołkowe Granie”. Poza pracą pedagogiczną realizuje się również wokalnie, wykonując m.in. utwory z kręgu poezji śpiewanej. [W.K.]

 

 

 

**Oto najbardziej aktualny harmonogram  XX Kongresu Zarządzania   –    TUTAJ

 

 



Dzisiaj krótki i treściwy post z bloga „Profesorskie Gadanie”. I choć prof. Stanisław Czachorowski kieruje go do uczniów szkół średnich, to jestem przekonany, że i nauczyciele tych szkół powinni go przeczytać. Bo to oni mogą  wspierać swoich uczniów z klas maturalnych w dokonywaniu tych decyzji, a także stwarzać im przestrzeń, w której studiowania mogą się uczyć już w ich szkole:

 

 

Od kiedy zaczyna się studiowanie?

 

Pytanie pozornie łatwe, lecz nie ma chyba wyraźnej granicy początku. To proces i kontinuum. Opowiem to na własnym przykładzie. Mamy za sobą uroczyste inauguracje czyli początek nowego roku akademickiego. A od kiedy się studiuje? Ja zacząłem studiować w listopadzie. A było to tak.

 

Pod koniec czwartej klasy w liceum wypełnialiśmy jakieś dokumenty i deklarowaliśmy, czy i gdzie chcemy studiować. Jak chciałem biologię i chciałem gdzieś na Warmii i Mazurach, bo chciałem z Mazowsza powrócić na swoją rodzinną ziemię, do korzeni. Już nie tylko na wakacje, ale na dłużej. Nie chciałem na uczelnię rolniczą (jakieś przedmioty przyrodnicze okołobiologiczne), chciałem na biologię. W tym regionie były tylko dwie uczelnie, obie w Olsztynie. Wybór padł na Wyższa Szkołę Pedagogiczną w Olsztynie, kierunek biologia nauczycielska. Czyli to biologia ukierunkowała mnie na kształcenie pedagogiczne. Niejako przy okazji. To wtedy był początek mojego studiowania? Chyba nie.

 

Potem zdałem maturę, wynik był pozytywny i to otwierało mi drogę na studia. Z przedmiotów do wybory celowo wybrałem biologię i chemię. Czy już wtedy zacząłem studiować, z maturą, uprawniająca do podjęcia studiów? Chyba jeszcze nie. Proces trwał, ale dla mnie nie była to jeszcze wartość graniczna.

 

W lipcu przyjechałem na egzaminy wstępne. Wtedy po raz pierwszy zakwaterowany zostałem w akademiku, kwintesencji życia studenckiego. Tak, w akademiku czuję się wspólnotę akademicką. Niepowtarzalny klimat. W stresach i niepewności zdałem egzaminy wstępne. Potem dostałem urzędowe pismo, o przyjęciu mnie na biologię na WSP w Olsztynie. Dokument potwierdzający początek studiowania. Ale tego momentu także nie uważam za mój początek.

 

Po raz drugi do Olsztyna przyjechałem we wrześniu, by się zakwaterować w akademiku i na krótką adaptację. Wtedy poznałem kolegów z akademikowego pokoju. I spotkałem starsze roczniki. Rozpoczęło się niezwykłe życie w akademiku. W pewnym sensie można by byłoby uznać za początek studiowania. Przynajmniej w sensie społecznym. Ale to nie był jeszcze mój początek.

 

1 października odbyła się uroczysta inauguracja, na auli w budynku przy ul. Żołnierskiej. Tak jak każdy student dostałem papierowy indeks. Złożyłem też ustnie i pisemnie ślubowanie. Miałem już wszystkie atrybuty studenta: miejsce w akademicku i indeks. Rozpoczęły się pierwsze zajęcia, chodzenie w białym fartuchu. Ale to nie był jeszcze mój początek studiowania. tak to przynajmniej widzę retrospektywnie. Kupiłem pierwsze podręczniki do nauki.

 

Były spotkania, rozmowy, nie tylko te na zajęciach. Opiekunem roku był Krzysztof Kukliński. I to on powiedział nam, że jest taki docent Biesiadka, który będzie organizował wyjścia terenowe i że on  pokaże nam dziwne roztocza w mchu. Dobry wstęp i zaciekawienie. Właściwe doradztwo studentom pierwszego roku. Do dzisiaj jestem za to wdzięczny. Potem pojawiło się małe, lakoniczne ogłoszenie na tablicy ogłoszeń, że zainteresowanych studentów zaprasza ów docent na pierwsze wyjście  w poszukiwaniu tajemnic życia. To był listopad, pogoda marna, chyba zaczął już padać śnieg. Na spotkanie przyszło nas dwóch, ja i Andrzej Grudzień. I tak zaczęło się moje prawdziwe studiowanie. Nie było ocen, nie było zajęć w planie zajęć, było bezpośrednie spotkanie z naukowcem i bliski kontakt. teraz nazwalibyśmy to dobrymi relacjami akademickimi. Pierwsze spotkanie trwało krótko, wyszliśmy jedynie do ogrodu dydaktycznego przy uczelni. Było zimno, wiec i wyjście terenowe było krótkie. Cos jeszcze potem obserwowaliśmy pod binokularem. Ale to właśnie wtedy poczułem, że studiuję. Potem z tego wyrosło koło naukowe i własne badania naukowe. Podkreślę, bez ocen, zaliczeń, bez sylabusów, bez programu. Ale z ciekawością i odkrywaniem. niby tylko dodatek do programowych zajęć ale dla mnie była to kwintesencja. I takiego studiowania życzę wszystkim studentom.

