
Przy sobocie, po robocie, proponuję tekst niedługi, ale zasługujący na uwagę. Znalazłem go na blogu grupy „Superbelfrzy”, a jego autorką jest Justyna Gajdziszewska*:
Co musi się wydarzyć, aby stać się, być i chcieć pozostać nauczycielem?
Nie zostaje się nauczycielem tylko dlatego, że kończy się studia pedagogiczne, podpisuje umowę o pracę czy wchodzi do klasy po raz pierwszy. Nauczycielem się staje i zostaje nim codziennie na nowo. Czasem z przekonania, czasem z uporu, a czasem dzięki jednemu zdaniu przeczytanemu późnym wieczorem w książce, obejrzanemu filmowi albo rozmowie, która choć krótka, zostaje w głowie na długo.
Każdy nauczyciel nosi w sobie własną mapę inspiracji
Są na niej książki z niezliczoną liczbą zakładek indeksujących, z pozaginanymi rogami, notatkami robionymi na marginesach, podcasty słuchane w drodze do pracy, blogi czytane po cichu w przerwie między lekcjami czy sprawdzaniem kolejnych prac pisemnych. Są konferencje, z których wracamy z głową pełną pomysłów i takie, po których zostaje jedno zdanie, ale i ono wystarcza, by spojrzeć na uczniów inaczej. Są też ludzie – inni nauczyciele – którzy swoją pasją, odwagą i autentycznością przypominają nam, dlaczego to wszystko wciąż ma sens.
Inspiracje nauczycielskie nie zawsze są spektakularne
Często przychodzą niepostrzeżenie w zwykły dzień, w momencie zmęczenia, w chwili zwątpienia, w bezsenną noc. To one sprawiają, że zmieniamy swój warsztat pracy, odważamy się próbować nowych metod, przestajemy szukać „idealnych rozwiązań”, a zaczynamy lepszych relacji. To dzięki nim uczymy się nie tylko skuteczniej nauczać, ale też uważniej słuchać, więcej rozumieć i mniej oceniać.
W świecie szkoły, w którym łatwo o rutynę, przeciążenie i poczucie, że ciągle trzeba „dociągnąć do… weekendu, przerwy świątecznej, ferii, wakacji” inspiracje nie są dodatkiem. Są paliwem. Przypomnieniem, że edukacja to nie tylko realizowanie podstawy programowej, ale przede wszystkim spotkanie człowieka z człowiekiem. Że nauczyciel też ma prawo się rozwijać, zmieniać, szukać, zadawać pytania, próbować i popełniać błędy.
Spojrzałam na półkę z książkami i pomyślałam, że nie stoją na niej podręczniki akademickie. Są za to publikacje, które pozwoliły mi zmienić spojrzenie na edukację i uwierzyć, że można inaczej: oceniać, prowadzić lekcje, tworzyć relacje, wspierać, rozmawiać czy dbać o siebie. Świat się zmienia. Szkoła się zmienia. Uczniowie się zmieniają, więc dlaczego nauczyciele mieliby stać w miejscu?
Dzisiaj o książkach, a jutro?
Tak jak na tę półkę, możemy spojrzeć na historię przeglądarki, YouTube’a, platform streamingowych, polubione i zaobserwowane osoby, strony czy blogi, a także inne miejsca, do których zaglądamy, by dotrzeć do wartościowych materiałów.
Ten tekst jest właśnie o tym – o książkach, filmach, podcastach, blogach, wydarzeniach i ludziach, dzięki którym staliśmy się nauczycielami, jesteśmy nimi i wciąż chcemy być. Bo dopóki się inspirujemy, dopóty szkoła ma szansę być miejscem żywym, a my spełnionymi nauczycielami.
W kolejnych wpisach przybliżę Wam szczegóły tego, co miało na mnie największy wpływ. A może za jakiś czas razem stworzymy bibliotekę nauczycielskich inspiracji? Jestem bardzo ciekawa Waszych typów.
*Justyna Gajdziszewska – nauczycielka języka polskiego, informatyki, bibliotekarka w Zespole Szkolno-Przedszkolnym nr 2 w Olkuszu. Teacher Canvassador. W pracy wykorzystuje myślenie wizualne, myślenie krytyczne, ocenianie kształtujące, klocki i narzędzia TIK. W kręgu jej zainteresowań znajduje się praca z błędem. Kładzie duży nacisk na interdyscyplinarność swoich lekcji, chętnie wprowadza innowacje pedagogiczne. Uważa, że najtrudniejszą pracę wykonuje się, pełniąc funkcję wychowawcy klasy. Stawia na relacje w edukacji, integrację zespołu klasowego i pozytywne wzmocnienie. Prowadzi profil ,,Polonistka się znalazła”.
Źródło: www.superbelfrzy.edu.pl
Oto obszerne fragmenty tekstu Magdaleny Konczal, zamieszczonego dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, z którego dowiadujemy się o najnowszej inicjatywie posła Marcina Józefaciuka:
Nauczyciele będą mieli swojego rzecznika. Znamy szczegóły projektu
W piątek 30 stycznia poseł Marcin Józefaciuk zaprezentował w Sejmie projekt dotyczący powołania rzecznika praw nauczycieli i pracowników oświaty. Znamy już szczegóły tej propozycji — zakłada ona nie tylko utworzenie ogólnopolskiego rzecznika, ale również rzeczników wojewódzkich.
[…]
W trakcie przedstawiania projektu poseł Józefaciuk podkreślał, że nauczyciel obecnie nie ma realnych możliwości, by móc walczyć o swoje prawa. – Ochrona praw nauczycieli nie jest sprzeczna z ochroną dziecka – podkreślał.
Projekt zakłada powołanie rzecznika zarówno ogólnopolskiego, jak i rzeczników wojewódzkich. – Rzecz kluczowa: rzecznik nie będzie sądem, nie będzie uniewinniał i nie będzie karał. Ten projekt nie blokuje postępowań dyscyplinarnych. […] Ten projekt tworzy równowagę w rzeczywistości, w której nauczyciel obecnie jest najsłabszym ogniwem – mówił poseł Józefaciuk.
Jak dodał: – To nie jest koszt, ale inwestycja w stabilność systemu […] To jest projekt środowiska na które środowisko czeka. To jest projekt, który woła o realną ochronę – podkreślał poseł niezrzeszony.
Jednocześnie zaprosił wszystkie kluby parlamentarne do współpracy w tym zakresie. Zaznaczył, że przekazał już do klubów materiały do współpracy i nadal będzie je dostarczał. – Chciałabym, żeby to było nasze wspólne działanie, a nie tylko działanie jednej z grup – podkreślił Józefaciuk.