 

Zacząć można w każdym momencie, czy to w październiku, listopadzie, wrześniu czy lipcu. To Ty decydujesz czy, kiedy i jak studiujesz. A uczelnia to dobre środowisko do takiego studiowania.

 

 

 

Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com



 

Dziś Światowy Dzień Nauczyciela (World Teachers’ Day) – międzynarodowe święto nauczycieli proklamowane przez UNESCO w 1994 roku. 5 października upamiętnia podpisanie w 1966 roku „Rekomendacji w sprawie statusu nauczyciela” UNESCO. Obchody podkreślają rolę nauczycieli, w zapewnieniu najwyższej jakości edukacji.

 

W Polsce dopiero od 1997 roku 5 października również obchodzony jest Światowy Dzień Nauczyciela, przez nauczycieli reprezentujących sektor nauki i szkolnictwa wyższego

 

Polskie oficjalne tłumaczenie tego dokumentu (wraz z późniejszą wersją dla nauczycieli akademickich z 1997 roku) udostępnia m.in. Polski Komitet ds. UNESCO. Ze względu na bardzo dużą objętość pełnego tekstu (obejmującego ponad 140 szczegółowych paragrafów), poniżej znajduje się oficjalne, usystematyzowane podsumowanie jego pełnej treści i kluczowych postanowień:

 

 

Główne obszary i struktura Rekomendacji z 1966 roku

 

 

1.Definicja i zakres stosowania (Scope)

 

Dokument odnosi się do wszystkich nauczycieli szkół publicznych i prywatnych na etapach od wychowania przedszkolnego, przez szkoły podstawowe, aż po szkoły średnie ogólnokształcące, techniczne i zawodowe.

 

Pojęcie „statusu” nauczyciela zdefiniowano jako jego pozycję społeczną, szacunek publiczny, a także ogół warunków pracy, wynagrodzenia oraz innych świadczeń materialnych.

 

2.Zasady przewodnie (Guiding Principles)

 

Nauczanie powinno być uznane za wolny zawód o charakterze użyteczności publicznej. Wymaga ono specjalistycznej wiedzy oraz unikalnych umiejętności pedagogicznych.

 

Rozwój edukacji zależy w najwyższym stopniu od kwalifikacji, talentu oraz ludzkich i pedagogicznych cech samych nauczycieli.

 

Wszyscy nauczyciele powinni cieszyć się brakiem dyskryminacji (ze względu na rasę, płeć, poglądy polityczne, religię czy pochodzenie) w dostępie do zawodu i warunkach pracy.

 

 

3.Cele edukacyjne i polityka szkolna

 

Państwa powinny gwarantować bezpłatną edukację i przeznaczać odpowiednią część budżetu narodowego na cele oświatowe.

 

Polityka edukacyjna kraju powinna być planowana przy ścisłym współudziale organizacji zrzeszających nauczycieli.

 

4.Kształcenie i przygotowanie do zawodu (Preparation for the Profession)

 

Minimalnym wymogiem do rozpoczęcia studiów pedagogicznych powinno być ukończenie szkoły średniej.

 

Państwo powinno zapewniać studentom kierunków nauczycielskich pomoc finansową (stypendia).

 

Program kształcenia musi obejmować zarówno przygotowanie merytoryczne (naukowe), jak i głębokie przygotowanie psychologiczno-pedagogiczne.

 

Nauczyciele mają prawo i obowiązek do stałego doskonalenia zawodowego (dokształcania) w czasie trwania kariery.

 

 

5.Zatrudnienie, stabilizacja i warunki pracy (Employment & Conditions)

 

Stabilność zatrudnienia: Rekomendacja zaleca ochronę stażu pracy (tenure); zwolnienia lub kary dyscyplinarne mogą mieć miejsce wyłącznie na podstawie jasnych procedur prawnych, dających nauczycielowi prawo do obrony.

 

Warunki w klasie: Dokument nakazuje regulowanie liczby uczniów w klasie tak, aby nauczyciel mógł pracować z każdym dzieckiem indywidualnie.

 

Prawa socjalne: Zapewnienie specjalnej ochrony dla kobiet, w tym w pełni płatnych urlopów macierzyńskich oraz ochrony przed zwolnieniem z powodu ciąży.

 

Autonomia zawodowa: Nauczyciele powinni cieszyć się wolnością akademicką w doborze metod nauczania i podręczników, które najlepiej odpowiadają potrzebom uczniów.

 

 

6.Wynagrodzenia (Salaries)

 

Pensje nauczycieli powinny odzwierciedlać wagę ich funkcji społecznej.

 

Wynagrodzenie musi być konkurencyjne w stosunku do innych zawodów wymagających podobnych kwalifikacji, aby przyciągać do szkół najlepszych kandydatów.

 

Tabele płac i systemy podwyżek powinny być ustalane w drodze negocjacji zbiorowych między władzami oświatowymi a organizacjami związkowymi.

 

 

7.Zabezpieczenie społeczne (Social Security)

 

Nauczyciele muszą być objęci pełnym systemem ubezpieczeń społecznych, w tym: bezpłatną opieką medyczną, zasiłkami chorobowymi, świadczeniami rentowymi oraz godnymi emeryturami.

 

x           x           x

 

 

Polska, która jest członkiem UNESCO, ma obowiązek nie tylko oficjalnie obchodzić 5 października jako Światowy Dzień Nauczyciela, ale przede wszystkim uznawać zasady zawarte w „Rekomendacji w sprawie statusu nauczyciela”, jako podstawę do stanowienia prawa w obszarze oświaty.  [W.K.]



Wczoraj na fejsbuku Krytycznego Egzaminatora przeczytałem ten oto post – zamieszczam bez skrótów:

 

 

To jest właśnie ten rodzaj narracji, który najbardziej mnie irytuje, bo pod pozorem „mówienia prawdy” przemyca bardzo prostą tezę: nauczyciel jest podejrzany z definicji, a całe środowisko trzeba traktować jak problem do naprawienia.

 

Można oczywiście dyskutować o jakości kształcenia nauczycieli. Można krytykować nauczycieli, którzy nie wykonują swojej pracy właściwie. Można wskazywać patologie. Ale wrzucanie całej grupy zawodowej do jednego worka, a następnie sugerowanie, że państwo przez swoich nauczycieli „niszczy intelektualne życie młodych ludzi”, to już nie jest żadna odważna diagnoza. To jest publicystyczna pałka zamiast argumentu.

 

 

A szczególnie kuriozalne jest powoływanie się na rzekome „ściąganie przy zdobywaniu tytułu egzaminatora OKE” jako argument przeciwko jakości nauczycieli. Jeżeli ktoś ma konkretne dowody na oszustwo, niech je przedstawi, zgłosi i nazwie konkretną osobę. Jeżeli ich nie ma, to rzucanie takiego zarzutu wobec środowiska jest zwyczajnie niepoważne.

 

Bo wiecie, co jest najłatwiejsze?

 

Powiedzieć: „nauczyciele są problemem”.

 

Trudniej powiedzieć, że nauczyciel pracuje w systemie, który przez lata dokładano obowiązkami, procedurami, dokumentacją, kolejnymi reformami i oczekiwaniami, a jednocześnie coraz chętniej odbierało mu się możliwość realnego działania.

 

Jeszcze trudniej przyznać, że ogromna część nauczycieli każdego dnia wykonuje swoją pracę naprawdę dobrze, mimo warunków, w jakich przyszło im pracować.

 

I jeszcze jedno. Jeżeli naprawdę ktoś uważa, że problemem polskiej szkoły są przede wszystkim „źli nauczyciele”, to proponuję bardzo prosty eksperyment: sześć miesięcy pracy w szkole.

Nie wykład dla nauczycieli. Nie konferencja. Nie rada ekspercka. Nie komentowanie szkoły z zewnątrz.

 

Sześć miesięcy z klasą, rodzicami, dokumentacją, problemami wychowawczymi, presją wyników, odpowiedzialnością za uczniów i wszystkimi „drobiazgami”, których w podobnych publikacjach oczywiście nie widać.

 

A potem możemy porozmawiać o tym, kto jest problemem.

 

Bo naprawdę mam już dość sytuacji, w której człowieka pracującego w szkole codziennie przedstawia się jako część problemu, a osoby, które szkołę głównie opisują, obsadza się w roli tych, którzy wiedzą, jak ją naprawić.

 

I nie, nie twierdzę, że każdy nauczyciel jest świetny. Oczywiście, że nie. Tylko że z faktu istnienia słabych nauczycieli nie wynika, że całe środowisko jest słabe. Tak samo jak z istnienia słabych ekspertów nie wynika, że wszyscy eksperci są niekompetentni. Tylko jakoś tak się składa, że ci co dużo gadają mają mało do powiedzenia.