Po ogłoszeniu projektu, jako Strefa Edukacji zapytaliśmy posła Józefaciuka, czy propozycja dotycząca rzecznika praw nauczyciela może być początkiem szerszych działań na rzecz ochrony tej grupy zawodowej, a w przyszłości — stworzenia izby nauczycielskiej.
– Obecnie nie widzę politycznej, ani finansowej woli, bo taka izba niestety trochę by kosztowała, dlatego wyobrażam sobie, że powołanie rzecznika, które jest o wiele mniej kosztowne pokazałoby, że powołanie izby nauczycieli będzie docelowo najlepszym pomysłem, bo taki rzecznik byłby wówczas po stronie takiej izby – podsumował Marcin Józefaciuk.
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Treść projektu wraz z uzasadnieniem – TUTAJ
Filmowa relacja z wystąpienia Posła Marcina Józefaciuka – TUTAJ
Dzisiaj proponuję lekturę tekstu zaczerpniętego z dawno nieodwiedzanego fb-profilu dr Tomasza Tokarza. Będzie to kolejny przykład refleksji na temat „po co dziecko ma chodzić do szkoły”:
Bądźmy szczerzy – podstawowym powodem, dla którego edukacja jest obowiązkowa do 18 roku życia jest to… że trzeba dzieciom zapewnić opiekę, kiedy rodzice są w pracy. I to takimi zadaniami, które odciągną ich od naturalnego dla dzieci bzikowania.
Ale skoro już jest obowiązkowa to nauka powinna mieć sens.
Wg mnie sens jest w pięciu wymiarach.
a) odpowiednia organizacja pracy – większość dzieci nie zorganizuje sobie samemu pracy, potrzebują ram, które im wskażą, kiedy jest czas na naukę, nadaje to strukturę i rytm.
b) mobilizacja – większość dzieci nie ma motywacji do robienia tego, co wymaga wysiłku w nieznanym obszarze, po prostu takie mają mózgi. Potrzebują odpowiednich impulsów i sensownej gratyfikacji za trud.
c) ukierunkowanie – większość dzieci będzie zagubiona jeśli zostawimy je zupełnie same sobie, potrzebują mądrego przewodnika, który pokaże im różne aktywności i pomoże wybrać odpowiednią dla nich, taką w której mogą się specjalizować (ot taki trd) metodyka uczenia się – większość dzieci ma problemy z doborem odpowiednich dla siebie sposobów uczenia się, Potrzebują rozpoznania swoich mocnych stron i preferencji ze strony mądrego dorosłego.
d) metodyka uczenia się – większość dzieci ma problemy z doborem odpowiednich dla siebie sposobów uczenia się, Potrzebują rozpoznania swoich mocnych stron i preferencji ze strony mądrego dorosłego.
e) monitorowanie postępów – większość dzieci ma trudność w oszacowaniu na jakim jest poziomie. Potrzebują określenia postępów i informacji zwrotnej – co jest już dobrze, a co wymaga poprawy.
To wszystko oczywiście jest w szkołach. Ale wg mnie klasyczne szkolne narzędzia do tych obszarów przestały się sprawdzać.
Organizacja pracy jako sztywny plan lekcji, taki sam dla każdego, nie pomaga w planowaniu własnych działań. Potrzeba tu większej personalizacji.
Mobilizacja przez straszenie lub opowieści o przyszłym sukcesie – przestała realnie angażować. Potrzeba więcej naturalnych motywatorów (np. działanie z innymi).
Ukierunkowanie przez 45 minutowe obowiązkowe pakiety – nie daje czasu na wybór kierunku. Potrzeba większej specjalizacji.
Metodyka uczenia się – w postaci komunikatu „ucz się więcej” – nie przekłada się na realne zrozumienie. Potrzeba większej uwagi dla ucznia.
Monitorowanie przez cyferki – nie daje wartościowej informacji jak się uczyć. Potrzebujemy uzupełnienia ich o pomocne wskazówki.
Potrzeba zmian w tych obszarach zamiast ciągłego dodawania czegoś do podstawy i wprowadzenia nowych obligatoryjnych przedmiotów. 90% dyskusji o reformie sprawdza się do tego – do uczenia jakich rzeczy będziemy zmuszać dzieci. Brakuje refleksji – jak naprawdę mądrze będziemy wspierać ich rozwój.
Źródło: www.facebook.com/tomasztokarzIE/
Minister Edukacji Barbara Nowacka wystosowała odpowiedź na list otwarty skierowany przez Prezesa Librus sp. z o.o. w sprawie bezpieczeństwa danych w dziennikach elektronicznych.
W liście otwartym Prezes Librus sp. z o.o. wskazał, że 81,37% kont nauczycieli w dzienniku elektronicznym prowadzonym przez tę spółkę nie używa dwuskładnikowego uwierzytelniania przy logowaniu się. List zawierał też domaganie się, by Ministerstwo Edukacji Narodowej „odrobiło swoje zadanie domowe z przedmiotu, jakim jest »bezpieczeństwo danych uczniów«”.
W odpowiedzi Minister Edukacji wskazuje, że bezpieczeństwo danych przetwarzanych w dziennikach elektronicznych powinno stanowić jeden z podstawowych priorytetów. Jednocześnie jednak podkreśla, że obecnie obowiązujące przepisy w sposób jednoznaczny nakładają obowiązek zabezpieczenia danych gromadzonych w dziennikach elektronicznych przed dostępem osób nieuprawnionych na dostawców tych dzienników.
Prawo, zdaniem Minister Edukacji, musi być proste i nieprzeregulowane. Dwuskładnikowe uwierzytelnianie może być bowiem już teraz wprowadzone obowiązkowo przy logowaniu się, bez oczekiwania na dodatkowe regulacje prawne. Wystarczy, że dostawca komercyjnego narzędzia sam podejmie taką decyzję. […]
W obliczu doniesień medialnych o nieuprawnionych logowaniach na konta nauczycielskie w dziennikach elektronicznych Ministerstwo Edukacji Narodowej widzi potrzebę stworzenia centralnego państwowego dziennika z bezpiecznym systemem logowania się opartym o systemy mObywatel. Wspólnie z Ministerstwem Cyfryzacji przygotowujemy pilotaż tego rozwiązania. 1 września 2027 roku planowana jest pierwsza faza wdrożenia państwowego dziennika elektronicznego w szkołach.