 

To naprawdę nie jest skomplikowane.

 

Jeżeli chcecie rozliczać nauczycieli – rozliczajcie konkretnych nauczycieli, z konkretnych działań i na podstawie konkretnych dowodów. A nie budujcie sobie wygodnego obrazu całej grupy zawodowej jako nieudaczników, którzy niszczą dzieciom przyszłość.

 

Bo to nie jest troska o edukację.

 

To jest zwyczajnie pogarda ubrana w język troski o dzieci.

 

 

 

Źródło: www.facebook.com/permalink.php?story



 

                                              Nośny temat, ukryta autopromocja i nieprawdziwe informacje

 

W środę minionego tygodnia na fanpage „Akademickie Zacisze” zobaczyłem informację, zamieszczoną przez prof. Romana Lepperta, o zamieszczonym na YouTube audiopliku z nagraniem rozmowy ks. Jerzego Babiaka (to salezjanin, pedagog, dyrektor Radia Rodzina we Wrocławiu oraz wieloletni dyrektor Zespołu Szkół Salezjańskich Don Bosco we Wrocławiu) z prof. Bogusławem Śliwerskim, zatytułowanego „Czy szkoła może wychowywać serce? Prof. Bogusław Śliwerski o Marii Łopatkowej”. Zainteresowała mnie ta informacja, gdyż kilka dni wcześniej na blogu „Pedagog” odnotowałem tekst pod tym samym tytułem. Jakież było moje zdziwienie, gdy wczoraj stwierdziłem, że post ten został wykasowany.

 

To mnie dodatkowo zmobilizowało do wysłuchania tego wywiadu, Jako że postanowiłem podzielić się kilkoma refleksjami, wywołanymi tą rozmową – proponuję, abyście – zanim przeczytacie mój dzisiejszy esej – także wysłuchali tej rozmowy [54’15”]  –   TUTAJ

 

Prof.Śliwerski, informując o wykształceniu i drodze zawodowej Marii Łopatkowej – w tym Jej pracy w roli nauczycielki j. polskiego w kilku szkołach podstawowych – ostatnio w roli kierowniczki szkoły w Ołtarzewie, powiedział, że „…uczestniczyła w pracach eksperymentalnego warszawskiego Zespołu Ognisk Wychowawczych”.

 

Jest to podanie niepełnej, żeby nie powiedzieć nieprawdziwej informacji o Jej roli, gdyż naprawdę była Ona – w latach 1971–1984 – dyrektorką  Państwowego Zespołu Ognisk Wychowawczych – z siedzibą  przy ul. Starej 4 na Warszawskiej Starówce. Nieznających tej historii informuję, że w tym czasie ów Zespół składał się z 5-u placówek: „Starówka”. „Praga”, „Muranów”, „Świder” i „Gdynia”. Ponadto w do Zespołu należała także „Galeria Sztuki Dzieci i Młodzieży” w budynku Starej Prochowni przy ul. Boleść 2 w Warszawie oraz górski ośrodek w Sopotni Wielkiej..

 

Warto także wiedzieć, że objęła Ona obowiązki kierowania PZOW po przejściu na emeryturę twórcy tych ognisk i wieloletniego ich kierownika –  Kazimierza Lisieckiego, nazywanego powszechnie „Dziadkiem”. Jako dyrektorka w twórczy sposób rozwijała jego idee, co pozwoliło jej na wypracowanie własnego modelu placówki opiekuńczo-wychowawczej i dało podwaliny pod znany nurt pedagogiki, utrwalony w Jej książce p.t. zwany „Pedagogiką serca”

 

A teraz o tym fragmencie wypowiedzi prof. Śliwerskiego, w którym informuje, że „jej praca doktorska dotyczyła tego jak pracować z dzieckiem i rodziną zagrożoną”. Jest to fałszywa informacja. Naprawdę Jej rozprawa, obroniona w 1968 roku na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego miała tytuł „Wychowanie estetyczne dziecka wiejskiego”. W tym okresie, co miało swą genezę w doświadczeniach w roli nauczycielki i dyrektorki szkoły wiejskiej, jej uwaga badawcza mocno koncentrowała się na sytuacji dzieci z terenów wiejskich. Efektem tych zainteresowań była m.in. wydana wcześniej, głośna książka Nauczyciel i dziecko wiejskie (1959),

 

W swej wypowiedzi prof. Śliwerski mija się także z prawdą, gdy mówi „prof. Bogdan Suchodolski opublikował recenzję już wydanej przez Marię Łopatkową rozprawy doktorskiej, nadając jej miano właśnie „Pedagogiki serca”. W rzeczywistości – dopiero w listopadzie 1988 roku, czyli 20 lat po obronie Jej pracy doktorskiej, prof. Bogdan Suchodolski opublikował na łamach „Trybuny Ludu” artykuł zatytułowany „Pedagogika serca”, w którym skrytykował nastawioną wyłącznie na intelekt szkołę i upomniał się o sferę emocjonalną człowieka. Publikacja ta stała się – nie wiemy czy intencjonalne – wsparciem rodzących się wtedy idei Marii Łopatkowej, promujących wychowanie oparte na empatii i wrażliwości.