Źródło www.gov.pl/web/edukacja/
Dawno nie zamieszczałem tekstu z bloga „Profesorskie Gadanie”, prowadzonego przez dra hab. Stanisława Czachorowskiego. Tym razem nie mogłem nie zamieścić Jego przemyśleń na temat efektywnego korzystania z dobrodziejstw, jakie może dać sztuczna inteligencja (IA). Oto ten tekst – bez skrótów:
Z AI jest jak z podróżami – kształcą, ale tylko przygotowanych i wykształconych
Znacie powiedzenie, że podróże kształcą? A znacie rozszerzenie i ciche dopowiedzenie, że kształcą tylko przygotowanych, ciekawych świata i już wykształconych? Bo ten, który już coś wie, jest przygotowany na doświadczenia, na nowość, na dostrzeganie tego, co pozornie zwykłe, na połączenie nowości z tym, co już w swojej głowie ma. Podróże kształcą, gdy włączają nowe informacje do już istniejącej struktury. Tylko tę strukturę trzeba już mieć. Czyli trzeba już być choć trochę wykształconym. Do każdej podroży warto się przygotować, wcześniej poczytać, zbudować sobie już jakąś podstawową wiedzę. Temu, który już coś ma, będzie dodane. Podobnie jest z wykorzystaniem AI w dydaktyce. Sztuczna inteligencja pomaga, ale tylko tym przygotowanym i już co nieco wykształconym. Od zera nic szybko i dobrze nie powstanie. To tylko iluzja, że jest jakieś cudowne narzędzie (stoliczek „nakryj się”), które za nas wszystko zrobi.
Zacznijmy jednak od podróży. Powiedzenie „podróże kształcą” to jeden z tych frazesów, które słyszymy tak często, że czasem przestajemy zastanawiać się nad ich głębią. W rzeczywistości nie chodzi tylko o oglądanie ładnych zabytków, ale o fundamentalną zmianę w sposobie myślenia. Oto jak możemy rozumieć to stwierdzenie na kilku płaszczyznach. Po pierwsze to nauka przez doświadczanie. To zupełnie co innego przeczytać o rzymskim Koloseum w podręczniku, a co innego stanąć w jego cieniu. Czym innym jest przeczytać o mandragorze a czym innym jest ją zobaczyć, rosnącą w ziemi. Podróże zamieniają suchą teorię w żywą wiedzę. Wtedy historia i sztuka stają się namacalne. Także przyroda i jej rozumienie. Kształcimy się również w aspekcie języka. Nauka „w locie”, gdy musisz zapytać o drogę lub zamówić posiłek, jest wielokrotnie skuteczniejsza niż w szkolnej ławce wkuwanie gramatyki. Bo jest to wykorzystanie w praktyce, od zaraz.
Po drugie to rozwój kompetencji miękkich. Podróżowanie (zwłaszcza niskobudżetowe lub w pojedynkę) to nieustanny trening umiejętności życiowych. Uczy zaradności. Rozwiązanie problemu odwołanego lotu czy zgubienia się w obcym mieście uczy opanowania. Szybkie dostosowywanie się do nowych warunków, walut i zwyczajów buduje psychiczną elastyczność. Uczy adaptacji do aktualnych warunków. I uczy rozmowy z innymi, dostrzega nie ich, poznawanie.
Po trzecie jest to rewizja własnych przekonań. Na przykład w ubiegłe wakacje byliśmy we Francji. Jechaliśmy z przekonaniem (stereotypem), że Francuzi nie mówią po angielsku i trudno będzie z płatnością mobilną z wykorzystaniem kart bankomatowych. Było zupełnie inaczej, wszędzie sie dogadaliśmy bez znajomości francuskiego a kartą płaciliśmy nawet na lokalnym ryneczku. To chyba najcenniejszy aspekt edukacyjny podróży. Kiedy opuszczamy swoją „bańkę”, zauważamy, że nasz sposób życia nie jest jedynym właściwym, że stereotypy o innych narodach często mijają się z prawdą i że empatia rośnie, gdy widzimy codzienne zmagania ludzi w innych częściach świata.
Jest jeszcze po czwarte. Dotyczy poznawania samego siebie. W nowym otoczeniu, gdzie nikt nas nie zna i nie ma oczekiwań wobec nas, łatwiej jest odkryć, kim naprawdę jesteśmy, łatwiej jest odkryć nasze mocne i słabe strony. Podróże pokazują nam nasze granice – co nas fascynuje, a co przeraża, jak jesteśmy wytrzymali lub wręcz przeciwnie. Czy potrafimy poradzić sobie bez smartfonu, który akurat się zepsuł?
Czy podróże zawsze kształcą? Warto dodać małe „ale”. Podróże kształcą tylko wtedy, gdy jesteśmy na to otwarci. Trzeba więc chcieć. Turysta widzi to, co chce zobaczyć (często nie wychodząc poza hotelowy bufet). Podróżnik patrzy, słucha i próbuje zrozumieć. „Świat jest książką i ci, którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę” (św. Augustyn). Podróże uczą nas pokory i uświadamiają nam, jak ogromny jest świat i jak mały (choć ważny) jest nasz wycinek rzeczywistości.
Tradycyjne porzekadło „podróże kształcą” jest uproszczeniem, które w dobie masowej turystyki niemal straciło na aktualności. Aby podróż stała się procesem edukacyjnym, a nie tylko konsumpcją przestrzeni, widoków i „punktów obowiązkowych”, musi zaistnieć synergia między otwartością poznawczą a uprzednim przygotowaniem. Można przejechać cały świat i wrócić z niego z dokładnie tym samym zestawem uprzedzeń, z którym się wyjechało. Można podróżować daleko i zapamiętać tylko lotnisko oraz hotelowy basem. Można podróżować blisko a zobaczyć i doświadczyć bardzo wiele.
Kształcenie w podróży przypomina proces nakładania nowej wiedzy na już istniejącą siatkę pojęciową. Jeśli podróżnik nie zna kontekstu historycznego odwiedzanego miejsca, wtedy dla niego architektura pozostanie dla niego jedynie „ładnymi budynkami”. Jeśli nie posiada w sobie ciekawości, czyli gotowości do zadawania pytań „dlaczego?” i „jak?” – każda inność kulturowa będzie postrzegana jako dziwactwo, a nie jako alternatywne rozwiązanie ludzkich problemów czy pragnień.
Przygotowanie to swoisty „fundament pod budowę”. Pozwala ono dostrzec niuanse: zrozumieć, że barok w Wilnie różni się od tego w Rzymie z konkretnych przyczyn politycznych czy surowcowych. Tak jak zamki na Loara od zamków w dawnym państwie krzyżackim. Ciekawość z kolei jest silnikiem, który pcha nas poza główne szlaki turystyczne. Podróż kształci tylko wtedy, gdy staje się dialogiem między naszą wiedzą a nowym doświadczeniem. Bez tego dialogu pozostaje jedynie monologiem naszych dotychczasowych przekonań na tle egzotycznej scenografii.
Podobnie jest z narzędziami sztucznej inteligencji, o których słyszymy jakie to cudowne narzędzia, wszystko-potrafiące-i robiące-za-ciebie. Niczym turystyczne wieże Eiffla i egipskie piramidy. Wszyscy tam jeżdżą. Także jako nauczyciele (nie tylko akademiccy) stoimy dziś przed nowym rodzajem podróży – eksploracją możliwości, jakie daje generatywna sztuczna inteligencja (AI, gen AI). Tutaj analogia do podróżowania jest uderzająco trafna. AI kształci, ale tylko przygotowanych, pomaga, ale tylko już wykształconym. To nie jest cudowna lampa Aladyna z magicznym dżinem.
Podobnie jak wyjazd do obcego kraju nie zrobi z nas ekspertów bez znajomości podstaw geografii, tak samo AI nie stworzy za nas wartościowego scenariusza zajęć, jeśli sami nie rozumiemy materii dydaktycznej. Potrzebny jest fundament merytoryczny, Aby AI pomogło nam w dopracowaniu instrukcji do ćwiczeń, musimy najpierw wiedzieć, jaki efekt uczenia się chcemy osiągnąć. AI potrafi generować treści przekonujące, ale błędne (tzw. halucynacje). Tylko „przygotowany podróżnik” – czyli nauczyciel z solidną wiedzą – jest w stanie wyłapać te nieścisłości i skierować dialog na właściwe tory.
AI może być efektywnym partnerem w procesie ideacji. Może zaproponować dziesięć różnych metafor wyjaśniających trudne zagadnienie fizyczne lub zasugerować nieoczywiste case study do analizy na jakimś biologicznym przedmiocie nauczania. Jednak to nasza ciekawość pozwala nam drążyć temat głębiej. Zamiast prosić o „plan zajęć”, prosimy o „zaproponowanie kontrargumentów do tezy X, które zmuszą studentów do krytycznego myślenia”. Zamiast gotowca, szukamy inspiracji do stworzenia autorskiej instrukcji, którą AI pomoże nam jedynie sformatować, uprościć lub wzbogacić o brakujące ogniwa logiczne.
W podróży to, co wyniesiemy z rozmowy z lokalsem, zależy od tego, jak sformułujemy pytanie. W pracy z modelem językowym (LLM) jest identycznie. W pracy z AI trzeba umieć zadawać właściwe pytania. Na przykład „Przygotuj mi zadania” to złe pytanie. „Stwórz zestaw zadań problemowych dla studentów II roku medycyny, uwzględniając najnowsze wytyczne dotyczące etyki badań klinicznych” – to pytanie przygotowanego wykładowcy. Praca z AI to nie wypełnianie formularza, lecz proces sokratejski. Dopytywanie, korygowanie, proszenie o zmianę tonu czy perspektywy to klucz do uzyskania materiałów, które realnie podniosą jakość naszych zajęć. A na końcu i tak pozostaje nasza ocena uzyskanych materiałów.
Dopiero po trzech latach czytania, próbowania i eksperymentowania zauważyłem, że AI pomaga mi pisać i przygotowywać narzędzia dydaktyczne. AI, podobnie jak podróż, nie zastąpi myślenia – ona je multiplikuje. Dla nauczyciela nieprzygotowanego będzie jedynie „generatorem papki tekstowej”, ubranej w ładnie wyglądające zdania. Dla nauczyciela przygotowanego, ciekawego i potrafiącego prowadzić dialog, stanie się wydajnym laboratorium dydaktycznym.
AI nie jest cudownym i magicznym artefaktem, gdzie po wypowiedzeniu magicznego zaklęcia „Sezamie otwórz się” lub „stoliczku nakryj się”, szybko i bez wysiłku dostaniemy unikalny skarb. Bez pracy nie ma kołaczy, a bez wysiłku nie na efektów. Gdyby było inaczej to 8 miliardów ludzi szybko by z AI skorzystało i bylibyśmy zasypani genialnymi opowieściami, scenariuszami i instrukcjami ćwiczeń czy podręcznikami. Zawsze jest jednak kontekst miejsca i czasu. Można marzyć o tym, że AI zrobi szybko i łatwo za nas. Ale i tak kończymy na żmudnej i trudnej pracy. Wszystko co proste i łatwe już zostało zrobione. Dla nas pozostały te trudniejsze rzeczy.
Źródło: www.profesorskiegadanie.blogspot.com
Uczniu i nauczycielu! Wypowiedz się o projekcie ustawy o prawach i obowiązkach ucznia
Stały Komitet Rady Ministrów przyjął projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia, który niedługo trafi pod obrady Rady Ministrów i zostanie wniesiony do Sejmu. Zgodnie z zapowiedziami Minister Edukacji Barbary Nowackiej, w trakcie kolejnych etapów prac MEN chce wysłuchać opinii chętnych nauczycieli i uczniów na temat projektu ustawy. Czekamy na ich odpowiedzi w ankiecie na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej do końca lutego 2026 roku.
W lipcu 2025 r. przedstawiliśmy do konsultacji publicznych i opiniowania projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia. Otrzymaliśmy wówczas ponad 700 opinii od instytucji, organizacji pozarządowych, związków zawodowych oraz uczniów, rodziców i nauczycieli.
Na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej, do której dostęp mają wszyscy nauczyciele i uczniowie w Polsce, uruchomiliśmy prostą prostą ankietę na temat zmian, jakie wprowadzamy w projekcie ustawy.
Dostęp do formularza jest intuicyjny: wystarczy zalogować się na swoje konto szkolne na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej (dane do logowania ma szkoła lub placówka). Po zalogowaniu się na ZPE wyświetlone zostanie specjalne powiadomienie, które pozwoli przenieść się do podstrony internetowej z ankietą. Można również uzyskać do niej dostęp bezpośrednio – TUTAJ:
Uwaga: ankiety nie można wypełnić bez zalogowania się na konto szkolne.
Na Platformie zamieściliśmy 21 pytań na temat projektu ustawy z różnymi wariantami odpowiedzi. Wypełnienie ankiety nie powinno zająć więcej niż kilkanaście minut. Formularz będzie aktywny do końca lutego 2026 roku.
Projekt ustawy o prawach i obowiązkach ucznia porządkuje zagadnienia, które dotąd pozostawały rozproszone w różnych aktach prawnych. Szczególnie zależało nam na tym, aby uporządkować chaos informacyjny i ułatwić każdemu z członków społeczności szkolnej dostęp do katalogów praw i obowiązków uczniowskich. Poza tym tworzymy strukturę rzeczników praw uczniowskich, normujemy kwestie konsekwencji niewłaściwych zachowań uczniów, jak również wzmacniamy wpływ rodziców i uczniów na działalność szkół i placówek oświatowych poprzez wprowadzenie obowiązkowego powoływania rad szkół i placówek od 1 września 2028 r.