 

I jeszcze krótka refleksja wywołana odpowiedzią prof. Śliwerskiego na zadane mu przez ks. Babiaka – w końcowej części nagrania – pytanie: – Gdyby dziś przyszedł do pana młody nauczyciel i powiedział „Chcę jutro wejść do pracy trochę bardziej jako pedagog serca – co powinien zrobić inaczej?”. Profesor odpowiedział – cytuję tylko pierwszą część odpowiedzi, bo dalej jest to już tylko prezentacja jego wizji edukacji szkolnej:

 

„Powinien być sobą, Nie musi niczego robić inaczej. Pedagogika serca jest pedagogiką autentyzmu, bycia sobą.”

 

Czy to znaczy, że jeśli ów nauczyciel jest typem autorytarnego człowieka, który wymaga od uczniów bezwzględnego posłuszeństwa, który ma skłonności do agresji – to także nadal powinien być sobą?

 

Aby nie przedłużać tekstu tego eseju, dodam tylko, że mam do tej historii osobisty stosunek, gdyż miałem to szczęście, że poznałem Marię Łopatkową w czasie kiedy pracowałem w Zakładzie Pedagogiki Społecznej UŁ, kiedy bywała tam na seminariach organizowanych przez jego kierowniczkę doc. Irenę Lepalczyk, że znajomość ta zaowocowała zaproszeniem do odwiedzin Ogniska na Starej. Uczestniczyłem także (pojechaliśmy tam razem z doktorem Śliwerskim – jego maluchem) w owym I Ogólnopolskim Zjeździe Pedagogicznym, który odbył się w dniach 10–12 lutego 1993 roku w Rembertowie pod Warszawą. Przy okazji poinformuję, że zjazd zorganizowany był przez Polskie Towarzystwo Pedagogiczne, które powstało w 1981 roku z inicjatywy profesorów, członków Polskiej Akademii Nauk, Wincentego Okonia i Bogdana Suchodolskiego, a którego po latach (2005 lub 2007 – 2011) prof. Śliwerski był wiceprzewodniczącym. Wspomina o nim profesor w owej rozmowie i o wystąpieniu które miała tam Łopatkowa. Ale – przyznam się bez bicia – nie mogę sobie tego wystąpienia przypomnieć, Jakoś nie zapadło mi w pamięć – a to dziwne…

 

Mam jeszcze kilka refleksji związanych z biografią Marii Łopatkowej, które doprowadziły mnie do pewnej hipotezy o wpływie Jej osobistych doświadczeń rodzinnych na Jej  późniejsze poglądy o wychowaniu. Ale o tym napiszę kiedy indziej – n.p. z okazji 10. rocznicy Jej śmierci (26 grudnia), która zakończyła Jej długie i owocne życie na 39 dni przed 90. urodzinami.

 

 

 

Włodzisław Kuzitowicz



Wczoraj na stronie „Gazety Wyborczej” wypatrzyłem tekst Karoliny Słowik, z którego dowiedziałem się o publikacji  najnowszego raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę – „O przemocy rówieśniczej”. Poniżej zamieszczam – dla wprowadzenia w temat  –  fragmenty tego tekstu, a później link do pełnego tekstu tego raportu:

 

 

Chłopcy się biją, dziewczęta wyśmiewają. Przemoc to dla dzieci powszechność [raport]

 

Pobicie, napaść przez grupę rówieśników czy kradzież – to doświadczenia chłopców w wieku od 10 do 17 lat. Dziewczęta są wyśmiewane z powodu wyglądu, wykluczane z grup w internecie, czy zmuszane do zrobienia czegoś wbrew własnej woli. Tak wynika z najnowszego raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę.

 

 „Doświadczenie przemocy rówieśniczej wśród polskich nastolatków jest zjawiskiem powszechnym. Zdecydowana większość badanych uczniów (87 proc.) doświadczyła w ciągu ostatniego roku przynajmniej  jedną z analizowanych form przemocy rówieśniczej: 75 proc. cyberprzemocy, 63 proc. przemocy fizycznej” – czytamy w raporcie Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „RÓWIEŚNICY 2026„, przeprowadzonego na próbie ponad 140 tys. uczniów.

 

Chłopcy minimalnie rzadziej niż dziewczęta doświadczają przemocy (85 proc. do 88 proc.), ale to oni częściej stają się ofiarami przemocy fizycznej. Jednocześnie chłopcy rzadziej doświadczają przemocy psychicznej i cyberprzemocy. Krytykowania, wyśmiewania wyglądu, wykluczania z grupy w internecie czy zmuszania do zrobienia czegoś wbrew własnej woli doświadczyło 52 proc. chłopców i 65 proc. dziewcząt.