W celu przybliżenia tematyki projektu ustawy, przygotowaliśmy broszury w wersjach dla uczniów oraz dla rodziców i nauczycieli, z którymi można zapoznać się poniżej.
W razie pytań dotyczących ankiety prosimy o kontakt drogą mailową na adres: konsultacje.DK@men.gov.pl
Materiały o których mowa są dostępne na stronie MEN
Źródło: www.gov.pl/web/edukacja/
Proponowany do lektury tekst został zamieszczony dzisiaj na fanpage grupy „Nie dla chaosu w szkole”. Pisany jest w pierwszej osobie l.p., ale nie podpisany imiennie. Tym nie mniej zasługuje na zapoznanie się z nim, gdyż są tam informacje (i opinie autora/ki) na temat proponowanej w reformie „Kompas Jutra” nowej siatki godzin dla liceow:
Nowa siatka godzin dla liceów, przygotowywana w ramach Reformy Kompas Jutra, nie została jeszcze oficjalnie ujawniona, ale są tacy co już ją oglądali i łapią się głowy. Dariusz Chętkowski na łamach „Polityki” mówi wprost co myśli: Miał nadzieję, że dzięki Kompasowi Jutra uda się zwiększyć nacisk na nauczanie przedmiotów rozszerzonych, tak ważnych dla uczniów. To co zobaczył to jeszcze poważniejsza niż dotąd marginalizacja rozszerzeń…
Dziś bez korepetycji trudno dobrze zdać maturę. Po zmianach będzie to właściwie niemożliwe. Jeżeli MEN nie wycofa się z okrojonej siatki godzin, korepetytorów czeka prawdziwy raj.
Reforma przyniesie zmianę na gorsze. Choć liczba godzin na wszystkie przedmioty – ważne i nieważne – się nie zmniejszy (uczeń będzie tyle samo czasu spędzał w szkole), to na naukę na poziomie rozszerzonym przewidziano mniej godzin. Zamiast 22 (tak jest teraz) – tylko 18. Każdy przedmiot będzie rozszerzany jednakowo: po 6 godzin.
Aby ukryć to okrojenie, MEN zabrania uczyć na poziomie rozszerzonym od pierwszej klasy. Każe wprowadzać rozszerzenia dopiero od drugiej klasy (wtedy na każdy przedmiot rozszerzony wypadną dwie godziny w tygodniu) lub nawet od trzeciej (wtedy będą to trzy godziny). Decyzję będzie podejmował dyrektor w porozumieniu z radą pedagogiczną. Uczniowie nie będą mieli nic do gadania.
Zresztą siatka godzin jest tak skomplikowana, że uczeń i rodzic połapią się, że coś tu nie gra, dopiero w ostatnim roku przed maturą.
[Już] obecna siatka godzin jest mocno krytykowana, gdyż na naukę przedmiotów w wymiarze rozszerzonym daje mniej niż 20% czasu. (…) Jak coś jest naprawdę uczniom potrzebne, np. osobom wybierającym się na studia medyczne chemia i biologia na poziomie rozszerzonym, to w szkole dostaną tego tyle, co kot napłakał.
Reforma „Kompas Jutra” daje okazję, aby zmienić proporcje na korzyść przedmiotów rozszerzonych. MEN jednak idzie w drugą stronę. Zaczynam podejrzewać, że Barbara Nowacka jest pod wpływem lobby nauczycieli dających prywatne lekcje.
Przesunięcie nauki na poziomie rozszerzonym z klasy pierwszej do drugiej lub nawet trzeciej to poważny cios wymierzony w szkoły olimpijskie. Przygotowywanie ucznia do zawodów olimpijskich ma sens tylko wtedy, gdy zacznie się to robić od pierwszych dni nauki w szkole średniej. Dodatkowej wiedzy, wykraczającej poza program nauczania na poziomie podstawowym, ale wymaganej na olimpiadzie, jest tak dużo, że przynajmniej jej część uczeń powinien zdobyć na lekcjach (do tego służą rozszerzenia).
Gdy rozszerzeń nie będzie w klasie pierwszej, a może także w klasie drugiej, całe przygotowanie do olimpiady trzeba będzie zrealizować w trybie dodatkowym, np. na kołach zainteresowań i podczas indywidualnych konsultacji z opiekunem. Szkoła musi posiadać środki finansowe, by za taką dodatkową naukę opiekunowi zapłacić.
Czy MEN ma świadomość, że szkoły, które są wylęgarnią olimpijczyków, po reformie spotka zapaść?
Niezmiernie dziwi zmniejszenie liczby godzin na informatykę. Obecnie są to tylko 3 godz. (po godzinie w klasie pierwszej, drugiej i trzeciej). Po zmianie byłaby to tylko 1 godz. tygodniowo w klasie pierwszej i drugiej (w dwóch najstarszych klasach nie byłoby już informatyki). Odebraną informatyce godzinę MEN przesuwa na EDB, co wydaje się kuriozalne. Gdyby urzędnicy MEN rozumieli, na czym polega dzisiaj bezpieczeństwo, zwiększyliby liczbę godzin informatyki.
Jeżeli jest to kolejny ukłon MEN w stronę dyrektorów, którzy nie mogą znaleźć informatyka do pracy, należy uznać to za grubą przesadę. Z nauki bezpieczeństwa nie można rezygnować z powodu problemów z wakatami.
Jeżeli „Kompas Jutra” jest po to, aby ukryć nieudolność dyrektorów, a pośrednio także organów prowadzących szkołę, w pozyskiwaniu fachowców, to ja dziękuję za taką reformę.
Źródło: www.facebook.com/NIEdlachaosuwszkole/
Oto, zamieszczona dzisiaj na portalu „Strefa Edukacji”, opracowna na przez przez Katarzynę Mazur, na podstawie raportów kontrolnych NIK, informacja o tym czym w praktyce jest nadzór pedagogiczny, sprawowany przez kuratoria oświaty:
Nadzór pedagogiczny działa „sobie a muzom”. Realnie niewiele z niego wynika
Nadzór pedagogiczny ma być narzędziem czuwania nad jakością kształcenia, reagowania na problemy i wspierania szkół w poprawie wyników. Raporty Najwyższej Izby Kontroli dotyczące szkół ponadpodstawowych w trzech województwach pokazują jednak, że w praktyce często sprowadza się do wypełniania dokumentów, nie zaś do realnego zarządzania procesami edukacyjnymi. Kontrolerzy nie kwestionują faktu, że nadzór formalnie funkcjonuje. Problem w tym, że bardzo często nie spełnia swojej podstawowej roli. […]
W niemal wszystkich skontrolowanych szkołach sporządzano plany nadzoru pedagogicznego i sprawozdania z ich realizacji. NIK zwraca jednak uwagę, że dokumenty te rzadko pozwalały ocenić, czy nadzór był skuteczny.