 

Współautor raportu dr Szymon Wójcik podkreśla, że przyczyna narażenia chłopców na przemoc fizyczną, a dziewcząt na przemoc psychiczną może leżeć w stereotypach płciowych. – Cechą przypisywanym chłopcom jest siła fizyczna, dziewczynom – wygląd, i to one stanowią o ich pozycji w grupie rówieśniczej – komentuje. – Nie należy przy tym zapominać, że mimo tych różnic, skala przemocy fizycznej i psychicznej wśród obu płci jest bardzo wysoka – dodaje. […]

 

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że w przypadku doświadczenia przemocy, dzieci jej nie zgłaszają. A chłopcy reagują rzadziej niż dziewczęta (14 proc. do 17 proc.). Rzadziej informują również o przemocy wobec innych uczniów – to odpowiednio 18 i 20 proc. Z czego to wynika? W raporcie czytamy, że najczęściej wskazywaną przyczynę braku zgłoszenia przemocy było przekonanie, że sytuacja nie jest poważna (44 proc.). Co czwarty badany (25 proc.) zadeklarował, że „nie przyszło mu to do głowy”, a co piąty uczeń (20 proc.) nie zrobił tego z powodu strachu. Dodatkowo 11 proc. respondentów wskazało, że nie wiedziało, komu powinno zgłosić taką sytuację. […]

 

Jak przeciwdziałać przemocy rówieśniczej? Im lepsza, bardziej pozytywna atmosfera w szkole, im wyższy poziom empatii, tym niższy poziom bullyingu oraz cyberbullyingu. Z badań wynika, że uczniowie o niższym poziomie empatii częściej sami stosowali przemoc. „W szkołach, w których uczniowie określają je jako pozytywne, wskaźnik wiktymizacji jest niższy niż w placówkach z mniej przyjazną i sprzyjającą uczniom atmosferą” – czytamy w raporcie.

 

A co składa się na dobry klimat w szkole? To jakość relacji między nauczycielami, dyrektorem, uczniami i rodzicami; poczucie bezpieczeństwa fizycznego i emocjonalnego; poziom rywalizacji; równe traktowanie; zaangażowanie uczniów w życie szkolne. Badacze podkreślają też, że ważna jest profilaktyka oparta na budowaniu bezpiecznych relacji, rozwijaniu kompetencji społecznych i tworzeniu wspierającego środowiska szkolnego.

 

„Kluczową rolę odgrywa także praca nad budowaniem wspierającego środowiska społeczności szkolnej, w której uczniowie nie boją się prosić o pomoc i zgłaszać sytuacji, w których ktoś przekracza ich granice. Kluczową rolę odgrywa także praca nad budowaniem wspierającego środowiska społeczności szkolnej, w której uczniowie nie boją się prosić o pomoc i zgłaszać sytuacji, w których ktoś przekracza ich granice. Ponadto, uczniowie w każdej szkole powinni dokładnie wiedzieć, komu mogą zgłosić sytuację, w której doświadczają lub są świadkami przemocy rówieśniczej” – podkreślają autorzy badania.

 

 

 

Cały tekst „Chłopcy się biją, dziewczęta wyśmiewają. Przemoc to dla dzieci powszechność”  –  TUTAJ

 

 

 

Źródło: www,wyborcza.pl

 

 

 

Raport prezentuje wyniki największego w Polsce badania dotyczącego zjawiska przemocy rówieśniczej w polskich szkołach. W badaniu wzięli udział uczniowie i uczennice (N=141 911) ze szkół, które uczestniczyły w programie profilaktycznym RÓWIEŚNICY realizowanym przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę. Wyniki badań pokazały, jakich form przemocy rówieśniczej najczęściej doświadcza młodzież oraz jakie czynniki mogą wpływać na jej występowanie. Zachęcamy do zapoznania się z raportem.

 

         Autorzy raportu: Joanna Kopycka, dr Szymon Wójcik, Piotr Raczyński

 

 

Tekst raportu „O przemocy rówieśniczej”  –  TUTAJ

 

 



Oto obszerny fragment tekstu Barbary Wesołej, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji” , o rozpoczęciu naboru do już szóstej edycji programu „Edukacja z wojskiem”. I tylko szkoda że dowiadujemy się o tym nie ze strony MEN….

 

 

Żołnierze wejdą do szkół. Rusza kolejna edycja programu „Edukacja z wojskiem”

 

[…]

 

28 października rozpoczną się szkolenia dla uczniów w ramach szóstej edycji programu „Edukacja z wojskiem” – poinformowało Ministerstwo Edukacji Narodowej. Nabór szkół podstawowych i ponadpodstawowych już ruszył.