Brakowało mierników, kryteriów oceny, danych liczbowych i jakościowych. Wnioski bywały ogólnikowe, a w sprawozdaniach ograniczano się do lakonicznych stwierdzeń typu „zadania zrealizowano”. W takiej formule nadzór nie daje dyrektorowi ani radzie pedagogicznej realnej wiedzy o tym, co w szkole działa, a co wymaga korekty.
Szczególnie niepokojące są ustalenia dotyczące reakcji szkół na pogarszające się wyniki egzaminów maturalnych. NIK opisuje przypadki znaczących spadków zdawalności, zwłaszcza z matematyki i języków obcych, które nie skutkowały pogłębioną oceną pracy dydaktycznej.
Analizy wyników bywały powierzchowne albo niepełne, a czasem w ogóle ich nie przeprowadzano. Nawet gdy dane egzaminacyjne wyraźnie wskazywały problem, nie przekładało się to na konkretne działania naprawcze ani zmiany w organizacji nauczania.
Dyrektorzy szkół rzadko wykorzystywali nadzór pedagogiczny jako narzędzie zarządzania jakością. Brakowało udokumentowanych obserwacji zajęć, analiz ryzyk, kontroli problemowych czy systemowego wspomagania nauczycieli.
Nadzór nie pełnił funkcji korygującej ani rozwojowej. Często był traktowany jako obowiązek administracyjny, a nie element realnej odpowiedzialności za proces kształcenia.
NIK zwraca uwagę, że również na poziomie nadzoru zewnętrznego dostępne narzędzia nie zawsze były wykorzystywane. Kuratoria, mimo posiadania danych o bardzo niskiej zdawalności egzaminów w części szkół, nie sięgały po instrumenty przewidziane prawem, takie jak programy poprawy efektywności kształcenia czy pogłębione kontrole w tym obszarze.
W efekcie system nadzoru nie domykał się ani na poziomie szkoły, ani na poziomie administracji oświatowej.
Z analizowanych raportów wyłania się spójny obraz: nadzór pedagogiczny w szkołach ponadpodstawowych działa formalnie, lecz zbyt rzadko reaguje na realne problemy. Dokumenty są tworzone, ale nie prowadzą do decyzji. Dane są zbierane, ale nie uruchamiają działań.
NIK opisuje systemowy problem, w którym nadzór przestaje być narzędziem poprawy jakości kształcenia, a zaczyna pełnić funkcję biurokratycznej formalności. To wnioski istotne nie tylko dla dyrektorów szkół, ale także dla całego systemu zarządzania oświatą.
Źródło: www.strefaedukacji.pl
Zobacz także na stronie NIK: „Organizacja i funkcjonowanie nadzoru pedagogicznego w szkołach ponadpodstawowych w województwach lubuskim, wielkopolskim i zachodniopomorskim” – TUTAJ
Dzisiaj proponuję lekturę teksu Marcina Polaka, zamieszczonego na redagowanym przez niego portalu „Edunews” w minioną niedzielę, w którym jego autor zaprezentował wyniki badania skutków „wpuszczenia” do szkół sztucznej inteligencji – „A new direction for students in an AI world: Prosper, prepare, protect”, opublikowanych właśnie przez Centrum Edukacji Powszechnej Brookings Institution:
AI w szkole – obecnie więcej ryzyk niż korzyści
Wielu osobom w edukacji udziela się entuzjazm związany z możliwością skorzystania z pomocy sztucznej inteligencji (AI). Być może jednak ulegamy wpływowi marketingu korporacji międzynarodowych, które przekonują nas, że oferują nam wspaniałe narzędzie edukacyjne i po prostu nie można z niego nie skorzystać. Zwłaszcza, że za darmo. Powinniśmy zachować ostrożność, tak nauczyciele, jak i osoby uczące się. Sytuacja nie jest tak różowa, jak mogłoby się to wydawać. Oczywiście – wydaje się, że podstawowe użycie narzędzi sztucznej inteligencji sprawia, iż zadania wykonujemy szybciej. Ale czy zastanawiamy się, za jaką cenę?
Ryzyko związane z wykorzystaniem generatywnej sztucznej inteligencji do edukacji dzieci i młodzieży obecnie przyćmiewa korzyści, które można dzięki AI osiągnąć – wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Centrum Edukacji Powszechnej Brookings Institution, amerykańskiej organizacji typu think-tank .
Szeroko zakrojone badanie objęło grupy fokusowe i wywiady z uczniami klas K-12 (dwanaście roczników, czyli i poziom podstawowy i średni – przyp. red.), rodzicami, nauczycielami i ekspertami technicznymi z 50 krajów, a także przegląd literatury obejmujący setki artykułów naukowych. Stwierdzono, że wykorzystanie sztucznej inteligencji w edukacji może podważyć fundamentalny rozwój dzieci, a szkody, które już wyrządziła, są „zniechęcające”, choć jeszcze „możliwe do naprawienia.
Generatywna sztuczna inteligencja jest wciąż nowa – ChatGPT został opublikowany nieco ponad trzy lata temu – stąd autorzy raportu mieli na celu zbadanie potencjału sztucznej inteligencji w klasie z uwzględnieniem rozwoju kompetencji uczniów i wpływu na nauczycieli oraz stosowane przez nich metody pracy.
Do zalet: sztuczna inteligencja może pomóc uczniom w nauce czytania i pisania
Nauczyciele ankietowani na potrzeby raportu stwierdzili, że sztuczna inteligencja może być przydatna w nauce języka, zwłaszcza dla uczniów uczących się drugiego języka obcego. Na przykład, AI może dostosować złożoność tekstu do umiejętności czytelnika i zapewnia pewien stopień prywatności uczniom, którzy mają trudności w kontaktach z dużymi grupami.
Nauczyciele uczestniczący w badaniu uważają, że sztuczna inteligencja może również pomóc w poprawie umiejętności pisania uczniów, o ile służy do wspierania ich wysiłków, a nie do wykonywania pracy za nich. Nauczyciele wskazują, że sztuczna inteligencja może „pobudzić kreatywność” i pomóc uczniom pokonać blokadę twórczą. (…) Na etapie pisania może pomóc w organizacji, spójności, składni, semantyce i gramatyce. Na etapie korekty może wspierać edycję i przepisywanie pomysłów, a także pomagać w (…) interpunkcji, stosowaniu wielkich liter i gramatyce.
Do wad: sztuczna inteligencja stanowi poważne zagrożenie dla rozwoju poznawczego uczniów
Na szczycie listy zagrożeń Brookings znajduje się negatywny wpływ sztucznej inteligencji na rozwój poznawczy dzieci – sposób, w jaki uczą się nowych umiejętności oraz postrzegają i rozwiązują problemy.
Raport opisuje rodzaj pętli uzależnienia od AI, w której uczniowie coraz częściej przerzucają na technologię swoje własne myślenie, co prowadzi do spadku funkcji poznawczych lub ich zaniku, częściej kojarzonego ze starzeniem się mózgu.
Rebecca Winthrop, jedna z autorek raportu w Brookings, ostrzega: Kiedy dzieci korzystają z generatywnej sztucznej inteligencji, która podpowiada im odpowiedź (…) nie myślą samodzielnie. Nie uczą się odróżniać prawdy od fikcji. Nie uczą się rozumieć, co stanowi dobry argument, a co nie. Nie poznają różnych perspektyw, ponieważ tak naprawdę nie angażują się w treść, którą otrzymują.
Odciążanie poznawcze (ang. cognitive off-loading) nie jest oczywiście nowym zjawiskiem. Wielokrotnie już korzystaliśmy z technologii edukacyjnych, aby sobie pomóc. Na przykład klawiatury i komputery zmniejszyły potrzebę pisania odręcznego, a kalkulatory zautomatyzowały podstawowe obliczenia matematyczne. Jednak AI „przyspiesza” ten rodzaj „ułatwiania” edukacji, szczególnie w szkołach, gdzie nauka może wydawać się instruktażowa – nauczyciel tłumaczy dane zagadnienie uczniom, kontrolując czas, metodę i ocenę postępów w nauce. Generatywna sztuczna inteligencja to bardzo zmienia – jak zauważa jeden ze studentów badaczom: To proste. Nie trzeba używać mózgu.
Raport Brooking Institution dostarcza wielu dowodów sugerujących, że studenci korzystający z generatywnej sztucznej inteligencji już obserwują spadek wiedzy merytorycznej, umiejętności krytycznego myślenia, a nawet kreatywności. Może to mieć ogromne konsekwencje w przyszłości, jeśli ci młodzi ludzie wkroczą w dorosłość, nie ucząc się krytycznego myślenia. Chcą być „smart” – wykorzystują to, co oferuje AI, ale nie widzą, że w rzeczywistości wcale się nie uczą.
Do zalet: sztuczna inteligencja może nieco ułatwić pracę nauczycielom
W raporcie wskazano, że kolejną zaletą sztucznej inteligencji jest to, że pozwala ona nauczycielom automatyzować niektóre zadania, które ich dość mocno przytłaczają w szkole, np. generowanie wiadomości do rodziców, tłumaczenie materiałów, tworzenie arkuszy ćwiczeń, rubryk, quizów i planów lekcji” — i wiele innych (jak choćby cały asortyment materiałów biurokratycznych – dokumentacji wymaganej przez różne instytucje w sektorze edukacji i ministerstwo).
W raporcie przytoczono liczne badania naukowe, które wykazały istotne korzyści w zakresie oszczędności czasu dla nauczycieli, w tym badanie przeprowadzone w USA, które wykazało, że nauczyciele korzystający ze sztucznej inteligencji oszczędzają średnio prawie sześć godzin tygodniowo i około sześciu tygodni w ciągu całego roku szkolnego.
Do zalet i wad: sztuczna inteligencja może być motorem równości, lub nierówności w szkołach
Jednym z najsilniejszych argumentów przemawiających za wykorzystaniem sztucznej inteligencji w edukacji, według raportu Brookings, jest jej zdolność do dotarcia do dzieci wykluczonych z zajęć szkolnych. Badacze przytaczają przykład Afganistanu, gdzie talibowie odmówili dziewczynkom i kobietom dostępu do formalnej edukacji ponadpodstawowej.
Według raportu, jeden z programów dla afgańskich dziewcząt wykorzystał sztuczną inteligencję do digitalizacji afgańskiego programu nauczania, tworzenia lekcji opartych na tym programie i rozpowszechniania treści w języku dari, paszto i angielskim za pośrednictwem lekcji WhatsApp.
Sztuczna inteligencja może również pomóc w zwiększeniu dostępności zajęć dla uczniów z różnymi trudnościami w uczeniu się, w tym dysleksją.
Ale, jak ostrzega Rebecca Winthrop, sztuczna inteligencja może również znacząco pogłębić istniejące podziały. Dzieje się tak, ponieważ bezpłatne narzędzia sztucznej inteligencji, które są najłatwiej dostępne dla uczniów i szkół, mogą być jednocześnie najmniej wiarygodne i najmniej rzetelne, choćby dlatego, że nie dostarczają odpowiednio aktualnych treści.
Wiemy, że bogatsze społeczności i szkoły będą mogły sobie pozwolić na bardziej zaawansowane modele sztucznej inteligencji – zauważa Winthrop – i wiemy, że te bardziej zaawansowane (płatne – przyp. red.) modele są dokładniejsze. Oznacza to, że po raz pierwszy w historii technologii edukacyjnych szkoły będą musiały płacić więcej za dokładniejsze informacje. A to naprawdę szkodzi szkołom z mniejszymi budżetami finansowymi.
Do wad: sztuczna inteligencja stanowi poważne zagrożenie dla rozwoju społeczno-emocjonalnego
Z zebranych danych wynika, że wykorzystanie sztucznej inteligencji, a zwłaszcza chatbotów, podważa dobrostan emocjonalny uczniów, w tym ich zdolność do budowania relacji, radzenia sobie z niepowodzeniami i dbania o zdrowie psychiczne – czytamy w raporcie. Badacze wskazują, że technologia AI ma z natury charakter pochlebczy – została zaprojektowana tak, aby wzmacniać przekonania użytkowników.
Winthrop twierdzi, że jeśli dzieci rozwijają umiejętności społeczno-emocjonalne głównie poprzez interakcje z chatbotami, które zostały zaprojektowane tak, aby się z nimi zgadzać, stanie się bardzo niekomfortowe przebywanie w otoczeniu, w którym ktoś się z nimi nie zgadza.
Winthrop podaje przykład dziecka wchodzącego w interakcję z chatbotem, „narzekającego na rodziców i mówiącego: Chcą, żebym zmywał naczynia — to takie wkurzające. Nienawidzę moich rodziców. Chatbot najprawdopodobniej odpowie: Masz rację. Zostałeś źle zrozumiany. Przepraszam. Rozumiem cię. W przeciwieństwie do przyjaciela, który powiedziałby: Stary, ja ciągle zmywam naczynia w domu. Nie wiem, na co narzekasz. To normalne. Może to być źródło sporych problemów z zakresu wychowania – AI nie podpowie, że jednak trzeba postąpić inaczej, zamiast tego być może będzie umacniała błędne podejście do spraw życiowych.