 

Prowadzone przez żołnierzy Wojska Polskiego szkolenia z zakresu bezpieczeństwa to wspólny projekt resortów edukacji oraz obrony narodowej. MEN podkreśla, że inicjatywa stanowi „modelowy przykład działań międzyresortowych, których celem jest budowanie odporności i kształtowanie odpowiednich postaw na wypadek różnego rodzaju kryzysów i zagrożeń”.

 

Głównym celem inicjatywy jest wykształcenie w uczniach odpowiednich nawyków, opanowania i właściwych reakcji na nagłe sytuacje zagrożenia, a także budowanie ogólnej świadomości z zakresu obronności i ochrony ludności. Zajęcia łączą teorię z praktyką.

 

Podczas warsztatów z żołnierzami uczniowie poznają m.in.:

 

– zasady alarmowania i sposoby szukania pomocy,

 

– procedury ewakuacji oraz zasady organizacji schronienia,

 

– podstawy udzielania pierwszej pomocy,

 

– kluczowe filary bezpieczeństwa cyfrowego,

 

– właściwe zachowania w obliczu zagrożeń fizycznych i środowiskowych.

 

Zajęcia odbywają się w salach lekcyjnych, gimnastycznych, na boiskach oraz przyszkolnych terenach zieleni. Wojskowi dostosowują styl przekazu i poziom trudności do wieku odbiorców.

 

Program skierowany jest do uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych z wyłączeniem klas VIII podstawówek oraz klas I szkół średnich – w tych rocznikach realizowany jest bowiem osobny, obowiązkowy przedmiot edukacja dla bezpieczeństwa.[…]

 

 

 

Cały tekst „Żołnierze wejdą do szkół. Rusza kolejna edycja programu „Edukacja z wojskiem”  –  TUTAJ

 

 

Źródło: www.strefaedukacji.pl

 

 



Na portalu „EDUNEWS”  znalazłem, zamieszczony tam 30 września, tekst promujący program „Mamy Kota na punkcie mleka”. Uznałem, że warto go udostępnić na OE, gdyż zamieszczone tam propozycje jak promować w szkołach zdrowe odżywianie zasługują na upowszechnienie:

 

 

Nie mów: „Jedz, bo zdrowe”. Jak rozmawiać z dziećmi o jedzeniu bez moralizowania

 

„Jedz, bo zdrowe” to zdanie często pada w domu i w szkole, ale rzadko budzi prawdziwe zainteresowanie. Dzieci znacznie lepiej reagują na pytania, doświadczenia, zabawę i humor niż na kolejną listę nakazów. Jak więc prowadzić edukację żywieniową, by wspierała ciekawość, samodzielność i dobre nawyki, zamiast wywoływać opór? Oto praktyczne wskazówki dla nauczycieli edukacji wczesnoszkolnej.

 

Dlaczego nakazy przegrywają z ciekawością?

 

Nauczyciele dobrze znają ten obrazek: uczniowie słuchają o witaminach i zasadach komponowania posiłków, potakują, a podczas przerwy sięgają po to, co zwykle. Problemem nie zawsze jest brak wiedzy. Dzieci często wiedzą, co „powinny” jeść, lecz sama informacja nie wystarcza, by zmienić zachowanie. Potrzebne są osobiste zaangażowanie, poczucie sprawczości i przestrzeń do podjęcia własnej decyzji.

 

Psychologia opisuje reaktancję, naturalny opór pojawiający się wtedy, gdy ktoś próbuje ograniczyć naszą swobodę wyboru. Im mocniejszy nacisk, tym większa potrzeba postawienia na swoim. U dzieci ten mechanizm bywa szczególnie widoczny. W młodszym wieku szkolnym dochodzi do tego ostrożność wobec nieznanych smaków: zaakceptowanie nowego produktu może wymagać wielu spokojnych kontaktów. Przymus zwykle nie przyspiesza tego procesu; częściej utrwala niechęć.

 

Zamiast wykładu: pytanie, zagadka, doświadczenie

 

Zamiast mówić dzieciom, co mają sądzić o jedzeniu, warto stworzyć sytuację, w której same zaczną zadawać pytania. W klasach I–III szczególnie dobrze sprawdzają się krótkie, konkretne aktywności.

 

Pytania otwarte. „Jak myślisz, dlaczego żółty ser jest twardy, a twarożek miękki?” zachęca do formułowania hipotez i szukania odpowiedzi. Pytanie „Wiesz, że nabiał jest zdrowy?” kończy rozmowę, zanim ta zdąży się rozpocząć.

 

Zagadki i małe śledztwa. Uczniowie mogą sprawdzić, ile produktów powstaje z jednego surowca, prześledzić drogę jogurtu od gospodarstwa do sklepu albo porównać informacje na etykietach dwóch podobnych produktów. Rola badacza angażuje skuteczniej niż rola biernego słuchacza.