Do tego dochodzą kwestie związane ze sferą emocji. Niedawne badanie przeprowadzone przez Centrum Demokracji i Technologii, organizację non-profit działającą na rzecz praw obywatelskich i swobód obywatelskich w erze cyfrowej, wykazało, że prawie 1 na 5 uczniów szkół średnich przyznało, że oni lub ktoś, kogo znają, miał romantyczną relację ze sztuczną inteligencją. 42% uczniów biorących udział w tym badaniu przyznało, że oni lub ktoś, kogo znają, używali sztucznej inteligencji jako „osoby” do towarzystwa.
Raport ostrzega, że takie echo sztucznej inteligencji może hamować rozwój emocjonalny dziecka: Uczymy się empatii nie wtedy, gdy jesteśmy doskonale rozumiani, ale wtedy, gdy źle rozumiemy i odzyskujemy równowagę – zauważa jeden z ankietowanych ekspertów.
Wyzwania na przyszłość
Raport Brookings zawiera długą listę rekomendacji, które pomogą rodzicom, nauczycielom i decydentom – nie wspominając o samych firmach technologicznych – wykorzystać potencjał sztucznej inteligencji bez narażania dzieci na ryzyko, jakie obecnie stwarza ta technologia. Wśród tych rekomendacji:
-Sama edukacja mogłaby być mniej skoncentrowana na tym, co raport nazywa realizacją zadań według instrukcji (udzielonych przez nauczyciela – przyp. red.) lub na ocenie końcowej jako celu kształcenia, a bardziej na rozbudzaniu ciekawości i chęci uczenia się. Jeśli uczniowie będą czuli się zaangażowani, być może będą mniej skłonni prosić sztuczną inteligencję o wykonanie pracy za nich.
-Sztuczna inteligencja projektowana dla dzieci i młodzieży powinna być mniej pochlebcza, a bardziej „antagonistyczna”, odrzucająca uprzedzenia i zachęcająca młode umysły do refleksji i oceny.
-Firmy technologiczne powinny współpracować z nauczycielami w ramach „centrów współprojektowania” edukacji. Przykładowo w Holandii, wspierany przez rząd ośrodek skupia już firmy technologiczne i nauczycieli, aby opracowywać, testować i oceniać nowe zastosowania sztucznej inteligencji w klasach. (W Polsce badania nad AI pod kątem procesu uczenia się zaczyna Centrum Nauki Kopernik, ale to dopiero początek projektu ZBADAI – przyp. red.).
-Holistyczne kompetencje w zakresie wykorzystania sztucznej inteligencji mają kluczowe znaczenie w edukacji – zarówno dla nauczycieli, jak i uczniów. Niektóre kraje, w tym Chiny i Estonia, posiadają kompleksowe, krajowe wytyczne dotyczące rozwijania umiejętności we współpracy ze sztuczną inteligencją.
-W miarę jak szkoły wdrażają narzędzia AI, ważne jest, aby niedofinansowane placówki (zwłaszcza w zmarginalizowanych społecznościach) nie pozostały w tyle, co prowadziłoby do pogłębienia nierówności. To duże wyzwanie dla władz lokalnych.
-Nie można pozostawić wdrażania AI w szkolnictwie swobodzie korporacji. Rządy mają obowiązek regulować wykorzystanie sztucznej inteligencji w szkołach, upewniając się, że wykorzystywana technologia chroni zdrowie poznawcze i emocjonalne uczniów, a także ich prywatność. Aktualnie w Stanach Zjednoczonych administracja Donalda Trumpa próbuje zakazać władzom stanowym samodzielnego regulowania obecności sztucznej inteligencji w szkołach, a brakuje federalnych ram regulacyjnych.
Jak argumentują autorzy, nadszedł czas na działanie. Zagrożenia, jakie sztuczna inteligencja stwarza dla dzieci i młodzieży, są już wiadome, liczne i oczywiste. Dobra wiadomość jest taka, że mamy też wiele możliwości rozwiązania znanych nam problemów.
Warto podkreślić na koniec – sztuczna inteligencja jest najbardziej użyteczna, gdy uzupełnia, a nie zastępuje pracę nauczyciela z krwi i kości. Tak samo – gdy uzupełnia proces myślowy osoby uczącej się, a nie zastępuje go oferując iluzję kształcenia.
Źródło: www.edunews.pl
Postanowiłem, choć z kilkudniowym opóźnieniem, zamieścić fragmenty teksu z portalu „epedagogika.pl”informujące o opublikowaniu przez MEN projektu rozporządzenia, na mocy którego ministerstwo zamierza z dniem 1 września 2026 roku rozpocząć wdrażanie reformy podstaw programowych, zwanej „Kompas jutra” , a także tekst tego projektu:
Opublikowano projekt podstawy programowej. Jakie zmiany planuje Ministerstwo Edukacji Narodowej?
Opublikowano projekt rozporządzenia Ministra Edukacji w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym. Projekt jest elementem szerzej zapowiadanej reformy systemowej realizowanej w ramach prac nad Reformą 2026, a jego celem jest całościowe przebudowanie podstaw programowych – od wychowania przedszkolnego po II etap edukacyjny szkoły podstawowej. Sprawdź, jakie zmiany dla przedszkola i szkoły podstawowej przewiduje projekt nowej podstawy programowej.[…]
Kiedy zapowiadane zmiany wejdą w życie?
Projekt zakłada stopniowe wdrażanie nowej podstawy programowej:
-od roku szkolnego 2026/2027 w klasach I i IV szkoły podstawowej,
-w kolejnych latach – sukcesywnie w następnych klasach.
Jednocześnie przewidziano szczególne rozwiązanie dla przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa, którego nowa podstawa ma być stosowana już od roku szkolnego 2026/2027 w klasach VIII, niezależnie od pozostałych zmian.
W szkołach podstawowych dla dorosłych nowa podstawa ma być wdrażana od roku szkolnego 2029/2030. […]
Przeczytaj również:
Analizujemy projekt rozporządzenia w sprawie ramowych planów nauczania. Jakie zmiany planuje Minister Edukacji? – TUTAJ
Cały tekst „Opublikowano projekt podstawy programowej. Jakie zmiany planuje Ministerstwo Edukacji Narodowej?”
– TUTAJ
Źródło: www.epedagogika.pl
x x x
[…]
Projekt rozporządzenia w sprawie nowej podstawy programowej wychowania przedszkolnego
oraz kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej – TUTAJ