 

Humor. Śmiech zmniejsza napięcie i pomaga zapamiętać treść. Zabawny bohater, żart lub przewrotne pytanie, „Czy krowa może dawać truskawkowe mleko?”, mogą stać się punktem wyjścia do rzetelnego wyjaśnienia.

 

Język ma znaczenie: jedzenie to nie test z moralności

 

Słowa używane przez dorosłych wpływają na sposób, w jaki dzieci myślą o jedzeniu. Warto zrezygnować z prostego podziału na produkty „dobre” i „złe”. Takie etykiety czynią z jedzenia kwestię moralną, co może budzić poczucie winy albo prowokować bunt.

 

Lepiej wyjaśniać, jaką rolę dany produkt może pełnić w posiłku, jak często warto po niego sięgać i z czym go łączyć, by posiłek był różnorodny i sycący. Pomaga także język zmysłów: „chrupiące”, „kremowe”, „kwaskowate”, „łagodne”. Dziecko, które potrafi opisać smak, zapach i konsystencję, uczy się rozpoznawać własne reakcje i łatwiej oswaja nowe produkty.

 

Najpierw doświadczenie, potem wniosek

 

W edukacji wczesnoszkolnej szczególną wartość ma wiedza zdobyta w działaniu. W edukacji żywieniowej mogą to być:

 

–  proste doświadczenia: na przykład obserwacja zmian zachodzących w mleku po dodaniu soku z cytryny lub przygotowanie masła przez potrząsanie śmietanką w szczelnie zamkniętym słoiku,

 

– degustacje bez przymusu: dziecko może spróbować, ocenić produkt i powiedzieć „nie smakuje mi”, bez zawstydzania ani negatywnych konsekwencji,

 

– obserwacje i zadania badawcze: na przykład dzienniczek śniadań prowadzony przez tydzień i wspólna rozmowa o tym, po których posiłkach dzieci miały energię do nauki i zabawy.

 

Takie aktywności łączą edukację przyrodniczą, zdrowotną i językową. Uczniowie obserwują, nazywają zjawiska, porównują wyniki i samodzielnie formułują wnioski, zamiast przyjmować gotowe odpowiedzi na wiarę.

 

Od zasady do lekcji: gotowy przykład

 

Te założenia wykorzystuje program Mamy kota na punkcie mleka #FunduszePromocji. Jego bohaterami są Kot Mleczysław i Mleczna Kita, którzy towarzyszą dzieciom w odkrywaniu świata mleka i produktów mlecznych. Zamiast pouczeń program proponuje odkrywanie: uczniowie rozwiązują zadania, szukają odpowiedzi, porównują informacje i uczą się poprzez zabawę.

 

Nauczyciele mogą bezpłatnie skorzystać z zestawu materiałów do pracy w klasie i w domu:

 

– Mlecznego Zeszytu – e booka w postaci zbioru zadań i ciekawostek do wykorzystania podczas lekcji oraz w domu,

 

– kart pracy: przydatnych jako wprowadzenie do tematu, utrwalenie wiadomości lub materiał do pracy w grupach,

 

– gotowych scenariuszy lekcji: prowadzącego nauczyciela krok po kroku przez zajęcia.

 

Pięć zdań, które otwierają rozmowę

 

Na koniec: krótka ściągawka dla nauczyciela. Te komunikaty zapraszają dziecko do obserwacji i rozmowy, zamiast narzucać mu gotową ocenę:

 

1.„Jak myślisz, skąd to się bierze?”

 

2.„Nie musisz tego jeść. Możesz powąchać i powiedzieć, co czujesz.”

 

3.„Co mogłoby się stać, gdyby…?”

 

4.„Jaki ma smak, zapach i konsystencję? Jak możesz to opisać?”

 

5.„Sprawdźmy to razem.”

 

Edukacja żywieniowa nie musi być kolejnym zestawem reguł do zapamiętania. Może stać się opowieścią o codziennych wyborach i serią małych odkryć, w których dziecko ma prawo pytać, próbować, odmawiać i wracać do nowych smaków we własnym tempie. Właśnie taka wiedza, zdobyta samodzielnie i bez presji, ma największą szansę zostać z nim na dłużej.

 

Szukasz gotowych materiałów, które uczą przez zabawę, a nie przez pouczanie? 

 

 

Zgłoś szkołę do programu „Mamy Kota na punkcie mleka”.  Zgłoszenia do programu są przyjmowane do 31.12.2026. Szkoły mogą zgłaszać udział za pomocą formularza dostępnego na stronie  –   TUTAJ

 

Udział w programie jest całkowicie bezpłatny.

 

 

 

Źródło: www.edunews.pl/edukacja-i-rodzice/edukacja-wczesnoszkolna/